scenka z restauracji...

16.03.09, 15:56
zastanawia mnei dlaczego rodzice nei reaguja.. hmm...bylem w restauracji w
niedziele. Byla tez tam jakas rodzina z 2 dzieci. Dzieci najwyrazniej sie
nudzily, wstyl od stoli i zaczely sobie chodzic po restauracji. To da sie
przezyc. Nagle wpadly na swietyn pomysl. Wziely z wolnego stolika menu (w
plastikowej oprawie) i zaczely przykladac do takiej krecacej sie kuli
(polewanej woda). Potem takie mokre menu kladly na drewnianym stole.
A rodzice..momo ze widzieli..ZERO reakcji..... kurcze..nie rozumiem..
    • soffia75 Re: scenka z restauracji... 16.03.09, 16:46
      Wyjaśnienia są proste:
      - "a niech się bawią, w końcu to tylko dzieci"
      - "a niech się bawią, ważne, że mamy spokój"
      - "to nie nasze /menu/, więc co się będziemy przejmować"
      Samo życie...

      A co na to obsługa sali? Nie zauważyli całej sytuacji? Czy może zauważyli, ale:
      - machnęli ręką, "bo to nie moje, tylko szefa"?
      - woleli udawać, że nic nie widzą, żeby nie wchodzić w konflikt z klientami?

      Zauważyłam, że w takich sytuacjach w restauracjach, sklepach itp. problem często
      jest po obu stronach - rodzice uwagi nie zwrócą, a tym bardziej obsługa (chociaż
      teoretycznie odpowiada za mienie pracodawcy).
      • camel_3d Re: scenka z restauracji... 16.03.09, 16:49
        obsluga nie zareagowala... co tez mnei dziwilo...ale wiesz w niemczech dzieci sa
        prawie nietykalne..bo si ezestresuja.
    • undomestic_goddess Re: scenka z restauracji... 16.03.09, 17:21
      Ty masz strasznie duzo problemow z cudzymi dziecmi. Moze zrob sobie jakies swoje
      i nim sie zajmij, co? :p
      • camel_3d Re: scenka z restauracji... 16.03.09, 17:34
        > Moze zrob sobie jakies swoj
        > e
        > i nim sie zajmij, co? :p


        mam jedno..na razie wystarczy.
        cos jeszcze?
        • donkaczka Re: scenka z restauracji... 16.03.09, 22:44
          > > Moze zrob sobie jakies swoj
          > > e
          > > i nim sie zajmij, co? :p
          >
          >
          > mam jedno..na razie wystarczy.
          > cos jeszcze?
          >

          no czesc pierwsza wykonana, czas na druga big_grin
          • camel_3d Re: scenka z restauracji... 17.03.09, 15:45

            > no czesc pierwsza wykonana, czas na druga big_grin


            a potem "Dynastia"?
    • smerfetka8801 Re: scenka z restauracji... 18.03.09, 21:03
      to ten sam typ ludzi co to w Polsce dzieci do Kościoła prowadzają a te po nim
      latają i sobie zabawy pod ołtarzem robią-podobno to normalne bo jakie dziecko
      wysiedzi 45 minut.
      tylko po cholerę zabierać takie dziecko do Kościoła?co ono z tego ma??podobnie z
      restauracją-uważam ,ze jak najbardziej jest to miejsce dla rodziców z dziećmi
      pod warunkiem jednak ,ze rodzice potrafią dzieci zainteresować czymś zająć czy
      po prostu opanować aby nie były zbyt uciążliwe dla innych
      • mruwa9 Re: scenka z restauracji... 18.03.09, 21:09
        "Pozwolcie dzieciom przychodzic do mnie i nie zabraniajcie im,
        albowiem dla nich jest Krolestwo Niebieskei"
        Kojarzysz ten cytat?
        A moze rodzice nie maja z kim zostawic dzieci na czas wyjscia do
        kosciola? A moze uznaja, ze dla rodziny wazna jest obecnosc calej
        rodziny podczas niedzielnej Mszy? Mojemu proboszczowi nie
        przeszkadzly dzieci biegajace po kosciele. Najbardziej przeszkadzaly
        one starym dewotkom.
        • bloopsar Re: scenka z restauracji... 19.03.09, 00:21
          > "Pozwolcie dzieciom przychodzic do mnie i nie zabraniajcie im,
          > albowiem dla nich jest Krolestwo Niebieskei"
          > Kojarzysz ten cytat?

          Zawsze pada ten argument w tego typu dyskusjach. Tylko czy te krzyczace i
          biegajace dzieci naprawde przychodza do Chrystusa? Mam wrazenie ze w powyzszym
          cytacie przez "przyjscie" rozumie sie nie fizyczne pojawienie sie w kosciele
          ale, powiedzmy, "obcowanie" z Bogiem. A co to za obcowanie jak sie nie zwraca
          uwagi na oltarz i ksiedza, tylko rozrabia? Dzieci ktore przychodza do kosciola
          bawic sie sa jak turysci, ktorzy przychodza do swiatyni zwiedzac ja. Czy oni
          przychodza do Boga w tej swiatyni? Watpie. Oczywiscie turystow nie potepiam,
          zwiedzanie swiatyn jest ok, ale zauwazmy: poza msza!

          > A moze rodzice nie maja z kim zostawic dzieci na czas wyjscia do
          > kosciola?

          To niech chodza pojedynczo a drugie w tym czasie niech siedzi z dzieckiem w
          domu. Mowie oczywiscie tylko o przypadkach tych dzieci, ktore kompletnie nie
          potrafia zachowac sie w kosciele i przeszkadzaja innym.

          > Mojemu proboszczowi nie
          > przeszkadzly dzieci biegajace po kosciele.

          A to bylo na mszy dla dzieci? Bo jesli tak to luz. Ale jesli na mszy dla
          doroslych, to wybacz.

          > Najbardziej przeszkadzaly one starym dewotkom.

          A moze stare dewotki chca skupic sie na mszy i duchowych przezyciach? Myslisz o
          tym troszke? To jest KOSCIOL a nie plac zabaw. Poza tym sa msze dla dzieci, tam
          moga sobie biegac, krzyczec i przyzwyczajac sie do pobytu w kosciele ale msze
          dla doroslych powinny jednak miec pewien nastroj i porzadek.
          • smerfetka8801 Re: scenka z restauracji... 19.03.09, 09:31
            ja np celowo unikam mszy dla dzieci a swojego niemowlaka na mszę zabieram bo
            widzę ,że jest zaciekawiona śpiewami organami itd i nie przeszkadza innym.
            jeśli jednak nadejdzie dzień ,że zacznie zachowywać się fatalnie to wyjdę tak
            samo było by z restauracją.
            a chodzenie do kościoła przez dziecko (starsze) polegać ma na uczestniczeniu we
            mszy a nie bieganiu po kościele
          • agazuchwa Re: scenka z restauracji... 20.03.09, 22:27
            to Pan Bóg ma różne Msze dla różnych???no dobra a jezli mi
            przeszkadza, że pani w pierwszym rzędzie całe kazanie klepie
            zdrowaśki zamiast słuchać to co?? mam ją wyprosić? jeśli na mszach
            dal dzieci dzieci biegają to jak naucza sie jak się zachowywac w
            kościele? rozumię, ze jesteś tak silnie uduchowiona , ze przeszkadza
            ci dziecko które modli się tańcem ale zaakceptujesz jeśli cała
            rodzina nie bedzie na mszy kiedy ta dla dzieci wypada akurat w porze
            drzemki dziecka? jasna wszak Chrustus po to powołał kosciół żebysmy
            zbawiali tylko siebie i mieli gdzies naszych współparafian niech
            siedza w domu skoro mają żywiołowe dziecko bo ja muszę się pomodlić
            • bloopsar Re: scenka z restauracji... 21.03.09, 22:55
              > to Pan Bóg ma różne Msze dla różnych?

              A to Pan Bog przyjmuje tylko w wyznaczonych godzinach? Nie, a jednak koscioly
              nie sa czynne 24h/na dobe. Bo zarzadzjacy kosciolami wprowadzili pewne zasady. I
              wszyscy je akceptuja. Nawet jesli kosciol jest otwarty, to nie znaczy, ze caly
              czas jest jakas msza. Sa one o wyznaczonych godzinach i to tez wszyscy
              akceptuja. Wiec chyba tez moga zaakceptowac podzial mszy na te dla dzieci i dla
              doroslych, prawda?

              > a jezli mi
              > przeszkadza, że pani w pierwszym rzędzie całe kazanie klepie
              > zdrowaśki zamiast słuchać to co?? mam ją wyprosić?

              Jest spora roznica miedzy bieganiem i krzyczeniem a cichym odmawianiem modlitwy.
              To pierwsze zachowanie nie tylko nie pasuje do nastroju mszy (dla doroslych) ale
              co najwazniejsze potrafi przeszkadzac innym owa msze przezywac. Cicha modlitwa
              wrecz przeciwnie. Gdyby w pierwszym rzedzie siedzial ktos i na caly glos ryczal
              peany zagluszajac ksiedza, to tez byloby niezbyt stosowne i przypuszczalnie cos
              by z tym zrobiono. Nie udawaj, ze nie widzisz roznicy smile

              > jeśli na mszach
              > dal dzieci dzieci biegają to jak naucza sie jak się zachowywac w
              > kościele?

              Wytlumacza im rodzice smile Znowu i znowu i znowu az zrozumieja i zaakceptuja pewne
              normy zachowan w roznych miejscach. Tak jak naucza sie zachowywac w restauracji,
              w szkole czy w kinie. Gdyby w tych miejscach biegaly wrzeszczac, to mialyby
              problemy, prawda? I musza nuczyc sie, ze trzeba dostosowywac swoje zachowanie do
              sytuacji. Tak samo z kosciolem i msza.

              > rozumię, ze jesteś tak silnie uduchowiona , ze przeszkadza
              > ci dziecko które modli się tańcem ale zaakceptujesz jeśli cała
              > rodzina nie bedzie na mszy kiedy ta dla dzieci wypada akurat w
              > porze drzemki dziecka?

              a) Blagam: "rozumiEM". Wiem, zaraz mi dowalisz, ze ja pisze bez polskich liter
              ale to wynika z lenistwa a nie z braku znajomosci podstawowych zasad ortografii.
              b) Dzieci nie modla sie tancem, jak to ladnie napisalas, ale bawia sie.
              Widzialem kiedys Murzyna w kosciele i on z pasja odspiewywal piesni i
              intensywnie sie modlil wznoszac rece. Odznaczal sie w tlumie, ewidentnie
              wczesniej chadzal do kosciola w innym kraju, gdzies gdzie robi sie to troche
              inaczej. Ale wpasowal sie w "nasza" msze, tyle ze troszke intensywniej widzialo
              sie jego przezywanie obcowania z Bogiem. I nie przeszkadzal nikomu. On
              rzeczywiscie _modlil_ sie na swoj sposob. Dzieci nie _modla_ sie tancem czy
              biegiem czy krzykiem. One tylko probuja zabic ta godzine czasu, na ktora skazali
              ich rodzice. A czemu tak sie dzieje? Bo albo sa jeszcze za male na msze albo
              rodzice nie dosc dobrze wytlumaczyli im na czym to polega i jak powinno
              wygladac. Oczywiscie na mszy dla dzieci to nie przeszkadza, tam moga sie po
              swojemu przyzwyczajac i uczyc.
              c) A co jesli w porze drzemki dziecka bedzie jego zaplanowana wizyta u lekarza?
              Obudzi sie go, prawda? Albo uspi wczesniej albo jakos tak rozplanuje jego dzien
              i spanie zeby drzemka w tym dniu sie przesunela. Jakos mozna sobie poradzic.
              Niekoniecznie pchajac sie z osobnikiem nie potrafiacym zachowac sie w kosciele
              na msze dla doroslych. Ostatecznie mozna nie pojsc w ogole i pomodlic sie w
              domu. Mysle ze to lepsze zachowanie chrzescijanskie niz olewanie uczuc innych.

              > jasna wszak Chrustus po to powołał kosciół żebysmy
              > zbawiali tylko siebie i mieli gdzies naszych współparafian

              Ciekawe ze ty wlasnie to piszesz majac innych wspolparafian dokladnie gdzies smile

              > niech
              > siedza w domu skoro mają żywiołowe dziecko bo ja muszę się pomodlić

              Niech nie moga sie pomodlic ani przezywac mszy bo ja musze sie tam wepchnac z
              moim niekontrolowalnym dzieckiem. I mam gdzies, ze moglam z nim pojsc na msze
              dla dzieci, gdzie nikomu bym nie przeszkadzala.
              • agazuchwa Re: scenka z restauracji... 23.03.09, 07:06
                kłociłabym się dalejsmile bo kłotliwa jestem, ale
                nie jestem nieomylnasmile i po wczorajszym naszym pobywaniu w
                kościele...przyznaje ci racje (byliśmy na mszy dla dzieci gdzie
                próbowałam mojemu dziecku raz jeszcze i raz jeszcze i raz jeszcze
                wytłumaczyć ze po schodach ołtarza sie nie biega i może by
                zrozumiał, gdyby nie kilkoro latających tam dzieci którym nikt tego
                nie tłumaczył a człowiek od najmłodszych lat stadny jest i moje
                dziecko nie wytrzymywało i też biegało
                inna sprawa jest taka że teraz mam zgryz ma msze dla dzieci nie
                pójde (bo mi go tam trudno okiełznac) a na innej to on bedzie pare
                pierwszych razy przeszkadzał...no bo zanim sie nauczy dobrze
                zachowywać to troche minie ( tłumaczenie w domu to jedno ale potem
                trzeba to przetrawić
                acha żeby nie było ze taka zgodna jestemsmilesmilesmilesmile upieram się że
                panie klepiące zdrowaśki modlą się równie nieskutecznie co biegające
                dzieci ( znaczy ani one ani te dzieci sie nie modlą raczej
      • camel_3d Re: scenka z restauracji... 19.03.09, 13:10
        smerfetka8801 napisała:

        > to ten sam typ ludzi co to w Polsce dzieci do Kościoła prowadzają a te po nim
        > latają i sobie zabawy pod ołtarzem robią-podobno to normalne bo jakie dziecko
        > wysiedzi 45 minut.


        wierz mi, dodpowiednie ulozone dziecko wysiedzi 45 minut. Zabieranie dzieci do
        restauracji (czy do kosciola) i puszczanie samopas bo tak latwiej i nie musimy
        sie starac je spokoic mija sie z celem.
        DO kosciola nie chodze, ale do restauracji tak i biore mojego 5 miesieczniaka
        (prawie) ze soba. Potrafi wysiedziec na kolanach ponad godzine. A jezeli sie
        zaczyna nudzic, to ktos inny go bierze na koolana. I maly ma iagle cos nowego
        przed oczyma.
        • undomestic_goddess Re: scenka z restauracji... 19.03.09, 19:28
          camel_3d napisał:


          >
          > wierz mi, dodpowiednie ulozone dziecko wysiedzi 45 minut.

          Uklada to sie psy, a dzieci sie wychowuje.

          I znow powrot o dyskusji o kosciele. <zieeeew>
        • krwawakornelia ale o co ci chodzi camel? 19.03.09, 20:56
          co to jest odpowiednio ulozone dziecko?

          ja umiem odpwiednio ulozyc ksiezki na polce np. w kolejnosci
          alfabetycznej
          • ktos333.1 Re: ale o co ci chodzi camel? 20.03.09, 10:15
            Twój słaby zasób słownictwa nie jest niczyją winą.
            • krwawakornelia nie to wina niezreformowanego jeszcze 20.03.09, 11:50
              za moich czasow szkolnictwa.

          • samira33 Re: ale o co ci chodzi camel? 23.03.09, 02:38
            krwawakornelia napisał:

            > co to jest odpowiednio ulozone dziecko?
            >
            > ja umiem odpwiednio ulozyc ksiezki na polce np. w kolejnosci
            > alfabetycznej

            Wow! To już do tego doszło, że są ludzie, którzy nie znają znaczenia
            słowa "ułożony"?

            Link do słownika języka polskiego:
            sjp.pwn.pl/lista.php?co=u%B3o%BFony
        • agazuchwa Re: scenka z restauracji... 20.03.09, 22:31
          wierz mi żywiołowy 2 latek nie usiedzi 45 minut i nie jest to chyba
          kwestia wychowania można nad nim pracować, starac się ale
          stwierdzenie że każde dziecko w kazdym wieku jest w stanie usiedzieć
          45 minut ( nie kiedykolwiek tylko wtedy kiedy my sobie tego
          zazyczymy ) bez względu na to jaki np ma aktualnie dzień to MOIM
          ZDANIEM zbyt optymistyczne podejście
          • samson.miodek Re: scenka z restauracji... 25.03.09, 03:49
            eee, no wiec zywiolowy 2latek moze wysiedziec w kosciele nie miotajac
            sie wokol oltarza i nie przeszkadzajac innym w modlitwie.Nie tupiac
            nozkami bo fajnie echo niesie nie drzec paszczy i czego tam jeszcze.
            w nowych kosciolach sa pomieszczenia dla osob z malymi dziecmi -
            mozna i powinno sie pojsc z zywiolowym dzieckiem tam.Do kosciola
            mamusia badz tatus powinni zabrac troche sprzetu zeby zainteresowac
            dziecko jak zacznie sie nudzic a prawdopodobnie zacznie sie nudzic -
            ksiazeczki, kolorowanki, nawet cos zeby wrzucic na zabek.Nie puszczac
            dzieciaka samopas.W najgorszym wypdku wyjsc z dzieckiem przed kosciol
            bo glosniki w polskich kosciolach sa wszedobylskie i nie stracicie
            nic z odbywajacej sie mszy a pociecha bedzie sobie mogla rozprostowac
            kosci.A jak juz nie ma innej rady - rozdzielcie sie i niech jedno z
            Was zostanie z pociecha w domu bo jak dzieciakowi w glowie tylko i
            wylacznie bieganie po kosciele w glowie to nic z tej mszy nie
            wyniesie.Chyba ze idziecie na msze dla dzieci.Ale tez uwazam ze
            puszczanie dziecka samopas nie jest dobre, bo od samego poczatku
            powinno sie uczyc dziecko ze do kosciola sie przychodzi pomodlic a
            nie pobiegac i narobic halasu.Takie jest moje zdanie.
        • crusk Re: scenka z restauracji... 22.03.09, 00:06
          camel_3d napisał:


          > wierz mi, dodpowiednie ulozone d

          dzieci lepiej wychowywać wink niż układać. Syna układam do snu, a chowa się
          świetnie za kanapą.

          > biore mojego 5 miesieczniaka
          > (prawie) ze soba. Potrafi wysiedziec na kolanach ponad godzine.

          Wróćmy do tematu za 2 lata - 5 minut samochodzik zabrany z domu, 5 min. kartka i
          długopis, 5 min. figurki origami z serwetek (dla wtajemniczonych) - 15 minut, a
          dopiero może kelner się nami zainteresował i przyjął zamówienie.
          ...może jeszcze 5 minut teatrzyk z serwetkowych kukiełek, ale zapomnij o
          rozmowie ze współbiesiadnikami, gdy zabierasz ze sobą 2-letni "pępek świata."

          Niektóre kawiarnie/restauracje organizują kącik dla dzieci, ale to rzadkość.
          A sytuacja, którą opisałeś - kelner mógłby zwrócić uwagę rodzicom, a gdyby
          którykolwiek z klientów zasygnalizował, że zachowanie dziecka przeszkadza,
          zrobiłby to na pewno. Nie oznacza to, że rodzice uspokoją dziecko, ale próbować
          warto.
          Kto nie próbuje, ten nie ma wink

          pozdrawiam

      • agazuchwa Re: scenka z restauracji... 20.03.09, 22:22
        bo niechodząc do kościoła nie nauczy się ajk się w nim zachować? bo
        jesli oboje rodzice chcą iśc do kościoła to nie mająich z kim
        zostawić bo często gęsto więcej mają kontaktu z Bogiem niz siedzące
        obok "grzecznie" dewoty klepiące zdrowaśki, bo modlą się biegając
        smiejąc
        bo są bliżej ołtarza niz pan przy drzwiach
        mało?
    • krwawakornelia P.S. 20.03.09, 11:55
      Przeciez dzieci maja prawo w restauracji sie zwyczajnie nudzic.
      I to nie jest powod zeby ich tam nie zabierac.
      • camel_3d Re: P.S. 20.03.09, 17:40
        > Przeciez dzieci maja prawo w restauracji sie zwyczajnie nudzic.
        > I to nie jest powod zeby ich tam nie zabierac.


        oczywiscie ze maj aprawo sie nudzic. co nie znaczy, ze moga np biegac czy (jak w
        opisanym przpadku) niszczyc stoly.
    • cas_sie Re: scenka z restauracji... 20.03.09, 12:45
      Ostatnio poszliśmy do zaprzyjaznionego lokalu gdzie jest kącik do
      zabawy dla dzieci, i to co zobaczyliśmy było przerażjące. wszystko
      rozwalone i pozrzucane na podłogę i przerazona obsługa próbująca to
      uprzątnac. często tam bywamy i różne dzieci przychodzą ale zwykle
      zostaje tylko umiarkowany bałagan. Jak sie potem dowiedzieliśmy
      rodzice nie tylko nie reagowali ale pomagali z półek zrzucac. Myślę
      że takie zachowania zaleza od zachowania rodziców, Oraz ich kultury,
      poprostu wychowania. Wiadomo że dzieci szybko się nudza ale to nie
      usprawiedliwia niszcenia
      • camel_3d Re: scenka z restauracji... 20.03.09, 17:41
        > poprostu wychowania. Wiadomo że dzieci szybko się nudza ale to nie
        > usprawiedliwia niszcenia

        mysle, ze rodzice po prostu zrzucaja z siebie obowiazek wychowania dziecka i
        licza na to, ze posiedza sobie w restauracji, popija kawe, a dzeicko odstawie do
        kata z zabawkami..to czy tam cos zniszczy czy nie to juz guzik kogos obchodzi.
        Na szczesicie nie wszyscy rodzice sa tacy.
        • crusk Re: scenka z restauracji... 22.03.09, 00:21
          > Na szczesicie nie wszyscy rodzice sa tacy.
          Ci inni rodzice są niestety w mniejszości, a nie posiadanie
          "grająco-wrzeszczących" zabawek jest postrzegane jako dziwactwo.
          Rodzice niestety zapominają o swoich prawach i prawach innych. Niestety, gdy się
          ockną, że to przegapili, ich "pępki świata" są już za duże, żeby zrozumieć, że
          pępkami nie są.
          Szkoda.
          I zdanie zasłyszane: "Jak zaczyna rozrabiać udaję, że nie widzę, bo nie potrafię
          sobie z nim poradzić". To o 3-latku.
          Może ci "okropni" rodzice są zwyczajnie bezradni bo nie potrafią? Może trzeba
          spróbować im pomóc.
          • krwawakornelia a teraz na mnie camel wyjedzie... :) 23.03.09, 10:37
            metoda udaje ze nie wiedze jest czesto bardzo skuteczna
            pedagogicznie bo:
            1. dzieci rozrabiaja bo chca na siebie zwrocic uwage.
            2. rodzice nie zwracaja na zle zachowanie uwagi.
            3. dziecko nie ma po co sie zle zachowywac.
            ergo dziecko nie jest nagradzane za zle zachowanie
            ergo nie oplaca mu sie ono.
            ergo nie robi tego na przyszlosc.

            ... wszystko oczywiscie pod warunkiem ze rodzice zwracaja na niego
            duzo madrej uwagi gdy naprawde jest "grzeczne".
            • molla7 Re: a teraz na mnie camel wyjedzie... :) 23.03.09, 15:48
              nie bede tu dywagować o mszach, restauracjach.
              uważam, że słowo ułożony jest dobrym słowem, odpowiednikiem określenia dobrze wychowany, których znaczenie zanika dramatycznie wśród narodu.

              moim ulubionym zdaniem/cytatem jest:
              "sztuką jest przestrzegać etykiety i łamać konwenanse". wyraża ono ulubiony przeze mnie szacunek do reguł relacji społecznych i jednoczesny szacunek do niezaleznosci, wolnosci i samodzielnosci w dokonywaniu swoich wyborów i decyzji.
              Tej wolnosci szacunku-2 równie zapomnianych pojęć uczę swoją córkę, nie przeszkadza mi więc gdy w przedszkolu usłychałam: ależ to ułożone dziecko.
            • camel_3d Re: a teraz na mnie camel wyjedzie... :) 02.04.09, 13:20
              wiesz bys moze i mozesz miec racje...aczkolwiek...dziecko koremu nie pokazemy co
              jest wlasciwe a co nie..nie bedzie tego wiedzialo. Dziecko ktore rysuje po sole
              widelcem nie robi tego zlosliwie..al eniszczy stol..jezeli mu nie powiemy ze tak
              sie nie robi..to on potrakuje to jako normalnosc.

              Skoro dziecko rozrabia bo chce zwrocic na siebie uwage znaczyloby ..za malo
              uwagi posiwcaja mu rodzice.. lub..po prostu rozrabia bo sie bawi z innym
              dzieckiem..a dzieci porafia sie dosc bezgranicznie bawicsmile



              > metoda udaje ze nie wiedze jest czesto bardzo skuteczna
              > pedagogicznie bo:
              > 1. dzieci rozrabiaja bo chca na siebie zwrocic uwage.
              > 2. rodzice nie zwracaja na zle zachowanie uwagi.
              > 3. dziecko nie ma po co sie zle zachowywac.
              > ergo dziecko nie jest nagradzane za zle zachowanie
              > ergo nie oplaca mu sie ono.
              > ergo nie robi tego na przyszlosc.
              >
              > ... wszystko oczywiscie pod warunkiem ze rodzice zwracaja na niego
              > duzo madrej uwagi gdy naprawde jest "grzeczne".
    • sloooneczko Re: scenka z restauracji... 24.03.09, 09:55
      może się zagadali
      może nie widza w tym nic s t r a s z n e g o

      dzieci takie rzeczy robią..
      • ga-ti Re: scenka z restauracji... 24.03.09, 22:30
        My do restauracji nie chadzamy, wyjątek McDonalds i KFC, bo tam nasze dzieciaki pasują smile
        Ale Kościół stanowi w mojej rodzinie kwestię sporną. Mąż najchętniej chodził by sam, a ja z naszą wspaniałą dwójeczką.
        Młodsze roczne jeszcze nie poznało, co to chodzenie w kościele, ale jak zakosztuje to łatwo nie będzie. Czterolatek jest na tyle cwany, że sam proponuje, bysmy się "wymieniali". Teras już siedzi, bawi się cichutko, czasem się pokręci, ale wcześniej było wesoło! I te msze dla dzieci często niestety uczyły, że można biegac, gadac, krzyczec itp. No ale ja się pytam, kiedy zatem przyprowadzic dziecko do kościoła? Jak do szkoły pójdzie? A może do Pierwszej Komunii? To dopiero wstyd, jak taka całkiem spora pociecha zachowac się nie potrafi, bo niby skąd ma potrafic, jak pierwszy ras jest? Trochę zrozumienia z każdej strony się przyda...
        • bloopsar Re: scenka z restauracji... 25.03.09, 03:05
          > No ale ja się pytam, kiedy zatem przyprowadzic dziecko do kościoła?
          > Jak do szkoły pójdzie? A może do Pierwszej Komunii? To dopiero
          > wstyd, jak taka całkiem spora pociecha zachowac się nie potrafi,
          > bo niby skąd ma potrafic, jak pierwszy ras jest?

          Na poczatku, poki jest za male zeby zrozumiec jak powinno sie zachowywac - albo
          nie prowadzic wcale albo na msze dla dzieci. I tak nie skorzysta z mszy tak jak
          dorosly, wiec mozna odpuscic. Albo przywyczajac do wizyty w kosciele na mszy
          dzieciecej, gdzie panuja luzne zasady i jest (dla dziecka) ciekawiej.

          Ale jak tylko sie juz da - tlumaczyc, tlumaczyc, tlumaczyc. Pewnie, ze nie
          smedzic i walic kazanie (nomen omen big_grin ) ale jak sie np. dziecku opowiada o Bogu
          i wierze, to przemycac tez opowiastki o zasadach zachowania w kosciele. I
          dlaczego tak a nie inaczej. Skupienie, rozmowa z Bogiem, wazne chwile, wiadomo.
          Moze jakas ksiazeczke? Nie wiem, sa ksiazeczki o tym? Typu "Franklin na swojej
          pierwszej mszy, Bob Budowniczy u spowiedzi" etc? smile

          A jak juz troche dziecie zakuma - to zaprowadzic pare razy do kosciola poza
          msza. Tam panuje taka atmosfera ciszy, ze czlowiek odruchowo szepcze, nawet jak
          nikogo nie ma. Moze dziecku tez sie udzieli. Mozna sie pomodlic i wyjsc, zeby
          nie zdazylo sie znudzic. Mozna w spokoju i bez przeszkadzania pokazac elementy
          "wyposazenia" kosciola wink To jest fajny sposob "oswojenia" sie z kosciolem,
          dostrojenia do niego. Moj ojciec wiele lat nie chodzil do kosciola. Nie z
          przekonania, z lenistwa. Nie chcialo mu sie siedziec na dlugiej mszy, sluchac
          kazania. Ale Boga potrzebowal. Zaczal chadzac wlasnie poza mszami. Pomodlil sie,
          posiedzial w lawce, pomyslal. W ciszy, w swoim czasie. I w koncu znowu zaczal
          chodzic na msze razem z moja matka. Z Kosciolem jako organizacja sie nie zgadza
          i kazania czesto go irytuja. Ale z Bogiem po swojemu rozmawia, msze przezywa.
          Skoro moj ojciec sie tak nauczyl, to moze i dziecko da rade big_grin

          No i wreszcie wziac na msze dla doroslych. Stanac na poczatku blisko wyjscia i
          jak dziecko zacznie sie nudzic, marudzic etc - wyjsc. Trudno, straci sie czesc
          mszy ale mysle, ze to bedzie lepsze niz trzymanie go tam na sile az do momentu,
          gdy zacznie innym przeszkadzac. Ale w koncu powinno zaczac bez problemow chodzic
          na "normalne" msze. Pisze "powinno" bo zdarza sie roznie. Ale to inny temat.

          Generalnie moim zdaniem wcale nie jest tak, ze dziecko "nie pasuje" do kosciola
          czy "nie wolno" mu przyjsc na msze dla doroslych. I tez jak cicho poprosi mame o
          picie czy zapyta szeptem "a co ksiadz robi" to nie bedzie straszna zbrodnia. Za
          to jak dziecko biega i krzyczy w czasie mszy, to juz masakra i moim zdaniem
          rzecz nie do przyjecia.
          Ale tez do unikniecia, chocby sposobem opisanym powyzej. Pisane z wlasnych
          doswiadczen wink

          P.S.: Z wielu przykladow wiem, ze zmuszanie dziecka od malego do chodzenia do
          kosciola i wysiadywania tam cale msze moze prowadzic do wrycia sie w jego
          psychike ze kosciol=nuda i meka. I tak w wieku nastu lat robi sie z niego
          ateista. Nie wojujacy, tylko wygodny smile I bedzie kombinowal jak tu nie isc. Bo
          on mszy nie przezywa, on ja odbebnia, bo matka kazala.
          Dlatego mysle, ze lepiej jak jest dziecko male i szybko meczace sie to
          odpuszczac te msze, chodzic do kosciola poza mszami albo na fragmenty mszy,
          czasami nie isc wcale. Ale przy okazji duzo opowiadac i tlumaczyc wiare i jest
          spora szansa, ze wieku ok. 7 lat samo chetnie bedzie na cale msze chodzic. Bez
          tej wdrukowanej niecheci.

          Oczywiscie jest tez poglad zeby w ogole dziecka do wiary nie przekonywac, nie
          chrzcic, tylko dac mu wybrac jak bedzie dosc duze, by samemu zdecydowac w co
          wierzy i co wyznaje. Ale wiem, ze jest to wbrew zalozeniom wiary katolickiej
          (chocby przysiega na slubie, ze wychowa sie dzieci na katolikow), no i juz
          straasznie wykracza to poza temat tego watku wiec odpuscmy smile
          • krwawakornelia a wiecie co? 25.03.09, 10:24
            dzieci to tez ludzie.
            Tak sobie teraz mysle.
            I przeciez czsami im nudno (nam tez), a czasami mniej nudno.
            Maja humory (dorosli tez)

            I np. moj syn nie mogl usiedzic ani 10 minut na teatrzyku
            kukielkowym. Siedzial w tym pierwszym rzedzie , co 3 minuty
            podskakiwal, probowal rozmawiac z sasiadka obok, przybiegal do nas,
            wraca. Szedl siusiu etc.

            I oczywiscie bylismy czerwoni ze zlosci i jakiegos takiego Wstydu?

            A potem zdalismy sobie sprawe, ze to przedstawienie, bylo poprostu
            nudne. o k r o p n i e n n u u u d n e .
            I co? Zdarza sie.
            • bloopsar Re: a wiecie co? 25.03.09, 12:10
              Hehe dokladnie na tym polega problem z kosciolem i dziecmi: tam jest po prostu
              nudno smile Wiekszosc formulek zna sie na pamiec, czesto powtarza sie je juz bez
              wnikania w tresc. Kazanie niby jest zawsze rozne ale tez czesto niezbyt ciekawe.
              Do tego godzine trzeba powstrzymac sie od rozmow, siedziec w czesto niewygodnych
              lawach, czesto stac. Bywa duszno, tloczno. Niejeden dorosly by nie wytrzymal. I
              wielu nie wytrzymuje. Przeciez jak wielu ludzi nie chodzi do kosciola nie z
              powodu pogladow a dlatego ze im sie nie chce? To tzw. "niepraktykujacy katolicy".
              Dlatego to sztuka nie zniechecic dziecka na dobre. Dlatego ja osobiscie
              niekoniecznie pochwalam prowadzanie malego dziecka na sile do kosciola bo efekt
              moze byc odwrotny do zamierzonego.
              • cas_sie Re: a wiecie co? 26.03.09, 12:21
                Jeśli chodzi o kościół to u nas było tak ,że córcia po 15 minutach
                robiła odwrót. I wychodzilismy bo na siłe nie będziemy przeciez
                zostawac.Przez pewien czas jezdziliśmy na msze dla rodzin z małymi
                dziecmi w małej salce robione obok kościoła .Było dalej ale
                dzieciaki troche przywykły mimo że rozgardiasz straszny i czasem
                ciężko było się skupic nawet. Teraz gdy starsza wraca z przedszkola
                to często ciągnie nas "do kosciółka" i obchodzimy kościół wokoło ,
                wiedza juz że trzeba byc cicho i nie biegac .W ostatnia niedziele
                bylismy nawet w "dużym kościółku "na mszy i wytrzymała prawie do
                końca( ma 3 lata wiec to sukces , mała po prostu prespala). Nic na
                siłe i przyzwyczajamy po trochu. Tak robilismy też z innymi
                miejscami publicznymi typu lokal . Do kfc chodzimy ale do Ritza bym
                ich nie zabrała (jesli było by mnie stac oczywiście wink )
              • aduerin Re: a wiecie co? 01.04.09, 22:04
                tyle, ze wiekszosc rzeczy w zyciu jest dosyc nudnych, i niestety
                dziecko MUSI zrozumiec, ze mimo nudy trzeba sie umiec kulturalnie
                zachowac. Kiedys, w dawnych czasach czyli jakies nawet 20 lat temu w
                kosciele bylo cichutko i zadne dziecko sie nie wiercilo, nie gadalo
                i nie latalo po kosciele bo wiedzialo ze tak NIE WOLNO. Ale kiedys
                szanowano reguly postepowania spolecznego...
                Nie przychodzi wam do glowy, ze nigdy nie bedzie tak, zeby lekcja
                czy msza zaintresowala WSZYSTKIE dzieci? Dziecko, ktore interesuje
                sie np matma, ma prawo nudzic sie na historii. Bo tego nie lubi,
                jakkoliwek ciekawa by nie byla ta lekcja. Ale nie ma prawa z tego
                powodu gadac, latac po klasie, itp. To naprawde proste...
            • cas_sie Re: a wiecie co? 26.03.09, 12:25
              A co z teatrzykami? bo kornelia dała taki przykład a ja sie
              zastanawiam od jakiegos czasu czy zabrać małe do jakiegoś ? Nie wiem
              od jakiego wieku ma to sens i czy faktycznie bedą patrzec czy
              rozrabiac raczej?
    • marcysia51 co do kościoła... 02.04.09, 00:33
      to chetnie sama bym pobiegała po nim żeby to nudziarstwo rozruszać.Jak dla mnie
      to mało możliwe aby Pan Bóg był taki nudny.
      Żeby nie było problemów dzieci do kościoła zabieram tylko na śluby,chrzciny
      itp,sama tez rzadko tam zagladam,bo jak wszystkim wiadomo Pan Bóg jest wszedzie
      i wszędzie nas słyszy smileWięc jak chce sobie z nim pogadac to nie musze chodzić
      do kościoła i słuchac kazań przemądrzałych,głupkowatych i nudnych jak flaki z
      olejem księży.
      Ale w restauracji moje dzieci zachowują sie wzorowo smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja