Dziecko - twórcze czy rozkojarzone?

22.04.09, 14:32
Obserwuję u swojego 12-ltniego dziecka od dawna , (w nasileniu - od momentu pojscia do szkoly) coś, co nie wiem jak zidentyfikować i nazwać. a skoro nie jestem pewna czym "to" jest, to tez nie jestem pewna, w jaki sposób "to" powinnam traktować i reagować ( i czy w ogóle powinnam reagować, a jeśli tak, to w jaki sposób?)
Żeby nie lać wody, to podam konkretne przyklady.
Dziecko ma do odrobienia np. matmę. (szósta klasa podstawówki). Siedzi, niby cos robi. Mija pół godziny, godzina. I nic.
Wreszcie zerkam, jak mu tam idzie. I co widzę? dziecko zamiast rozwiązywać zadania, siedzi i układa swoje. I potem męczy się i je rozwiązuje.
Trzeba przyznać, ze układa zadania bardzo sensowne, logiczne i o niebo trudniejsze, niż to co miał zadane i rozwiązałby je w 10 min.
Zadanie z polskiego. to samo. Jest jakies proste zadanie do zrobienia (temat jakiś opisowy), a ten potrafi siedzieć ddwie-trzy godziny, wymyslać jakies abstrakcyjne rzeczy do tego z rysunkami, grafikami jakimiś itp.
Problem z mojego p. widzenia jest w tym, ze on nie wykonuje tego, co sie wymaga od niego, tylko robi to, co sam sobie wymyśli.
I to mnie trochę nurtuje, taka swego rodzaju "niesubordynacja".
Co z tym fantem robić?
I czy w ogóle cokolwiek robić?
    • soffia75 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 16:13
      Z Twojego postu rozumiem, że dziecko zachowuje się tak, gdy ma do zrobienia
      jakieś proste zadanie - a co, jeśli ma coś trudniejszego, wymagającego większego
      zastanowienia się, pomysłowości itp.?
      (mam wrażenie, że te łatwe zadania są w jego odczuciu tak nudne, że nie warte
      uwagi, więc wymyśla sobie coś ciekawszego "zamiast"; dobrze zgaduję?)
      • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 17:06
        Cieszyć się. Zdecydowanie. Nie poganiać, nie mowic "zostaw to,
        lekcje najpierw". Udawać, ze się nie widzi, nawet gdyby stopnie
        miały sie pogorszyć.
        To doskonały wstep do prawdziwej nauki i tworczości. Zaprocentuje w
        okolicach magisterium i doktoratu.
        • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:19
          Nie nie, to nie jest tak, że ja go poganiam, zabraniam, czy coś.
          Mnie to bardzo cieszy i sie bardzo podoba samej to , co on czasami wyprawia.Mimo
          ze , owszem, z tego powodu miewa w szkole gorsze oceny.

          Ale zastanawia mnie, czy on nie szuka jakiejś takiej ucieczki od tego co TRZEBA
          zrobić, i szuka zamienników. Martwię się tez, czy nie jest to przypadkiem
          wynikiem jakiegos "chaosu" i wewnetrznego nieuporządkowania. Trochę jak skakanie
          z kwiatka na kwiatek, a nie jest to do końca dobra cecha, bo jak sie utrwali, to
          w przyszlości może oznaczać, ze nie bedzie w stanie wykonać prostego polecenia
          np od pracodawcy, i DOKŁADNIE tego, czego się od niego wymaga wink

          Sama juz nie wiem, może przesadzam...
          • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:27
            Szuka ucieczki, szuka. Albowiem to co TRZEBA zrobic
            najprawdopodobniej nie jest dostosowane do jego poziomu. Spróbuj
            przez długi czas wykonywac pracę umysłową duzo poniżej Twojego
            poziomu intelektualnego - po prostu się nie da. A jak się da, to nic
            dobrego z tego nie wyniknie, procz frustracji...
            Skakanie z kwiatka na kwiatek jest fatalne u faceta lat 25. Nie u
            dziecka, ktore ma prawo szukać swojej drogi i wyprobowywać rózne
            możliwosci.
            A jesli chodzi o pracodawcę, no cóż... Nie chcialabym Cię zmartwic,
            ale to co piszesz wskazuje na to, ze Twoj syn prawdopodobnie nie
            wytrzyma w pracy, gdzie bedzie musiał robić dokładnie to, czego się
            od niego wymaga. Na szczęscie (prognozujac z dużym wyprzedzeniem)
            jest bardzo, bardzo wiele prac twórczych, gdzie polecenia
            pracodawców sprowadzaja się do "rób pan co chcesz" (ja tak mam...),
            albo sa nieliczne, a pracodawca liczy na wykazanie sie inwencją
            tworcza.
            • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:35
              verdana napisała:

              A jak się da, to nic
              > dobrego z tego nie wyniknie, procz frustracji...

              --nie musze próbować, sama tak mam. niestety wink)

              > A jesli chodzi o pracodawcę, no cóż... Nie chcialabym Cię zmartwic, ale to co
              piszesz wskazuje na to, ze Twoj syn prawdopodobnie nie wytrzyma w pracy, gdzie
              bedzie musiał robić dokładnie to,

              --No dzieki za sprowadzenie na ziemię. wydawalo mi się przez chwile, ze udalo by
              mi się w jakiś sposob uchronić go od tego typu problemów.
              Czyli, nic z tego wink
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:13
        >>Z Twojego postu rozumiem, że dziecko zachowuje się tak, gdy ma do zrobienia
        jakieś proste zadanie - a co, jeśli ma coś trudniejszego, wymagającego większego
        zastanowienia się, pomysłowości itp.?

        --Nie ma reguły. Powiedzialam "proste" w sensie, że jak by się zabrał za niego,
        to raz-dwa byłoby zrobione(niezależnie od stopnia trudności),a nie - udaje, ze
        cos robi kiedy w rzeczywistości, zajmuje się swoimi rzeczami.

        Nie ma też tak, że on ma tak nonstop. Nie. Czasami przykładnie zrobi, jak pan
        bóg przykazał, czasami w ogole nie zrobi, bo swoje "racjonalizatorskie" pomysły
        konczy realizować o dwudziestej drugiej, a na szkolne zadania już brakuje mu
        sił. a czasami po prostu zapomni i na przerwie w szkole robi. Róznie to bywa.

        >>cryingmam wrażenie, że te łatwe zadania są w jego odczuciu tak nudne, że nie warte
        uwagi, więc wymyśla sobie coś ciekawszego "zamiast"; dobrze zgaduję?)

        --No też mam takie wrażenie.Co ciekawe,, ze im trudniejsze zadanie, tym bardziej
        młody to "urozmaica"., i robi "po-swojemu". Ciekawe tez, co zaobserwowałam, że
        częsciej mu się zdarza zrobić błąd w zadaniu prostym, rzadziej - w tym,
        wymagającym większego wysiłku.
        Efekt jest taki, że glupi nie jest, a nieraz potrafi się wyłożyć na bardzo
        prostej rzeczy.
        • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:18
          Typowe. Robi bład w prostych zadaniach, bo nie jest w stanie zmusic
          się do skupienia nad nudnym zadaniem. Nic na to nie poradzisz,
          musialabyc pracowac usilnie, aby "oglupić " dziecko.
          Skad jesteś? Bo jak z Warszawy to polecam Unwersytet dla Rodzicow i
          zajecia dla dzieci zdolnych. Na moje oko - dealne dla Twego syna.
          Tylko potem bedzie miał jeszcze więcej pomysłów i będzie jeszcze
          bardziej rozkojarzonysmile Nie jest przypadkiem slynne roztargnienie
          profesorow...
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:22
            Z Krakowa.
            • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:27
              Radzilabym Ci dowiedzieć się, czy tam nie prowadzi sie takich
              warsztatow. Dla dzieci tego typu - bezcenne.
              • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:41
                Dziękuję. rozglądnę się.
        • mruwa9 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:29
          mam skrzywienie rodzicielskie i mnie to ADD traci wink Moze Ci
          przyszly noblista rosnie? Jesli nie ma problemow z promocja do
          kolejnej klasy i w ogole ze szkola, to raczej bylabym dumna z
          takiego dziecka, niz martwilabym sie.
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 18:40
            mruwa9 napisała:

            > mam skrzywienie rodzicielskie i mnie to ADD traci wink

            --ADD u mnie czy u dziecka ? wink

            Zadaje pytania, bo mam wątpliwości, to wszystko.
            latwo bowiem mozna wpaść w zachwyt, jakie to mam cudowne dziecko, a nic z tego
            nie wyniknie, bo np.bedzie to tylko kwestia bałwochwalstwa rodzica w stosunku do
            dziecka wink


            • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 19:59
              Twój pierwszy post jest mało bałwochwalczysmile
              Ja przerabiam trzeci kolejny taki egzemplarz. Nie dokladnie moze
              taki sam, ale zbliżony i frustruję się po raz trzeci. Z tym, ze moje
              egzemplarze , nie są dobrymi uczniami, a juz o karierze szkolnej
              pierwszego wolalabym zapomniec na wieki.
              Egzeplarze pierwszy i drugi, wbrew moim ponurym przepowiedniom
              bardzo dobrze sobie radzą. Nie umniejsza to moich ponurych
              przepowiedni co do trzeciego - widac tak musi być.
              • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 21:26
                verdana napisała:

                > Twój pierwszy post jest mało bałwochwalczysmile

                --dzięki. mam to po mamie (tylko w łagodniejszym o wiele wydaniu wink)

                > Ja przerabiam trzeci kolejny taki egzemplarz. Nie dokladnie moze
                > taki sam, ale zbliżony i frustruję się po raz trzeci. Z tym, ze moje
                egzemplarze , nie są dobrymi uczniami, a juz o karierze szkolnej pierwszego
                wolalabym zapomniec na wieki.

                --ale ja nie mówię, ze mój jest super uczniem. Bo nie jest. Jakbym miała wziąć w
                odniesieniu do sredniej klasy 4,47 - to moje dziecie ma coś 3,7. Chyba to
                "dziedziczne" wink, bo rodzice mojego dziecka tez tak mieli na wszystkich studiach
                i wsszystkich szkołach. Tę średnią. Nie mówię tu o konkretnych (niektórych)
                przedmiotach, co było ponad przeciętna, ale średniej jakoś nie podciągały. wink

                > Egzeplarze pierwszy i drugi, wbrew moim ponurym przepowiedniom
                > bardzo dobrze sobie radzą.

                - te egzemplarze sa starsi czy młodsi?

                >>>Nie umniejsza to moich ponurych przepowiedni co do trzeciego
                - widac tak musi być.

                --podziwiam taka postawę.
                Muszę sie chyba jeszcze wiele nauczyć.
                • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 22.04.09, 22:35
                  3,5 w szkole podstawowej dla mojego najstarszego byłoby
                  nieosiagalnym szczytem marzeń. Fakt, moze to i dziedziczne - ja w
                  liceum miałam średnią ok. 3 (a jedynek nie było...), moj ojciec
                  oblał maturę, a matka miała poprawki z chemii. Nie chwaląc się
                  (chwaląc???) moja profesura czeka na podpis prezydenta (wolę nie
                  wspominać ile już czeka...), ojciec jest prorektorem, a matka
                  pisarką.
                  Egzemplarze 1 i 2 sa dorosle. Egzemplarz 1 jest psychologiem,
                  zamierza pisac doktorat, egzemplarz 2 studiuje na dwóch kierunkach
                  (jeden juz skonczyła), ze średnią ok. 5.
                  Ale czy cud powtórzy sie po raz trzeci, tego to ja już nie wiem.
                  • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 13:48
                    >>. Nie chwaląc się
                    (chwaląc???) moja profesura czeka na podpis prezydenta (wolę nie
                    wspominać ile już czeka...), ojciec jest prorektorem, a matka
                    pisarką.

                    --no tak coś czułam smile)
    • chalsia Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 00:06
      ale czym sie tak własciwie martwisz ?
      Syn jakimś najgorszym w klasie uczniem nie jest - własciwie to ma ocenę "prawie
      dobra", prace domowe wykonuje (jak nie w domu, to w szkole na przerwie - a w
      końcu wąznne, że jest odrobiona a nie gdzie i o której - zwłaszcza ze z reguły
      dobrze), i nie szlaja się, nie siedzi godzinami przed TV tylko bardzo twórczo
      gimnastykuje umysł.
      Ja to bym się na Twoim miejscu cieszyła.
      I jak Verdana napisała - nie musi przecież zostać księgowym.
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 13:55
        >>ale czym sie tak własciwie martwisz ?

        --wiesz, Chalsiu, jak nie mam czym się martwic, to zawsze jakiś powód wymyślę
        wink) Żartuję.

        W swoim podsumowaniu zrobiłas prawie ze aniołka z mojego ziecka, a tak nie jest.
        Nie jest ze, zawsze odrabia lekcje.
        Stad te obnizone oceny. Mało tego jedynki które dostaje, to dlatego, ze zeszytu
        zapomni, albo zamiast w zezycie, to na luźnych kartkach a4 pisze (szczegolnie
        wlasnie kiedy ma te swoje "napady twórcze"), a potem nie chce mu sie tego do
        zeszuty przepisywac, bo czego najbardziej nie cierpi to wlasnie przepisywanie.
        No i pała gotowa. A nawet i nie jedna. Np. jakis miesiac temu jak wpadlam do
        szkoły, to sie dowiedziałam, ze ma czetry pały pod rzad i to z czego? z
        polskiego! Bo wszystko przynosił na luźnych kartakch. Owszem, dało się to potem
        poprawic, ale on do zeszytu to biedactwo przepisywal chyba z dwa tygodnie(!!),
        aż nauczycielka zagroziła, ze jak wreszcie nie przyniesie tego przepisanego, to
        tych jedynek juz nie poprawi.
        To może mają rację nauczyciele ( i babcia też), ze powinnos ie go sprawdzac i
        kntrolowac w celu "uporzadkowania".
        Choc jesli chodzi o mnie, to dla mnie samej bylby to klopot - sprawdzac go i
        regularnie kontrolowac wink).
        Martwi mnie tez, że niejako alienuje się od dzieci. Choc jest lubiany w klasie i
        ma kolegow, z ktorymi (czasami!!) gdzies wychodzi, ale bardzo rzadko; jest też
        czesto tak, ze koledzy dzwonią po niego, zeby wyszedł, a on, słyszę, ze nawija,
        ze nie, nie, nie moge teraz, bo mama nie pozwala. Co nie jest prawdą. Ja bym
        wolała nawet, aby on gdzieś częsciej wychodził, bo wydaje mi sie, ze własnie
        jakiś "antyspołecznik" z niego rosnie. I jak powiedziała rycerzowa -
        nieprzystosowany.
        Jest duzo takich rzeczy. Np. teraz podstawówka ma wolne, bo gimnazjalisci piszą
        egzaminy (3 dni), a ich klasa ma zorganizowane w tych dniach jakies tam
        wycieczki, wyjscie do kina, do parku i cos tam. No to on nie pójdzie i kropka.
        Po prostu - on nie chce. A ja nie oponuję, a mmoże powinnam?
        Zadne tez konkursy, współzawodnictwo go nie interesuje nawet w tym, w czym jest
        naprawe dobry. Tak, jakby sie odcinał od wszystkich.
        Jestem skłonna nawet podejrzewac, ze za jakis czas moze dojsc do tego, ze bedzie
        coś robił, kombinował, wymyslał, tworzył ale wrzuci do do szuflady i nie odda do
        szkoły, bedzie miał już same pały.
        Znam takie przypadki, że dziecko miało piekne wypracowania robione na bieżąco,
        ale wszystko chowało, az pod koniec semestru się okazało, ze jedynka grozi na
        koniec.
        A on ma takie tendencje, jak zauważam, i to mnie tez niepokoi.
        • chalsia Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 14:29
          > Jest duzo takich rzeczy. Np. teraz podstawówka ma wolne, bo
          gimnazjalisci piszą
          > egzaminy (3 dni), a ich klasa ma zorganizowane w tych dniach
          jakies tam
          > wycieczki, wyjscie do kina, do parku i cos tam. No to on nie
          pójdzie i kropka.
          > Po prostu - on nie chce. A ja nie oponuję, a mmoże powinnam?


          ooo, to przeginasz. Od kiedy to dziecko w tym wieku ma prawo
          decydować, ze nie pójdzie na zajecia? Nie powinnaś się na to
          zgadzać.

          > Stad te obnizone oceny. Mało tego jedynki które dostaje, to
          dlatego, ze zeszytu
          > zapomni, albo zamiast w zezycie, to na luźnych kartkach a4 pisze
          (szczegolnie
          > wlasnie kiedy ma te swoje "napady twórcze"), a potem nie chce mu
          sie tego do
          > zeszuty przepisywac, bo czego najbardziej nie cierpi to wlasnie
          przepisywanie.
          > No i pała gotowa

          Ja mu się nie dziwię, że nie chce mu się przepisywać.
          Wiesz co, ja pierniczę takich nauczycieli, jak bonie dydy. Uwazam,
          że za to może być obniżona ocena z zachowania (za
          niepodporzadkowanie się poleceniom nauczycielki co do przepisania)
          ale nie złe stopnie z przedmiotu, skoro de facto lekcje zostały
          odrobione.
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 14:44
            chalsia napisała:

            > ooo, to przeginasz. Od kiedy to dziecko w tym wieku ma prawo
            > decydować, ze nie pójdzie na zajecia? Nie powinnaś się na to
            > zgadzać.
            >
            -Chalsia, to nie są obowiazkowe zajecia. Są fakultatywne.
            z tego wzgledu, ze nie wszyscy rodzice moga sobie pozwolic, aby dziecko przez
            trzy dni siedzialo w domu, szkola bierze na siebie obowiazek zorganizowania
            czasu dzieciom w godzinach zajec szkolnych. Moze isc, ale nie musi.
            A on po rpsotu nie chce.
        • mruwa9 geniusz, mowie ci, geniusz 24.04.09, 00:25
          a polonistka popelnia zbrodnie, tlamszac w Twoim dziecku to, co
          najlepsze, to, co tworcze, rozmieniajac sie na drobne i zawracajac
          d.upe jakimis blahostkami o marginalnym znaczeniu.
          Takiego dziecka, jakie masz, nie trzeba sie wstydzic, tylko
          pogratulowac. Kurcze, wpieraj go, stoj za nim murem, z takich ludzi
          rekrutuja sie odkrywcy, wynalazcy, noblisci smile
          Bylabym dumna, majac takie dziecko.
          • mariefurie Re: geniusz, mowie ci, geniusz 24.04.09, 02:24
            mruwa9 napisała:

            > a polonistka popelnia zbrodnie, tlamszac w Twoim dziecku to, co
            > najlepsze, to, co tworcze, rozmieniajac sie na drobne i zawracajac
            > d.upe jakimis blahostkami o marginalnym znaczeniu.

            -ja to rozumiem. Bo róznych już nauczycieli syna widzialam, bo to
            druga jego szkoła jest. Ja nie nie naleze do matek, co biegają do
            szkoły walczyc o byle "niesprawiedliwosc". Bo nie umiem tak. ide do
            szkoly, kiedy naprawde juz muszę. (bo wzywają).
            Tym niemniej szkołę jakoś trzeba przejsc.
            Choc młody ostatnio tez wyczytał gdzies, ze w polsce wystarzy zdac
            egzaminy na koniec roku, a cała edukację przejsc w domowych
            warunkach.Mnie akurat na takie cos nie stac.

            > Takiego dziecka, jakie masz, nie trzeba sie wstydzic,

            -Ależ ja się nie wstydze w zadnym wypadku, i staram sie go chronic w
            miarę mozliwosci i wszelkich okoliczności.
            Niestety, dzieje sie tez to tak czasami, ze ze strachu, aby nie
            zrobic mu krzywdy (nie przegiąc), - nie robię nic.(ale to juz we
            mnie problem, nie w nim).
            I juz sama nie wiem, co jest lepsze.

            Ale i tak dzięki wielkie wam dziewczyny za wszystkie rady, bo coś,
            cos mi sie tam we łbie wykrystalizowało.

            Jakos musimy sobie z tym wszystkim poradzic.
    • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 11:00
      Chłopak ma tzw. nieposłuszny umysł.
      Ewolucja potrzebuje takich typów, to oni "odkrywają nowe lądy, tworzą nowe prądy".
      Zazwyczaj w takich dzieciakach widzi się przyszłych naukowców, ale niekoniecznie
      tak musi być.
      Jeśli "nieposłusznemu umysłowi" towarzyszy wysoki poziom inteligencji, zapał
      poznawczy - to jak najbardziej. Jednak nie zawsze "nieposłuszny" znaczy
      superinteligentny.

      Ale "nieposłuszny" jeśli nawet jest średniakiem to i tak będzie niebanalny.
      W każdym razie nie może mieć szefa, pracodawcy.
      To właśnie "nieposłuszni" otwierają własne biznesy, są twórcami wielkich fortun.

      Niestety, czasem zdarza się,że "nieposłuszny" ląduje na marginesie jako
      nieprzystosowany.

      Co ci czynić?
      Akurat twój syn reprezentuje wysoki poziom intelektualny, raczej więc nie
      martwisz się o jego przyszłe studia, doktorat etc.
      Pod warunkiem, że zda maturę...

      Z doświadczenia:
      1. Przypilnuj, by tę maturę jednak zdał.
      2. Staraj się nie gnębić syna wymaganiami systematycznej pracy (i tak ci się nie
      uda), ale niech spełnia wymogi minimum. Czyli jednak dopilnuj odrobienia
      najważniejszych lekcji.
      3. Ale niech to będzie na zasadzie, że "cesarzowi co cesarskie", czyli najmniej
      jak się da.
      4. Niech się pilnie uczy angielskiego.
      Jest takie miejsce na świecie - zachód USA - gdzie podobne oryginały są na
      wagę złota.
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 14:01
        <<Niestety, czasem zdarza się,że "nieposłuszny" ląduje na marginesie jako
        nieprzystosowany.

        ---o właśnie, tego się obawiam.

        >>Z doświadczenia:
        1. Przypilnuj, by tę maturę jednak zdał.

        --no, mam nadzieję mimo wszystko, że aż tak dramatycznie nie będzie, choc kto to wie...do matury jeszcze kawał czasu.

        2. Staraj się nie gnębić syna wymaganiami systematycznej pracy (i tak ci się nie
        uda), ale niech spełnia wymogi minimum. Czyli jednak dopilnuj odrobienia
        najważniejszych lekcji.
    • funstein Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 15:33
      trzepanie powoduje roztrzepanie, potem rozkojarzenie i depresje.

      Porozmawiaj z dzieckiem o onanizmie, bo w przeciwnym razie
      będzie coraz bardziej i bardziej roztrzepany.

      Jeśli problem będzie trudny do zwalczenia warto zrobić obrzezanie.
      Połowa ludzkości to robi (Azja, świat arabski, Żydzi) i dobrze na tym wychodzi.


    • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 15:37
      "Co cesarskiego - cesarzowi". Zwykle odnosimy tę sentencję do podatków: płacić
      trzeba, trudno, słuszne to i sprawiedliwe - ale jak najmniej, tylko tyle, ile
      naprawdę trzeba.
      Zdrowe podejście.

      Radzę ci tak podejść do problemu szkoły.
      Normalnie trzeba uczyć dzieciaka, że szkołę trzeba traktować poważnie, bo to
      miejsce zdobywania wiedzy, osiągania sukcesów, nauka obowiązkowości, dyscypliny etc.
      Ale z twoim tak się nie da, choćbyś chciała.
      Pozostaje potraktowanie obowiązków wobec szkoły jako haraczu, który trzeba
      zapłacić, ale nie trzeba się tym płaceniem zachwycać.

      Rodzice dzieci zdolnych a "nieposłusznych" bardzo cierpią, że dziecko
      funkcjonuje poniżej swoich możliwości, że się nie można nim pochwalić,że marnuje
      swoje talenty. Często robią dziecku wyrzuty, nawet awantury (szczególnie
      ojcowie), mają ciągłe pretensje.
      Może to jest i moralnie słuszne, ale w przypadku dziecka jak twoje -
      bezsensowne, nie daje efektów, a można w ten sposób wręcz skrzywdzić dziecko,
      zrobić z niego na całe życie nieprzystosowanego choć genialnego nieudacznika.
      Lepiej machnąć ręką i przyjąć postawę - "wiem,że wymagania szkoły wydają ci się
      czasem głupie, bo są dla uczniów przeciętnych, ty jesteś nieprzeciętny, ale
      jakieś minimum jednak musisz spełnić".

      Co jeszcze?

      1. Czy chłopak ma towarzystwo na swoim poziomie?
      Oczekiwać,że ponadprzeciętnie zdolny i oryginalny dzieciak znajdzie radość w
      "rozrywkach dla mas", jest nieporozumieniem.
      Większość zdolnych dzieci znajduje sobie przyjaciół dopiero w dobrych liceach,
      na studiach.

      2. Czy ma jakąś pasję, jakieś zainteresowania? Jakieś miejsce, gdzie mógłby je
      rozwijać? Czy dużo czyta?

      3. Zawsze warto porozmawiać z dobrym psychologiem.
      Syn kończy szkołę ,podstawową, jest dobry pretekst.
      Ale nie pod hasłem " kłopotów z dzieckiem", ale "jak pomóc zdolnemu dziecku".

      PS. Mój egzemplarz dawno po doktoracie w trudnej dziedzinie techniki, realizuje swoje szalone pomysły w Krzemowej Dolinie.
      Maturę, oczywiście, oblał.
      Ponieważ był w eksperymentalnej klasie dla uzdolnionych, mogę powiedzieć jedno - ze zdolnymi same kłopoty, żadna inna klasa nie miała tak dużego "odsiewu" i "odpadu".
      Ale im było dobrze z sobą razem.
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 18:32
        rycerzowa napisał(a):.
        > 1. Czy chłopak ma towarzystwo na swoim poziomie?

        Nie ma tak naprawdę, ale to się ciągnie od małego w zasadzie. Kiedys pamietam, w przedszkolu jak był jeszcze, na pytanie: "a jakie masz koleżanki i kolegow w przedszkolu, padało jedna odpowiedz: "mam jedną starsza koleżankę". (chodziło o jedną z wychowawczyń, co go uwielbiała). Na pytanie "dlaczego?" Odpowiadał, że z nia po prostu ciekawie się rozmawia.

        > Oczekiwać,że ponadprzeciętnie zdolny i oryginalny dzieciak znajdzie radość w "rozrywkach dla mas", jest nieporozumieniem.

        --Dlatego potrzebuję chyba się wybra gdzięs do specjalistwó z dzieciakiem. Bo niby zdaje sobie z tego sprawę, ale jednak wątpię, czy aby nie za dużo mi się wydaje. wink

        >
        > 2. Czy ma jakąś pasję, jakieś zainteresowania? Jakieś miejsce, gdzie mógłby je rozwijać? Czy dużo czyta?

        - ma swoje pasje. Samoloty na przykład. Informatyka (programowanie).Czyta w zasadzie "od zawsze". Tyle tylko ze z tym czytaniem to też - "po swojemu". Tu potrafi godzinami ślęczyc nad książka z 65 roku pt "Projektowanie i konstrukcja szybowców", a za chwilę wróci do "Mikołajka" i rżyc na cały dom przez kolejne trzy godziny, albo w kólko czytac i cytowac "bery i bojki sląskie", ale Harry Potter czy np Eragon zupełnie go nie kręci. I szkolnej litaratury tez nie chce juz czytac, bo w wiekszosci przeczytal to w dziecinstwie, a wiec na moje delikatne sugestie, ze chociaz warto to odswiezyc sobie,aby na lekcji cos mial do powiedzenia, to tylko sie krzywi.
        >
        > 3. Zawsze warto porozmawiać z dobrym psychologiem.
        > Syn kończy szkołę ,podstawową, jest dobry pretekst.
        > Ale nie pod hasłem " kłopotów z dzieckiem", ale "jak pomóc zdolnemu dziecku".

        -ok.
        >
        > PS. Mój egzemplarz dawno po doktoracie w trudnej dziedzinie techniki, realizuje
        > swoje szalone pomysły w Krzemowej Dolinie.

        --Gratuluję dzieciaka i podziwiam .
        smile
        • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 19:44
          Jakie to ciekawe, ze mamy tego samego syna. Za wyjątkiem czytania
          fantastyki.
          Nie miej zludzeń, ze z tym da się coś zrobic. Nie da się. I nie
          przejmuj sie tez zanadto kolegami - i ja i moj mąż i moje dzieci
          (starsze) znaleźlismy kolegow dopiero na studiach, gdy rowiesnicy
          stali sie dorosli. A 14-latek, puszczoy juz i tak na wszelki wypadek
          o rok wcześniej do szkoly, kaze mi odgrywac surową matkę, ktora go
          niemal nigdzie nie puszcza z kolegami. Owszem, ma trochę znajomych,
          ale w trzeciej klasie - czyli o dwa lata od siebie starszych.
          Jestem jedyna matką na świecie, ktora robiła corce awantury o to, ze
          nie chciała iść na dyskotekę. Cóż...
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 20:48
            verdana napisała:

            > Jakie to ciekawe, ze mamy tego samego syna.

            --hehe. Może jednak nie tego samego. ale mój syn jest też dzieckiem "profesorskim" uwzględniając trzy poprzednie pokolenia (łącznie z ojcem). ale nie po mnie. Po tatusiu. Jego pradziadek był rektorem politechniki krk.
            > Jestem jedyna matką na świecie, ktora robiła corce awantury o to, ze nie chciała iść na dyskotekę. Cóż...

            ---jesli cie moge pocieszyc, to nie jedyną. Moja matka też mnie goniła z domu. Ale jakoś nie chciało mi sie .... smile
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 23.04.09, 20:52
            verdana napisała:

            > Jakie to ciekawe, ze mamy tego samego syna.

            --hehe. Może jednak nie tego samego. wink ale mój syn jest też dzieckiem tzw
            "profesorskim" uwzględniając trzy poprzednie pokolenia (łącznie z ojcem). ale
            nie po mnie. Po tatusiu. Jego pradziadek(mojego syna) był rektorem politechniki
            krk.
            > Jestem jedyna matką na świecie, ktora robiła corce awantury o to, ze nie
            chciała iść na dyskotekę. Cóż...

            ---jesli Cie moge pocieszyc, to nie jedyną. Moja matka też mnie goniła z domu.
            Ale jakoś nie chciało mi sie ....mierziło mnie to smile
    • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 24.04.09, 10:14
      mruwa9 napisała:

      > a polonistka popelnia zbrodnie, tlamszac w Twoim dziecku to, co
      > najlepsze, to, co tworcze, rozmieniajac sie na drobne i zawracajac
      > d.upe jakimis blahostkami o marginalnym znaczeniu.
      > Takiego dziecka, jakie masz, nie trzeba sie wstydzic, tylko
      > pogratulowac. Kurcze, wpieraj go, stoj za nim murem, z takich ludzi
      > rekrutuja sie odkrywcy, wynalazcy, noblisci smile
      > Bylabym dumna, majac takie dziecko.

      Wiesz, to nie jest takie proste.
      Owszem - szkoła tłamsi.
      Ale szkoła to przedsionek dorosłego życia, od którego nie da się uciec.
      Wymagania szkoły można obejść, załatwiając nauczanie domowe, ale czy dobrym
      wyjściem będzie potem "domowe życie"?

      Czyli jakieś minimum jednak trzeba wypełnić.

      "Nieposłuszny" może mieć w nosie pracodawców i ich polecenia, być sobie
      sterem,żeglarzem, okrętem, ale musi zgłosić działalność gospodarczą, płacić
      składki ZUS i VAT w terminie.

      Może być szalonym naukowcem, ale gdy nie spełni określonych wymogów formalnych,
      nie dostanie grantu, nie zostanie zakwalifikowany na konferencję naukową, nie
      otrzyma możliwości pracy z najlepszymi w swej dziedzinie.

      Sławny kiedyś inżynier Karpiński, absolutny geniusz techniki, nie umiał iść na
      kompromis z życiem - wzorem Skłodowskiej zwyczajnie wyjechać z kraju.

      Nauczyciel powinien być wyrozumiały wobec oryginałów, ale musi przede wszystkim
      mieć na względzie jego przyszłość - dlatego jednak powinien wymagać od
      oryginała minimum porządku.
    • szarpei Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 24.04.09, 22:04
      Ja bym radziła pogadac jednak z psychologiem. Dziecko jest
      prawdopodobnie twórcze i zdolne ale moim zdaniem ma przy tym
      problemy z koncentracją co może być powodem kłopotów w życiu
      codziennym i np przylgniecia łatki dziwaka, alienacji.
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 24.04.09, 23:38
        Dzieki, oczywiście, biorę wasze zdanie pod uwagę, tylko muszę za kimś sensownym
        się rozglądnąc, bo tez nie chce aby wmawiano mu coś, czego nie ma i miec nie
        bedzie(jak np. kiedys wydano opinię w poradni pp ze na pewno bedzie dyslektykiem
        iżeby uważac) - nie wiadomo na jakiej podstawie.
        • mruwa9 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 24.04.09, 23:53
          Czy dziecko radzi sobie w szkole? Z opisu wynika, ze tak. Moze z
          ocenami ponizej swoich mozliwosci, ale sobie radzi. Czy zachowanie
          dziecka uniemozliwia mu prawidlowe funckjonowanie w spoleczenstwie i
          grupie rowiesniczej? Z opisu wydaje mi sie, ze nie, ze sobie radzi.
          Czty Twoj syn czuje sie szczesliwy, czy ma niska samoocene i
          nastroje depresyjne, poczucie braku wlasnej wartosci? Jesli syn
          czuje sie szczesliwy i radzi sobie na codzien, to ja bym darowala mu
          psychologow, bo cos mi sie zdaje, ze Ty sie bardiej zamartwiasz i
          masz wiekszy problem, niz samo dziecko. Nawet, jesli ma zaburzenia
          koncentracji uwagi, to ADD/ADHD jeszcze zaden psycholog nie
          wyleczyl,. Jesli ktos sie urodzil z taka przypadloscia, to z nia
          umrze. W miedzyczasie pewie po prostu nauczy sie z nia zyc. W czym
          mialby tak naprawde psycholog pomoc? Czego spodziewac sie po jego
          konsultacji? Stlamszenia fantazji i tworczej dzialalnosci dziecka?
          Utwierdzenia dziecka , ze jest przypadkiem patologicznym? Nie
          wiem... Zreszta spotkalam sie z opiniami, ze nie ma potrzeby
          ingerencji diagnostycznej i terapeutycznej w przypadku, gdy
          ewentualne zaburzenia koncentracji uwagi (z hyperaktywnoscia ruchowa
          czy bez) nie uposledzaja codziennego funkcjonowania w
          spoleczenstwie. A tak drastycznie chyba w Waszym przypadku nie jest?
          Kurcze, nie szukaj dziury w calym.
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 00:08
            No to juz nie wiem. To, co Ty mowisz, to jakbym jego ojca słyszała.
            Natomiast opinia nauczycieli jest własnie taka w kierunku : nie słyszy na
            lekcjach co sie do niego mówi. Nie notuje, lub notuje bardzi skrótowo. Nie uwaza
            itp, nie wykonuje poleceń.
            Zeby była jasnosc, ze szkoła nie ma problemów. tylko ze on sie uczy bardzo
            wybiórczo i stad problemy (z nizszą oceną). Np nie nauczy sie jakiejs konkretnej
            lekcji historii, za to siedzi i czyta np."poczet królow polskich". Nauczyciele
            mówią, ze on tak "ucieka", czy nawet były teksty ze lawiruje i chce jak po
            najmniejszej linii oporu uczyc sie. I troche mnie martwią takie opinie, bo może
            oni tak mówiac , np. mają rację? Jezeli chodzi o ADHD czy ADD, to nie był nigdy
            pod tym względem diagnozowany, bo j nic takiego u niego nie obserwowałam, w
            sesnie jakiejs nadpobudliwosci czy cos. Zawsze był dzieckiem bardzo spokojnym i
            zrownowaoznym, i takiem bardzie zamyslonym i "w obłokach", jak z choinki nieraz
            urwany. Ale tez nie ma to nic wspolnego z jakąs depresją czy coś. On zawsze taki
            był, od urodzenia.
            • learning-to-fly Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 03:45
              On z tymi książkami z historii prawdopodobnie wcale nie lawiruje, tylko
              interesuje go bardziej kompletna wiedza. Ja jak zaczynałam się uczyć historii
              właśnie, to zdarzało się, ze po 6 godz siedzenia zrobiłam jeden krótki temat do
              szkoły i "przy okazji" 7 czy 8 pobocznych, zupełnie niepotrzebnych. Tak jest po
              prostu ciekawiejsmile A jak się taki "z choinki" urodził, to i taki umrze, bo tak
              mu najwidoczniej dobrze.
            • mruwa9 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 10:13
              Bo nauczyciele chca urawnilowki, wszystkie dzieci podciagniete pod
              jedna kreske i dopasowane do tego samego szablonu. Mojego brata w
              podstawowce (zachowywal sie, jak Twoj syn) wyslano do psychologa z
              podejrzeniem uposledzenia umyslowego (sic!). Bo nie sluchal i gapil
              sie w okno. Psycholog stwierdzil, ze chlopak po prostu jest bardzo
              inteligentny, a jego wiedza wykracza poza material szkolny, wiec w
              szkole sie po prostu nudzi,bo juz to wszystko, o czym mowa w szkole,
              dawno wie. I ocen w podstawowce wybitnych nie mial- trojki, czworki.
              W szkole sredniej- czworki-piatki. Na studiach srednia mial jeszcze
              wyzsza i prawie zrobil doktorat tongue_out. A w zyciu doroslym radzi sobie
              naprawde dobrze. I rodzinnie, i zawodowo.
              IMHO juz lepiej byloby sie zainteresowac tym programem dla dzieci
              uzdolnionych, o ktorych pisala chba verdana? Zeby pozwolic Twojemu
              synowi rozwinac skrzydla, a nie podcinac je, jak to usilnie probuje
              zrobic polska szkola.
              • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 11:41
                Mnie psychologowie (dobrzy, bo xli mówili dziecku o pożytakach z
                uczenia się na 6), tłumaczyli, ze zbyt inteligentne dziecko nie ma
                zadnych szans, aby uwazać na lekcjach. Prosty przykład - dorosły też
                nie uwaza na prelekcji dla dzieci szkolnych, bo się nudzi. Można
                starać się utrzymac uwagę na nudnym wykładzie przez pół godziny, ale
                nie przez sześć. A dla zbyt inteligentnych dzieci bardzo wiele
                rzeczy w szkoel jest za dziecinne, nudne.
                Moja nauczycielka polskiego powiedziała kiedyś mojej mamie na
                wywiadówce i pamiętam to do dziś "Córka nie uwaza na lekcji, robi co
                innego. I bardzo dobrze, bo to lekcje nie dla niej".
                Psycholog nie pomoże. Natomiast warto jednak - szczerze - zrobić
                dziecku test na inteligencję. Jeśli rzeczywiscie okaże się, ze ma IQ
                w okolicach 140 to nalezy zakupić większą ilość środów
                uspakajających (dal siebie)i przeczekać do studiów. Innej rady nie
                ma.
                • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 12:25
                  Ok, oczywiście macie racje.
                  Chodzi mi o to, zebym wiedziała, jak go umiejetnie poprowadzic.

                  ps. Własnie, artykuł jest wGW o Karpińskim, co rycerzowa wspominała.
                  Najbardziej mnie sie spodobało zdanie:
                  "Być geniuszem to jednak za mało. Trzeba jeszcze polubić świnie."

                  Ale życie....
                • smerfeta7 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 16:45
                  Dokładnie verdanosmile
                • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 17:36
                  Zgadzam sie Verdana. Z tym ze, ja akurat miałam szkołe wręcz doskonałą (coś jak Twoja nauczycielka),i nauczycieli też. Gorzej było ze zrozumieniem w domu. Stąd moje pytania.
                  Bo, i owszem, dzisiejsza szkoła (nie tylko mojego syna,tylko w ogóle), mnie przeraża. I sama zdaję sprawę, ze w takiej to bym chyba i dnia nie wytrzymała. Bo w nieskończonośc bede zadawac pytanie w pustkę "gdzie są ci wychowawcy z pasją i wyobraźnią?". Ale świata ani systemu szkolnictwa nie zmienię , a martwi mnie, jak mam nauczyc własne dziecko funkcjonowac w takim świecie jaki jest i przy takich(czasami absurdalnych) wymaganiach, aby tez dziecko nie zatraciło siebie. Dlatego bardzo dziekuje za wszystkie odpowiedzi.
                  • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 18:30
                    Bywają dobre szkoly. Moja córka chodziła do liceum z dolnej polowy
                    rankingu i tak uczyli nauczyciele z pasja, lubiacy mlodzież.
                    Oczywiscie nie wszyscy, ale sporo. I nie było zadnej dyscypliny,
                    stroje zadziwiajace, a jak wychowawczyni powiedziaa "Wiesz, lepiej
                    nie przychodź w tej bluzce, trochę jest wyzywająca", to dziewczyny
                    nie przychodziły.
                    Ale to byla szkoła, gdzie nauczyciele mieli odwagę powiedzieć "jak
                    masz osiemnascie lat, to straznik miejski nie ma prawa zatrzymać
                    cię, jak palisz papierosa z drugiej strony ogrodzenia szkoły - czy
                    jesteś uczniem czy nie. Trzeba znać swoje prawa - to,z e jesteś
                    uczniem nie oznacza, ze nie jestes obywatelem".
                  • smerfeta7 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 21:28
                    mariefurie jeżeli masz zdolne dziecko, nie nauczysz funkcjonowac w
                    obecnej szkole. Mozesz jedynie nauczyć je przetrwac.
                    Spotykam wiele wybitnych dzieci w różnym wieku i kazde cieszy się
                    jak przychodzi na zajecia poza szkołą. Nie opowiadaja o niej zbyt
                    dobrze, czuja sie zawsze inne wśrod rowiesników. Dopiero na
                    zajeciach, gdzie spotykaja podobne do siebie, czuja się dobrze,
                    potrafia dyskutować, tworzyć, rozmawiac jak i wspolnie porozrabiac.
                    Maja wspanialych pedagogow, wśrod ktorych czuja sie dobrze i nie
                    boja się ich, nie czuja leków. Takie zajęcia to dobra odskocznia od
                    szkoly, ktora także ksztalci, rozwija male, zdolne, tworcze i
                    ambitne dzieci.
                    Przechodzilam i przechodze to samo, ale jedna z forumowiczek
                    polecila mi kilka stron i rzeczywiście trafione w dziesiątkę.
                    Moja corka robi w szkole to co musi, mimo nudy jaką odczuwa,
                    oczekujac na swoje ulubione zajęcia, kolezanki i kolegow
                    uczestniczacych w tych zajęciach i na swoje ulubione panie.
                    Tam "ładuje akumulatory" i idzie do szkoly.
                    Ja przyjęłam metodę przytakuje nauczycielowi Tak, tak, ma pani
                    rację, ktory jest zadowolony, corke wspomagę pod kazdym wzgledem i w
                    ten sposob musimy przetrwać czas, ktory musimy tu przebywać.
                    Najwazniejsze, że moja corka w drugiej szkole czuje sie szczęśliwa,
                    uwielbia swoje panie, kolegow i kolezanki, na zajeciach uwielbia
                    profesora i dzieciaki, a szkołę traktuje odwrotnie jako zajecia
                    dodatkowe, przypominające jej material, ktory dawno temu przerobila-
                    tak powtorkowo.
                    Wreszcie zrozumiala, że nam nie zalezy na jej ocenach, ale na tym
                    jaka wiedze posiada i jak sobie z nia radzi.
                    Faktem jest tylko to, że do szkoly, idzie z wielka niechecią, jak
                    mówi znowusz nuda, caly dzien.
                    Wiem, że ten problem czeka mnie bardzo dlugo, więc dalam sobie
                    spokoj i staram sie tylko tlumaczyć jej, że musi iść do szkoly, bo
                    jest obowiązkowa i tyle.
                    Polskie szkolnictwo nie oferuje niczego dla dzieci zdolnych poza
                    uśrednianiem ich i rownaniem do lini.
                    Nauczyciela pasjonata, już coraz trudniej spotkac. Kazdy robi tyle
                    ile musi i to wszystko.
                    Jedyne co lubi polska szkola to chwalić się sukcesami dzieci,
                    osiągnietymi poza szkola, dzieki innym nauczycielom i rodzicom.
                    tak więc, naładuj akumulatory i wyluzuj, choć to bardzo trudne.
                    Ja ostatnio to robie i daje efekty.
                    • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 23:23
                      Bardzo Ci dziekuję za ten post smerfetko, bo dodajesz mi wiary, troche w siebie,
                      troche w dziecko, no w i w to jak funkcjonowac w tym swiecie (poza)-szkolnym..
                      Skąd sie moje pytanie w ogole wzięło. Stad ze mam po prostu bardzo rózne opinie
                      na jego temat zewsząd. Tak, jak mówiłam wczesniej. Dla jednych- to dziecko
                      roztrzepane i niepozbierane itp, inni twierdzą - ze super inteligentne. Do tej
                      pory starałam sie powstrzymywac w opinii - zeby też niczego dziecku w uszy nie
                      wprowadzac (czy to ze jest super dzieckiem, czy naodwrót- zwykłym i
                      niepozbieranym), choc oczywiscie, jako dla matki, obiektywnie czy nie - jest
                      najcudowniejszy i najmadrzejszy. Staram się patrzec bardzo obiektywnie zresztą,
                      jestem w stanie porównac do rówiesników i slepa przecież nie jestem.
                      Bardzo sa cenne dla mnie Wasze rady. I tak ja verdana czy rycerzowa tez
                      doradzały, skonsultuję go z kimś znającym się na rzeczy, ale nie w kontekście
                      problemów (choc one są), tylko - jak go dalej prowadzic.

                      ps. smerfeto, nie pociągnę wątku na temat współczesnej szkoły i moich
                      doświadczeń z nią (znaczy, mojego dziecka), bo jak zacznę brzydko mówic w tej
                      materii, to....no, nieładnie będzie.
                      wink
                      • chalsia Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 00:50
                        pełne badanie poziomu inteligencji syna a takze jego
                        trudności.zahamowań i uzdolnień itp możesz bezpłatnie przeprowadzić
                        w rejonowej poradni psychologiczno -pedagogicznej. Trwaja około 3
                        godzin, łacznie z wywiadem z Tobą (przynajmniej tak było w
                        przypoadku znanych mi dzieci - ale sporo młodszych więc tutaj moze
                        byc nawet dłużej). Po badaniu wydadzą Ci pisemną opinię, którą
                        możesz przedstawić w szkole - moze to być pomocne, bo zdejmie z
                        Twojego syna odium opornego olewaca/nieuka (czy co tam o nim mówią)
                        i mogą pomóc w lepszym podejściu do syna w szkole. Jak się trafi
                        rozsądny nauczyciel to po przeczytaniu opinii to powinien bardziej
                        zidywidualizowac podejście do Twojego syna.
                        • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 01:02
                          Chalsia,badania przeszedl w pp jak chcielismy go do szkoły posłac rok wczesniej.
                          Dostalismy opinie. Tez na pismie. Poszedł wczesniej do szkoły (wtedy, aby
                          wczesniej poslac, szkoly wymagały takiej opinii jako warunek przyjęcia dziecka
                          mlodszego). Ja rozumiem, ze teraz jest juz dwa razy starszy chłopak, ale tamte
                          opinie szczerze mnie nieco zniechęciły, bo nic z tych ich "ale" się nie
                          sprawdziło. Mniej wiecej była taka opinia ze inteligentny itd itp, ale "ucieka",
                          "zmienia tematy" itp,nic sie nie zmieniło, czyli mówili to, co mowią dziś
                          nauczyciele w szkole o nim. Aha i ta zapowiadana dysleksja i dysgrafia. Co
                          dzieciak doskonale zawsze pisał i nie miał nigdy z językami problemów.
                          No i jak tu zawierzyc? Do pp na pewno juz z nim nie pójdę.
                          • smerfeta7 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 16:38
                            mariefurie napisała:

                            > Chalsia,badania przeszedl w pp jak chcielismy go do szkoły posłac
                            rok wczesniej
                            > .
                            > Dostalismy opinie. Tez na pismie. Poszedł wczesniej do szkoły
                            (wtedy, aby
                            > wczesniej poslac, szkoly wymagały takiej opinii jako warunek
                            przyjęcia dziecka
                            > mlodszego). Ja rozumiem, ze teraz jest juz dwa razy starszy
                            chłopak, ale tamte
                            > opinie szczerze mnie nieco zniechęciły, bo nic z tych ich "ale"
                            się nie
                            > sprawdziło. Mniej wiecej była taka opinia ze inteligentny itd itp,
                            ale "ucieka"
                            > ,
                            > "zmienia tematy" itp,nic sie nie zmieniło, czyli mówili to, co
                            mowią dziś
                            > nauczyciele w szkole o nim. Aha i ta zapowiadana dysleksja i
                            dysgrafia. Co
                            > dzieciak doskonale zawsze pisał i nie miał nigdy z językami
                            problemów.
                            > No i jak tu zawierzyc? Do pp na pewno juz z nim nie pójdę.


                            mariefurie może to pisza wszystkim dzieciom.
                            Poradnie PPP robia tylko testy, a z problemami szkolnymi jak
                            powiedziala pani psycholog w poradni to do szkoly, że do nich sie z
                            tym nie przychodzi.
                            Powtorzylismy wszelkie testy pedagogiczne u osób z duzym stażem i
                            kwalifikacjami i okazalo się, że to co pisala poradnia jest wogole
                            nie wiadomo z kąd wzięte. Testy poza poradnia PPP wyszly kompletnie
                            inne i wykazaly, że dziecko nie ma żadnych problemów. Wręcz
                            odwrotnie, ma bardzo wysoki poziom wiedzy i zasob wiadomości jak na
                            2 klase i zwyczajnie się nudzi.
                            Miałam zalecenia z poradni i co z tego, skoro szkola niczego nie
                            wprowadzila z zalecen, mimo ich wazności do wrzesnia tego roku.
                            Na szkolę juz nie liczę, sami zorganizowalismy dziecku zajęcia poza
                            szkolą i tak jak pisalam tobie, do szkoly chodzi, aby powtorzyc
                            sobie material, a to, że na lekcji, po zrobieniu swojego, kiedy
                            dzieci jeszcze pisza, robi sobie rozne zadania tekstowe z innej
                            ksiązki, to inna sprawa, ale chociaz nie przeszkadza innym.
                            Natomiast jest za to karana w szkole, łącznie za to, że wybiega z
                            materialem, bo rozwiązala sobie z końca ksiązki kangurka, czy
                            zadania z supelkiem, nudzac się na lekcji.
                            Wysluchuje panią, wspieram corke jak mogę, aby spokojnie przetrwała
                            do wakacji, od wrzesnia do swiat, od swiąt do wielkanocy itd..
                            Wolnego w szkole jest dużo, więc mamy nadzieje, że przetrwamy.
                            Liczę na to, że duzo sie zmieni w 4 klasie, jak zmieni nauczycieli,
                            może trafi na takich, ktorzy inaczej ja poprowadzą i jej nude na
                            lekcji wykorzystają lepiej z korzyścią dla niej.
                            mariefurie wspieraj synka jak tylko potrafisz, opinie pani zostaw
                            dla siebie z lekkim luzem. Nie zawsze ocena nauczyciela mającego 25
                            dzieciakow jest adekwatna do jego mozliwości.
                            Pan od angielskiego w szkole ocenił corkę bardzo zle, natomiast
                            corka posluguje sie językiem angielskim bez problemow, gdzie dzieci
                            w jej klasie nawet nie potrafia prawidlowo powiedziec a tylko mowia
                            tak jak pisza i to z ksiązki.
                            Kiedy rozmawialam z nim i przedstawilam opinie ze szkoly, gdzie
                            tylko i wyłącznie językiem wykladowym jest angielski, to powiedzial,
                            że nie zna na tyle corki aby ja ocenic, a jednak ocenil.
                            Także wyluzuj, ocena i opinia o uczniu jest nieadekwatna do stanu
                            faktycznego.
                            Czasami ocenia sie dzieci tak jak sie widzi ich rodzicow, lub ich
                            zaangażowanie w szkole.
                            Ja się nie angażuje w nic, bo nie mam na to czasu, więc i
                            zaangażowanie nauczycieli w stosunku do dziecka jest takie samo i
                            takie same oceny.
                            Tak samo jak z tabliczka mnożenia. Znala calą przed zerowka i zna
                            bardzo dobrze, a pani w opisowce napisala, że zna do 50, a inni do
                            100, co oburzylo moja corke.
                            Wytlumaczylam jej, że opisowka pani to pani sprawa, najwazniejsze,
                            że zna tabliczke i dobrze sobie radzi, a dopiero w 4 klasie bedzie
                            widać, jak te oceny pani mają się do stanu faktycznego wiedzy dzieci.
                            Możesz oceniać moja obecną metode jako zlą, ale ona pomaga przetrwac
                            mojej corce, a ja mam wreszcie spokoj.
                            Startuje w różnych konkursach poza szkolą odnosi sukcesy, jest
                            szczęsliwa i oto chodzi. W szkole kategorycznie odmawia wzięcia
                            udzialu w konkursach i nigdy nie pochwali sie swoimi osiągnieciami
                            poza szkołą, bo jak twierdzi to moja sprawa a nie szkoły.
                            Ja wrzuciłam pelny luz co do szkoly ipanstwowej, wreszcie mam spokoj
                            i spokojniesze dziecko, ktore wraca do normy.
                            Wspieraj synka i wrzuć na pełny luz smile
                            Inteligentne i zdolne dzieci rozwijają sie wedlug wlasnego toku,
                            przy dobrym wsparciu z waszej strony, efekty same przyjda.



                            • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 17:56
                              Mam bardzo podobna postawe do Twojej, jesli chodzi o relacje ze szkola.
                              Nie chodze, nie biegam, nie uczestnicze , nie prosze o lepsze oceny, bo to
                              wszystko jakos nie miesci mi sie w moim pojeciu ram wychowywania i ksztalcenia
                              dziecka. choc jak nieraz gadalam ze znajomymi matkami, to kazda doradzala, by
                              byc "obecna" w szkole. Teraz rozumiem, to co mowisz. Owszem, mozliwe, ze
                              nauczyciele oceniaja czesciowo dziecko poprzez pyzmat aktywnosci rodzica w zyciu
                              szkoly. Ale ja tez nie mam na to czasu. Ani chceci, szczerze mowiac. Nie jest
                              problemem biegac co chwila do szkoly i wyjasniac kazda troje, i tlumaczyc , ze
                              wczoraj dziecko gorzej sie czulo, w zwiazku z tym prosze o podniesienie oceny.
                              Nie bawi mnie to.
                              Jesli chodzi o ppp, to nie poszlismy tam z wlasnej woli, tylko stwierdzilismy,
                              jak dziecko mialo 6 lat, ze calkowicie sie nadaje aby rozpoczac szkole. A wiec
                              to szkola, gdzie zlozylismy papiery (prywatna), kazala zrobic te badania. Ktore
                              i tak niczego nie wniosly, mimo ze szkola otrzymala te wyniki na pismie.
                              I tez, dokladnie jak u ciebie, w pierwsze-drugiej klasie, nauczycielka miala
                              pretensje, ze syn na lekcji zamiast robic to, co wszyscy, otwiera podrecznik od
                              tylu i rozwiazuje zadania z konca. Dokladnie taka sytuacja. Mimo ze byl
                              najmlodszy w klasie, i mial jeszcze do tego papiery. W piatej klasie ( w
                              polowie) z powodu przeprowadzki zmienil szkole. Na publiczna z kolei. Ale i tak
                              jest to samo. Zreszta niczego innego nie oczekiwalam.
                              No nie radza sobie z nim nauczyciele i tyle. Ja to poniekad rozumiem, bo trudno,
                              aby w dwudziestoparoosobowej klasie nauczyciel poswiecal ekstra czas jednemu
                              dziecku. Nie mam do nich pretensji.
                              Zintesyfikowaly mi sie watpliwosci teraz, poniewaz to jest dosc newraligny
                              moment. Raz ze konczy podstawowke, dwa, ze to juz robi sie taki maly mezczyzna,
                              wiec trzeba szczegolnie uwazac. No i mozg mu buzuje po prostu. Chodzi o to, aby
                              skierowac to we wlasciwe zrodlo, caly ten potencjal ktory ma. Zeby nie zmarnowac.
                              Dziekuje za podzielenie sie doswiadczeniem i rady.
                              • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 18:53
                                Jak najdalej od poradni - owszem, czasem trafi się tam ktos
                                inteligentny, ale z moich doswiadczeń (trzech dyslektyków, pechowo
                                także inteligentnych), w kilku (co najmniej 5) róznych poradniach i
                                co najmniej 10 psychologach - naprawde dobra byla jedna pani
                                psycholog. Reszta taka sobie albo wrecz fatalna.
                                Tez chciałam dziecko poslac wczesniej. Po pierwszym etapie badania
                                wezwała mnie p. psycholog, stwierdziła, ze dziecko absolutnie nie
                                nadaje się do szkoly, ze fatalnie rysuje (bo dziadek-malarz pechowo
                                uczył go niekonwencjonalnego rysunku), i ze nie umie zawiązac sobie
                                butów (fakt, nie umiał, miał wszystkie na rzepy). Kazała mi zglosic
                                się z dzieckiem na reedukację, bo nawet w terminie będzie miał
                                klopotu, bo nie nauczy się nigdy pisać.
                                jednego tylko nie sprawdziła - dziecko już umialo pisać.
                                Po czym prywatnapsycholog wyslała go jak najszybciej do szkoły, na
                                szczęście...
                                • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 19:16
                                  Nooo...jeszcze troche i rzeczywiscie uwierze, ze mamy tego samego syna.
                                  Te rysunki i sznurowadla...tym razem wink

                                  ps. moj sie nzauczyl buty wiazac tak naprawde z dwa lata temu (celowo nie kupowalam na rzepy). W sensie, umial, tylko z takim pietyzmem je zawsze wiazal, co trwalo z pol godziny chyba, ze wiecznie wszedzie spoznialismy sie przez to. A wiec - czesto pomagalam.Tzn. - sama wiazalam ;-/
                                  A co do rysunkow - to tej pory rysunek ma taki bardziej... techniczny. Cyrkiel, linijka, kreska. No i perspektywe potrafi pieknie namalowac, to fakt. Albo totalny impresjonizm - dla kontrastu smile)
                                  • smerfeta7 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 22:41
                                    mariefurie nie wiem gdzie mieszkasz, ale poszukaj instytucji, ktora
                                    zajmuje się dziecmi zdolnymi. Organizowane sa dla nich super
                                    zajęcia, prowadzą je wspaniali ludzie, chcący cos zrobić dla takich
                                    dzieci.
                                    Ja znalazlam, corka jest zachwycona, spotyka wspanialych ludzi,
                                    ktorzy także ja wspierają, radza i pomagaja pilotowac dalej.
                                    Dzieciom zdolnym jest bardzo trudno przetrwać w szkole, wymagaja
                                    wsparcia dodatkowego poza rodzicami.
                                    Trzyma kciuki za ciebie i synka.
                      • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 26.04.09, 22:53
                        Bo obie strony maja rację. Dzieci inteligentne SĄ zazwyczaj
                        roztrzepane i niepozbierane. Dorosli też - trzeba zobaczyc mojego
                        męża, człowieka niezwykle inteligentnego, ktory potrafi wyprowadzic
                        na dwor smycz, psa zapominajac w domu, albo wynieść śmiecie i z nimi
                        wrocić...
                        Dowcipy o profesorach nie biora się znikąd.
                        • mgla_jedwabna Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 09.06.09, 16:08
                          Smycz bez psa i dziecko, ktore nie nauczy się w terminie pisać, ale za to już umie - dzięki Verdana, za wywołanie szeeerokiego uśmiechu na mojej twarzy!

                          A z tymi sznurowadłami to coś jest. Ja w piętnastym roku życia nie potrafiłam zawiązać sznurowadeł w sposob wymagany w PPP (pętelka i dookoła, a nie dwie pętelki "na raz") ale za to potrafiłam pisać gotykiem.
    • a.nancy Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 25.04.09, 18:02
      cholera, ja tak mam do dzisiaj sad
    • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 10:54
      1.Niestety, to nie jest tak,że gdy się ma "rozkojarzone" dziecko, to spokojnie
      można czekać, aż zostanie profesorem.
      (Chyba że się tytuł odziedziczy, ale ponoć ten proceder ma być ukrócony...)

      2. Wybitna inteligencja i "nieposłuszny umysł" nie zawsze idą w parze. Znam
      wielu bardzo poukładanych bardzo dobrych profesorów.
      Jan Sebastian Bach jako twórca stosował się do wszystkich ograniczeń swej epoki.
      "Nieposłuszny" nie zawsze jest genialny, chociaż zawsze intrygujący. Znajomi
      muzycy nigdy nie przepuszczą okazji, by posłuchać Iwo Pogorelica, chociaż
      psioczą, prychają, mają go za szarlatana.

      3. O szkole można w nieskończoność, nie miejmy do tej instytucji specjalnych
      pretensji, skoro MY tam nie poszliśmy. Jakoś tak łatwo godziliśmy się, że studia
      nauczycielskie wybierają najsłabsi koledzy (raczej - koleżanki).
      Zakładając,że nawet znajdzie się pasjonat, który będzie się chciał zająć naszym
      zdolnym dzieckiem, cóż z tego, skoro "nieposłuszny"
      - nie będzie chciał ,wziąć udziału w olimpiadzie przedmiotowej,
      - jeśli weźmie - i n.p. rozwiąże zadanie w oryginalny sposób, to i tak rysunku
      nie zrobi, odpowiedzi nie napisze,
      - wyjdzie w połowie konkursu albo matury, bo ma w domu pasjonującą lekturę.

      Mariefurie zastanawia się, jak "poprowadzić" syna.
      Od razu mówię, by porzuciła wszelką nadzieję,że da się jej poprowadzić dziecko
      "nieposłuszne" i w dodatku zdolne.

      Takiemu trzeba:
      - stworzyć warunki do rozwoju,
      - nie przeszkadzać w rozwoju,
      - nauczyć choćby minimalnego przystosowania się do rzeczywistości.

      Dam przykład Skłodowskiej, która uważała, że "lepiej podusić dzieci, niż dać je
      do szkoły". Najpierw gromada profesorskich pociech swobodnie hasała po
      laboratoriach i rozwijała się bujnie a nieposłusznie.
      Potem Skłodowska w swoim geniuszu zauważyła,że jednak dziecko "trzeba nauczyć
      przywitać się z panią", i innych niezbędnych umiejętności, i posłała córki do
      szkoły. Dbając jednak o to, by szkoła nie stłamsiła dzieci.
      (Cytaty z książki autorstwa Ewy Curie).

      Naprawdę warto porozmawiać z dobrym psychologiem na temat postępowania z
      dzieckiem. Warto takiego fachowca poszukać. W Poznaniu jest coś takiego
      www.prekursor.edu.pl/
      Może do nich napisać, może kogoś doradzą?

      W życiu codziennym chłopak raczej nie będzie uporządkowanym solidnym
      domownikiem, więc nie trzeba robić problemu o bałagan, o to,że wszędzie leżą
      otwarte książki, że wszystko robi po swojemu.

      Ale przykładowo w łazience niech ma nastawiony timer na 15 minut, i po tym
      czasie natychmiast wyłazi z wanny, niezależnie, czy wszystkie nogi umyte.
      Niech codziennie zrobi małe zakupy, dokładnie to, co ma na kartce.
      Niech ma przynajmniej zeszyty ze wszystkich przedmiotów, żeby w czerwcu nie było
      przykrych niespodzianek.

      Od czegoś trzeba zacząć.
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 12:04
        Rycerzowa - jesteś cudna smile)
        Odpowiadam.

        rycerzowa napisała:

        > 1.Niestety, to nie jest tak,że gdy się ma "rozkojarzone"
        dziecko,to spokojnie można czekać, aż zostanie profesorem.

        --Zgadzam się całkowicie.

        >Chyba że się tytuł odziedziczy, ale ponoć ten proceder ma być
        ukrócony...)

        ---i całe sczescie. Poza tym, jak widzisz, nawet nawet w szkole
        go "nie promuję", bo uwazam, ze nie tedy droga.

        > 2. Wybitna inteligencja i "nieposłuszny umysł" nie zawsze idą w
        parze. Znam wielu bardzo poukładanych bardzo dobrych profesorów.

        --tez takich znałam. Zgadzam się. Z jednym zastrzezeniem,
        ci "poukladani" byli dobrymi metodykami, wykladowcami - ale,
        niestety bardzo miernymi naukowcami. No, ale cos za cos.
        Natomiast ci, szlency -naukowcy, nie zawsze są dobrymi wykladowcami.
        Nie zmienia to jednak faktu, ze są równiez tak wybitne jednostki,
        ktore łącza w sobie i jedno i drugie: naukowiec - swiatowej klasy,
        oraz wykladowca - nie mniejszej.
        Znam takich.

        > "Nieposłuszny" nie zawsze jest genialny, chociaż zawsze
        intrygujący. Znajomi muzycy nigdy nie przepuszczą okazji, by
        posłuchać Iwo Pogorelica, chociaż psioczą, prychają, mają go za
        szarlatana.

        --marni muzycy wink) Pogorelic jest przygladem geniusza
        nieprzystosowanego społecznie. Muzyk - genialny.Osobiscie bardzo
        cenie ludzi utalentowanych, ale -spoza wszelkich układów. Nie sa
        może szczesliwi i powszechnie lubiani, za to - wolni.

        > 3. O szkole można w nieskończoność, nie miejmy do tej instytucji
        specjalnych pretensji, skoro MY tam nie poszliśmy.

        --nie mam. juz o tym wspomnialam.

        >>Jakoś tak łatwo godziliśmy się, że studia nauczycielskie wybierają
        najsłabsi koledzy (raczej - koleżanki).-

        --taki system. Zadziałał rynek i potrzeba zarobku we wszystkich WSP.
        Niestety. Ale system szkolnictwa (reforma, za tym nie nadązyła...i
        niegdy nie nadąży, wiec - bez złudzeń).

        > Zakładając,że nawet znajdzie się pasjonat, który będzie się chciał
        zająć naszym zdolnym dzieckiem, cóż z tego, skoro "nieposłuszny" ..

        --to znaczy, ze ten "pasjonat" do dziecka "nie dotarł". Lub dziecko
        mialo małe , niewystarczające wsparcie np. w rodzinie.

        >
        > Mariefurie zastanawia się, jak "poprowadzić" syna.
        > Od razu mówię, by porzuciła wszelką nadzieję,że da się jej
        poprowadzić dziecko "nieposłuszne" i w dodatku zdolne.
        > Takiemu trzeba:
        > - stworzyć warunki do rozwoju,
        > - nie przeszkadzać w rozwoju,
        > - nauczyć choćby minimalnego przystosowania się do rzeczywistości.

        ---Zgadzam się. I dziekuje za utwierdzenie mnie w tym przekonaniu.


        > W życiu codziennym chłopak raczej nie będzie uporządkowanym
        solidnym domownikiem, więc nie trzeba robić problemu o bałagan, o
        to,że wszędzie leżą otwarte książki, że wszystko robi po swojemu.

        --mnie to jego nieuporzadkowanie nie przeszkadza. Nie mamy zadnych
        nieporozumien na tym polu. Jest to dziecko bardzo uczynne i pomocne.
        Ale cos w stylu jak Verdana pisała - na spacer... ze smyczą wink ( tez
        psa mamy)
        >
        > Ale przykładowo w łazience niech ma nastawiony timer na 15 minut,
        i po tym czasie natychmiast wyłazi z wanny, niezależnie, czy
        wszystkie nogi umyte.

        ---hehe, ubawilas mnie smile) Skąd to znasz?
        Mamy wlasnie jak mówisz. Tylko ze , nie wykjdzie z wanny,
        aż...jakiejś tam strony nie doczyta. smile ...o nogach zazwyczaj w
        ogole zapomina. smile

        >
        > Od czegoś trzeba zacząć.

        ---wszystko pojęłam.
        Jeszcze raz bardzo dziekuję.
        • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 12:20

          > Ale cos w stylu jak Verdana pisała - na spacer... ze smyczą wink (
          tez psa mamy)
          A trzymając się realiów,to przykład autentyczny: do szkoły - bez
          tornistra. Z kilka razy tak miał w młodszych klasach.
          • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 19:43
            Bez tornistra ze szkoly moje dziecko wraca regularnie. A ma lat 14 i
            wcale nie jest tragicznie roztargnione.
            mam jeszcze jedna uwagę - Twoje dziecko jest chlopcem, a 12-letni
            chłopcy SĄ niewiarygodnie roztargnieni. Szkola tego nie dostrzega,
            bo wzorcem ucznia jest dziewczynka. A nauczycielem kobieta.
            • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 12:08
              verdana napisała:

              mam jeszcze jedna uwagę - Twoje dziecko jest chlopcem, a 12-letni
              > chłopcy SĄ niewiarygodnie roztargnieni.

              --oczywiście Verdano, biore tu poprawkę na płeć, jak najbardziej. Gdzie to
              roztargnienie niekoniecznie musi sie wiązac czy byc tożsamym z zadatkami na
              naukowca.
              • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 17:22
                Nie musi - wtedy wszyscy chłopcy wyrastaliby na naukowców, za
                wyjątkiem tych kilku Ananiaszów...
        • paszczakowna1 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 13:23
          Z drugiej strony, pilnuj mocno, zeby syn to, co go pasjonuje, doprowadzal do
          konca i zajmowal sie tym systematycznie. Z racji zawodu mam do czynienia z
          naprawde wybitnymi naukowcami, i ktos o osobowosci 'rozwichrzonej' sukcesu tu
          nie osiaga. Ci, ktorzy naprawde wiele i szybko osiagneli, to ludzi ogromnie
          pracowici i systematyczni. I tak jest w kazdej dziedzinie - za sama 'genialnosc'
          nikt nawet piwa nie postawi.

          O doktorantach sporo sie slyszy: 'Zdolny, bardzo zdolny, ale pol roku trzeba nad
          nim stac i pilnowac, zeby wyniki w ogole opisal - bo go to nie interesuje'; 'Rok
          mu sie poslizgnela obrona, bo program owszem napisal, bardzo ciekawy, ale nie
          chcialo mu sie zdebugowac, i publikacji zadnych nie ma'; 'Wziac go na staz
          mozesz, bo jest dobry, ale uwazaj na niego, bo nic nie konczy.' A pozniej o nich
          zwykle przestaje slyszec...
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 13:44
            paszczakowna1 napisała:

            > Z drugiej strony, pilnuj mocno, zeby syn to, co go pasjonuje,
            doprowadzal do konca i zajmowal sie tym systematycznie.

            Jak? Włąśnie jak to zrobic, aby nie było ekstra nacisków z zewnątrz,
            a jednak w tym trwał?
            Z drugiej strony, nie wydaje mi sie aby był z niego naukowiec
            (przynajmniej w pierwszej fazie wink). On ma pasje ze tak
            powiem "wiązane". Niby rózne, a jednak wspolny korzeń mają.


            ps. włąsni mam dzisiejszy przykład "szkolny" z polskiego. Z pracy z
            polskiego dostał 5/1. 5 - za dyktando., 1 - bo nie potrafil napisac
            regułki, kiedy sie pisze "ó", a kiedy "u". To własnie jeden z
            przykładów, w jaki spsób on sie uczy. Ale u niego to normalka wink
      • smerfeta7 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 12:40
        rycerzowa napisała:
        > Zakładając,że nawet znajdzie się pasjonat, który będzie się chciał
        zająć naszym
        > zdolnym dzieckiem, cóż z tego, skoro "nieposłuszny"

        Ale psjonat potrafi tak przekazac swoja wiedze i zachęcic dziecko,
        że samo sie zglasza do konkursów, lub same je tworza w grupie pod
        okiem pasjonata.
        Moja corka uczęszcza na zajęcia. Pan profesor pasjonat, nie zawsze
        psłuszny, ale dzieci go uwielbiają i razem potrafia się dogadac.
        Łącznie my rodzice.
        Może nie posluszny z nie poslusznym lepiej sie rozumieją smile


        > Naprawdę warto porozmawiać z dobrym psychologiem na temat
        postępowania z
        > dzieckiem. Warto takiego fachowca poszukać.

        Dlatego przez ostatnie 7 lat korzystamy z pomocy i wszelkich rad
        takiego fachowca i idzie to zawsze w dobra strone dla dziecka i
        rodzicow. Natomiast psycholog w poradni to zalezy na kogo sie trafi.
        Nam potrafila napisac, że dziecko ma powazne problemy ze słuchem, to
        dopiero byla nowina.
        Zrobilismy wszelkie badania sluchu, badanie pedagogiczne, plus
        wizyta u audiologa i co?.
        Okazalo sie, że dziecko slyszy bardzo dobrze, testy także. A nawet
        zadano nam pytanie, dlaczego to napisano?? skoro dziecko nie ma
        zadnych problemów ze sluchem i nauką.
        No i pani psycholog w poradni się nie polapala, dlaczego dziecko nie
        slyszało, jak mówila do niej, latwiej było napisać, że ma powazne
        problemy ze sluchem.



        > Ale przykładowo w łazience niech ma nastawiony timer na 15 minut,
        i po tym
        > czasie natychmiast wyłazi z wanny, niezależnie, czy wszystkie nogi
        umyte.


        A wiesz ile doświadczeń mozna zrobić siedząc w wannie, wykorzystując
        do tego wszystko co ją otacza, łącznie z obliczeniem czy kat padania
        wody, jest zgodny z katem odbicia jej smile

        Dzieci zdolne, dostarczają wiele atrakcji w naszym zyciu, a o
        zaskoczeniach już nie wspomnę.
        Nalezy umijetnie podążać za ich rozwojem, korzystać z porad
        doświadczonego i znającego się na takich dzieciakach psychologa.
        Wtedy jest rzeczywiście latwiej, ale w szkole dopiero zaczynaja się
        gory, bo tam każde dziecko musi sie uśrednić, inaczej zaraz ma latkę
        przyszytą i z nia idzie z klasy do klasy.
        Tego nie da się przeskoczyć, a coraz trudniej jest trafic na
        nauczyciela, ktory potrafi zgrac wszystko w swojej klasie, tzn.
        nauczanie dzieci zdolnym, dzieci potrzebujących dodatkowych zajęc
        jak i dzieci usrednionych.
        W szkole wszystko jest zgrane do dzieci usrednionych, a zdolne to
        powazny problem dla nauczyciela, oczywiscie nie kazdego.
    • kora-93 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 14:39
      Tak czytam to i czytam i zaczęłam się zastanawiać czy mnie tez to czeka smile Twój
      syn mariefurie ma 12 lat mój dopiero 6 i jak do tej pory wydawało mi się ,że
      jest ok,po prostu taki zamyślony i twórczy młody człowiek(jak jego tata
      zresztą)ale poszedł do szkolnej zerówki i się zaczęło-na rozmowy z nauczycielką
      to już mi się chodzić nie chce-szkoda nerwów. Dowiedziałam się np podczas jednej
      z nich,że dziecko ma jakieś zaburzenia bo narysowało na rysunku złe proporcje
      itd ale pani nie zapytała syna dlaczego,kiedy przy mnie wyjaśnił jej,że pszczoła
      i dziewczynka są większe od domku bo są na pierwszym planie to pani zrobiła
      wielkie oczy ,że on zna pojęcie perspektywy a nie powinien przecież w tym
      wieku(ale to ,że już rok przed zerówka chodził na zajęcia plastyczne to pani
      zupełnie zapomniała).I tak jest z wieloma innymi rzeczami-wystaje poza to co
      "powinien" to już się doszukują "nieprawidłowości". A wiele prostych rzeczy
      potrafi zawalić bo mu (tu jego słowa)-to nuda.Z kolegami też niby się bawi ale
      za piłką biegać mu się nie chce,zdarzało się ,że wracał z podwórka bo mu się z
      nimi nudziło bo "oni nic nie robią tylko w nogę i w nogę".Martwię się strasznie
      a on sobie nic z tego nie robi,miałam nadzieję,że może za jakiś czas się to
      zmieni ale jak tak was tu czytam to chyba się tych zmian jednak nie doczekam smile
      trzeba będzie się zaopatrzyć w melisę i liczyć na to ,że wyjdzie na ludzi smile
      • smerfeta7 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 19:28
        kora-93 co do rysunku, to bedziesz miala przeboje nie tylko w
        zerowce.
        Moja corka 2 klasa malowala godlo, no i namalowala, ale orzeł miał
        skrzydła na dole i wyglądal jakby go deszcz zmoczył. Na pytanie
        dlaczego tak namalowala orła, przeciez tak nie wygląda.
        Odpowiedziala, że kiedyś orzeł byl dumny, a teraz zmartwiony i
        skrzydla mu opadly na to wszystko co sie w polsce dzieje i tak
        powinien wyglądać.
        fakt, że bardzo lubi ogladac wiadomości, podklada sobie wszelkie
        zmiany także na szkolę, zadaje duzo pytań, ale nie myślalam, że tak
        namaluje w szkole orła i co mialam powiedzieć, skoro wie jak wygląda
        godlo, a rysuje jak powinno wyglądac.
        Dodala jeszcze, że rysunek jest piekny, tylko orzeł nie jest już
        dumny.

        Czeka cię wiele ciekawych, nerwowych, meczacych dni, a szczegolnie
        informacji od nauczycieli w szkole. Jak bedziesz miała ochote
        interpretowac nauczycielce wszystko co dziecko widzialo w danej
        pracy lub mialo na mysli, to nie wiem czy melisa da dobre skutki.
        Zerowkę do sie przezyć, ale w szkole to juz inaczej wygląda.
        No chyba, że trafisz na nauczyciela z dusza artysty i dziecko będzie
        mialo mozliwośc wytlumaczenia co narysowało.
        • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 19:51
          Trzeba tez pamietac, ze z rozkojarzonego dziecka wcale nie musi
          wyrosnąć rozkojarzony dorosły. Moje dzieci np. przestały być
          nieprzytomne w momencie, gdy nauka zaczęła byc trudniejsza i mogly
          wybrac czego się uczą. Nie sposób zmusić (chocby to i bylo w 100%
          sluszne, bo teoretycznie rzeczywiscie jest) koszmarnie nuszacego się
          dziecka do nauki tego, co go nie interesuje.
          na marginesie - nie mozna tez napisac dobrej pracy naukowej na
          temat, ktory nie interesuje w/w doktoranta. Dobrzy naukowcy to tylko
          ci, ktorych pasjonuje to co robia. Od poczatku do konca. Jesli
          dorosłego człowieka nie interesuje opisanie wynikow swojej pracy,
          to nie jest to już roztargnienie i "nieuporzadkowanie", tylko albo
          lenistwo - albo, jak wnosze z mojego doswiadczenia promotora -
          nieumiejetność "pokrywane" lenistwem. Ale wydaje mi sie (na
          jednostkowym przykladzie wlasnej rodziny + sporej grupy znajomych),
          ze pilana nauka w szkole nijak przeklada się na pilność w pracy w
          wieku dojrzałym.
          • paszczakowna1 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 20:35
            > dobrzy naukowcy to tylko
            > ci, ktorych pasjonuje to co robia. Od poczatku do konca. Jesli
            > dorosłego człowieka nie interesuje opisanie wynikow swojej pracy,
            > to nie jest to już roztargnienie i "nieuporzadkowanie", tylko albo
            > lenistwo - albo, jak wnosze z mojego doswiadczenia promotora -
            > nieumiejetność "pokrywane" lenistwem.

            Nie znam naukowca (mowa tu o 'scislowcach'), ktorego by pasjonowalo to co robi
            'od poczatku do konca'. Moze i taki byt istnieje (teoretycznie jest jak
            najbardziej mozliwy), ale ja sie nie spotkalam. Aplikowanie o fundusze jest
            irytujace, recenzowanie prac klopotliwe, rozmaite etapy eksperymentu (glownie
            dopieszczanie wynikow, zeby sie nikt nie przyczepil) zwyczajnie nudne, no i
            bardzo wielu wlasnie pisanie publikacji uwaza za dopust bozy i strate czasu (po
            czesci to faktycznie moze wynikac z brakow w inteligencji werbalnej).

            W Twojej dziedzinie, Verdana, 'robienie' nauki i pisanie sa jakos bardziej
            scisle zwiazane, ale np. dla fizyka to dwie zupelnie odmienne czynnosci. Fizyk
            cos zmierzyl czy policzyl, on cos wie nowego, model mu sie potwierdzil lub wrecz
            przeciwnie, i na tym praca naukowa wlasciwie mu sie zakonczyla. Czy interesuje
            go podzielenie sie wynikami ze swiatem, to sprawa indywidualna i bardziej
            zwiazana z obowiazkowoscia (lub ambicja/proznoscia/chciwoscia) niz z samym
            zapalem naukowym.

            >Ale wydaje mi sie (na
            > jednostkowym przykladzie wlasnej rodziny + sporej grupy znajomych),
            > ze pilana nauka w szkole nijak przeklada się na pilność w pracy w
            > wieku dojrzałym.

            A to racja, i ja wcale do gonienia nikogo do pilnej nauki w szkole nie zachecam.
            Ale cos powinno sie pilnie i systematycznie robic, dla samego cwiczenia woli.
            Bodaj smiecie wynosic.
            • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 27.04.09, 21:28
              A bycie promotorem to horror.
              Mowiac "interesowalo" mialam na mysli li i jedynie wlasna tworcza
              prace naukową. Nie znam się na naukach scislych, ale czytanie sete
              stron czasopism też niby nie jest pasjonujace, do momentu, gdy
              znajdzie się to, czego sie szuka - chyba i tak jest z
              doswiadczeniami.
              Faktycznie, pisanie dla fizyka to pewnie udreka, ale on przynajmniej
              moze pisac krotko. Prawde mowiac czaem i moja praca naukowa się
              konczy w momencie, kiedy ja już wiem, jak było - ale mam zwykle
              ochotę, aby inni tez dowiedzieli się, że ja wiem. I mogli choćby z
              tym polemizować ew. chwalic.
              Ja uczylam i ucze dzieci pilnosci w wielu dziedzinach - np.
              systematycznego chodzenia do szkoły, czt deszcz, czy snieg czy
              deszcz ze śniegiem - nie ma zmiłuj. Spelniania obowiązków - np.
              wyprowadzania psa. Wykonywania poleceń , moze być ze złorzeczeniem
              pod nosem, ale bez możliwosci olania sprawy.
              Do systematycznej nauki zmusić się opornego dziecka nie da, nie
              niszcząc przy tym życia rodzinnego i charakteru dziecka, co owszem,
              udało mi się zrobić. Oczywiscie, dziecko nie uczyło się nadal, ale
              piekło w domu trwało parę lat i przynoslo sporo szkód.
              • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 10:55
                verdana napisała:

                > Ja uczylam i ucze dzieci pilnosci w wielu dziedzinach - np.
                > systematycznego chodzenia do szkoły, czt deszcz, czy snieg czy
                > deszcz ze śniegiem - nie ma zmiłuj. Spelniania obowiązków - np.
                > wyprowadzania psa. Wykonywania poleceń , moze być ze złorzeczeniem
                > pod nosem, ale bez możliwosci olania sprawy.

                Ano właśnie - jednak uczyłaś, jednak wymagałaś.
                Jak kiedyś pisałam - zupa z gwoździa.
                Nigdy zatem nie zapomnij wspomnieć o wszystkich ingrediencjach.


                Nie jest bowiem prawdą, że wystarczą zdolności,że można machnąć ręką na
                rozkojarzenie, dysleksję, brak koncentracji uwagi, minimalnego zdyscyplinowania.

                Niestety, chwast marchewką nigdy nie zarośnie!
                A marchewka chwastem - jak najbardziej!
                Jeszcze trudniej jest, gdy to nie o banalną marchewkę chodzi, a o bardziej
                delikatną, drogocenną roślinkę.

                Znam, niestety, co najmniej kilka osób wybitnie zdolnych, którzy zmarnowali
                swoje talenty, a nawet swoje życie przez niewłaściwe podejście rodziców i szkoły:
                - albo nadmierne wymagania, poniżanie dziecka, przypisywanie mu lenistwa i złej
                woli,
                - albo brak jakichkolwiek wymagań,w przekonaniu,że dziecko jest nadzwyczajne, a
                tylko świat się na nim nie poznał, nie docenił.

                Wiecie, gdy np. dziecko ma porażenie mózgowe, to się je rehabilituje poprzez
                proste ćwiczenia, poprzez przesyłanie sygnałów od ciała do mózgu.

                Gdy w mózgu brak funkcji pt. uwaga dowolna, czyli skupienie się na tym, co
                trzeba zrobić (mimo braku zainteresowania), to się poprzez proste ćwiczenia
                tę funkcję "rehabilituje".
                Proste ćwiczenia - typu codzienne wyrzucanie śmieci, wyprowadzanie psa,
                chodzenie do szkoły, posiadanie zeszytów.

                Problem w tym, by zachować umiar, bo tylko wtedy działanie będzie miało sens,
                jako że:
                - charakteru dziecka zmienić się nie da,
                - "nieposłuszny umysł" w połączeniu ze zdolnościami jest zbyt cennym skarbem, by
                go niechcący uszkodzić.
                • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 12:23
                  rycerzowa napisała:

                  > Problem w tym, by zachować umiar, bo tylko wtedy działanie będzie miało sens,jako że:
                  > - charakteru dziecka zmienić się nie da,
                  > - "nieposłuszny umysł" w połączeniu ze zdolnościami jest zbyt cennym skarbem, by go niechcący uszkodzić.

                  --I tu można by powiedzieć "amen".
                  Czyli diamenty szlifujemy...ale umiejętnie. W innym przypadku,zamiast diamentu - będzie zwykły węgiel....opałowy wink
              • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 11:17
                verdana napisała:

                > A bycie promotorem to horror.

                A propos promotorów, wydaje mi się, że "zakręcony" charakter powinien jako
                opiekuna mieć kogoś solidnego, spokojnego, zrównoważonego.

                Mój syn w pewnym okresie - na zagranicznej uczelni - dostał jako promotora
                pracy doktorskiej kogoś tak samo niezorganizowanego i nawiedzonego jak on.
                Po początkowych zachwytach ci dwaj w ogóle nie mogli się dogadać.
                Wydział miał z tego sporo uciechy.
                Po zmianie prowadzącego praca zostało bardzo szybko ukończona i obroniona.
            • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 12:04
              paszczakowna1 napisała:

              >
              > Nie znam naukowca (mowa tu o 'scislowcach'), ktorego by pasjonowalo to co robi
              'od poczatku do konca'. Moze i taki byt istnieje (teoretycznie jest jak
              najbardziej mozliwy), ale ja sie nie spotkalam.

              ---No niech zgadnę. Mógłby nim być fizyk-teoretyk na przykład. wink
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 28.04.09, 12:17
        Kora, ja to jestem taka mądra teraz przeczytawszy opinie i rady dziewczyn, ze
        powiem Ci tak: dbaj o rozwoj swojego dziecka i nie przejmuj się tym, ze ktoś go
        uważa za "niedorozwiniętego" lub lenia piramidalnego, lub jeszcze jaka anomalię
        mu przypiszą. Wszyskitie mozliwe ekstrema, byle na "nie". dla zasady i "zgodnie
        z tendencją "urowniłowki".
        A co do przypadków szkolnych, to tez pamiętam w pierwszej klasie miał
        pokolorować rybkę, co byla w książce (sam kontur). więc pokolorowal wszystkie
        łuski , ogonek itp. I dorysował tej rybce koronę. Wrocił ze szkoły zrozpaczony,
        bo wszystkie dzieci się smiały z niego, ze dorysował koronę, i że na pewno
        dostanie dwóję.

        W szkole dopiero zaczęła sie prawdziwa nauka zycia. To jak wojsko, i chyba tak
        to trzeba traktować. Choc przypuszczam, ze jak by mój poszedł do wojska,
        to...przesiedziałby cały okres wojska w karcerze wink
        • maksimum verdana -nieprzystosowana. 05.05.09, 05:31
          verdana napisała:

          > 3,5 w szkole podstawowej dla mojego najstarszego byłoby
          > nieosiagalnym szczytem marzeń. Fakt, moze to i dziedziczne - ja w
          > liceum miałam średnią ok. 3 (a jedynek nie było...), moj ojciec
          > oblał maturę, a matka miała poprawki z chemii. Nie chwaląc się
          > (chwaląc???) moja profesura czeka na podpis prezydenta (wolę nie
          > wspominać ile już czeka...), ojciec jest prorektorem, a matka
          > pisarką.
          > Egzemplarze 1 i 2 sa dorosle. Egzemplarz 1 jest psychologiem,
          > zamierza pisac doktorat, egzemplarz 2 studiuje na dwóch kierunkach
          > (jeden juz skonczyła), ze średnią ok. 5.
          > Ale czy cud powtórzy sie po raz trzeci, tego to ja już nie wiem.
          ----------
          To jest typowy obraz rodziny nieprzystosowanej do zycia.Ludzie
          ukierunkowani w jednym,niezbyt wymagajacym kierunku studiow,no i
          nieumiejetnosc pracy w zespole.
          rycerzowa mowi bardziej z sensem.
          Rozkojarzenie niczego dobrego nie wrozy.
          Ciekawi mnie,jak syn daje sobie rade z trudniejszymi zadaniami w
          szkole? Czy tez jest udziwnia na swoj sposob?
          • verdana Re: verdana -nieprzystosowana. 05.05.09, 09:15
            Syn skończył bez problemu studia i przygotowuje się do doktoratu. Co
            mozan by wyczytac z postu przy czytaniu ze zrozumieniem. Czyli daje
            sobie radę. Pracuje jako nauczyciel akademicki.
            O ile bycie profesorem czy pisarzem jest nieprzystosowaniem
            spolecznym, to zyczę nieprzystosowania.
            Jak wyobrazasz sobie pisanie książek w zespole????
            • chalsia Re: verdana -nieprzystosowana. 05.05.09, 09:38
              > Jak wyobrazasz sobie pisanie książek w zespole????

              eee, no jak to - jak?
              Jeden dyktuje, drugi zapisuje.
              • rycerzowa Re: verdana -nieprzystosowana. 05.05.09, 14:25

                > > Jak wyobrazasz sobie pisanie książek w zespole????
                >
                > eee, no jak to - jak?
                > Jeden dyktuje, drugi zapisuje.

                A szef się dopisuje. wink
                • verdana Re: verdana -nieprzystosowana. 05.05.09, 14:45
                  Pomyłka! Szef sie PODPISUJE.
                  • maksimum Stare ,ale prawdziwe. 05.05.09, 15:36
                    Przypomnialy mnie sie stare czasy Na SGPiSie.
                    No wiec mielismy jednego profesora z jakiegos smiesznego przedmiotu
                    i facet byl starej daty,jeszcze z nadania komunistycznego.
                    I calkiem nie przypadkiem jego syn,ktory byl wielkim dziwakiem nie
                    tylko skonczyl SGPiS ale i zrobil tam doktorat.
                    No wiec gdzies na drugim roku spotykam sie ze znajomymii obgadujemy
                    wakacje i ludzi,az tu pokazuje sie miedzy nami niemotka,ktora nie
                    wiedziec czemu byla na pierwszym roku studiow,a ku zdziwieniu
                    wszystkich,ktos ja przepchnalna drugi rok.
                    I to byl dzien ,kiedy zaczalem wierzyc w cuda.
                    Jak konczylismy studia,czesc z nas chciala zostac na uczelni,ale
                    okazalo sie ,ze liczba miejsc nie tylko byla ograniczona,co
                    przyjecia juz zokonczone.
                    No wiec w ramach bardzo ciekawej selekcji,na studia doktoranckie
                    dostala sie ta niemota,co ledwo przechodzila z roku na rok i nikt
                    nie wiedzial ,jak ona to robila.
                    Okazalo sie,ze ona byla narzeczona tego doktora,ktory byl synem
                    profesora.
                    • verdana Re: Stare ,ale prawdziwe. 05.05.09, 15:54
                      Warto wiedzieć, ze jeśli się pisze o SGPiSie, to "starej daty" byli
                      profesorowie przedwojenni. A nowej - z nadania komunistycznego. Nie
                      jeszcze, a juz...
              • mariefurie Re: verdana -nieprzystosowana. 06.05.09, 16:10
                chalsia napisała:

                > > Jak wyobrazasz sobie pisanie książek w zespole????
                >
                > eee, no jak to - jak?
                > Jeden dyktuje, drugi zapisuje.

                Hehe, dobrze by bylo gdyby tak było smile)
                A-ha i ten szef jeszcze, co się dopisuje...
                Choć trzeba przyznać, że w wielu firmach tak własnie jest. Jeden robi, drugi
                sobie przypisuje zasługi. Premia zazwyczaj mija tego który robi,a dostaje się
                temu, kto ma najlepszy PR.
                Sprawiedliwie, nie znaczy po równo wink
        • maksimum Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 05.05.09, 05:40
          A nie zastanawialas sie nad hierarchia celow syna?
          Z tego co piszesz lubi grzebac sie z praca domowa,ale nie ma w nim
          checi pobawienia sie z innymi dzieciakami czy polatania po podworku.

          Bo gdyby byl lepiej zorganizowany i prace domowa zrobil w pol
          godziny,to co by robil pozniej???
          • mruwa9 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 06.05.09, 07:40
            a czy wszyscy musza byc lwami salonowymi lub miec parcie do zabawy z
            innymi dzieciakami na podworku? Z Twojej strony to mial byc zarzut
            czy diagnoza?
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 06.05.09, 16:06
            A jak wg Ciebie ma być ta hierarchia? Mam ustalać hierarchię syna a la
            wychowanie w juesej?
            To muszę Cię zmartwić. U nas nie daja stypendiów za umiejętne bieganie za piłką.
            No...chyba ze się chce wychowac sportowca. smile)
            Poza tym, chyba oczywistym jest, ze każdy ma swoje priorytety. ja mam inne, a
            dziecko inne. Więc w czym widzisz problem?
            • maksimum Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 06.05.09, 21:07
              mariefurie napisała:

              > A jak wg Ciebie ma być ta hierarchia? Mam ustalać hierarchię syna
              >a la wychowanie w juesej?

              Cieplo,cieplo.
              To chcecie wreszcie USA dogonic,czy raczej Bialorus?

              > To muszę Cię zmartwić. U nas nie daja stypendiów za umiejętne
              >bieganie za piłką.

              U nas tez za to nie daja,chyba ze z reku masz rakiete i umiesz ta
              rakieta w pilke wcelowac,tak aby spadla na druga strone siatki.

              > No...chyba ze się chce wychowac sportowca. smile)

              Normalni ludzie w wolnych chwilach graja w tenisa lub golfa czy
              kosza,a badziewie zasiada za stolem do piwa i papierosow.

              > Poza tym, chyba oczywistym jest, ze każdy ma swoje priorytety. ja
              >mam inne, a dziecko inne. Więc w czym widzisz problem?

              Ja widze,to czego Ty nie widzisz i nie chcesz sie do tego
              przyznac,ze syn nie ma kontaktow z otoczeniem,a jesli juz ma,to sa
              one bardzo zle.
              • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 06.05.09, 21:35
                Staram sie, staram. Tylko mi nie wychodzi. Bo jakis nie taki mój syn jest,
                wiesz, jakiś no...
                Ja mu mówię, chodź no młody , zjemy sobie w poniedziałki zamawiamy - hamburgery
                z mcdonaldsa, we wtorki owłosione kurze nozki z KFC, w srody - obżeramy sie
                pizzą, w czwratki znowu jakis tam mcdonald albo inna przepyszna restauracja, no
                i tak sie staram przez cały tydzień, aby moje dziecię troche sie rozerwalo wśród
                tej a la hamerykańskiej młodzieży, trochę, ciałka nabrało, i było takie
                pyci-pyci tłuściutkie i słodkie jak pączusiek ze 120 kilowy, a tu nic! No za
                cholery mnie nie slucha! A przeciez tak się staram! To wszystko każę mu popijać
                hektolitrami rózne cocacoli i innych cudownych życiodajnych napojów, ale to moje
                dziecię, to ma złe towarzystwo, i za chiny ludowe nie daje sie namówić na zdrowe
                takie hamerykańskie żarcie i w ogóle ten zdrowy styl zycia. No i co ja mam
                począć? No co?
                masz rację. Złe to towarzystwo mojego syna, bardzo złe. Babcia też tak mówi. W
                ogóle, jak ciebie czytam, to jakbym babcię mojego syna słyszała. Masz rację,
                muszę nad tym popracować.
                • maksimum Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 07.05.09, 06:18
                  mariefurie napisała:

                  > Staram sie, staram. Tylko mi nie wychodzi. Bo jakis nie taki mój
                  syn jest,
                  > wiesz, jakiś no...

                  Ciebie jak sie slucha,to tak jakby ogladac"Sweet Home Alabama"


                  www.youtube.com/watch?v=TW9jsTS7esE&feature=related
                  Dziewczyna z malego miasta na poludniu jedzie do NYC i zajmuje jej 7
                  lat by sie przekonac,ze tam nie pasuje.

                  • maksimum "Sweet Home Alabama" 07.05.09, 06:34
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2448626&a=11525349
                    • kasia_wp Re: "Sweet Home Alabama" 08.05.09, 08:54
                      Dodam tylko ze w Krakowie Uniwersytet dla Dzieci działa i to bardzo prężnie.
                      Mój syn jeszcze za mały, ale czekam na możliwość zapisu.
                      Tu info: www.ud.edu.pl/
                      • mariefurie Re: "Sweet Home Alabama" 08.05.09, 09:28
                        Tak, dziekuję, juz trafiłam byłam na tę stronę po radach verdany i rycerzowej.
                        Mamy zamiar skorzystać smile
    • isa2 Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 15.05.09, 11:01
      Mam ten sam problem z moim 4,5 letnim synem. Jest ponadprzecietnie
      uzdolniony i inteligentny, bardzo ladnie czyta, pisze cale zdania,
      jego rozumowanie jest bardzo analityczne i logiczne. W wieku 1,5
      roku czytal rejestracje samochodow na parkingu, tak wygladaly nasze
      spacery. Niestety w tej calej swojej inteligencji i badzo cietego
      jezyka (co dodatkowo nam sprawia problem) jest bardzo infantylny
      emocjonoalnie i totalnie niesubordynowany. Jest stale znudzony.
      Podstawowe czynnosci zycia traktuje jak karę, uwaza, ze to strata
      czasu...
      Niby problem wydaje się blahy, ale to niedostosowanie powoduje
      bardzo powazne problemy w zyciu codziennym i w przedszkolu. Schematy
      i codziennosc go nudza....Nie wiem co z tym zrobic....
      • verdana Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 15.05.09, 14:02
        A jesteś pewna, ze on jest infantylny emocjonalnie jak na swój wiek,
        czy tez jest taki sam pod tym wzgledem jak rówieśnicy, ale na tle
        jego szybkiego rozwoju intelektualnego wydaje się zbyt dziecinny?
    • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 03.06.09, 19:00
      Pozwolisz Mariefurie,że wrócę do sprawy.
      W soboty o 16 program II Polskiego Radia nadaje bardzo ciekawą audycję Klub
      Ludzi Ciekawych Wszystkiego.
      Ostatnio była rozmowa z naukowcem, profesorem fizyki, o tym, jak fantazja
      wyprzedza postęp naukowo-techniczny.
      Zdaniem pana profesora, najznaczniejszych odkryć dokonano nie na zlecenie, w
      konkretnym, użytecznym celu, tylko niejako niechcący, przy okazji badań
      podstawowych, badań dla samych badań.
      Podobnie noblista z fizyki Feynmann (mój idol) w swej biografii pisał,że naukowe
      sukcesy odnosił wtedy, gdy się BAWIŁ fizyką, a nie "poważnie" pracował.
      Niemniej, upieram się, maturę trzeba jakoś zdać...
      • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 03.06.09, 20:45
        rycerzowa napisała:

        > Pozwolisz Mariefurie,że wrócę do sprawy.

        ależ bardzo proszę smile
        Co do przedstawionych koncepcji - zgadzam się. Co do matury - również. tym niemniej borykam się caly czas z tymi samymi w zasadzie problemami.
        Moze nie tyle tu o dziecko chodzi, ile o...podejscie nauczycieli.
        I juz sama nie wiem, czy mam sie irytować, czy się smiać, czy płakaćczy tez traktować z przymrużeniem oka (tak w zasadzie robię smile)
        Dzieisejszy przyklad dot. angielskiego tym razem. Oceny w zasadzie juz sa wystawione ze wszystkich przedmiotow. Z angielskiego ma wystawioną 4. I jest ok. Ale dziś wraca ze szkoły wkurzony i mówi ze pani mu wstawila 2+ za zeszyt cwiczeń. Bo... w tym zeszycie nie bylo zrobione zadne zadanie w ciągu roku. No nie robił chłopak i juz. Ale wszystkie sprawdziany pisal na 4 i 5.
        No to musiała mu podpaskudzić tę ocene na koniec roku, pro forma sprawdzić zeszyt z cwiczeniami.
        Pytam, dlaczego nie robił? Mowi ze denerwują go obrazki w zeszycie,gdzie trzeba patrzyć na obrazek i wstawiać pojedyncze slowa w zdanie(na obrazku pod numerkami) i ze wolałby wykonac normalne zadanie typu: przetlumaczyć coś, samemu napisać wypracowanie, lub, o, sprawdzian jakiś. A takie cwiczenia obrazkowe go nudzą...
        widzę, ze go irytuje ta kompletnie zdziecinaila metodologia nauczania niektórych przedmiotów i przesadna "obrazkowość" w książkach.
        ..zresztą od małego wolal coś napisać sam, niż szlaczki robić czy kolorowanki jakieś. Nigdy tego nie lubił.
        Ale mysle ze z maturą jak do niej dojdzie nie bedzie miał klopotow smile (test tegoroczny na koniec VI klasy pozwala mi w to wierzyc)
        Dzieki za pamięć. smile
        • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 04.06.09, 16:14
          Ale sama powiedz, co jest ważniejsze - znać angielski czy mieć piątkę z angielskiego?

          "Nieposłuszny" bywa wkurzający, przede wszystkim dlatego,że nam , rodzicom, nie daje satysfakcji z osiągnięć na miarę swoich możliwości i naszego zadbania.
          Mógłby błyszczeć? Mógłby, bardzo łatwo. A nie błyszczy. Nie chce mu się tych obrazków podpisać...

          Z twoim młodym jest ponadto problem, że on chyba jest jedynakiem. Gdy ma się dziecko, to rodzice i dziadkowie chcą się dzieckiem nacieszyć, kochać go, dbać o niego,interesować się jego sprawami, spędzać z nim czas, rozmawiać z nim, mieć na niego wpływ, kształtować go.
          Jedyne dziecko musi te wszystkie "obowiązki" wziąć na siebie. Jeśli jest "nieposłuszne", to się opiera, czuje się zniewolone. Dla nieposłusznego najlepsza jest dobra rodzina wielodzietna, gdzie ma znośne warunki materialne, wie,że jest kochane i ważne, ale jednocześnie ma wystarczająco dużo swobody, by rozwijać się po swojemu.

          Zatem życzę ci wesołych i absorbujących bliźniaków wink, tymczasem jednak trzeba umieć sobie radzić z wolnym ptakiem jedynakiem.

          Niechże zatem babcia okaże swe uczucie raczej przygotowaniem dobrego jedzonka, zamiast drobiazgowym wypytywaniem "co tam w szkole".
          Zamiast pilnować podpisywania tych obrazków, lepiej z młodym po angielsku porozmawiać, obejrzeć film w wersji oryginalnej, zagrać w scrabble "po angielsku".
          Wiesz o co chodzi? Zwykłe dziecko uczy się zdobywając piątki, dla nieposłusznego trzeba wymyślić inny sposób.
          • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 05.06.09, 05:58
            >>Ale sama powiedz, co jest ważniejsze - znać angielski czy mieć piątkę z angielskiego?

            --Odpowiedz jednoznaczna. smile Nigdy nie stawialam ocen nad wiedzę.

            >>"Nieposłuszny" bywa wkurzający, przede wszystkim dlatego,że nam , rodzicom, nie daje satysfakcji z osiągnięć na miarę swoich możliwości i naszego zadbania.
            Mógłby błyszczeć? Mógłby, bardzo łatwo. A nie błyszczy. Nie chce mu się tych obrazków podpisać...

            --Czy ja wiem, czy mnie wkurza... Nie, nie wkurza raczej. Raczej mam wyrzuty sumienia że dziecko jest nie do końca zadbane, jak byc powinno. Powinno sie, nie wiem, bioegać do szkoly co chwila, negocjowac oceny z nayczycielami, siedziec z nim, sprawdzać lekcje, pilnować by odrobił, podpisywać oceny, pytac dlaczego 4 a nie 5 czy 6,....a tego nie robię.
            A wiem, ze jakbym robila, to, jesli chodzi o oceny, to miałby lepsze. Ale ubocznych efektow takich działań (de facto, kontroli) przewidzieć nie sposób. Więc wolę nawet nie próbować wink

            >>Z twoim młodym jest ponadto problem, że on chyba jest jedynakiem.

            --Jest.

            >>>Zatem życzę ci wesołych i absorbujących bliźniaków wink,

            --Oj, Rycerzowa, chyba mnie bardzo nie lubisz, skoro mi tak "dobrze" zyczysz wink


            >>Wiesz o co chodzi? Zwykłe dziecko uczy się zdobywając piątki, dla nieposłusznego trzeba wymyślić inny sposób.

            --Myslę, ze jakis tam sposob na niego wypracowaliśmy. A czy dostatecznie dobry - to sie okaże pewnie za parę lat...albo kilka lub kilkanaście.
            • rycerzowa Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 05.06.09, 10:20
              mariefurie napisała:

              Powinno sie, nie
              > wiem, bioegać do szkoly co chwila, negocjowac oceny z nayczycielami, siedziec z
              > nim, sprawdzać lekcje, pilnować by odrobił, podpisywać oceny, pytac dlaczego
              > 4 a nie 5 czy 6,....a tego nie robię.

              I bardzo dobrze robisz,że nie robisz.
              "Nieposłuszny" nie pozwoli się sobą "odpowiednio" zaopiekować. Albo się wymknie z rak jak piskorz, albo się go stłamsi.

              >
              > >>>Zatem życzę ci wesołych i absorbujących bliźniaków wink,
              >
              > --Oj, Rycerzowa, chyba mnie bardzo nie lubisz, skoro mi tak "dobrze" zyczysz wink

              Skoro ci życzę, to widocznie cię lubię.

              Nigdy nie możemy być pewni,że coś nam się w życiu udało, DLATEGO,że postapilismy tak czy tak, czy MIMO TEGO,że dokonaliśmy tego wyboru.
              Ale w tym jednym przypadku nie mam wątpliwości - decyzja o "bliźniętach" to był strzał w dziesiątkę.

              Z pewnych bardzo ważnych powodów nasz młody miał pozostać jedynakiem.
              Jednak gdy coraz bardziej było widać jego oryginalność, i w dodatku gdy my oboje kilka razy w nocy wstawaliśmy sprawdzić, czy on oddycha - zmieniliśmy zdanie.
              Rodzeństwo jest paczką najlepszych przyjaciół,
              młody rósł wolny i szczęśliwy (mógł wreszcie spać spokojnie, bo my, padnięci, nie mieliśmy siły sprawdzać, czy on żyje), a w dodatku nachłeptaliśmy się szóstek do syta (dziewczyny miały średnią w granicach 5,6-5,9).
              Zatem polecam tę metodę.

              >
              >
              > >>Wiesz o co chodzi? Zwykłe dziecko uczy się zdobywając piątki, dla nie
              > posłusznego trzeba wymyślić inny sposób.
              >
              > --Myslę, ze jakis tam sposob na niego wypracowaliśmy. A czy dostatecznie dobry
              > - to sie okaże pewnie za parę lat...albo kilka lub kilkanaście.

              Już powinno być widać. Ma pasje? Rozwija się? Umie się cieszyć tym , co robi? Ma odpowiedni dystans do drobiazgów w postaci czerwonego paska?
              • mariefurie Re: Dziecko - twórcze czy rozkojarzone? 05.06.09, 17:49
                rycerzowa napisała:


                > Ale w tym jednym przypadku nie mam wątpliwości - decyzja o "bliźniętach" to był strzał w dziesiątkę.


                No dobrze, przyznam się.
                Kiedyś, to mi się marzyła trójka synów. Ot, takiego bzika miałam.
                Ja bym sobie, wiesz, jak ta królowa czy nawet rycerzowa... a tu moi mężczyźni u nóg moich.... Ech, marzyłam,....ale krótko wink
                No ale to "kiedyś", to juz nawet nie przeszły czas, tylko zaaaaaprzeszly smile
                I tak juz zostanie. Będzie mój syn jedynakiem.
                I jakoś będzie musiał z tym żyć. Mam nadzieje, ze no...nie najgorzej wink.
Pełna wersja