kura17
11.05.09, 13:21
synek ma 4 lata. codziennie rano i wieczorem, kiedy trzeba pizame zamienic na ubranie, lub odwrotnie, jest automatyczna reakcja "nie!" i dlugie negocjacje... oczywiscie POTRAFI sie przebrac sam, ale nie chce tego robic, namawia nas, zebysmy MY to zrobili...
nie mam pojecia, skad taka niechec? lenistwo?... najfajniejsze poranki sa w weekend (wg naszego syna), bo wtedy mozna zjesc sniadanie w pizamie i jeszcze chwile w niej pochodzic... ale potem tez trzeba sie przebrac i sceny sa, jak w dzien powszedni
nie umiemy sobie z tym fantem dobrze poradzic. na razie jest kompromis - maly sam sie rozbiera lub ubiera (on wybiera), a my robimy ta druga czynnosc... ale i tak trwa to dlugo i wymaga "podchodow", a czasem konczy sie awantura, kiedy rodzic nie jest zbyt tworczy, jest zmeczony albo ma gorszy dzien...
trzeba by to skonczyc
macie rady, jak doprowadzic do NORMALNEGO przebrania sie, rano i wieczorem?
probowalam kilku "sprytnych" metod, ktore w innych sytuacjach dzialaly, ale tutaj (na razie) sie nie udalo... jest jakis pat... zostawienie go samego, zeby sie przebral tez niezbyt dziala, bestia jest uparta i zwyczajnie zostaje w pokoju lub sie wydziera, zeby do niego przyjsc... a czasu czasem nie ma, zwlaszcza rano, gdy wszyscy musimy wyjsc - do pracy lub przedszkola.
z ubieraniem sie na spacer jest podobnie - tez na ogol mowi "ty mnie ubierz, prosze"... rano czasu nie ma, wiec na ogol ubieram...
... choc dzis, w zlosci, powiedzialam, ze ubieram mlodszego i wychodzimy, z nim lub bez niego... pomoglo, ale nie chce go tak straszyc, nie uwazam tego za dobra metode, wstyd mi bylo
"co dwie glowy, to nie jedna" - podzielcie sie jakimis patentami