Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka"

17.12.03, 10:20
Watek szkolny nam sie rozwija wiec przeniesmy go do osobnego watku, bo jest
to niestety albo stety wink)) sprawa ktora nas wszystkich dotknie w
odroznieniu od bicia na przyklad wink

Nie wliczam w to przykładów ze szkoły,
> gdzie brakuje tejże rózgi. Bo ci co chcą coś umieć rzadziej powodują
rozróby,
> natomiast na tych, których szkoła nie obchodzi, rzadko podziała uwaga w
> dzienniczku czy jedynka czy też zachowanie nieodpowiednie a nawet rozmowa
z
> dyrektorem czy innym świętym. Co najwyżej porysuje gwoździem samochód
jakiemus
> nauczycielowi...


No wlasnie napisales cos co moim zdaniem w ogromnym stopniu definiuje
przyczyne dla ktorej rozga jest zupelnie niepotrzebna. Ci ktorych szkola nie
interesuje nie powinni w tej szkole byc. Szkola posiada bowiem narzedzie
przymusu bezposredniego jakim jest wydalenie ze szkoly. Obecnie panuje trynd
ktory skrotem mozna okreslic jako "kazdy ma magistra". Ucznie ze szkoly
wyrzucic nie wolno, zostawic go na drugi rok nie wolno ( z zupelnie
niezrozumielych dla mnie wzgledow) a szkoly sie bawia w rankingi. A magistra
nie musi miec kazdy. Nie kazdy musi miec podstawowke nawet, jesli nie chce.
Niech idzie i rowy kopie. Moim zdaniem oddanie rozgi takiej instytucji jaka
jest w tej chwili szkola i takim pedagogom jakich mamy w duzym procencie- to
dla nich zagrozenie. Jest szansa ze anglista nie mialby jedynie kosza na
glowie ale ze rozga przez tylek.
Naprawde maciu masz tak absolutne zaufanie do nauczycieli, maja u ciebie
taki autorytet ze zgodzilbys sie na to zeby obcy bil twoje dziecko? A jaka
masz gwarancje ze wzieloby w tylek rozga slusznie? Ze pani po prostu nie ma
PMSa lub maz jej nie przylal rano, wiec i ona tez slabszego postanowila? Ja
takiego zaufania nie mam. Ze swoimi dziecmi raczej nie mialam problemow
wychowawczych. Ale kilkukrotnie w mojej klasie byly poruszane sprawy, ktore
nauczycielki rozegraly z razaca niesprawiedliwoscia.
Ja na sobie sprawdzilam ze moje dziecko nic samo w szkole nie zalatwi- jesli
nie zrobilo pracy domowej czy chce poprawic klasowke i pojdzie z tym do pani-
ona je zbedzie, skrzyczy i wyraznie da mu do zrozumienia ze, jak to w
jakims poscie slicznie ujoles- silniejszy ma racje. Jesli pojde ja- nie ma
problema. Czemu? Zabij mnie nie mam pojecia. Nie... zdecydowanie.... wszyscy
dobrzy pedagodzy jakich sama mialam, jakich maja moje corki- swietnie i bez
bolu radza sobie bez rozeg. Wszystkim ktorzy sobie nie radza- nie
powierzylabym tylka mojego dziecka. jego umyslu tez bym nie powierzyla, ale
niestety nie mam wyboru. W sprawie rozgi mam wink)
    • ma.pi Re: Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka" 18.12.03, 02:36
      Ja jak chodzilam do szkoly to jeszcze sie zdarzali nauczyciele, ktorzy uzywali
      rozgi. I niejednemu slusznie czy nieslusznie sie dostalo po lapach czy innej
      czesci ciala. Walorow wychowawczych to nie mialo zadnych, no chyba ze sluzylo
      upokarzaniu ucznia.
      Powiem jedno, jakby sie zdazylo, ze jakis nauczyciel uderzylby moje dziecko to
      poszlabym i oddala to sama rozga przy calej klasie.
      Jak moje dziecko cos zmaluje to niech mnie wezwa do szkoly zeby sytuacje
      wyjasnic.

      Ciekawe czy tych zwolennikow rozg to szef tez polapach jak cos nie tak zrobia??

      Pozdr.
      • martinka26 Re: Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka" 19.12.03, 18:40
        Ja zgadzam się z ma.pi. Jeżeli moje dziecko przeskrobałoby coś w szkole,
        chciałabym być poinformowana o tym, co się stało, ale nie zgodziłabym się, aby
        naucyzciel wymierzał karę mojemu dziecku. ale na szczęście moje dzieci pójdą do
        szkoly dopiero za 6 lat, więc jeszcze mam spokój smile)
    • odalie Re: Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka" 19.12.03, 20:22
      A mnie zastanawia strona techniczna.

      Jak by to bicie - owe kary cielesne - przeprowadzić.

      Czy bijemy od zerówki, czy dopiero od pierwszej... czwartej klasy? A może
      dopiero w gimnazjum...?

      czyli problem nr 1 - granica wieku - od kiedy i do kiedy. Osiemnasto,
      dziewiętnastolatków w liceum też bijemy? No, ale ci po osiemnastce są a) nieco
      już wyrośnięci, b) mają dowody osobiste, prawo do głosowania, no to jak? tez
      bijemy czy nie?

      Problem nr 2 - w co bijemy i czym, czyli jaka ma być technika lania.

      No, bo to chyba nietrudno przecholować, uszkodzić delikwenta a choćby zosatwić
      nieestetyczne ślady. Jak tu zadac ból, nie kalecząc?

      Ot, a z tym się wiąże problem nr 3 - kto ma bić.

      Piszę, że się wiąże - bo pewnie specjaliści od BDSM podpowiedzieliby, jak zadać
      ból, nie naruszając tkanek, nie pozostawiając brzydkich sińców, nie
      uniemożliwiając kontunuowania nauki (pośladki służą do siedzenia w ławce, a
      dłóńmi się pisze, rysuje, trzyma podręczniki).

      No ale wiecie co, ja jako żona nauczyciela (w szkole, konkretnie gimnazjum, już
      nie pracuje, ale pojęcie o realich mam) ABSOLUTNIE sobie nie życzyłabym, aby
      mój facet lał po pośladkach jakieś 13-letnie panny...

      Niby jak to by się miało odbywać...?

      Dziewczę, popełniwszy przewinienie, z orzeczoną karą, klęka na takim specjalnym
      klęczniczku (z wyściółka czy bez? a jak wyściółka, to w jakim kolorze - bo
      znowuz czerwony kojarzy mi się erotycznie, a gustowny i skromny czarny - oj,
      jeszcze gorzej, nie dośc że erotyka, to mroczna - natomiast biała czy ecri
      szybko się zbrudzi), rozpina suwaczek, zsuwa powoli - kołysząc biodrami -
      spodnie, potem koronkowe stringi - a może powinna zachowac stringi...? -
      nauczyciel bierze do ręki pejcz... a może kota o dziewięciu ogonach, jak w
      marynarce Jej Królewskiej Mości Wiktorii...? (niektórym śnią się tęsnknie po
      nocach czasy wiktoriańckiej "prostoty" obyczajów, to może i kota o dziewięciu
      ogonach, czyli rzemienną dyscyplinę o sznurkach zakończonych ołowianą kulką -
      zapożyczymy, nie tylko kołtuńskie podejście do wychowania?)

      A może te przyjemności zarezerwowane byłyby jedynie dla dyrektora?

      A jeśli dyrektorem byłaby kobieta - czy podołałaby? słabą kobieca dłonią lać po
      tych uczniowskich tyłkach.

      Hmmmmm.... te jędrne tyłeczki dwunastoletnich niegrzecznych uczniów smile))))
      Niektórzy może już tatuaże noszą...

      To może jednak walimy w dłoń?

      Ale czy to nie zbyt łagodne...?

      ...........

      Ile problemów....
      • marian851 Re: Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka" 01.01.04, 14:53
        odalie napisała:

        > A mnie zastanawia strona techniczna.
        >
        > Jak by to bicie - owe kary cielesne - przeprowadzić.
        >
        > Czy bijemy od zerówki, czy dopiero od pierwszej... czwartej klasy? A może
        > dopiero w gimnazjum...?
        >
        > czyli problem nr 1 - granica wieku - od kiedy i do kiedy. Osiemnasto,
        > dziewiętnastolatków w liceum też bijemy? No, ale ci po osiemnastce są a)
        nieco
        > już wyrośnięci, b) mają dowody osobiste, prawo do głosowania, no to jak? tez
        > bijemy czy nie?
        >
        > Problem nr 2 - w co bijemy i czym, czyli jaka ma być technika lania.
        >
        > No, bo to chyba nietrudno przecholować, uszkodzić delikwenta a choćby
        zosatwić
        > nieestetyczne ślady. Jak tu zadac ból, nie kalecząc?
        >
        > Ot, a z tym się wiąże problem nr 3 - kto ma bić.
        >
        > Piszę, że się wiąże - bo pewnie specjaliści od BDSM podpowiedzieliby, jak
        zadać
        >
        > ból, nie naruszając tkanek, nie pozostawiając brzydkich sińców, nie
        > uniemożliwiając kontunuowania nauki (pośladki służą do siedzenia w ławce, a
        > dłóńmi się pisze, rysuje, trzyma podręczniki).
        >
        > No ale wiecie co, ja jako żona nauczyciela (w szkole, konkretnie gimnazjum,
        już
        >
        > nie pracuje, ale pojęcie o realich mam) ABSOLUTNIE sobie nie życzyłabym, aby
        > mój facet lał po pośladkach jakieś 13-letnie panny...
        >
        > Niby jak to by się miało odbywać...?
        >
        > Dziewczę, popełniwszy przewinienie, z orzeczoną karą, klęka na takim
        specjalnym
        >
        > klęczniczku (z wyściółka czy bez? a jak wyściółka, to w jakim kolorze - bo
        > znowuz czerwony kojarzy mi się erotycznie, a gustowny i skromny czarny - oj,
        > jeszcze gorzej, nie dośc że erotyka, to mroczna - natomiast biała czy ecri
        > szybko się zbrudzi), rozpina suwaczek, zsuwa powoli - kołysząc biodrami -
        > spodnie, potem koronkowe stringi - a może powinna zachowac stringi...? -
        > nauczyciel bierze do ręki pejcz... a może kota o dziewięciu ogonach, jak w
        > marynarce Jej Królewskiej Mości Wiktorii...? (niektórym śnią się tęsnknie po
        > nocach czasy wiktoriańckiej "prostoty" obyczajów, to może i kota o
        dziewięciu
        > ogonach, czyli rzemienną dyscyplinę o sznurkach zakończonych ołowianą kulką -

        > zapożyczymy, nie tylko kołtuńskie podejście do wychowania?)
        >
        > A może te przyjemności zarezerwowane byłyby jedynie dla dyrektora?
        >
        > A jeśli dyrektorem byłaby kobieta - czy podołałaby? słabą kobieca dłonią lać
        po
        >
        > tych uczniowskich tyłkach.
        >
        > Hmmmmm.... te jędrne tyłeczki dwunastoletnich niegrzecznych uczniów smile))))
        > Niektórzy może już tatuaże noszą...
        >
        > To może jednak walimy w dłoń?
        >
        > Ale czy to nie zbyt łagodne...?
        >
        > ...........
        >
        > Ile problemów....
        >
        u mnie w szkole 40 lat temu nie bylo problemu po prostu do dyrekora> potem
        specjelny gabinet> dyretkor zdejmowal pasek> przez kolano i gotowe

        ale to bylo tylko w podstawowce
    • joannab-o Re: Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka" 20.12.03, 11:19
      Kiedyś była w Trójce audycja prowadzona przez p. Semkowicz na temat narkotyków
      w szkole. Jeżeli ktoś pamięta tę panią, skądinąd sympatyczną, to wie, że był
      tam płacz i zgrzytanie zębów - że problemu nie da sie rozwiązać, że policja nie
      pomaga, że rodzice zwalają na szkołe odpowiedzialnść, że uczniowie olewaja
      pogadanki.
      Faktycznie zastrzelić się.
      A pod koniec audycji zadzwoniła nauczycielka, w której szkole sobie poradzono i
      podała ogólna zasadę - że nauczyciel ma sobie powiedzieć, że MUSI rozwiązać
      problem i wtedy go po prostu rozwiąże (a jak nie umie sobie tego powiedzieć, to
      niech...)
      Czyli wracamy do autorytetu. On działa. I nie jest to żadna magia, fluidy, moc
      pozytywnego myslenia ani inne takie, tylko prosta konsekwencja tego, że
      uczniowie potrzebują prawdziwej siły. Potrzebują porządku, który jest gwarancją
      ich psychicznego bezpieczeństwa, potrzebują sensu w swoim działaniu, czy życiu
      po prostu.
      I dlatego wychodzą nauczycielowi, który tak rozumie swoją rolę naprzeciw,
      wybaczają mu nawet wiele słabości, dopóki mogą się naprawdę na nim oprzeć.

      No i oczywiście tak samo jest z autorytetem rodziców, ale już nie mam nadziei
      przekonać o tym pewnej osobysmile
      joanna
    • praktycznyprzewodnik Re: Szkola- dyscyplina czy "dyscyplinka" 28.12.03, 19:48
      A mój Dziadek, który chodził do gimnazjum realnego w Płocku jeszcze za cara
      opowiadał,ze wymierzaniem kar fizycznych zajmował się woźny, były wojskowy.
      Robił to na wyraźne polecenie dyrektora w specjalnym pomieszczeniu, to był
      jakis składzik.
      Odwoływanie sie do rodziców uczniów, którzy w wiekszości mieszkali na stancjach
      (koncesjonowanych przez szkołę !)i odwiedzali dom kilka razy w roku, byłoby
      bez sensu. Co prawda były już w Płocku pierwsze telefony...
Pełna wersja