Zabawy dla dwulatka-Pomocy

03.10.06, 22:04
Czy mzająć ruchliwego,żywego dwulatka .Plis o pomysły bo mi ich brak
    • ki.wi.75 Re: Zabawy dla dwulatka-Pomocy 12.10.06, 10:08
      Podpisuję się pod prośbą Anity.
      • kaska791 Re: Zabawy dla dwulatka-Pomocy 12.10.06, 11:35
        witam!!!
        ja również mam strasznie ruchliwego prawie dwuletka i tak myśle że mogłabym wam
        zaproponowa zajęcia dla dzieci od 2 do 4 lat organizowane w przedszkolu raz w
        tygodniu. Są fajne zabawy: na początku zajęcia wolne, dzieci same sie bawią
        zabawkami przedszkolnymi, potem zajęcia na sali gimnastycznej piosenki z
        pokazywaniem, potem znowy zabawa, picie jedzenie, potem malowanie kretkami,
        farbami, klejenie i różne zabawy plastyczne. Jrest naprawde super. Teraz juz
        coraz gorsza pogoda będzie i trzeba jakoś te maluchy zając.
        Jak jesteście z warszay to te zajęcia są na ul. brożka 17 we wtorki na 17.30.
        telefonu nie pamiętam do jestem w pracy i nie mam pod ręką ale jakby kto mial
        ochote to piszcie to podam
        pozdrawiam kaśka
        • marzenia341 Re: Zabawy dla dwulatka-Pomocy 14.10.06, 03:26
          Cześć.Jestem mamą dwuletniego synusia.Wiem że dziecko w tym wieku nie jest w
          stanie samo sie zabawić, a czasami bardzo byśmy tego chciały Ja oststnio
          pokazałam zabawę dzięki której Dorianek sam się zajmie. Mianowicie z klocków
          ułożyłam na całym dywanie tzw.drogę. Różne podjazdy i wyjazdy,, I naprawdę
          potrafi godzinkę sam się zająć, ale na początku musiałam jeździć z nim autkami
          po pokoju.Tylko ta trasa musi byś naprawdę z klocków,nie gotowe kupne trasy.
          więcej kombinacji i radochy.Pozdrawiam!
    • takasobie11 Re: Zabawy dla dwulatka-Pomocy 14.10.06, 17:36
      Garść pomysłów z naszego „podwórka”:

      - denerwowałam się, że mam za dużo maskotek, pluszaków i ciągle mi jeszcze
      znoszą do domu! Ale odkąd wymyśliliśmy sobie misiową koszykówkę, każdy pluszak
      mile widziany! Polega to na tym, że na środku pokoju ustawiamy sobie jakieś
      puste pudło na zabawki albo kosz i z pewnej odległości próbujemy wrzucić
      pluszaki. Najpierw liczylo się, żeby dziecko w ogóle wcelowało, teraz gramy na
      punkty: każdy ma tyle samo pluszaków, wygrywa ten, kto więcej wrzuci, był też
      wariant, kto szybciej wrzuci swoje zabawki ale robił się z tego zbyt wielki
      szał. Gdy już widzę, że się dziecko ruchowo wyżyło, bawię się z nim tymi samymi
      pluszakami w zabawę na spostrzegawczość, bo największa sztuka to wyciszyć
      rozbrykane szczęście. Układam przed nim kilka pluszaków. Proszę, żęby zamknął
      oczka i wtedy chowam jednego pluszaka. Gdy otworzy oczka, ma zgadnąć, którego
      pluszaka brakuje. Inny wariant: w pudle kartonowym wycina się z boków dwa
      otwory na rączki. Do pudła wrzucamy razem z dzieckiem pluszaki i inne zabawki.
      Dziecko ma chwycić przez boczne otwory zabawkę i macając ją, ale nie widząc, ma
      zgadnąć, co wyciągnęło.

      - kupiłam w ikei kilka poduszeczek – niebieskich jasieczków po 4 zł. Są tak
      mięciutkie, że z powodzeniem można nimi w siebie rzucać. Moje maluchy to
      uwielbiają. Mamy wiele wariantów: np. kładę na podłodze kółko typu hula-hop,
      dziecko nie mogąc wyjść poza kółko, musi uniknąć trafienia poduszeczką. Albo
      ustalamy, że wolno się poruszać i w kółku i poza nim, ale tego, kto jest w
      kółku nie wolno trafiać. Dzieciaki uwielbiają mnie prowokować wyskakiwaniem z
      kółeczka. Albo proszę dziecko o wrzucenie podusi do kółka, za każdym razem
      odsuwamy się krok do tyłu, żeby było trudniej. Jestem pewna, że gdy się
      zaczniecie w to bawić, wymyślicie x swoich wariantów. Nawet kilkanaście minut
      szaleństwa z rzucaniem poduszkami, pozwala się dzieciakom super wyhasać.

      - bardzo proste, ale super fajne: zwykłe bańki mydlane. Puszczam po kilka
      baniek z dużej wysokości, dzieciaki mają za zadanie, rozbić je zanim dotkną
      podłogi. Wariant, przy którym śmieją się do rozpuku: bańki trzeba rozbić packą
      na muchy.

      - drogi, labirynty, tory przeszkód układamy sobie z kolorowych włóczek na
      podłodze. Niteczki formuję jak ścieżkę na podłodze. Najpierw ukladałam z dwóch
      równolegle biegnących niteczek stosunkowo szeroki pas – wtedy było mu łatwo
      pokonać trasę nie wypadając z trasy, stopniowo przybliżałam do siebie niteczki –
      tor się zwęża, pokonanie go było coraz trudniejsze, w końcowej fazie niteczki
      są oddalone od siebie na szer. stopki dziecka. To nie lada wyczyn dla malucha
      osiągnąć taki stopień rozwoju, żeby pokonać tor stopka przed stopką. Później
      robiłam tory bardziej wywijane, z zakrętami. Następnie na torze kładłam
      przeszkody np. pluszaki, jasieczki, woreczki z grochem. Warianty były dwa:
      najpierw pokonać trasę bez dotykania przeszkód, później pokonać trasę
      poruszając się tylko po przeszkodach np. jaśkach. Ta zabawa ma na celu w
      naszym przypadku pracę z problematycznymi stópkami dziecka. Chodzenie po
      różnych fakturach jest bardzo wskazane.
      Tory pokonujemy też na czworaka, jak mrówka (na czterech z twarzą do sufitu)
      skacząc jak żabka – ostatnio jesteśmy już na tym etapie, że próbujemy na jednej
      nodze! Po torze można też turlać piłkę tak, żeby nie wyszła poza tor, a teraz
      jesteśmy już na tym etapie, że próbujemy „przedmuchać” balon po torze –
      ćwiczenie od logopedy. Jeśli twojemu dziecku się spodoba, też wymyślisz tysiąc
      wariantów.

      - Uzbierałam trochę buteleczek plastikowych po jogurtach i bawimy się nimi w
      kręgle. Toczymy w ich kierunku piłkami. Puste łatwiej się przewracają, ale
      można do nich czegoś nasypać np grochu. Samo nasypywanie to też wielka frajda
      dla malucha. Wersja dla siłaczy: nalać wody do buteleczek – wtedy trzeba
      naprawdę mocno pchnąć piłkę i to już gumową a nie tylko szmacianą, żeby się
      przewróciły.
      Z pustych buteleczek można też budować wieże – to na koncentrację i na
      wyciszenie po zabawach bardziej rozbrykanych..

      Ogólnie dla żywego dziecka polecam zakup kółek hula-hop, piłek wszelkich także
      tych dużych choćby plażowych, baloników wszelkich – jestem pewna, że zabawy
      wymyślicie sobie sami. Polecam też zakup bezpiecznego plastikowego rowerka,
      jeśli w domu jest na tyle dużo miejsca, żeby mogło popedałować: mamy taki
      rowerek, w którym można odłączyć napęd pedałów na kółko, czasami dziecko można
      namówić na pedałowanie w miejscu –niektóre to lubią. Często zlecam
      przetransportowanie czegoś tam np. zakupów do kuchni tym właśnie rowerkiem
      mającym z tyłu taki bagażniczek – miseczkę. Zlecam też transport prania do
      pralki: posortowane rzeczy do wyprania, kładę w najdalszym zakątku mieszkania i
      proszę o przetransportowanie rowerkiem do pralki. Moje Szczęście wozi po jednej
      koszuli na przykład, robi co najmniej kilka kursów i jest przeszczęśliwe, że
      pomaga mi w praniu. Jeden bęben ładuje się w tyle czasu, że mogę spokojnie
      obrać ziemniaki.


      • joanna827 Re: Zabawy dla dwulatka-Pomocy 20.10.06, 20:52
        Pomocna moze być seria książeczek "Zabawy fundamentalne" - są to zabawy dla
        dzieci od najmłodszych lat rozwijające różne umiejętności u dzieci.
        Polecam też odwiedziny w Akademii Edukado - nowe bardzo fajne miejsce z
        licznymi zajęciami właśnei dla takich małych dzieci.
        Można poczytać na ich stronie www.edukado.pl
    • apocalipsaa Re: Zabawy dla dwulatka-Pomocy 21.10.06, 13:54
      Na forum przewineła się już setka pomysłów. Zabawy ruchowe, plastyczne,
      artystyczne...
      Ja swojej prawie dwulatce puszczam piosenki fasolek i mała tańczy w rytm
      melodii, oprócz fasolek lubi tez Madonnę i Gwen Stefanii. Do ostatniego
      numeru "Rodzice" jest dołączona płytka z piosenkami dla dzieci i co ważne-
      śpiewanymi przez dzieci.
      Stawiam koło siebie dwa krzesełka i nakrywam kocem, córka do takiego namiociku
      znosi wszystkie maskotki i bawi się w dom.
      Puszczam jej banki mydlane za którymi biega i je rozwala.
      Pozwalam pomagać mi w pracach domowych. W zamiataniu nie ma od niej lepszych,
      dojrzy każdy paproch.
      Mała lubi przesypywać kasztany z miski do miski. Ostatnio hitem okazało się u
      nas wsypanie kasztanów do dużej miski i chodzenie po nich bosymi stopkami.
      Do tego codziennie malowanie farbkami, kredkami (łatwiej jej świecowymi), a od
      nie dawna również plastelina. Mała odrywa kawałeczki i przykleja na kartkę
      tworząc rysunki. Mimo, że jest bardzo żywa przy plastelinie potrafi całą
      godzinę przesiedzieć.
      Hitem też była (bo już cała przeszliśmy) "Akademia dwulatka", jest to
      książeczka-kolorowanka z naklejkami, w środku są zadania dostosowane do wieku.
      O dziwo, córka sobie radzi a byłam bardzo sceptycznie nastawiona.
Pełna wersja