per-vers
16.07.09, 14:45
Domyślam się, że to częsty tu temat, ALE...
Moja córka - lat 4,5 - często niszczy swoje rzeczy. Czasem robi to z ciekawości - jak to działa, czasem z chęci upiększenia czegoś - np. pomalowanie błyszczykiem sukienki, żeby bardziej lśniła...

Często z kolei przez nieuwagę - bo położy okulary na łóżku i potem na nich usiądzie... Czasem niszczą się podczas niezbyt stosownej zabawy - tak unicestwiła np swoją parasolkę: bawiąc się, że na niej płynie, jak na okręcie... Czasem mnie to bawi, czasem wnerwia, a jeszcze w innych wypadkach ręce opadają... Z jednej strony nie chcę jej wmawiać jedynego słusznego wykorzystania przedmiotów, bo akurat płuwanie na odwórconej parasolce jak na statku było dość kreatywną zabawą i szkoda by mi było to zabijać tekstem "nie baw się tak, bo zniszczysz" (choć z kolei nie powstrzymałam się od "jeśli będziesz się tak bawić, to parasolka może się złamać" - bo chciałam, by wiedziała, że tak się może stać....)
Ale z drugiej strony ilości wywalanych przedmiotów mnie przytłaczają... Dzisiaj poszły do kosza już dwa.
Staramy się tego nie demonizować z mężem i wyznajemy zasadę, że skoro zniszczyła to albo ma zniszczone (jeśli się jeszcze nadaje do użytku), albo już nie ma, bo zniszczyła. Ale co gdy ona pyta ze łzami w oczach "i już nigdy nie będę miała?" Wszak faktycznie w końcu dostanie nowe okulary przeciwsłoneczne czy parasolkę właśnie, bo to potrzebne.... A z drugiej strony nie chcę,by podchodziła do tego zbyt lekko, bo "starzy i tak kupią nowe"...