aszpr
27.04.09, 19:13
Witajcie.
Zastanawiam się, czy czegoś nie robię źle... Moja czterolatka zaczyna być rozlazła i trudno z czymkolwiek ją popędzić... "Mendzi" przy jedzeniu, aż w końcu ją karmię... - no dobra, tu ustępuję, bo mała ma sporą niedowagę, a częste infekcje sprawiają, że zyskane kilogramy wiecznie traci i martwi mnie to. Gdy ma posprzątać np swój stolik, to nagle jest nieziemsko zmęczona, domaga się pomocy, a wiedząc, że dopóki nie posprząta nie może zacząć następnej zabawy - będzie stała nad tym stolikiem i śpiewała piosenki... Poproszona o umycie rąk wsiąka w łazience na pół godziny, a gdy przyjdzie do kuchni siedzi nad talerzem i nawija, nawija, nawija... nie jedząc oczywiście. Gdy wszyscy już zjedzą i chcą odejść od stołu - jest lament i płacz, żeby ktoś z nią siedział... przy czym znowu wtedy nie je, nie śpieszy się, lecz zagaduje i śpiewa. Jeśli zostanie z talerzem sama, to będzie bawić się jedzeniem i może skończy po 2 godzinach... Poza tym w każdej minucie chciałaby robić tysiąc rzeczy na raz, wszystkie zabawki rozłożone w pokoju są niby zawsze w użyciu (tak naprawdę jest tylko bałagan, którego nie chciało jej się sprzątać, a bawi się już w zupełnie coś innego) i koniecznie muszą zostać tak rozwalone do jutra -czyli przez tydzień... Mała wydaje mi się ostatnio bardzo rozkojarzona i to niesprzątanie wcale nie wydaje mi się dziwne, skoro zabawę zmienia co 7 minut - musiałaby sprzątać więcej, niż się bawić... Z jednej strony jakiś rodzaj nadpobudliwości, a z drugiej mała potrafi bawić się 2h w jedną rzecz... jeśli już się czymś zajmie. Jest bardzo inteligentna i twórcza, czasem własnie wiecznie nowe pomysły sprawiają, że poprzednia zabawa odchodzi w niepamięć... Poza tym wieczna chęć zabawy z nami... jeśli odmówimy - potrafi się tułać po domu, zagadywać nas i tak naprawdę nie pozwalać nam na zrobienie czegoś, co akurat robimy... Bawimy się z nią naprawdę dużo! ale od 4 letniego dziecka można chyba oczekiwać nieco więcej, niż od dwulatka...? Mała chce robić wszystko z nami, gdy czytamy książkę, mamy czytać na głos, by i ona słyszała... No i włazi na nas - dosłownie, na głowę, na ramiona, na plecy - jakby nie da się tego zaprzestać, wyegzekwować, by tego nie robiła, argumenty nie trafiają, nasza złość i zniecierpliwienie nie rusza jej... Kiedy chce, byśmy się z nią bawili, bo wymyśliła właśnie całą fabułę pełną ról dla nas, to jeśli odmówimy mała niczym nie zajmie się sama, tylko będzie się kręcić, mówi, że na nas czeka i tak naprawdę "spędza" dowolną ilość czasu na niczym, na bujaniu się na nodze czytającego taty, na nuceniu, na śpiewaniu, w nic się nie chce wtedy pobawić - sprawia wrażenie dziecka, które się nudzi, ale nic z tą nudą nie robi... Dodam, że jeszcze niedawno tak nie było, mała potrafiła się pięknie bawić i z nami i bez nas... i zachwycałą tą zabawą... nie wiem, czy jej trochę nie popuściliśmy, zmniejszyliśmy wymagania, oczekiwania i trochę ją rozpieszczamy w wielu względach - co wcześniej się nie działo ze względu na jej histerie po jakimkolwiek odpuszczeniu z naszej strony... O rany, juz nie wiem, czy to ja za dużo wymagam, czy za mało... ale mała wg rodziny robi się ostatnio uciążliwa... Co o tym wszystkim myślicie?