Gość edziecko: Anka mama Julki
IP: 217.96.162.*
11.02.03, 14:17
Otwieram kolejny konkurs znajomości prozy i poezji dla dzieci i młodzieży. Oto dwa zwariowane teksty, w których stopiły się urywki znanych utworów. Wasze zadanie to wyodrębnienie i opatrzenie tytułem i nazwiskiem autora jak największej ilości fragmentów. Możecie wybrać jeden test konkursowy lub oba. Dalej do roboty, kto się pochwali świetną znajomością literatury!? Królewicz[10 fragmentów utworów dziewięciu autorów] Na dziedzińcu stał śliczny chłopiec, opalony od częstych ćwiczeń na powietrzu, odziany w jedwabie i atłasy, przetykane klejnotami, z małym sztyletem i wysadzanym drogimi kamieniami mieczem wiszącym u pasa, obuty w zgrabne trzewiki z czerwonymi obcasami. Na głowie miał purpurowy kapelusz z opadającymi na dół piórami, spiętymi wielką, błyszczącą, diamentową spinką. Kilku wspaniałych panów stało opodal – bez wątpienia jego służący. Ach! To przecież był królewicz! Żywy! Bez cienia wątpliwości. W świetle księżyca patrzyłem na blade czoło, na zamknięte oczy, na pukle włosów poruszane wiatrem i mówiłem sobie, że to, co widzę, jest tylko zewnętrzną powłoką.- Kim jesteś? – zapytał chłopiec szeptem.- Czy to ty jesteś księciem Korinem? – odpowiedział pytaniem Szasta.- Oczywiście – zdziwił się tamten. – Ale kim ty jesteś?- Jestem nikim, to znaczy nikim specjalnym – odparł Szasta. – Król Edmund złapał mnie na ulicy i pomylił z tobą. Chyba jesteśmy do siebie podobni.Twarz miał szczupłą, pogodną, o ostrych rysach, o śmiało patrzących w świat oczach i o bujnych, kędzierzawych włosach. Miał na sobie tak mało odzieży, jak tylko pozwalała najelementarniejsza przyzwoitość, ale na głowie miał coś, co można by nazwać pozorem kapelusza. Emilce podobał się. Nie miał subtelnego wdzięku Tadzia, ale wywierał pewien urok, urok siły fizycznej, a przy tym ocalił ją przed straszną śmiercią. Uczestnicy ekspedycji uważali chłopca niemal za amulet przynoszący wszystkim szczęście. To on uratował Smugę zabijając tygrysa, on nakłonił krajowców do wzięcia udziału w obławie na kangury i strusie emu. Wszyscy lubili go bardzo, a ciotka Barbara malowała go kilka razy, a choć za każdym razem inaczej, wyglądał zawsze tak, jak gdyby słup telegraficzny wdział czarne ubranie, zbyt wielkie buty i zezem patrzył w dal.- Oto Synu Adama – odezwał się Aslan – Ker-Parevel czterech tronów. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. W naszym państwie jeszcze takiego wypadku nie było, ale w Hiszpanii, Belgii i w innych państwach zdarzało się, że król umierał i zostawiał małego synka. I to małe dziecko musiało być królem.- Tak, tak – powiedział minister poczty i telegrafu – ja widziałem nawet marki pocztowe z fotografią takiego małego króla. W tym właśnie momencie pannie Mary strzeliła do głowy owa genialna myśl.- Colinie – rzekła tajemniczo – czy wiesz, ile w tym pałacu jest pokoi?- Myślę, że z tysiąc – odparł.- Około stu, do których nigdy nikt nie wchodzi.A oni wzięli się za ręce i wywędrowali z wielkiego pałacu, rozmawiali o babce i o różach kwitnących wysoko na dachu; wszędzie gdzie przechodzili, układały się wiatry do spoczynku i ukazywało się słońce; kiedy przyszli do krzaka z czerwonymi jagodami, stał tam ren i czekał; obok niego stał drugi ren, o pełnych wymionach, dał dzieciom ciepłego mleka i ucałował je.Zimowy wierszyk [10 fragmentów utworów ośmiu autorów]Przy trzepaku stoi zima i trzepaczkę w ręku trzyma,A jak jej się znudzi stanie, to się weźmie za trzepanie.Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!Płachta na niej długa, biała, w ręku gałąź oszroniała,Choć serdaczek, choć kubraczekMógłby znaleźć się dla kaczek, A na nogi jakieś kapce,A na głowy choć po czapce,Bo to zima akurat, chwycił mróz i śnieg już spadł.Spadł kiedyś w lipcu śnieżek niebieski,Szczekały ptaszki, ćwierkały pieski.Zima, innym macocha, zimorodki swe kocha.Więc Roch wpadł na pomysł: Tak zimno w chałupie,A słońce jest wielkie, gdy okruch odłupięI wrzucę do pieca, wystarczy mi ciepła,By barszcz nie zamarzał i kasza nie krzepła.Pomyślał i ruszył z motyką na słońce.Musiał więc nieboraczek srogą ponieść karę:Startował z miejsca, startował z biegu I bęc! – lądował twardo na śniegu. Śmiały się z niego Morsy i Foki,Mewy ze śmiechu zrywały boki:Zimą domek z lodu zbudował przed chatą,Będę miał – powiada – mieszkanie na lato,Ale niech no śnieg upadniePokażemy, jak to ładnie zjeżdża się aż w uszach dzwoni!Jak się można bawić, gonić, jak się można tarzać w śniegu, a gdy ktoś upadnie w biegu też nic złego się nie stanie,śnieg – mięciutkie to posłanie.POWODZENIA!!!!!!