Rak-10 latek!(małomówny,skryty)

11.12.03, 13:16
mam problem. Mój syn ma 10 lat. Jest nadwrażliwy, uczuciowy, posłuszny, wie
co dobre i co złe. Robi wszystko zgodnie z poleceniami w szkole i w domu,
ale nic ponad to.Jest bardzo spokojny, jego koledzy to najlepsi uczniowie w
klasie.Ale on nie jest orłem. Ja pamiętem o lekcjach, o wierszach, o judo,o
myciu zebów itd. Przed klasówką to ja sie deneruję, uczę go na 2 dni przed,
wiem że umie (nawet 7 dni po klasówce), a jak przychodzi sprawdzian to ZERO.
Po 4 latach jego szkoły mam zszarpane nerwy, każde popołudnie , po pracy,
myśle o tym , że mam do zrobienia lekcje z nim.Podobno jestem nadopiekuńcza,
mam go puścić na głęboką wodę?, próbowałam, ale wiem że zaczyna wtedy tonąć.
Mam pozwolic by zszedł na ,,dno"(nie zda do następnej klasy) i czekac aż sam
się ocknie? Jego ojciec był piątkowym uczniem, ja orłem nie byłam ale
wszystko szło gładko, dziadkowie też byli wporządku. Przytulam go (aż
czasami chyba za dużo jak na chłopaka-tak mówi moja mama), utwierdzam że go
kocham ale on jeśli chodzi o szkołe to wiem że w całości zdaje sie na mnie.
Nie mam już siły, dzień w dzień, przez 4 lata odbrabiac lekcji po 3-5
godzin.Czy mam go puścić samego czy dalej przeglądać codziennie zeszyty i
przypominać o wszytstkim? (bardzo chetnie chodzi do szkoły).
Pisze bo wczoraj pół nocy płakałam z rozpaczy (kolejna 2 z przyrody-mimo ze
umial ale jak zwykle nie napisał nic -najwyraźniej wogóle mu na stopniach
nie zależy-CZEMU?), a dziś pisze do was bo po rozmowach u psychologa z nim
albo bez niego i tak niczego się nie dowiedziałam nowego. Potrzebuję rady z
życia wziętej , od jakiej mamy lub taty!
Pozdrawiam



    • jola66 Re: Rak-10 latek!(małomówny,skryty) 11.12.03, 14:48
      Doroto,
      przeżyłam to samo z moim synem, obecnie 14-letnim.
      Opis pasuje jak ulał.
      Rozmowy z nauczycielami, pedagogiem szkolnym, psychologiem w poradni
      psychologiczno-pedagogicznej (rejonowej) nie podsuwały żadnego rozwiązania. A
      moje nerwy miały się coraz gorzej.
      W czarnej rozpaczy trafiłam do poradni firmowanej przez Polskie Towzrzystwo
      Dysleksji. Tam jedna mądra kobieta wpadła na pomysł i poradziła, żeby spróbować
      u specjalistów od ADHD.
      I tu dopiero mnie zrozumieli!
      Okazuje się, że takie zachowanie i zwłaszcza takie problemy szkolne, to też
      postać ADHD. Choć wydaje się to bardzo dziwne - przecież nie łobuzuje, nie
      biega non stop, nie zamęcza wszystkich wokół. A jednak.

      Myślę, że też możesz spróbować pójść tym tropem.
      Jest poradnia nadpobudliwości przy szpitalu na Litewskiej.
      Ci sami specjaliści pracują też w centrum terapii poznawczo-behawioralnej przy
      pl. Konstytucji. Tam łatwiej się dostać, ale za to odpłatnie.

      Pozdrawiam serdecznie
      Jola
      • dorta3 Rak-10 latek!(do p.Joli) 12.12.03, 10:24
        Jolu!! bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. O ADHD słyszałam troche w telewizji.
        Żaden z psychologów nawet nie zasugerował czegoś podobnego. Czy mogłabyś mi
        opisać w paru słowach zach. Twojego syna, i jak sobie radzi, co skłoniło
        Ciebie do skierowania sie własnie do nich. Czy mogłabyś mi podać jakieś
        namiary (tel., adres, nazwisko) na specjalistę (najlepiej takiego z którym Ty
        miałaś kontakt).
        Pa!
        • jola66 Re: Rak-10 latek!(do p.Joli) 12.12.03, 12:20
          Doroto,
          O ADHD najlepiej kup książkę:
          "Nadpobudliwość psychoruchowa u dzieci"
          Autorzy: Tomasz Wolańczyk, Artur Kołakowski, Magdalena Skotnicka

          Ci właśnie specjaliści zorganizowali i prowadzą poradnię przyszpitalną, a także
          pracują na pl. Konstytucji:

          www.cbt.pl/stuff.htm
          I właśnie ich - personalnie - polecam.
          Część pozostałych osób, które znajdziesz w CBT to ludzie przez tych pierwszych
          wykształceni, więc też dobrzy.

          Ja sama nie wiedziałam nawet, że ADHD istnieje. Zresztą większość rodziców,
          nauczycieli a nawet psychologów nie wie o tym nadal, więc nie dziwię się, że
          nikt Ci tego nie sugreował. A jeżeli już ktoś coś słyszał, to myśli, że dziecko
          z ADHD biega, wrzeszczy, jest agresywne i dezorganizuje pracę w szkole. Nie
          kojarzą więc tego z naszymi dziećmi i ich problemami.

          Pani z Polskiego Towarzystwa Dysleksji skierowała mnie podając namiar na
          lekarza, ale nie mówiąc kim on jest i czym się dokładnie zajmuje. Może bała
          się, jak zareaguję na fakt, że to psychiatra. Powiedziała coś takiego "proszę
          spróbować, nie jestem wcale pewna czy to dobry trop, ale jeśli nawet nie, to
          jedna wizyta nie zaszkodzi". Poszliśmy, i tak się zaczął nasz kontakt, który
          trwa już prawie 3 lata.

          Mój syn także jest ogólnie małomówny. Od zawsze ma problemy z polskim i
          językami. Często na klasówce zdarzało mu się nie napisać ani słowa. Po prostu
          nie był w stanie zacząć. To samo z wypracowaniami domowymi.
          Prace domowe z innych przedmiotów, wszystkich bez wyjątku - koszmar. Pracował
          tylko wtedy, kiedy byłam w jego pokoju. Nawet nie musiałam aktywnie pomagać,
          wiedział co i jak. Ale musiałam być i co kilka minut sprowadzać go z obłoków na
          ziemię, czyli do zeszytu. Ile to czasu zajmuje, sama wiesz. Bywało, że
          zabierałam go z tymi lekcjami do kuchni, żebym i ja też mogła coś w tym czasie
          zrobić.
          A i tak na każdym zebraniu dowiadywałam się, że notorycznie nie odrabia lekcji.
          Po prostu nie zapisywał, co jest zadane. A nie zdołałam namówić nauczycieli,
          żeby to oni dopilnowali owego zapisania ("no wie pani, w tym wieku to już
          powinien sam").
          Na lekcjach, zwłaszcza na przedmiotach, które go nie interesowały,
          bywał "nieobecny duchem". A że przy tym siedział spokojnie, nie wiercił się,
          nie gadał, nauczyciel nie dostrzegał problemu.
          Na próbnym egzaminie kończącym podstawówkę (był chyba w pażdzierniku)
          kompletnie nie dał sobie rady z arkuszem odpowiedzi, wszystko w nim pomylił.
          Mimo, że same odpowiedzi typował dobrze - analizowaliśmy to potem z
          wychowawczynią.
          Był klasowym odludkiem ze wszystkimi tego konsekwencjami.

          W Twoim poście zauważyłam wiele podobieństw. To Ty pamiętasz o lekcjach i
          innych zajęciach. Umie, zna materiał, ale klasówka okazuje się klęską. Próba
          poluzowania tego wiecznego pilnowania powoduje szybki opad na dno, z ryzykiem
          nie zdania do następnej klasy włącznie. Wygląda, jakby nie zależało mu na
          stopniach (przyzwyczaił się, że on zawsze na same jedynki i tak już chyba musi
          być). Choć przy tym jest ogólnie inteligentny, ma ciekawe, nieszablonowe
          pomysły, dużo wie na różne tematy.
          Ty przy tym wszystkim zbierasz opinie nadopiekuńczej matki i już sama nie
          wiesz, czy dobrze robisz, czy nie przesadzasz, czy możesz i powinnaś coś robić
          inaczej, i jak właściwie? Nerwy zszargane i bezradność. Przeszłam to samo.

          Co się zmieniło od tego czasu?
          Sam zapisuje i odrabia prace domowe z przedmiotów, które go interesują
          i "neutralnych". Ten problem się skończył !
          Nauczyłam się (ja) skutecznego sposobu pisania (przez niego)
          prac "literackich" - polski, języki. Jeszcze niedawno prawie wszystkie z nich
          były pisane po interwencji nauczyciela, że nie oddał pracy w terminie. Teraz z
          dużą częścią już zdążamy na czas. A zdążąmy, bo dowiaduję od razu, że jest
          zadane i ma być gotowe na za 3 dni. Nie są to super perełki literatury, raczej
          odrobiona pańszczyzna, ale na 2 lub 3 wystarcza, a czasem zdarza się czwórka.
          Sprecyzował dokładniej swoje zainteresowania: matematyka, fizyka, chemia. Jest
          z tych przedmiotów najlepszy w klasie, i nawet jak czasem wpadnie jedynka za
          brak pracy domowej, to nie jest to duży problem. A zadań domowych typu cała
          strona ćwiczeń z matmy nadal nie lubi, bo nudne i żmudne.
          Bardzo to dobrze wpłynęło na jego samoocenę i ogólną pozycję towarzyską w
          klasie. Zaprzyjaźnił się z jednym z kolegów (zupełne przeciwieństwo: pilny,
          sumienny, same piątki). A to przecież też bardzo ważne.
          I o dziwo, o tym, co go interesuje potrafi rozprawiać długo i bardzo ciekawie.
          Jakby się zmieniał w innego człowieka.

          Podsumowując: zauważyłam znaczące moim zdaniem podobieństawa między naszymi
          dziećmi, więc sugeruję Ci, żebyś także spróbowała tej drogi. Oczywiście, to
          tylko moja sugestia, nie mogę nic stwierdzić na 100%. Ale myślę, że sondażowa
          wizyta nie zaszkodzi.

          Pozdrawiam
          Jola

          Pozdrawiam
          Jola


          • evee1 Re: Rak-10 latek!(do p.Joli) 12.12.03, 12:40
            Jolu,
            A tak z perspektywy patrzac, to czy widzisz jakies charakterystyczne
            zachowania swojego syna, sprzed czasow szkolnych, ktore wskazywalyby
            na ADHD. Moj syn co prawda jest na poczatku szkoly, ale odrabianie
            lekcji z nim to katorga, co dwa slowa trzeba go sprowadzac na ziemie,
            bo buja w oblokach, ale czyms co go interesuje moze sie zajmowac godzinami.
            Poza tym ma rozne swoje drobne fobie, rozne rzeczy musza byc koniecznie
            tak a nie inaczej, kazde odstepstwo od reguly to dramat. Przy tym jest
            strawsznie wrazliwy i jest perfekcjonista.
            • jola66 Re: Rak-10 latek!(do p.Joli) 12.12.03, 14:20
              Hmm,
              przed okresem szkolnym, to ja nie wiedziałam co to ADHD, więc i nie
              obserwowałam go pod tym kątem.
              Z perspektywy czasu przypominam sobie takie zjawiska:
              Nie pamiętał co działo się w przedszkolu. Żadnego "dziś była rytmika", ani "na
              obiad była pomidorowa". Ani słowa nie dało się z niego wydobyć, ani w szatni (a
              więc tuż po wyjściu z sali), ani potem w domu.
              Niechętnie bawił się w grupie. Tylko jeśli zabawa była zorganizowana przez
              dorosłych.
              Bardzo trudno uczył się na pamięć. Jeśli wierszyk nie był z czymś połączony
              (jakiś ruch, zabawa) - nie dało się.
              Szczególne nawyki jedzeniowe. Do dziś pije głównie mleko.

              Wszystko to nie było dla nas problemem. Wiele osób w rodzinie, zwłaszcza ze
              strony męża, zachowywało się w dzieciństwie podobnie. Uważaliśmy, że taki po
              prostu jest i tyle.
              Początek szkoły też był spokojny. Wszystkie dzieci muszą się wtedy nauczyć
              szkolnej dyscypliny, odrabiania lekcji, obowiązkowości, itp. I wszyscy mają z
              tym większe lub mniejsze problemy. Pierwsze sygnały pojawiły się w drugiej
              klasie, ale jeszcze z uspokajającym "tak bywa, dorośnie". W trzeciej
              nieodrabianie lekcji było już problemem, ale jeszcze dało się to opanować, z
              klasą była jeszcze cały czas jedna nauczycielka, która znała go już dość długo,
              potrafiła przypilnować.
              W czwartej klasie jest już wiele przedmiotów, wielu nauczycieli, nikt nie ma
              głowy do pojedynczego ucznia ("toż ja mam ich w klasie 30, to każdemu mam
              patrzeć do zeszytu, czy zapisał?"). No i wtedy zaczął się dramat.

              Pozdrawiam
              Jola
    • kasia1303 Re: do Joli66 12.12.03, 13:57
      Jolu, napisałam do ciebie na priva. Dostałaś moją wiadomość?
      Pozdrawiam
      • jola66 Re: do Joli66 12.12.03, 14:30
        Kasiu, nie panikuj.
        I przeczytaj, co napisałam odpowiadając Evee.
    • marina2 Re: Rak-10 latek!(małomówny,skryty) 14.12.03, 21:36
      Zaznaczam,ze nie jestem pedagogiem , ale mam dzieci w wieku
      szkolnym.Piszesz,że odrabiasz z nim lekcje 3-5godz dziennie .Wiesz jak na 4kl
      to naprawdę długo i po takiej "śmiertelnej "dawce ślęczenia nad książkami u
      10 latka podejrzewam ,ze niewiele zosaje w głowie.Robisz chociaz przerwy?Nie
      chcę Cię broń Boże urazić ale...kto chodzi do szkoły Ty czy syn?Chłopak w tym
      wieku nie będący powinien już czuć odpowiedzialność za to co robi w
      szkole,powinien juz wiedzieć "nie nauczę się dostanę pałę i to mój ,a nie mamy
      problem". Nic nie dzieje się zdnia na dzień i nie zmienisz tego zjawiska w
      tydzień.Zaczęłabym od pójścia do sensownej poradni i przebadania chłopca.Może
      to kwestia niedojrzałości szkolnej?A potem drobnymi kroczka,mi do
      samodzielności.Odpowiedz sobie wstępnie na parę pytań:czy syn potrafi się
      spakować sam?czy pamięta o stroju na wf?o dodatkowych okazjonalnych rzeczach
      do przyniesienia np na plastykę?o stroju galowym?Wyobraź sobie ,że wyjeżdżasz
      na kilka dni albo padasz na grype z gorączką i syn sam musi odrabiać
      lekcje:odrobi czy przyniesie rząd jedynek ? Moja córka kl 5 ma kolegów w
      klasie z którymi rodzice siedzą nad lekcjami umęczeni do bólu.I ja też
      niestety mialam taką niezdrową tendencje.Ale "wyrosłam".Masz jedno dziecko?Co
      jeśli będzie trzeba za kilka lat siedzieć jednocześnie z trójką?Pozdrawiam.M
Pełna wersja