ilonad
28.11.03, 11:13
Drogie emamy,należę do tych "szczęściar",których dzieci mają apetyt i po
mężu i teściowej skłonności do tycia.
Wiem,że wiele mam niejadków wiele dałoby aby ich maleństwa jadły.
Musiałam zawiązać lodówkę na sznurek(dosłownie) bo moj dwuletni synek
cały czas coś z niej wyciągał(a to ser,to szynkę,to kabanosa)cały czas coś
międlił w buzi.
Problem zaistniał w ciągu mojej nieobecności w domu,babcia była przez 3
dni,której serce rosło patrząc na to.
Staram się(już od 11 tygodni)wrócić do normalnych pór,pięciu posiłków
dziennie,po trosze mi się to udaje,ale moje dziecko dosłownie co trochę
czegoś chce(to soczku,to paluszka,to płatków kukurydzianych,to banana,to
jabłko,gruszkę...)jest ruchliwe i waży 15 kg.
Czytałam,że nie wolno odchudzać dzieci,zwłaszcza w tym wieku,ale
znowu to widmo nadwagi ze strony męża....nie wiem juz co robić,słodyczy moje
dziecko niemalże nie zna,bo widmo nadwagi.
Co o tym wy sądzicie?Pozwalać na podjadanie czy nie?