dzieci w wozkach....

07.06.09, 11:30
hej, dosc czesto bywam w Afryce.. glwonei RPA i Namibia i zawsze obserwowalem
chetnie, jak wygladaja roznice w wychowaniu dzieci.
I nie myslcie, ze RPA czy Namibia to dzikie kraje i wszyscy chodza nagosmile i sa
zacofani.
Ale rzucilo mi sie w oczy:
Nigdy nie widzialem, zeby dzieci byly wozone w wozkach. Pewnei sie zdarza,
ale ogolnie, dzieci 2-3 letnie po prostu chodza. W Europie dzieci 4-5 letnie
sa wozone w wozkach dzieki czemu ich miesnie sa slabe.

Jak mozna 4-5 letnie dziecko jeszcze w wozku taszczyc?????

    • ga-ti Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 11:54
      Można, sąsiadka woziła 5 i pół letnie. Szybko, czysto, wygodnie, bez zbaczania z drogi, wszędzie na czas smile
      Już była dośc burzliwa dyskusja na temat wożenia dzieci w wózkach, chyba na "małym dziecku". Ale chyba nikt nie przytoczył argumentu o rozwoju mięśni.

      A swoją drogą to chyba bardzo ciekawe i pouczające takie porównania 2 kultur, obserwacja 2 pewnie różnych podejśc do wychowania. Troszkę Ci zazdroszczę.
      • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 12:06
        przyznam, ze nie widzialem dzieci zbaczajacych z drogi. Szly grzecznie za mamami
        (glwonie). Co ciekawe prawie wcale nie widuje sie ojcow z malymi dziecmi.

        Staram sie korzystac z tych obserwacji, warto czasem wrocic do korzeni smile

        Argument z miesniami...hmm.. mam fajna ksiake napisana przez psychologa
        dzeiciecego, ktory wyslal saoje dziecko do przedszkola i dziwil si eczemu 5
        latki nie chodza juz do ogrodu botanicznego - kiedys chodzil raz na dwa
        tygodnie. Odpowiedz byla prosta.. bo 70% z nich nie jest w stanie przejsc
        odleglosci miedzy przedszkolem i ogrodem. Do przedszkola sa doworzone w wozkach
        lub samochodem, odwozone rowniez, na spacery jezdza w wozkach lub czasem zamiast
        isc stoja na takiej "kladce" za wozkiem i wciaz jadasmile

        Przeznam ze jestem chorelnei dumny, jak spycze "o taki maly a juz tak ladnie
        chodzi!".. moj misio ma 7 miesiecy i z jedna raczke spokojnie pokonuje odleglosc
        od domu do sklepusmile jakies 50 msmile


        • ala_bama1 Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 12:14
          7 miesięcy i chodzi za rączkę? nie przesadzasz tak czasem?
          • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 12:23
            > 7 miesięcy i chodzi za rączkę? nie przesadzasz tak czasem?

            nie wiem czy nie przesadzam, sam wstal i chodzil wzdluz mebli jak mial 6
            miesiecy...wiec nie "motywuje go dodatkowo" - to jego decyzjasmile
            • fogito Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 14:23
              Jego decyzją jest zapewne chodzenie przy meblach, ale na pewno nie
              wyjście do sklepu wink Poczytaj trochę więcej o mięśniach dziecka i
              dowiesz się, że nie jest wskazanie prowadzanie za rączki dzieci,
              które ucza się chodzić. One powinny miec rączki na dół przy
              chodzeniu a nie być ciągane przez kogokolwiek.
              • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 15:10
                hmm..stojac przy meblach, chy chodzac wzdluz nich tez nie ma raczek do dolu.

                zreszta go nie ciagne. jezeli nie chce to wskakuje w chuste i idziemy dalej razem
                • jakw Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 15:13
                  camel_3d napisał:

                  > hmm..stojac przy meblach, chy chodzac wzdluz nich tez nie ma
                  raczek do dolu.
                  Ale też nie ma tak do góry jak wtedy, gdy ty go prowadzisz za rączkę
                  (no chyba że jesteś kuzynką Tarzana wink). Poza tym ile razy musiałby
                  okrążyć pokój żeby przejść 50 metrów?
                  • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 20:26
                    jakw napisała:

                    > camel_3d napisał:
                    >
                    > > hmm..stojac przy meblach, chy chodzac wzdluz nich tez nie ma
                    > raczek do dolu.
                    > Ale też nie ma tak do góry jak wtedy, gdy ty go prowadzisz za rączkę

                    jak go prowadze za raczke to ma raczke z przodu. na wysokosci ramienia..dzieki
                    czemu mam cho-erny bol kregoslupa po tych 50 metarach.

                    • jakw Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 19:22
                      camel_3d napisał:

                      > dzieki czemu mam cho-erny bol kregoslupa po tych 50 metarach.
                      Co dowodzi, że na takie chodzenie jest jednak za wcześnie. wink
                • fogito Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 18:19
                  Naturalne podniesienie rąk przez dziecko to jedno a ciągnięcie za
                  rączkę przez prowadzącego rodzica to drugie. Zdaje się, że
                  oszołomiony ojcostwem zaczynasz brać udział w wyścigu - moje dziecko
                  rozwija się szybciej wink Proponuję użyc rozumu i troszeczkę stonowac.
                  Mam nadzieję, że matka czuwa w takich ekstremalnych sytuacjach jak
                  prowadzenie 7 miesięczniaka do sklepu za rączkę surprised

                  Co do tematu głównego mój 5 latek w wózku nie jeździ od około 3 lat.
                  Jego koledzy też nie. I często wychodzą w przedszkolu do Łazienek na
                  spacer.
                  • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 20:28
                    >Zdaje się, że
                    > oszołomiony ojcostwem zaczynasz brać udział w wyścigu - moje dziecko
                    > rozwija się szybciej wink


                    e nie az tak nie... po prostu chce sprawdzic co moze i kiedy moze. Skoro juz
                    caly dzein lazi wzdluz mebli, a na pupie waytrzmuje 10 minut... to i
                    pospacerowac troche mozesmile

                    nawet w wannie juz si enie kapie..bo nie chce siedziec..stoi caly czas..i konczy
                    sie prysznicemsmile


            • pam_71 Re: dzieci w wozkach.... 10.06.09, 14:09
              Camelku ... nie to żebym chciała Cię straszyć czy
              przeceniać "wspaniałośc" Twojego potomka, ale córa mojej kumpeli też
              zaczeła chodzić gdzies od 8mc życia ... niestety skutki były
              opłakane dla jej kręgosłupa = skolioza !!! Dzięki intensywnej
              rehabilitacji (w wieku 5 -9lat) uniknęły operacji ... ale wesoło nie
              było.
              Wiem,że niemowlaka nie da się przywiązać do łóżka ... ale może
              odpuścisz Młodemu "chodzenia za jedną rączkę" .. Jego kręgosłup jest
              na to stanowczo za młody ... pogadaj z Pediatrą wink
              Pozdrawiam
              Pam
          • ewrzostar Re: dzieci w wozkach.... 21.07.09, 02:00
            To mozliwe, moje dziecko zaczelo wstawac jak mialo 7 miesiecy a chodzic calkiem
            samodzielnie dokladnie na dwa tygodnie przed 1ymi urodzinami. W swe urodziny
            umialo juz podnosic przedmioty z podlogi i samemu wstawac, bez pomocy z zewnatrz.
            Ale fakt faktem ze wozka uzywamy tylko wtedy, kiedy dziecko spi. I jest na
            dworze nie mniej niz 8 godzin. CODZIENNIE. Taki mamy tryb zycia.
            Nie, nie motywujemy go. Po prostu mamy takie zasady. Nozki po to ze sie po cą, a
            nie po to, zeby kisic sie w jakims krzesle na kolkach. Dziecinstwo na to jest
            juz za krotkie.
        • ila79 Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 16:06
          Camelu nie osłabiaj mnie. Ty mu nie wzmacniasz mieśni, tylko
          fundujesz krzywe nogi i to w najbardziej optymistycznym wypadku...
          • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 20:29
            ila79 napisała:

            > Camelu nie osłabiaj mnie. Ty mu nie wzmacniasz mieśni, tylko
            > fundujesz krzywe nogi i to w najbardziej optymistycznym wypadku...


            przeciez on i tak caly dzien na nogach...przeraczkuje z A do B i staje na nogi..
            przeciez go nie przywiaze do podlogi.
            • jakw Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 19:37
              camel_3d napisał:

              > przeciez on i tak caly dzien na nogach...przeraczkuje z A do B i
              staje na nogi.
              No to niech raczkuje do sklepu te 50 metrów. Jak mu się znudzi to
              pobiegnie. Umiejętność chodzenia stole to nie to samo co możliwość
              wycieczki do sklepu na własnych nogach. W domu, jeśli ma dość to
              sobie klapnie na tyłek. Podczas wyprawy do sklepu pewnie nie bardzo
              ma taką możliwość. I to jest ta różnica. Nie musisz go przywiązywać
              do podłogi. Starczy że nie przywiążesz go do swojej ręki.
              • pam_71 Re: dzieci w wozkach.... 10.06.09, 14:24
                Oj .. oj ! Panie Tatuś wink raczkowanie od A do B i samodzielne
                wstawanie na nogi to zupełnie co innego niż spacer za rękę ! Pracuję
                inne partie mięśni, a przede wszystkim inne ułożenie kręgosłupa.
                Nie rób Dziecku krzywdy.
    • jakw Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 15:11
      A w Andach to pewnie nie mają wózków nawet dla niemolaków. Za to
      noszą dzieciaki na plecach. Za to nie śpieszą się do pracy na 8
      rano. Coś z tego wynika?
      • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 20:30
        >Za to nie śpieszą się do pracy na 8
        > rano. Coś z tego wynika?


        ze mozna wyjsc wczesniej? wink
        • jakw Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 19:27
          camel_3d napisał:
          > ze mozna wyjsc wczesniej? wink
          Ja tam wysnuwam wniosek, że nie muszą się śpieszyć. Życie płynie
          wolniej to i dzieciaka nie trzeba popędzać.
          A na temat wychodzenia wcześniej w kontekście wożenia dzieci w
          wózkach już jakiś czas temu była dyskusja. Zapewniam, że nie każdy
          mieszka 50 metrów od przedszkola czy żłobka i w dodatku chodzi do
          pracy na 9.
    • morelee Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 15:13
      camel_3d napisał:
      W Europie dzieci 4-5 letnie
      > sa wozone w wozkach dzieki czemu ich miesnie sa slabe.
      >
      > Jak mozna 4-5 letnie dziecko jeszcze w wozku taszczyc?????
      >

      ??? ja ich jakoś tych pięciolatków w wózkach nie widuję, częściej to dzieci w
      tym wieku chodzą pieszo - przynajmniej od samochodu do drzwismile


      • tusia-mama-jasia Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 09:26
        I to "od samochodu do drzwi" jest wlasnie przerazajace... Nie mam
        samochodu, wozka tez juz nie mam, stal nieuzywany wlasciwie odkad
        Mlody skonczyl 2 lata, a i w czwartym polroczu zycia uzywany juz
        dosc rzadko. Dziecie chodzi, bo po to ma nogi, podobnie jak mama,
        ktora chodzi pieszo wlasciwie wszedzie. W razie czego zawsze
        istnieje autobus.
    • ila79 Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 15:37
      Wiesz camelu, ja mojego młodego (prawie 3 latka) wsadzam w wózek jak
      jadę po zakupy. Jak mam wrękach taszczyć ok 10 kg i jeszcze jego
      wlec po ruchliwej ulicy to sobie wolę zycie ułatwić, ot i tylesmile. A
      co do innych kultur to owszem różnice są kolosalne i to na
      niekorzyść naszej kultury. Ostatnio na jednym z moich ulubionych
      forów koleżanka wstawiła taki cytat z Cejrowskiego "Rio Anaconda":
      Pod wspólnym dachem żyje tu kilka pokoleń jednej rodziny - np.
      ojciec z żoną, jego synowie ze swoimi żonami, synowie tych synów...
      i cała masa dzieci należących do wszystkich po kolei.
      W tych warunkach słowa: Pożycz trochę mleka, bo mi się skończyło,
      oznaczają prawie to samo, co u nas, ale przekazanie mleka odbywa się
      inaczej - my podajemy butelkę, oni podają dziecko.
      Znane w Europie hasło Wszystkie dzieci są nasze u Indian zostało
      wcielone w życie już dawno, dawno temu. Tym bardziej że w maloce
      (wspólny szałas mieszkalny) słychać czasami także i takie słowa:
      Pożycz żonę, bo mi trochę zimno."
      "Tak więc, indiańskie psy są chude, na podobieństwo swoich
      właścicieli.
      Od tej reguły są dwa wyjątki:
      Pierwszy stanowią szczenięta - zawsze porządnie odpasione. Często
      zdarza się, że Indianka karmi szczenię własną piersią - jak ludzkie
      niemowlę - ale nie chodzi jej wtedy o psa, tylko o... sierotę.
      Indianie mają słabość do sierot. Dotyczy to w równym stopniu sierot
      ludzkich, co małych piesków, kociąt pumy, świnek pekari, czy też
      małpiąt, które pozostały samotne i bezbronne po tym, jak ich
      rodziców upolowano i zjedzono w zupie. Dla Indianina sierota zawsze
      wymaga opieki, bez względu na to, czy jej rodzice byli krwiożerczymi
      jaguarami, czy parą smakowitych tapirów."

      Wózki mój drogi to zaledwie począteksmile.

      <Jak mozna 4-5 letnie dziecko jeszcze w wozku taszczyc?????>

      Ja też nie wiem, ale dziwi mnie więcej spraw i to znacznie
      poważniejszych.
      • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 07.06.09, 20:33
        wiezs..moze nie bardzo chcialbym mieszakc z 10 innymi osobami w jednym
        mieszkaniusmile ale uwazam, ze wiele pozytywnych rzeczy mozna od inych sie nauczyc.

        wozki to poczatek.. pewnie tak..niedlugo pewnie nawet mama bedzie miala pod
        butami kolkasmile
        • jakw Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 19:31
          camel_3d napisał:

          > niedlugo pewnie nawet mama bedzie miala pod
          > butami kolkasmile

          Camel, konstrukcje typu wrotki itp istnieją w naszej kulturze akurat
          od dość dawna.
    • szarsz Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 10:06
      Camel, ale jeśli Twój siedmiomiesięczniak chodzi za rękę, to
      rzeczywiście jest dla niego za wcześnie. Dla dziecka lepiej jest
      raczkować, jak najdłużej. Pogadaj z dobrym specjalistą, ortopedą
      albo fizjoterapeutą - nie stymuluj dziecka, prowadzając je za
      rączkę, bo możesz mu zaszkodzić.
      • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 10:19
        wiem, rozmawialem juz z lekarka i ona tez mowila ze wczesnie zaczal...tylko ze
        z tym raczkowaniem to mamy problemy. Ono sluzy tylko do szybkiego
        przemieszaczania sie ppomiedzy roznymi miejscami gdze mozna stac. Wiec wyglada
        to tak. 1 minuta raczkowania..10 minut stania i chodzenia przy stole, szybki
        przemarsz na czworaka do pokoju i wspnaczka po meblach i kanapach. Niestet yna
        podlodze nie usiedzi zbyt dlugo. Staram sie go zajmowac ksiazka i klockami..al
        eto niestety tylko na 3-4 minuty skutkuje..potem znow lazenie przy stole
        uskutecznia.
        • ila79 Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 10:26
          To może go chociaż do tego sklepu nie prowadzaj smile. Sam sobie raczej
          krzywdy nie zrobi.
          • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 11:15
            > To może go chociaż do tego sklepu nie prowadzaj smile. Sam sobie raczej
            > krzywdy nie zrobi.


            tylko raz taki maly test zrobilem. chcialem zobaczyc jak mu pojdzie. Nie mam
            ochoty tegopowtarzac..kregoslup mi wysiadzesmile
            • miacasa Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 12:54
              > tylko raz taki maly test zrobilem. chcialem zobaczyc jak mu pojdzie. Nie mam
              > ochoty tegopowtarzac..kregoslup mi wysiadzesmile

              no, wózek nie jest zły, nawet czterolatek podczas całodziennej wyprawy może się
              zmęczyć i w nim przespać, w koszyku zmieści się koc, folia przeciwdeszczowa,
              parasol dla ojca, napoje, jedzenie, książka do poczytania na ławce gdy młode
              sobie śpi, te wózki takie głupie nie są wink

              a i zakupów nie trzeba taszczyć jak coś trzeba po spacerze kupić
              • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 23:06
                zkupy robie w drodze z pracy do domu i nie kupuje 20 kgsmile wiec nawet z malym w
                chucie moge spokojnie wyjsc po chleb czy maslosmile

                sklep mam na szczesci epod domem i kiedy zacznie lazic bedziemy lazili
                razem..nawet jak nam to godzine zajmiesmile
                • miacasa Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 23:09
                  > sklep mam na szczesci epod domem i kiedy zacznie lazic bedziemy lazili
                  > razem..nawet jak nam to godzine zajmiesmile

                  no raczej myślałam o wyprawie do ogrodu botanicznego, czy choćby zoo a nie do
                  sklepu osiedlowego smile
                  • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 12:23
                    > no raczej myślałam o wyprawie do ogrodu botanicznego, czy choćby zoo a nie do
                    > sklepu osiedlowego smile


                    wiesz..mysle, ze poczekam jeszcze 2 lata i zobacze jak bedziesmile) jak to sie
                    ladnei mowi..nigdy nei mow nigdy...
        • szarsz Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 10:43
          Wydaje mi się, że jak sam, to nie jest źle. Gorzej z tym
          prowadzeniem za rękę. A w parterze dziecko trudno utrzymać, jak u
          góry tyle ciekawskich rzeczy smile
    • panna_piszczka Re: dzieci w wozkach.... 08.06.09, 12:55
      moj syn jak tylko w miare dobrze zaczął chodzic to wozek
      sprzedalismy.
      Spacery 10 km, robilismy z nim jak skonczyl 3 lata. Tylko trzeba mu
      dac patyczek, albo bidon do reki, moze chodzic.. Teraz ma 5 lat i to
      sie nie zmienilo.. Wozek jest wygodny co tu kryc dla mam, babc, bo
      dziecka nie trzeba ganiac, ono siedzi, i mozna zakupy tez mozna
      zrobic..
      Ale do targania takich dzieciakow z zakupami po schodach, mnie nikt
      nie zmusi do pomocy..
    • alabama8 Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 09:48
      > camel_3d napisał:
      >przyznam, ze nie widzialem dzieci zbaczajacych z drogi. Szly
      >grzecznie za mamami (glwonie). Co ciekawe prawie wcale nie widuje
      >sie ojcow z malymi dziecmi. Staram sie korzystac z tych obserwacji,
      >warto czasem wrocic do korzeni ...

      Rozumiem że w ramach powrotu do korzeni pogonisz chłopa i już nie
      będziesz puszczać dzieci nigdzie razem z ojcem. No bo jak powrót do
      korzeni to chyba nie wybiórczo.
      A po drugie powiedź mi słonko gdzie kobita w RPA czy Namibii by
      dojechała wózkiem? W kraju gdzie chodnik jest rzadkością, a ulica
      jednym wielkim błotem? Kobiety w RPA noszą wodę na głowach w ramach
      ćwiczeń mięśni? Jakby mogły to by skorzystały z wózka.

      Powiedź co ty w ramach ćwiczeń mięśni swoich dzieci im proponujesz
      oprócz rezygnacji z wózka? 3 godzinny dziennie w piaskownicy?
      • franutek Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 10:51
        Moje dziecko nie jeździ w wózku odkąd skończyło 1,5 roku.
        Na zakupach sobie radziłam - po prostu. Czasami szlag mnie trafiał
        jak musiałam taszczyć na jednym ręku jęczącego urwisa, a dodatkowo
        jesze kilka kilo zakupów. Ale dałam radę i nie uważam tego za wyczyn
        heroiczny. Jednak długie specery na motonogach zrobiły swoje:
        - synek ma doskonałą kondycję i nie ma poblemów z nadwagą
        - nie narzeka jak czeka go większy wysiłek
        - po dłuzszym spacerze na własnych nogach chętnie i szybko zasypia
        wieczorem

        > Powiedź co ty w ramach ćwiczeń mięśni swoich dzieci im proponujesz
        > oprócz rezygnacji z wózka? 3 godzinny dziennie w piaskownicy?

        alabama, cz ty żartujesz, czy naprawdę nie masz żadnej inwencji?
        Dobra- napiszę wobec tego Paniom Szablonowym, jak normalne, zdrowe
        dziecko może ciekawie spędzić czas poza piaskownicą i wózkiem:
        - gramy w piłkę (nożną, łapaną, kulaną). Można tez podczas spaceru
        grać znalezionym kapslem, puszką
        - biegamy po trawniku- szukamy dmuchawców- dmuchamy- przy tej okazji
        bawimy sie w potwory (tyranozaur goni), w raz dwa trzy baba jaga
        patrzy- te zabawy jak najbardziej do zaranzowania równiez na chodniku
        - chodnik może byc również niebezpieczną ścieżką, nawet nie wiecie
        co można tam znaleźć (potworne mrówki, czasami ślimaki, ponadto
        szpary robią za rozpadliny)
        - osobne atrakcje na chodniku czekaja nas zimą (śnieg), jesień
        (liscie, kulki do rozgniatania)
        - na spacer mozna też wziąć bańki mydlane- przednia zabawa
        - szablonowa matka pewnie nie wie ile zabaw mozna wyczarowac przy
        okazji niezbędnego na spacerze patyka
        - mozna przejść się nad wodę (uwaga- moga to tez być duże kałuże)- a
        tam zabawy tyle, że głowa boli- od dokarmiania kaczek po wrzucanie
        kamieni do wody
        - na spacer można wybrać się rowerkiem, jeżdzikiem albo hulajnogą
        - w piaskownicy lądujemy w ostateczności- bo trafiało mnie, jak
        dziecko musiało sie grzebać w psich odchodach. Ale dobra- jeżeli
        dziecko chce sobie urozmaicić zabawę to czemu nie
        - gdyby ktos nie wiedział poza piaskownicą istnieją takie miejsca
        jak place zabaw- a tam juz naprawde nie muszę pisać jak rodzice moga
        się bawić z dzieckiem- zakładając oczywiście, że nie lądują na
        ławeczce oddając się lekturze mało wyrafinowanych czasopism.

        Gdybys potrzebowała jeszcze kolejnych pomysłów na spacer z dzieckiem
        bez wózka- służe pomocą.
        • tusia-mama-jasia Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 11:45
          franutek napisała:

          > Moje dziecko nie jeździ w wózku odkąd skończyło 1,5 roku.
          > Na zakupach sobie radziłam - po prostu. Czasami szlag mnie trafiał
          > jak musiałam taszczyć na jednym ręku jęczącego urwisa, a dodatkowo
          > jesze kilka kilo zakupów. Ale dałam radę i nie uważam tego za
          wyczyn
          > heroiczny.

          To podobnie jak u nas. Rozwiazaniem na zakupy jest plecak.

          Jednak długie specery na motonogach zrobiły swoje:
          > - synek ma doskonałą kondycję i nie ma poblemów z nadwagą
          > - nie narzeka jak czeka go większy wysiłek
          > - po dłuzszym spacerze na własnych nogach chętnie i szybko zasypia
          > wieczorem

          To tez jakbym o nas czytala. Wedrowki, takze gorskie, zrobily
          swoje smile

          > alabama, cz ty żartujesz, czy naprawdę nie masz żadnej inwencji?
          > Dobra- napiszę wobec tego Paniom Szablonowym, jak normalne, zdrowe
          > dziecko może ciekawie spędzić czas poza piaskownicą i wózkiem:

          smile))))
          U nas dorzucilabym do tej listy jeszcze podgladanie wszelakich
          zwierzakow. Nie mam tu na mysli safari wink, mieszkam w miescie,
          raczej koty, gołebie i inne takie, co sie trafi. No chyba ze w
          gorach, w lesie to oczywiscie i jaszczurki, dziecioly, wiewiorki i
          co tam jeszcze.

          Na miesnie moze mniej dziala /choc takie skradanie sie za zwierzem
          swoje tez robi/, ale za to cudnie wycisza i uwrazliwia.

          BTW, a propos patyka, czytalam gdzies piekny artykul ku czci patyka
          jako najbardziej rozwijajacej, wszechstronnej zabawce wszechczasow
          znanej od zarania ludzkosci smile Dowcipnie, mozna bylo peknac ze
          smiechu, ale slusznosci odmowic niepodobna smile
      • camel_3d alabama8 09.06.09, 12:27

        > A po drugie powiedź mi słonko gdzie kobita w RPA czy Namibii by
        > dojechała wózkiem? W kraju gdzie chodnik jest rzadkością, a ulica
        > jednym wielkim błotem?

        widac, ze niegdy nei bylas anie w RPA anie w Namibii... O takich autostradach
        jak sa w RPA to POlacy moga sobie pomarzycsmile))


        >Kobiety w RPA noszą wodę na głowach w ramach
        > ćwiczeń mięśni? Jakby mogły to by skorzystały z wózka.

        a w Polsce nie??? Pojedz do Warszawy, zobaczysz ile kobie taszczy baniaki w
        woda mineralna lub oligocenska bo kranowka nie nadaje si edo picia.. a w RPA czy
        Namibii mozesz pic wode z kranu i nic ci nie bedzie..masz niestety zbyt
        ograniczone pojecie o swiecie...


        > Powiedź co ty w ramach ćwiczeń mięśni swoich dzieci im proponujesz
        > oprócz rezygnacji z wózka? 3 godzinny dziennie w piaskownicy?

        moj synek ma 7 miesiecy i na razie moge mu zaproponowac duzo ruchu i malo
        noszenia. A to juz cossmile



        • alabama8 Re: alabama8 09.06.09, 15:08
          Camel_3d,
          nie jesteś partnerem do dyskusji o 3-4 latkach w wózku, ponieważ
          twoje dziecko ma 7 miesięcy, więc jest zapewne jeszcze lekkie,
          pewnie zdrowe i nie sprawiające większych kłopotów.
          Mój syn w wieku 4 lat miał wózek, bo przez jakiś czas musieliśmy
          śmigać do przedszkola na piechotę 6 kilometrów i 6 kilometrów
          wracać. Czy da się to porównać z twoim siedmiomiesięczniakiem
          pomykającym na kolanach od kanapy do ławy?
          A może da się porównać moje dziecko w wieku 3 lat, które czasem z
          powodu choroby miało trudność z dojściem do kibla o własnych siłach.
          Zanidbałam i powinnam mu zapewnić więcej ruchu?
          Tak łatwo wszystkich mierzyć własną miarką. Tak łatwo oceniać i
          posądzać o zaniedbanie. Teraz mój syn ma się lepiej, ma 6 lat, od 3
          sezonów śmiga zimą na łyżwach, od 5 na rowerze, od 2 na
          nartach.
          • camel_3d Re: alabama8 09.06.09, 15:57
            wiesz, to ze moj maly nie ma jeszcze tylu lat co inne dzieci nie znaczy, ze nie
            moge zabrac glosu w pewnych kwestiach prawda?

            czy ty mieszkasz w jakis wiosce, ze musialas 6 km biegac do przedszkola? nie ma
            autobusu? tak z ciekawosci pytam.

            4 letnie dziecko moze spokojnie przejsc 6 km pieszo, jezeli sporo sie rusza i
            nie jest "zasiedziale". Jasne, ze wozek pomaga... I pewnie w niektorych
            przypadkach jest super pomoca..jezeli mamy daleko i nie ma innej mozliwosc
            transportu. Ale jezeli rodzice taszcza 4 latka w wozku na spacer do parku czy
            woza go godzinami po centrum handlowych to juz chyba cos nie tak prawda? Nie
            wiem jak w PL, ale tu (Niemcy) czesto sie widzi 3-4 letbnie dzieci spiace w
            wozkach spacerowych...
            • alabama8 Re: alabama8 12.06.09, 11:25
              camel_3d napisał:
              > 4 letnie dziecko moze spokojnie przejsc 6 km pieszo ...
              No pewnie że może, codziennie pomykać 6 kilometrów żeby być w
              przedszkolu na 7:00 (rano). Dorosły idzie 4-5 km/h. Jak szybko idzie
              4-ro letnie, rozespane dziecko. O której musiałoby wstać żeby walnąć
              sobie taki dżoging z rańca? ... no i podobny po południu.
              Kobita nie kuma, że nie mówimy tu o spacerku, tylko porannym gnaniu
              do roboty.
              • hellious Re: alabama8 13.06.09, 10:04
                kobita nie kuma, bo to facet big_grin
              • atena12345 Re: alabama8 13.06.09, 15:12
                i chodziłaś te 6 km w dwie strony na nogach ?
                Pytam z ciekawości. Jeśli tak to współczuję - szczerze
        • jola_ep Re: alabama8 09.06.09, 16:28
          > moj synek ma 7 miesiecy i na razie moge mu zaproponowac duzo ruchu i malo
          > noszenia. A to juz cossmile

          A co ma jedno do drugiego? Na wszystko jest właściwy czas - także na noszenie smile

          A jeśli chcesz zadbać o dużo ruchu, to zrób to mądrze.
          Po pierwsze teraz jest etap "podłogowy". Jak chce się przemieszczać - niech to robi samodzielnie, najlepiej raczkując. To ważny etap w jego rozwoju ruchowym (niektórzy twierdzą nawet, że w psychoruchowym).
          Trudno oprzeć się pokusie prowadzenia za rączkę swojego maleństwa, ale trzeba być tu twardym smile

          Spacery kilka kilometrów po miejskich chodnikach to zły pomysł. Twarde podłoże i monotonia ruchu. Lepiej zapewnić mu dużo okazji do wybiegania się na placu zabaw.

          Wózka używałam. Do zakupów. Gdy zależało mi na czasie. Na większe odległości (zamiast jechać parę przystanków wolałam się przejść smile ). O ile pamiętam - dość długo (2-3 lata). W dodatku nosiłam, także wtedy, gdy dziecko się zmęczyło.

          Mimo to, gdy moja starsza skończyła 3 latka pomagała dla dziadka przepędzić krowę na inne pastwisko (droga polna, raczej trawiasta). Dziadek protestował, bo krowa - wiadomo - wolniej iść nie zamierza wink Ale ukochana wnuczka koniecznie chciała pomóc dziadkowi, więc mu towarzyszyła - parę kilometrów szybkim truchtem i w dodatku cały czas nawijała wink

          Na prostej, miejskiej drodze nogi ją bolały po kilkudziesięciu metrach...

          Nauczona tym doświadczeniem jak tylko mojemu drugiemu dziecku bolały nogi, to propnowałam, aby sobie pobiegł obok po trawie. Od razu nabierał siły smile Zwyczaj "okrężnego" chodzenia został mu po dziś dzień. Jeszcze dziś (9 lat) nie może oprzeć się pokusie wyjątkowo kuszącego murka na nieco dłuższej trasie wink

          Pozdrawiam
          Jola
        • ma.pi Re: alabama8 19.07.09, 21:59
          camel_3d napisał:

          >
          > widac, ze niegdy nei bylas anie w RPA anie w Namibii... O takich
          autostradach
          > jak sa w RPA to POlacy moga sobie pomarzycsmile))
          >

          To mamy rozumiec, ze oni na piechote to po tych autostradach
          zasuwaja :o)
    • wieczna-gosia Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 11:08
      wiem camel ze ci sie dostalo za te raczke ale ci sie slusznie dostalo. Nawet jak
      dziecko chodzi przy meblach- nie nalezy podawac mu raczki. Niech se
      przeraczkuje, prosze bardzo ale nawet w Namibii smile dopoki dziecko nie chodzi- to
      sie je przenosi. Widzialas namibskie matki prowadzajace dzieci- nie, widzialas
      chodzace dzieci. Dzieci podpierajace sie i dziecko idace na chwiejnej raczce za
      matka to sa dwie rozne rzeczy. Bardzo czeste sa urazy raczek bo jak dziecko sie
      bujnie i przewraca to szafa nie usi;uje za wszelka cene utrzyac dziecko na
      nogach a dorosly ma odruch podrywania reki by pomic dziecku odzyskac rownowage.

      Moj syn zaczal chodzi majac 10 miesiecy- corki zawsze po roku, jedna miala
      blisko poltora. W zasadzie bylo mi przykro ze on tak wczesnie zaczal smile mogl
      sobie do roku poczekac smile Ja naprawde ludy Afryki cenie ze pewna instynktownosc
      w sluchaniu wlasnych cial oraz cial wlasnych dzieci, za dlugie karmienie piersia
      i chusty i pozycje nozek na zabke i takze za to ze bez potrzeby dzieci sie nie
      wyrecza i chodza. Ale tez jak nie chodza to ich sie nie pogania.
    • lila1974 Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 13:01
      W Polsce dziecko 3-4-5 letnie w wózku nie jest zjawiskiem
      powszechnym.

      Mieszkam na osiedlu wielkości średniego miasta i jakoś brak mi
      takich widoków. Całe rzesze dzieci wraz z rodzicami drepczą na
      własnych nogach.
      • iwoniaw Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 16:37
        Mieszkam w warunkach jak Lila, tyle że na drugim końcu Polski i mam identyczne
        obserwacje.
        • luna333 Re: dzieci w wozkach.... 09.06.09, 19:33
          nie czytałam wywodów ale myślę że tam matki nie zapierniczają o 6.30
          do przedszkola z owym 4 latkiem na czas - a potem do roboty na 8
          zdążyć a w autobusie sie w korkach odstać więc się spóźnić i mieć
          opier od szefa/ polecenie po premi itd
          • jacopi Re: dzieci w wozkach.... 10.06.09, 09:07
            Moim zdaniem dziecko trzeba przyzwyczajać do chodzenia na nóżkach.
            Jeśli sami nie zmotywujemy dziecka do chodzenia to mozna nawet i
            pieciolatka wozić w wózku. Nasza dwulatka już jak tylko zaczęła
            chodzic braliśmy ją na krótkie spacerki bez wózka, teraz wózek
            uzywany jest bardzo, bardzo wyjątkowo. Jak widzę w parku trzy-
            czterolatki wożone przez babcie i ciocie (bo tak jest im wygodnie) i
            siedzące jak mumie w wózkach to jest mi ich szkoda. Takie dzieci
            moim zdaniem sa też mniej kontaktowe. Moja teściowa też chciała do
            pięciu lat wozić małą w wózku, bo "przecież ja nóżki bolą". Ja na
            prawdę nie rozumiem po co wozić dziecko na spacer w wózku. Zeby mieć
            święty spokój nie zajmować się dzieckiem tylko rozmową z sąsiadką?
            Potem efekt jest taki, że dziecko ucieka w odwrotną stronę i jest
            problem.
            • sir.vimes no niestety chyba tak 15.06.09, 12:48
              "Zeby mieć
              > święty spokój nie zajmować się dzieckiem tylko rozmową z sąsiadką?"

              Najlepiej jeszcze zapiąć w folii. W sobotę (Warszawa,już po deszczu) widziałam
              takiego około 4 latka zapiętego w foli w wózku. Mama z tatą i chyba babcią
              gawędzili wesoło - potwór jechał w wózku zamknięty w swojej klatce. Takie to
              przynajmniej robiło wrażenie. Wydał mi się nieludzko samotny na tym rodzinnym
              spacerku.
      • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 12.06.09, 20:38
        > W Polsce dziecko 3-4-5 letnie w wózku nie jest zjawiskiem
        > powszechnym.


        wiesz w Nimeczech prawie normalne.. 3 latek w wozku to chyba norma..
        • miacasa Re: dzieci w wozkach.... 12.06.09, 21:02
          A jak jest teraz z dzietnością u rdzennych Niemek?
          • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 15.06.09, 13:03
            > A jak jest teraz z dzietnością u rdzennych Niemek?

            ostatnio robi sie moda na posiadanie dziecka..ale ogolnie to kicha.
    • cas_sie Re: dzieci w wozkach.... 12.06.09, 14:38
      Tez mnie dziwi ta mania wozenia dzieci w wózkach długo po tym jak
      umieją chodzic. Myśle ,ze bieże sie to troche z niecheci rodziców
      do zauwazenia ,że ich dzieci dorosleją . Takiego "dzidziania"
      duzego juz dziecka np. smoczek u 4 latka , pielucha u 3latka.
      butelka z mlekiem u 4 latka (znam z mojej rodziny) a potem lament na
      forum co ztym zrobic. Tak jakby rodzice nie doceniali mozliwosci
      własnych dzieci albo chcieli je pozostawic w fazie dzidziusia. MOje
      dziewczynki rozstawały sie z wózkami w wieku okolo rok i 3 miesiące.
      Udawało nam sie wszedzie dojsć. Poznały wiecej swiata po drodze i
      nauczyły sie, że przez ulicę idzie się za rączkę na zielonym
      świetle . Co do mięśni to moja młodsza ( dwa i pół roku) ptrafi
      przejść kilka ładnych kilometrów ( z postojami) a gdy sie spiesze to
      biore ja na plecy. Myślę ,że dzieci wczesnie wypuszczane z wózków
      lepiej sa obeznane ze swiatem i lepiej potrafią sie wnim poruszac .
      • wieczna-gosia Re: dzieci w wozkach.... 12.06.09, 21:04
        moze nie kazdy galopoujac w zakiecie ma ochote dziecko sobie na ten zakiet wrzucic.

        W szpilkach- tym bardziej smile
        • cas_sie Re: dzieci w wozkach.... 13.06.09, 11:05
          Jasne ,ze nie musi ani miec ochoty ani wrzucac . Ja tylko napisałam
          jak jest u nas. Może dlatego nie wychodzę z dziecmi w szpilkach i
          żakiecie. (w szpilkach to już sport extremum!). Mimo wszystko
          uważam , że dzieci sa w stanie chodzic same . Może po prostu wszyscy
          trochę przesadzamy z tym wiecznym spieszeniem sie , może czasem
          lepiej dostosowac się do tempa dziecka a nie ciągle poganiac . To
          tylko takie lużne refleksje . W końcu i tak kazdy robi tak jak uważa
          za lepsze. smile
          • ciociacesia spieszenie sie moze i niezrowe 14.06.09, 08:52
            ale wytłumacz szefowi ze ja do pracy na 10 i w wygodnym dresie i adidaskach, bo
            mi sie nie spieszy i podziwiam z dzieckiem widoki
            • sir.vimes ja, jak pracowałam w biurze 15.06.09, 12:52
              dress code'owe buty i żakiet miałam w pracy. Do przedszkola szłam z 4 latką
              (kilka przystanków, nie 40 metrów) na piechotę - do pracy z przedszkola też na
              piechotę. Teraz brakuje mi tych porannych spacerów i rozmów. No - i bez wyrzutów
              sumienia mogłam kupić sobie ciastko do kawy, bez ryzyka, że tyłek urośnie.
              • camel_3d Re: ja, jak pracowałam w biurze 15.06.09, 13:11
                tu jest popularne jezdzenie rowerem wogole. Sporo ludzi (nawet w
                garniurach)..sadza dziecko do fotelika na rowerze i popyla z nim. ANoa el jednak
                tu kultura jazdy po ulicach jest nieco inna..i w maistach ogolnei jest
                ograniczenie do 30..poza duzymi ulicami.

                kiedys widywalem czesto tate odprowadzajacego do przedszkola swoja corke. Mogla
                miec max 2 lata i dreptala kolo niego. Cos tam sobie gadali. Mysle, ze od biedy
                mozna wyjsc po prostu wczesniej... z domu.

                • wieczna-gosia Re: ja, jak pracowałam w biurze 16.06.09, 10:08
                  Wiekszosc moich znajomych do pracy jedzie conajmniej godzine- czyli wychodzi o
                  7. Ale podsune im pomysl ze mogliby doprawdy wychodzic wczesniej Zsmile
              • wieczna-gosia Re: ja, jak pracowałam w biurze 16.06.09, 10:07
                ale nie kazdy tak moze.
      • echtom Re: dzieci w wozkach.... 21.07.09, 00:06
        > MOje dziewczynki rozstawały sie z wózkami w wieku okolo rok i 3 miesiące.

        Dzieci są różne. Moja duża mając 1,5 roku chodziła sama nawet po schodach, bo ja w tym czasie targałam wózek z jej młodszą siostrą. Średnia zaczęła chodzić od roku i 3 miesięcy, ale z wózka na ulicy nie dawała się wysadzić do 2 lat i o jakimkolwiek treningu chodzenia w terenie nie mogło być mowy. Potem od razu tuptała z nami na kilkumetrowe spacery.
    • atena12345 Re: dzieci w wozkach.... 13.06.09, 12:48
      Moja starsza pozbyła sie wózka w wieku 2,5 lat, a odkąd nauczyla sie
      chodzić i tak używaliśmy sporadycznie. Ale mam sporo znajomych
      wożacych dzieci 5 lenie w wózkach - szczególnie na wyjazdach
      wakacyjnych. Tez uważam, że zdrowiej jak dziecko pospaceruje sobie
    • sir.vimes Mozna, też się dziwiłam 15.06.09, 12:40
      ale mi wyjaśniono, że dziecko się nachodzi jeszcze, że to wygodniej dla
      rodziców, że to śmieszny problem, że czas się oszczędza (bo wiadomo, że w byciu
      z dzieckiem najważniejsze jest oszczędzanie czasu).
      • camel_3d Re: Mozna, też się dziwiłam 15.06.09, 13:16
        sir.vimes napisała:

        > ale mi wyjaśniono, że dziecko się nachodzi jeszcze,


        taa..kupi se samochod i bedzie pozniej jezdzilo bo wszedzie sie bedzie spieszycsmile)))

        • sir.vimes Re: Mozna, też się dziwiłam 15.06.09, 13:51
          oczywiście.

          "bedzie pozniej jezdzilo bo wszedzie sie bedzie spieszyc
          > smile)))"

          Śmieszne, ale smutne.
          • ciociacesia pewnie macie racje co do 'trendu' 15.06.09, 15:39
            ale ja naprawde dostrzegam sens wozenia 2-3 a moze nawet 4 latka w wozku. bo jak
            sie spiesze to po to zeby potem moc sie nie spieszyc, tylko delektowac czasem na
            luzie.
            bo jak zasuwam przez centrum to jakos nie widze sensu spacerowania. bo spaceruje
            sie fajnie w sprzyjajacych okolicznosciach przyrody.
            w wyborcza niedziele zrobiłam chyba z 10 km z moja mamą i z dziecieciem na
            plecach. ale to było na wsi smile
            • camel_3d Re: pewnie macie racje co do 'trendu' 15.06.09, 20:55
              wiecie ja to sobie moge gadac..ma 3 przedszkola odleglosci 10 m od domu...wiec
              pewnie wozek nie bedzie potrzebny smile
              • miacasa Re: pewnie macie racje co do 'trendu' 15.06.09, 22:32
                wózek jest bardzo pomocny gdy chcesz spędzić z dzieckiem cały dzień poza domem a
                dziecko przyzwyczajone jest do poobiedniej drzemki, nie musisz wtedy wracać do
                domu przed obiadem
                • camel_3d Re: pewnie macie racje co do 'trendu' 16.06.09, 09:58
                  nie wiem jak bedzie potem, na razie maly moze usnac wszedzie, na trawie, na
                  kanapie, na podlodze, na reczniku..itd... ale moze pozniej bedzie inaczej.
                  zobaczymy.. wroce do tematu za 2 lata ok? big_grin
            • crusk Re: pewnie macie racje co do 'trendu' 17.06.09, 13:10

              > bo jak zasuwam przez centrum to jakos nie widze sensu spacerowania. bo spaceruj
              > e
              > sie fajnie w sprzyjajacych okolicznosciach przyrody.

              HA! w centrum można "pośledzić mrówkę" lub usiąść i pooglądać, porozmawiać, żeby młody mógł odpocząć. Miasto też jest fajne, tyle się w nim dzieje.

              Niestety rośnie nam kolejne pokolenie spieszących się jeszcze bardziej niż my, nieco ograbione z umiejętności obserwacji świata wokół "bo nie ma czasu".
              Ciekawe, czy jak będziemy starzy dzieci też będą pakować nas w wózki, żeby szybciej dowieźć nas do jakiegoś fitnessu, bo przecież ruch to zdrowie i lekarz nakazał.

              Piechurom polecam "Ministerstwo Głupich Kroków", żeby marsz urozmaicić, bo nie ma nic nudniejszego dla kilkulatka niż monotonne przekładanie nogi z tyłu do przodu, na przemian z drugą nogą.
              choćby tu:
              www.youtube.com/watch?vshockgV4iBQVNyU
              Można też zastosować system zadaniowy (np. "kto pierwszy wyprzedzi pana w szpilkach"). Może się okazać, że opiekun nie nadąża.

              Poza tym jak rozmawiać z kimś odwróconym do mnie plecami? Nawet nie jestem w stanie usłyszeć połowy pytań, które zadaje?

              • camel_3d Re: pewnie macie racje co do 'trendu' 18.06.09, 11:29

                > "kto pierwszy wyprzedzi pana w szpilkach

                kurde..to moze byc ciekawe. Tylko trzeba bedzie gdzies pana w szpilkach wytropic.



                • crusk Re: pewnie macie racje co do 'trendu' 19.06.09, 13:13
                  camel_3d napisał:

                  >
                  > > "kto pierwszy wyprzedzi pana w szpilkach
                  >
                  > kurde..to moze byc ciekawe. Tylko trzeba bedzie gdzies pana w szpilkach wytropic.
                  >

                  Tak, o pana w szpilkach nie łatwo, ale etymologia słowa "wytropić" kieruje nas
                  do słowa "trop" "tropiciel". A kto najlepszym tropicielem - indianin. Jak
                  indianin, to ... irokez. Szukamy wiec osobnika z odpowiednią fryzurą i
                  przechodzimy gładko do zapoznania dziecka ze słowem "subkultura"....
                  i jedziemy tak odpowiedni dystans, który mamy do pokonania. Jak już dojdziemy do
                  lasu staramy sie rozmawiać cicho, albo wcale, bo dobry tropiciel zwierzyny nie
                  płoszy.

                  Poza tym, łatwe bywa nudne. Nudne trudniej zapamiętać wink
                  • crusk ps 19.06.09, 13:17
                    pana w szpilkach może znajdziemy następnym razem ...
    • scher A jak jest w Afryce 15.06.09, 14:07
      jeśli chodzi o klapsy? Dają rodzice? wink
      • camel_3d Re: A jak jest w Afryce 15.06.09, 20:59
        > jeśli chodzi o klapsy? Dają rodzice? wink

        afryka jest bardzo duza... wiesz?

        nie mam pojecia..mysle ze tez roznie i przeroznie..
    • deela Re: dzieci w wozkach.... 17.06.09, 13:59
      > Nigdy nie widzialem, zeby dzieci byly wozone w wozkach. Pewnei sie zdarza,
      > ale ogolnie, dzieci 2-3 letnie po prostu chodza. W Europie dzieci 4-5 letnie
      > sa wozone w wozkach dzieki czemu ich miesnie sa slabe.
      bo maja wygodnych leniwych rodzicow :o
      moj 2,5 latek CHODZI na wlasnych nogach, jeszcze bede dla takiego kloca wozek
      taszczyla
      niedoczekanie
      • deela Re: dzieci w wozkach.... 17.06.09, 14:02
        PS a ja slyszalam ze w Afryce nikt sie nie rozczula nad dziecmi "wlokac" je za
        raczke tylko cale stadnko (ile ich tam matka ma) idzie grzecznie za matka i sama
        jej sie pilnuje, prawda to?
        • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 17.06.09, 16:00
          poniekad prawda. ale nie przypominam sobie zebym widzial wiecej niz 2 dzieci z
          matka.

          no a co do reszty. oczywiscie nie do zaakceptowania, ale nie raz widzielem male
          4latki przebeigajace przez autostrade i ciagnmce 3 latka..
          dzeici rzeczyiwscie sie bardzo puilnuja.
          • miacasa Re: dzieci w wozkach.... 17.06.09, 17:00
            nie raz widzielem male
            > 4latki przebeigajace przez autostrade i ciagnmce 3 latka..
            > dzeici rzeczyiwscie sie bardzo puilnuja.

            darwinizm w czystej postaci, przeżyją te najlepiej przystosowane
            • camel_3d Re: dzieci w wozkach.... 18.06.09, 11:27

              > darwinizm w czystej postaci, przeżyją te najlepiej przystosowane

              a wiesz ze specjalnie zapytalem meza kolezanki, jest policjantem. Jest bardzo
              malo wypadkow kiedy biegnace po ulicy dzieci staja sie ofiarami. Najwiecje
              dzieci ginie w przepelnionych busach, ktore ulegaja dosc czesto wypadkom.
              • ewrzostar Re: dzieci w wozkach.... 21.07.09, 02:33
                Camel, proponuje to pytanie zadac na forach zagranicznych, nie polskich. Jestem
                z UK i doskonale rozumiem, co masz na mysli. Tu matki, nianie a nawet
                "odprowadzaczki" (jest taki zawod, serio) odwoza i dowoza swe dzieci w
                mundurkach (!) do szkol. BTW szkoly tu sa od wieku lat 5ciu. Standardowy widok
                to smiertelnie znudzony 4latek w wozku-parasolce z nalana twarza (od lezenia
                chyba), przypiety pasami i kompletnie zagadana, nie zwracajaca na niego uwagi
                matka. Rece opadaja.
                A jak slysze, jak niektorzy mowia do swoich dzieci jak do debili.
                Totitotitotitoti, pitupitupotu. Jest to w PL niesamowicie powszechne! A potem mi
                nie wierza ze moje niespelna 13mies. dziecko nie dosc ze chodzi to i wie co to
                kura, co to kon, ktore to samolot i nasladowac potrafi. Gorzej - ona reaguje na
                nasze polecenia i sama potrafi nam przekazac jasny komunikat. Rozmawiamy z nia,
                jak z partnerem w rodzinie a nie jak z uposledzona.
                Co do kwestii, ze raczka w gorze rowna sie skolioza, etc. Gdyby nie raczka, to
                dziecko by mi chyba wylo z rozpaczy, bo ani raczkowac (po chodniku?) ani samemu
                spacerowac (nie umie!) a tyle faaajnych rzeczy dookola. Co mam robic? Trzymac
                dzieciaka w wozku sila? Dziecko samo z siebie sie po prostu pcha i jeszcze z
                radochy piszczy a nasze kregoslupy prawie zlamane pod katem 90, w ogole o
                motywowaniu nie ma mowy bo nie ma nawet czasu na to - tak sie dzieciakowi chce.
                BTW skolioza jest choroba dziedziczna. B. rzadko bywa nabyta (jesli juz, to
                powypadkowo). Nie wolno robic operacji, a jesli juz jest wymagana rehabilitacja
                (zwykle u osob, ktore chca uprawiac sport wyczynowo) to tylko do wieku lat12stu.
                W ogole radzilabym troche poczytac o tej chorobie a nie wprowadzac histerie.
                Moj dzieciak ma kondycje lepsza od wlasnego ojca, potrafi zrobic fikolka i
                biegac przez 15 minut. Przez ponad godzine szalec i sie bawic. Ma niesamowite
                miesnie i piekna postawe (te nozki!). Wie ze brudne rzeczy do kosza a czyste
                rzeczy maja swoje miejsce, wie ze jesli cos jest gorace to trzeba uwazac. Wie,
                ze schody sa niebezpieczne i nie wchodzi na nie bez naszej obecnosci. Umie pic
                ze slomki, wycierac sobie samo buzie i nosek. Rozumie, ze tam gdzie jezdza auta
                nie wolno isc. Ze skarpetek do wanny nie wrzucamy. Duzo rzeczy wie. Czy to juz
                za duzo jak na 13miesieczniaka? Czy dostanie od tego skoliozy lamane przez Ce?
                Albo mozg mu sie zamknie? A moze oczadzieje? Moze jestem wyrodna matka?
                Ah jeeej. Swiat jest pelen zla.
                A wozek coz - tylko do spania. Dlugo to raczej juz nie potrwa.



    • maja17774 Re: dzieci w wozkach.... 13.07.09, 22:48
      Mój starszy syn ma 5 lat i od kiedy skończył 3 lata nie wożę go we wózku. Mały
      wszędzie chodzi z nami pieszo. Rano do przedszkola codziennie na piechotę a
      droga do niego zajmuje nam jakieś 25 minut.
      Szczerze mówiąc jak widzę na mieście matkę z 5 letnim "wielbłądem we wózeczku"
      to mnie śmiech ogarnia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja