kura17
08.04.09, 11:10
tak mi sie skojarzylo na bazie dyskusji o czytaniu metoda domana, rozwijaniu
talentow dzieci itp.
wiadomo, ze dzieci sa w jednym dzialaniu lepsze, w innym gorsze. kazde
(chyba?) ma jakies "slabe punkty", rzeczy ktore umie zrobic gorzej, lub prawie
wcale.
i zastanawiam sie, czy takie slabe punkty dzieci nalezy po prostu zostawic w
spokoju, swojemu biegowi, czy jakos je rozwijac, wspomagac? a jesli tak, to
jak? chodzi mi o dzieci male, przedszkolne lub jeszcze mlodsze.
nasz starszy synek zupelnie nie umie rysowac czegos, co przypomina
rzeczywistosc. rysuje chetnie, calkiem sporo, ale sa to na ogol "gryzmoly".
choc on dokladnie wie, co to jest i pamieta "na zawsze". jak sie pytam po
tygodniach, czy miesiacach, co to jest, pokazujac na pomazana kartke, to
spokojnie mowi: to jest koszula, a to jest babcia. choc to ani jednego, ani
drugiego nie przypomina.
mial ponad 4 lata, gdy narysowal po raz pierwszy cos, co przypominalo
czlowieka (mialo glowe, oczy, usta, rece i brzuch, ale nog juz nie

). u
pediatry, na "bilansie czterolatka" tez nie potrafil narysowac ludzika, gdy
zostal o to poproszony. tzn narysowal, oczywiscie, ale cos, co ludzika nie
przypominalo... ale wzoru odtworzyl dobrze (krzyzyki, kolka, prostokaty), a
jak dostal za modela erniego z ulicy sezamkowej oraz kilka podpowiedzi, to i
to narysowal. ale sam z siebie - nie.
i nie chodzi tutaj o malo sprawne palece, czy rece. synek potrafi pieknie i
dokladnie wycinac, uwielbia to! wycina po liniach obrazki z wycinanek dla
dzieci, robi takie serwetki skladane na kilka czesci, dobrze operuje
nozyczkami, nie ma problemu z trzymaniem kredek czy flamastrow. poza tym
slicznie wykleja, z przedszkola przynosi bardzo ladne rzeczy, zrobione przez
siebie.
i tak sobie mysle - dac mu spokoj, czy jakos go stymulowac, zeby zaczal
"normalnie" rysowac? i jak? pewnie jakos przez zabawe, ale nie mam pomyslu
jak, bo on rysuje i lubi i nic z tego nie wychodzi
to tylko przyklad, pytanie jest bardziej ogolne. bo zawsze sa takie rzeczy,
ktore nasze dzieci umieja gorzej. i nie chodzi mi o dazenie do doskonalosci,
ale wlasnie o takie rzeczy, ktore juz raczej "powinno sie robic". nie mam
cisnienia, zeby moje dzieci robily wszystko swietnie, tylko sie zastanawiam,
czy moze nie warto im jakos pomoc, postymulowac je troche? co myslicie?