Co w takiej sytuacjI?

14.08.09, 22:13
Nastolatka zarabia 100 zł miesięcznie. Po dwóch miesiącach pracy
zaprasza rodziców na sushi (sama też bardzo lubi), na co idzie jej
cała dotąd zarobiona kasa.
Na litość, CO powinni w takiej sytuacji zrobić rodzice, żeby docenić
gest córki a nie obrać jej z całej zarabianej przez dwa miesiące
kasy?
Nastolatka nie chce słyszeć o dofinansowaniu atrakcji przez rodziców.

Jakieś pomysły?
    • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 14.08.09, 22:21
      Zjeść. Podziekować. Wspominac z nostalgia.
      i pozwolic nastolatce - ktora jest na tyle dorosla, by zarabiać -
      decydowac o samodzielnym wydaniu kasy.
      Po czym zastanowić się, dlaczego nastolatce tak zalezalo, aby wydac
      kase na rodziców i co sie za tym kryje.
      • nisar Re: Co w takiej sytuacjI? 14.08.09, 22:28
        No właśnie - co może się za tym kryć?
        Jojczenie o ciuchy mamy na porządku dziennym. Bez zapraszania na
        sushismile
      • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 14.08.09, 22:30
        Po konsultacji psychogicznej - byc moze nastolatka ma dostatecznie
        duzo kasy, ze dwiescie złotych (swoją droga 200 zl za dwa miesiace
        pracy - to albo wyzysk, albo tej pracy duzo nie bylo..) nie robi
        takiej róznicy.
        Albo po prostu jest gotowa oddac dwumiesięczne zarobki za pójscie
        gdzies z rodzicami (sytuacja bardzo niepokojąca).
        Albo po prostu uznaje, ze musi się rodzicom za coś odwdzięczyć, ze
        im sie to od nich nalezy (tez niepokojace).
        Albo wybrala to, bo to dla niej wielka atrakcją, ktorej nie przebije
        jakaś rzecz do kupienia (bardzo prawdopodobne i optymistyczne).
        W/w psycholog radzi, aby kasy za nic nie zwracać, ani nie proponowac
        niczego, tylko gdy za tydzien czy dwa córka tesknym okiem popatrzy
        na bluzkę czy plyte - kupic bez gadania i nawiazywania do uczty.
    • roseanne Re: Co w takiej sytuacjI? 14.08.09, 22:29
      piekny gest smile

      podziekowac i ewentualnie w jakis sposob dofinansowac nastepna rzecz, ktora
      corka chce sobie sprawic

      moja uwielbia wieksza czesc swojego kieszonkowego wydac na prezenty dla rodziny
      • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 14.08.09, 22:32
        To twoje dziecię,znaczy?
        A co z bratem - bedzie z Wami, czy nie?
    • gopio1 Re: Co w takiej sytuacjI? 14.08.09, 23:41
      A to jej pierwszy zarobek?
      Pamiętam, jak mama mi kiedyś powiedziała, że warto pierwsze zarobione pieniądze
      wydać na innych. To taka dobra wróżba. Gdy jakiś czas potem dostałam swoją
      pierwszą pensję kupiłam wszystkim z rodziny po jakimś drobiazgu. Sprawiło mi to
      ogromną frajdę, a ich oczywiście ucieszyło. Wzięłam sobie tę radę za dobrą
      monetę i - tfu tfu odpukać - jeszcze nigdy mi nie zabrakło pieniędzy wink

      Więc może to o to chodzi? smile
    • mika_p Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 01:02
      Zjeść sushi. Roztkliwić się wyraźnie i z dumą.
      Przy najbliższej okazji zrewanżować się prezentem.
      • bi_scotti Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 02:05
        Zjesc, podziekowac, publicznie chwalic, ukrytych znaczen nie szukac.
        To jest jak najbardziej normalne, ze nastolatka chce sie pierwszymi
        zarobionymi pieniedzmi podzielic z rodzina wedlug wlasnego planu.
        Wrecz byloby niepokojace gdyby nie odczuwala takiej checi.
    • agazuchwa Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 07:48
      ja pierwszą "dorosłą" pensję w całosci przeznaczyłam na prezenty dla
      najbliższych...i to było supersmile
      • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 10:20
        Po głbszym namysle, orza rozmowach z rodziną mam jeszcze jedna
        watpliwość, ale sporą.
        Przeznaczenie dwumiesiecznych (!) zarobkow na jedna wizyte w
        restauracji, chocby i z rodzicami - hmmm... Nie jestem przeciw
        dawaniu prezentow, zapraszaniu, dzieleniu sie - ale to juz mi
        pachnie wyrzucaniem pieniedzy w bloto i lekcewazeniem dla wlasnej
        pracy. Dwa miesiace pracy "przepuszczone" na jedna godzinę - to nie
        jest dobry wzor wydawania pieniedzy.
        Oznacza to jedynie, ze naprawę nie warto bylo poswięcic dwoch
        miesiecy zycia na pracę. Lepiej byloby odpocząć.
        I gdyby to chodzilo o moje dziecko - to jednak bym odmowiła,
        stwierdzając, ze dla mnie wydanie dwumiesiecznych zarobkow na jeden
        obiad jest niedopuszczalne - doceniam dobre chęci, ale tak jak sama
        nie wydam paru tysięcy na zaproszenie jej do restauracji - tak samo
        nie wydaje mi się stosowne, aby corka pracowala dwa miesiace na mój
        obiad.
        Zmienilam zdanie od wczoraj, fakt. Bo to, co najpierw wydawalo mi
        się miłym gestem, potem zaczęło wydawać mi się milym gestem - ale
        wychowawczo nie do przyjęcia.
        Tym bardziej, ze jesli chce z Wami byc, moze Was zaprosic na o wiele
        tańszy obiad. Nie wydaje sie wszystkich pieniedzy na coś, na co nas
        nie stać.
        • d.o.s.i.a Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 13:21
          Mam mieszane uczucia. Chyba bym odmowila. Wydawanie dwumiesiecznych zarobkow na
          jeden obiad moze wskazywac na to, ze dziecko chce komus bardzo zaimponowac.
          Pytanie dlaczego i dlaczego jest to dla niego takie wazne? Skad ta silna
          potrzeba "zastawienia sie, a postawienia sie"...?

          Z drugiej strony cos mi podpowiada, ze nie nalezy sie doszukiwac glebszych
          podtekstow. Dla nastolatka to z pewnoscia podniesienie jego "notowan" i
          pokazanie jak swietnie sobie radzi. Zamanifestowanie doroslosci. O ile jest to
          pierwszy raz to chyba nic zlego. Gdyby sie powtarzalo to zdecydowanie cos jest
          nie tak.

          Nie wiem jak bym postapila.
          • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 18:10
            Cały dzień mysle i już wiem.
            Nie przyjęłabym zaproszenia, choćby dlatego, ze nie pozwoliłabym,
            aby moje dziecko pracowalo w czasie wolnym, poswiecajac wakacje na
            to, abym ja mogla jej zarobki przejeść w godzinę. I że tak prawde
            mówiąc praca w wakacje okazala się wyłacznie totalnym zmarnowaniem
            czasu, byla bezsensowna i idiotyczna - przyniosla tylko straty, bo
            poswięcilam wypoczyneg dziecka tylko po to, aby raz się nazreć.
            Zastanowiaabym sie tez, czy nie o to chodzi mojemu dziecku - aby
            pokazac, ze pracowalo na próżno i ze poswięcilo wakacje na nic.
            Pomijając fakt, ze nie pozwoliłabym dziecku przed rokiem waznego
            egzaminu poswięcić prawie calych wakacji po to, aby stac je bylo na
            zjedzenie jednego obiadu ze mną.
            • asia.sthm Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 18:41
              Tez mam watpliwosci czy podobaloby mi sie przetracenie calego zarobku w
              knajpie.Zreszta nie lubie sushi, wiec tym bardziej wink
              Za to z checia dalabym sie zaprosic na cos smacznego, niech dziecko sobie by
              poszalalo szastajac...ale w miare zasobow, z glowa.
              Czasem nalezy dziecku przemowic do rozumu, docenic checi, pochwalic za gest...po
              czym sprowadzic na ziemie. Bo po tej Ziemi nalezy stapac pewnym krokiem.
              Moze tej dziewczynce sie wydaje, ze musi sprostac jakims realnym lub tez
              wyimaginowanym oczekiwaniom? Nalezy to sprytnie sprawdzic.
              • asia.sthm Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 19:00
                Pomyslalam jeszcze chwile i mam nastepna konkluzje:

                Jesli w tej rodzinie sushi uroslo do symbolu "wymarzonego marzenia", to dalabym
                dziecku satysfakcje spelnienia go. Bo to musi byc taka frajda na miare
                pamietania do konca zycia. Po czym stanelabym na glowie aby spelnic "wymarzone
                marzenie" tego dziecka.
                Tym sposobem cala rodzina daje sie wkrecic w spelnianie marzen. To moze byc
                bardzo fajne ale i zgubne, jesli zatraci sie czlowiek w spelnianiu
                niespelnialnych marzen. Ot zagwozdka!
                • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 19:26
                  Jesli sushi w stosunkowo zamożnej rodzinie jest "wymarzonym
                  marzeniem" - tak istotnm, ze warto dla niego poswiecić niemal cale
                  wakacje - to cos jest nie tak. Nie wierzę bowiem w to, ze dla
                  zjedzenia nawet najbardziej ukochanej potrawy nastolatek będzie
                  pracowal cale wakacje. Czyli chodzi nie o jedzenie, ale o wyjscie z
                  rodzicami w ulubione miejsce.
                  Niby przyjemnie, jesli takie jest marzenie dziecka - a mnie czym
                  bardziej o tym myslę, tym bardziej ogarnia smutek. Bo jesli dziecko
                  w normalnej rodzinie az tak bardzo marzy o takim wyjsciu - to
                  znaczy, ze czegos mu brakuje...
                  • asia.sthm Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 19:53
                    Niech sie Nisar wypowie, bo widze, ze z tym dylematem osiwiejemy sobie do konca,
                    nie wiedzac nawet czy siwienie warte swieczki.
                    Moze mloda juz otrzezwiala z szoku posiadania tak wielkiego wlasnego majatku?
                    Oby!
                    • kornelia111 Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 23:17
                      Bez przesady, drogie panie.
                      Przykład z własnego życia. Kiedyś dawno w końcu lat osiemdziesiątych
                      dostawałm w szkole średniej stypendium za wyniki w nauce. Wtedy
                      takie stypendia otrzymywało się co miesiąc przez cały semestr.
                      Pamiętam, że w wieku lat 16 składałam skrupulatnie te pieniądze, aby
                      w grudniu kupić prezenty pod choinkę dla całej rodziny. Takie
                      naprawdę super (abstrahując od sytuacji rynkowej wówczas). Pamiętam,
                      że czułam się taka dorosła. To było niesamowite uczucie, kiedy
                      wreszcie za własne pieniądze, nie otrzymane od rodziców mogłam coś
                      kupić i wybrałam taki sposób wydania ich. Teraz nie tylko
                      dostawałam, ale mogłam coś dać.
                      Cóż z tego, kiedy mój dziadek zareagował w sposób tutaj proponowany.
                      Kiedy otrzymał ten nieszczęsny prezent powiedział (na pewno w dobrej
                      wierze), że nie powinnam w taki lekkomyślny sposób wydawać
                      pieniędzy, bo sobie na nie zapracowałam, a on docenia mój gest, ale
                      nie chce żebym wydawała pieniądze na niego itp... Pieniędzmi trzeba
                      mądrze gospodarować, oszczędzać i kolejne madrości, które tutaj też
                      można wyczytać....
                      Przeryczałam cały wieczór....
                      Więc moja rada jest następująca. Próbując przemówić dziecku w takiej
                      sytuacji do rozsądku można zrobić mu przykrość. Więc lepiej przyjąć
                      zaproszenie, okazać radość, wychwalić i cieszyć się, że dzieciak nie
                      jest egoistą.
                      • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 15.08.09, 23:25
                        Mam wrazenie, ze to zupełnie, ale zupelnie co innego.
                        1. To nie byly pieniadze zarobione kosztem wakacji.
                        2. Prezenty dla rodziny są jak najbardziej OK, to rozsadne,
                        przyjemne i racjonalne w gruncie rzeczy wydanie pieniędzy. Podczas
                        gdy wydanie wszystkich pieniędzy na jeden obiad nie jest już takie
                        racjonalne. Za swoje pieniądze Ty cos kupilas, kupiłas przyjemność
                        dla kazdego, pamiatkę. Czym innym jest wydanie wszystkiego na obiad
                        z rodziną - tu za pieniadze kupujesz albo czas z wlasna rodzina
                        (fatalnie, ale nie sąz=dzę), albo przelotną przyjemność. Dla mnie to
                        spora róznica.
                        Oszczędzanie miesiacami na prezenty jest IMo mądrym wydaniem kasy,
                        takie samo oszczedzanie na przejedzenie ich w godzinę - nie.
                        3. Jesli dziadek dostaje prezent od dziecka, nawet zbyt chojny,
                        powinien ucieszyć się i siedzieć cicho, choćby uznał, ze to absurd.
                        Jesli jednak dziecko zapowiada, ze chce mu kupić taki prezent i
                        dziadek się na to godzi - to on sam "wyciaga" od dziecka pieniądze.
                        W takim wypadku powinien zaproponować, ze bardzo by się uczieszył z
                        prezentu, ale innego ( i wymienić jako niespelnione marzenie cos z
                        połowę ceny). A tu mamy wlasnie sytuacje "nie niespodzianki".
                        gdyby dziewczyna kupila suchi na wynos i urzadzila niespodziewana
                        uczte w domu - wtedy należąłoby zjeść i milczeć.
                        • bi_scotti Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 03:01
                          Zesz ludzie stop - kombinujecie jak kon pod gore z tymi motywacjami
                          i ukrytymi znaczeniami. Dziewczatko zarobilo i mialo chec na sushi z
                          rodzina. I tyle! Moze to bylo spontaniczne i moze niezbyt madre ale
                          byl to Jej pomysl i pewnie byla pod niebo szczesliwa, ze mogla
                          rodzine ugoscic. Swietnie. Zjesc, podziekowac, isc w zycie dalej!
                          Jeszcze troche a zaproponujecie Nisar wizyte z nastolatka w poradni
                          psychiatrycznej albo szukania innego wsparcia psychologiczno-
                          duchowego z powodu glupich 200 zlotych wydanych na troche ryzu z
                          surowa ryba. To sie w dawnej Polszcze nazywalo robic z igly widly wink
                          • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 15:43
                            Nie, nie zaproponujemy. Natomiast moje watpliwosci ie tyle budzi
                            sama motywacj, ale czynna akceptacja i współudział w przejedzeniu
                            calych zrobkow.
                            jeśli to jest "glupie 200 zl" to nie warto bylo pracować w wakacje
                            dla glupiej sumy. Dla nastolatka 200 zl to kupa kasy.
                            • amandaas Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 16:24
                              Nie róbmy fortuny z 200 zł. Nawet dla nastolatka to nie jest kupa
                              kasy. Tak jak napisała poniżej Rycerzowa- ciucha fajnego za to nie
                              kupi, roztrwonić na drobnostki to głupota a tak może dziecko chciało
                              zapracowanym rodzicom frajde zrobić?
                              Ja już od roku nie nastolatka i od roku utrzymuje się sama.
                              Pieniędzy szalonych nie mam- ot renta, stypendium i wynajem pokoju w
                              moim mieszkaniu. A co miesiąc mama ode mnie dostaje prezenty za 200-
                              400 zł. Choć mogłabym sama zaszaleć to wole dla niej za perfumy,
                              skórzaną kosmetyczkę czy choćby właśnie wizytę w restauracji z
                              najlepszymi owocami morza w miescie zapłacić smile
                              Dla mnie dziewczyna postąpiła zupełnie normalnie.
                            • bi_scotti Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 17:06
                              Verdana, mysmy juz kiedys wymienialy poglady na temat pracy
                              nastolatkow. Ja juz sie staram tego tematu nie poruszac, bo wiem, ze
                              w Polsce stosunek do takowej jest zupelnie odmienny od mojego
                              prywatnego podejscia do sprawy i od tego jak do zatrudniania
                              nieletnich podchodzi sie w mojej okolicy (musimy sie pogodzic z tym,
                              ze sie w tej kwestii nie zgodzimy wink. Wspomne tylko, ze praca sama w
                              sobie jest wartoscia i ja np. uwazam, ze to jest dobrze gdy mlodzi
                              ludzie pracuja przez czesc wakacji lub w jakies popoludnia w
                              tygodniu, nawet jezeli nie sa jakos swietnie oplacani. Nie wiemy, co
                              owa panna robila za to 100 zlotych za miesiac - nie przypuszczam
                              zeby pracowala 5 dni w tygodniu po 8 godzinn dziennie! Domyslam sie
                              tez, ze nie byla to praca niewolnicza i gdyby mlodej nie odpowiadala
                              to po prostu by z niej zrezygnowala. Ale tego znie zrobila,
                              pracowala przez 2 miesiace, zarobila swoja dzialke i chciala ja
                              wydac wedlug wlasnego uznania. Same pozytywy! Ze nie sa one
                              dokladnie zgodne z TWOIMI pogladami na prace nieletnich to jeszcze
                              nie znaczy, ze dziewczynie stala sie (lub dzieje) krzywda! Z tego,
                              co napisane w pierwszym poscie, jest wrecz przeciwnie - nastolatka
                              wykonala swoje zadania i chciala rzecz uczcic z rodzina fundujac
                              wszystkim cos, co zapewne uwaza za atrakcje kulinarna. Cool - tylko
                              sie cieszyc smile
                              • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 17:31
                                No cóż - albo nie ma tu mowy o pracy przez dwa miesiace wakacji,
                                tylko o drobnych robotkach, a wtedy nie ma sprawy. Albo jest mowa o
                                prawdziwej pracy za zadne pieniądze, zajmujacej niemal cale wakacje,
                                a nie np,. połowę. W tym drugim wypadku nie widzę cienia wartosci
                                wychowawczych w pracy dla samej pracy.
                                Nie bierzesz pod uwage sprawy zasadniczej - polski system oswiatowy
                                jest inny niż w USA czy niektorych krajach zachodniej Europy. Polski
                                nastolatek ma ok. 14 przedmiotow rocznie, a oceny z wszystkich
                                wplywają na jego możliwość dostania sie do dobrej szkoly. Program
                                jest przeladowany do granic mozliwości. W kolejnym roku opisywana tu
                                panne czeka egzamin ze wszystkich przedmiotow, decydujacy o dalszej
                                edukacji. Jesli naprawde zostawila sobie tylko dwa tygodnie wakacji,
                                to jest to zdecydowanie za malo, aby zregenerowac sily.
                                Przy czym zgadzam sie z jednym - jesli praca polegala np. na
                                zostawaniu czasem na dwie godziny z bratem, czy sporadycznym
                                wyprowadzaniu psa sąsiadów - to w ogole nie ma sprawy. Tyle, ze ja
                                tego bym nie nazwala dwoma miesiącami pracy w wakacje.
                                • mika_p Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 23:36
                                  Verdana, sądzisz, że Nisar pozwoliłaby córce na pełnoetatową pracę za tak małe
                                  pieniądze? Przy założeniu, ze w miesiącu jest 20 dni roboczych, wychodzi 5 zł
                                  dziennie. To musiała być drobna robótka.
                                  • verdana Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 23:48
                                    Sama sie zastanawiam . Nie wiem - młodziez roznoszaca ulotki zarabia
                                    takie grosze. No i z pierwszego postu wynika, jakby to nie byla
                                    drobna robótka, tylko dwumiesieczna praca. Nie musi być
                                    pełnoetatowa, ale wyobrazam sobie np. wyprowadzanie psa sąsiadki, co
                                    wprawdzie zajmuje 2 godziny dziennie, ale trzeba 3-4 razy być o
                                    okreslonej porze, wyjechac nie można...
                                    Nisar nie podejrzeam o taka głupote, ale zareczam Ci - koledzy mojej
                                    corki z liceum potrafili własnie tyle zarabiac w wakacje.
                                    • bi_scotti Re: Co w takiej sytuacjI? 17.08.09, 03:37
                                      Jako nastolatka zarabialam BARDZO dobre pieniadze w Pollenie
                                      skladajac pudelka do kremow ALE jako dorosla juz kobieta zarabialam
                                      totalne grosze na mojej pierwszej imigranckiej posadzie, ktora
                                      budzila nadzieje, ze doprowadzi mnie do wykonywania mojego
                                      wyuczonego zawodu. Posrodnio niby doprowadzila ale naprawde
                                      wylacznie POSREDNIO! Nie wiemy jaka byla motywacja tej dziewczyny by
                                      pracowac przez 2 miesiace na niewielka sume pieniedzy. Roznie w
                                      zyciu bywa - czasem to, co sie zyskuje OBOK finansow jest duzo
                                      wazniejsze niz ilosc zarobionych zlotowek/dolarow. Szczeslwie nie
                                      wszystko w zyciu da sie przeliczyc na dudki wink
    • rycerzowa Re: Co w takiej sytuacjI? 16.08.09, 10:20
      Eee tam, cóż to za "ciężka praca" za 100 PLN miesięcznie dla nastolatki z
      niebiednej rodziny? Pewnie jakieś podlewanie kwiatków albo wyprowadzanie psa,
      czyli coś, co nie przemęczyło, dziewczyna mogła mieć nawet uciechę, a że przy
      okazji wpadło trochę kasy - no to fajnie.

      Za taką śmieszną kwotę super ciucha się nie kupi, wydać na kino czy lody z
      koleżankami - banał, na rzeczy szkolne i tak rodzice dadzą.
      No to wchodzimy w dorosłość - do lokalu z rodzicami!
      Ona stawia! A co, stać ją!

      Ucieszyć się, być dumnym, fotkę zrobić, rachunek na pamiątkę zostawić.
    • nisar Bawiłam na działce i nie mogłam od razu 17.08.09, 20:23
      wyjaśnić sytuacji.
      Po kolei: sytuacja jest na razie hipotetyczna. Na szczęście. Młoda
      ma zarabiać od września, będzie to ta stówa miesięcznie, i jedną z
      wersji która luźno padła jest to sushi. Tak że rozważania są czysto
      teoretyczne, bo - mam nadzieję - że temat nie wróci. Mimo wszystko
      przepipsztanie dwumiesięcznych zarobków w godzinę i to przy
      znakomitym współudziale rodziców jakoś mi nie leży. Natomiast
      zakładając wątek chciałam poznać Wasze poglądy smile

      P.S. Gwoli wyjaśnienia: stówę miesięcznie córka ma dostawać za
      wyprowadzanie raz dziennie po szkole psa sąsiadki. Dotąd robiła to
      często, ale nie regularnie i w formie stałego obowiązku, teraz ma
      się do tego zobowiązać i stąd zapłata smile
      • verdana Re: Bawiłam na działce i nie mogłam od razu 17.08.09, 20:25
        To miałam wyczucie, ze chodzi o psasmile
        Czyli - zarobek godziwy, wakacje nie zmarnowane, przezarcie
        dwumiesiecznych zarobków wraz z rodzina w godzine - watpliwe.
        Jesteśmy zgodne jak nigdy...
Pełna wersja