kura17
07.04.09, 12:45
... ze strony opiekunow.
wiadomo, ze staramy sie niesprawiedliwosci unikac. pewnie na ogol sie udaje, ale zdarzaja sie sytuacje (przymajniej mi), ze takowe sie zdarzaja, z najrozniejszych powodow, nie powodowane moja "zlosliwoscia", czy checia postawienia na swoim.
i, choc nasz syn (4 lata), swoje kary, dosc rzadkie i na ogol bedace zwykla konsekwencja jego dzialan (niszczy zabawke - to ja zabieramy), przyjmuje (generalnie) z godnoscia, to w sytuacji, gdy ma poczucie niesprawiedliwosci, reaguje bardzo gwaltownie. az mnie zadziwia swoja reakcja. zwlaszcza, ze na ogol MA racje - stalo sie cos, co bylo dla niego niesprawiedliwe! bardzo dobrze wyczuwa takie sytuacje.
na ogol odnosi sie to sytuacji, gdy cos zostalo mu obiecane, lub tylko powiedziane/zaproponowane, a potem robi sie jednak cos innego... i wtedy slyszymy zduszone "ale przeciez MOWILAS ..."
i widze bardzo wyraznie, jak dla niego to "mowilas/obiecalas" jest wazne! jak on bardzo wierzy, ze nasze slowo jest "swiete". jest to jednoczesnie bardzo rozczulajace (taka wiara w nas

, jak i napawa mnie optymizmem, ze uda mi sie nauczyc dzieci brania odpowiedzialnosci za wlasne czyny.
bo ja rowniez wymagam dotrzymywania danych mi obietnic (nie zawsze jest to latwe!). oraz widze, ze nie tylko nasze "obiecywanie" jest brane powaznie, tlumaczenia, pouczenia lub "grozby" (jak nie przestaniesz niszczyc zabawki, to zostanie Ci odebrana) takze.
i przyznam sie szczerze, ze w sytuacjach, gdy widze, ze dziecko rzeczywiscie zostalo potraktowane niesprawiedliwie, ze dana mu obietnica zostala zlamana (lub zapomniana!), to odpuszczam konsekwencje i ZAWSZE dziecko przepraszam i staram sie mu to wynagrodzic. nie upieram sie przy swoim, a jesli (z jakiegos nadrzednego powodu) musze, to dziecko dostaje propozyjce jakies rekompensaty, na ogol wybranej przez siebie. i bardzo pilnuje, zeby wtedy juz dziecka zaufania nie zawiesc... i przyznaje sie otwarcie do bledu, mowie, ze zle zrobilam, ze zapomnialam, pomylilam sie, myslalam, ze to wyjdzie inaczej (mowie prawde, czasem nawet, ze mi sie nie chcialo, bo nie wiedzialam, jakie to dla niego wazne).
jak slysze marudzenie mojego dziecka "ale przeciez mowilas ...", to cokolwiek bym nie robila i jakkowiek bym sie nie czula, to przystaje, zwalniam, wysluchuje go. kurcze, na ogol ma racje - bylam niesprawiedliwa... i na ogol mi smutno, ze zawiodlam jego zaufanie. dobrze, ze nie zdarza sie to czesto
a jak Wy reagujecie na niesprawiedliwosci wyrzadzone przez Was Waszym dzieciom? jak im to rekompensujecie? chetnie sie czegos naucze