mblaszcz2409
19.08.09, 09:57
Moja 7-letnia córka od jakiegoś czasu wychodzi na przyblokowy plac
zabaw. Mieszkamy tu od kilku miesięcy, na początku nie było
problemów, poźniej jednak zaczęły się pojawiać konflikty.
Mała bardzo chce wychodzić na dwór i bawić się dziećmi, ale coraz
częściej widzę, jak po kilkunastu minutach zabawy zostaje odrzucona
przez grupę rówieśników. Jest jej wtedy przykro i widzę jak cierpi.
Generalnie wszystko układa się świetnie, gdy jest grupka 3,4-
osobowa; jak tylko pojawia się na podwórku więcej dzieci, zaczynają
się problemy.
Wiem, że córa ma skłonności przywódcze i chciałaby mieć coś do
powiedzenia w "towarzystwie", jednak jest po pierwsze młodsza od
reszty, a po drugie na podwórku jest ciągle tą "nową". Trudno jej
czasem zaakceptować reguły zabaw wymyślane przez dzieci; nie chce
być ostatnia, nie chce odgrywać roli najmniej istotnej w danej
zabawie... No i tu pojawia się problem: młoda skarży się wywołując
mnie na balkon, narzeka że dzieci nie chcą sie z nią bawić, niestety
robi to dość często. Szczerze, to nie wiem jak reagować - nie chcę
jej zwracać uwagi przy innych dzieciach, że robi źle skarżąc bez
przerwy. Z drugiej strony bardzo często rozmawiamy w domu, że nie ma
sensu skarżyc w takich sytuacjach, że czasami trzeba się dostosować
do grupy, że czasem trzeba się na coś zgodzić, aby bawić się razem.
W przedszkolu nie miała problemów z rówieśnikami, jest bardzo
wesołym i żywym dzieckiem, potrafi wymyślać świetne zabawy, łatwo
nawiązuje kontakty z innymi dziećmi.
Co robić? Jak jej pomóc? Czuję się jak w błędnym kole. Dzieci nie
chcą się z nią bawić, bo nie lubią jak skarży (miałam okazję
uslyszeć to już od nich niestety

, a skarży bo dzieci sie nie
bawią... Pls, Pomóżcie