Jak to jest z chorobami i hartowaniem

14.02.10, 12:12
Bo może to jest tak, że mamy możliwość wychodzenia na mróz,
chodzenia na basen, pławienia dziecka wiosną w rzece dlatego, że
nie choruje
. No i wtedy mówimy, że hartujemy dziecko i
ono nie choruje. A kiedy jest wciąz chore, kaszlące, gorączkujące,
nie wychodzimy z nim zbyt często, ograniczamy estremalne zmiany
temperatur, no i wtedy wychodzi, ze jest chore, bo go nie hartujemy.
Przyznajcie, że trochę tak jest.
Znam dzieci mało hartowane, a nie chorujące. I znam też takie, które
rodzice ciągną i tu i tam i wciąż z gorączką leżą potem.
Ogólnie: zdrowe dziecko można hartować i to je wzmacnia. Chorowite i
tak osłabione, można niestety doprawić.
    • jagabaga92 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 12:17
      moim zdaniem lato to lato - jest ciepło (jeśli jestwink) i chodzi się
      wtedy w cienkich ubraniach, pławi się w wodzie, a jesień i zima to
      czas, gdy należy odziać się cieplej. Ja to stosuję u siebie i u
      dziecka i praktycznie nie chorujemy. Natomiast, gdy zmarzniemy, to
      katar gotowysad Kto chce, niech sobie hartuje dzieci przez okrągły
      rok; ja się na to nie piszę wink
    • ata-07 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 12:28
      Hartować to się może facet w wojsku. Dziecko nie ma jeszcze
      rozwiniętej odporności i nie ciągnijmy go na mróz. Z ciepła,nawet
      przegrzania się nie przeziębi,tylko z zimna. A mnie szlag trafia,jak
      widzę w markecie,że rodzice ubrani w płaszcze,kurtki-rozbierają
      dziecko do sweterka,z czapki,a tam nie jest gorąco,są przeciagi.
      Na wzmocnienie odporniości bardzo dobry jest sok z echinacei-jeżówki
      purpurowej.
      • leneczkaz Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 12:56
        A mnie szlag trafia,jak
        > widzę w markecie,że rodzice ubrani w płaszcze,kurtki-rozbierają
        > dziecko do sweterka,z czapki,a tam nie jest gorąco,są przeciagi.

        Zawsze rozbieram dziecko w markecie, bo ja w przeciwieństwie do syna nie ganiam
        setką między półkami. W sumie zresztą sama zawsze też zdejmuję kurtkę, i zawsze
        żałuję, że nie mam butów na zmianę wink bo w marketach jest po prostu gorąco.
        • karro80 też rozbieram i się i dziecko 15.02.10, 02:15
          przeciągi sa tylko przy wejściu i w lodówki też wchdzimy -bez
          przsadyzmu znowubig_grin

          nie choruje -patrz poniżej
        • mim288 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 16.02.10, 15:49
          Od zimna wcale nie tak łatwo zachorować, chorują na ogół dzieci przegrzewane,
          chronione przed najmniejszą zmianą temperatury, najlżejszym przeciągiem. Moich
          dwoje ubranych zawsze znacznie chłodniej niż np cała reszta grupy przedszkolnej
          nigdy jakoś się nie przeziębia (a inne troskliwie opatulane ciągle chore). Wiele
          razy zdarzyło mi się usłyszeć jaka to ze mnie nieodpowiedzilana matka bo dzieci
          marzną itd, zachorują, będą mieć zapalenie ucha, jakoś do przedszkola od 2go roku
          chodzą, a ja nie zetknęłam się nigdy u nich z zapaleniem gardła, anginą,
          zapelaniem oskrzeli itd, pediatrę widziałam ostatni raz ponad rok temu.
          Przeciętne dziecko nie jest jakimś nieodpornym dziwolągiem, jest na ogół
          odporniejsze niż rodzic, bo się wysypia, je witaminki i chodzi regularnie na
          spacery, dlatego nie trzeba chować dzieci pod kloszem. Poza tym ziecku cieplej niż
          dorosłemu bo ono w miejscu nie usiedzi ani nie będzie statecznie spacerować tylko
          biega, podskakuje, włazi na krawężnik, drabinki itd.
      • figrut Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 13:51
        > Hartować to się może facet w wojsku. Dziecko nie ma jeszcze
        > rozwiniętej odporności i nie ciągnijmy go na mróz. Z ciepła,nawet
        > przegrzania się nie przeziębi,tylko z zimna. A mnie szlag trafia,jak
        > widzę w markecie,że rodzice ubrani w płaszcze,kurtki-rozbierają
        > dziecko do sweterka,z czapki,a tam nie jest gorąco,są przeciagi.
        Nie wierzę, że to ktoś normalny pisze.... Jesteś trollem ?
      • mniemanologia Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 17:48
        Dzieci mają inną regulację temeratury niż dorośli, zauważ.
        • memphis90 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 17:56
          Tak, gorzej radzą sobie z przegrzaniem.
      • memphis90 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 17:55
        Z ciepła,nawet
        > przegrzania się nie przeziębi,tylko z zimna.
        Akurat jest zupełnie odwrotnie. Przeziębienie bierze się z wirusów, a te giną na
        mroźnym powietrzu. Chorują właśnie dzieci przegrzewane.

        A mnie szlag trafia,jak
        > widzę w markecie,że rodzice ubrani w płaszcze,kurtki-rozbierają
        > dziecko do sweterka,z czapki,a tam nie jest gorąco,są przeciagi.
        A ja nie mogę patrzeć na te biedne zapocone dzieciaki, które kiszą się w
        markecie w kombinezonie, czapie, szaliku... A potem rodzice wyciągają je całe
        mokre na mróz- i dziwią się, że dziecko chore. I nazywają to "od mrozu". A to
        guzik prawda. Gdyby dziecko nie bło mokre, spocone, przegrzane, to na mrozie nic
        by mu się nie stało. Dzieci mają świetny mechanizm pozyskiwania ciepła z tkanki
        tłuszczowej brunatnej (nie mają jej dorośli), natomiast nie radzą sobie z
        przegrzeniem organizmu.
      • silje78 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 19:14
        a mnie szlag trafia jak widzę rozebranych rodziców, a dziecko w
        czapce, kurtce i śpiworku. to jednak częstszy widok niż
        przedstawiony przez ciebie...
      • betty842 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 19:58
        ata-07 napisała:
        Dziecko nie ma jeszcze
        > rozwiniętej odporności i nie ciągnijmy go na mróz.

        No,jak jest więcej niż -10 st. to fakt "nie ciągnijmy". Chodzę z
        małym na podwórko jak jest mróz ale bez wiatru.Czasem niby jest -2
        ale jak wieje zimny wiatr to wydaje się jakby było -15. Nie powiem
        żebym dziecko hartowała codziennymi spacrami (a powinnam),ale na
        podwórko chodzimy (jak mam czas).Mały nie choruje
        (odpukać).No,czasem ma katar.

        A mnie szlag trafia,jak
        > widzę w markecie,że rodzice ubrani w płaszcze,kurtki-rozbierają
        > dziecko do sweterka,z czapki,a tam nie jest gorąco,są przeciagi.

        ZAWSZE rozbieram dziecku kurtkę w supermarkecie. Sama mam albo
        rozpiętą,albo również zdejmuję. Nie wiem,może u nas są jakieś inne
        supermarkety ale nie przypominam sobie żeby były przeciągi.Przy
        wyjściu/wejściu owszem,są przeciągi.Ale wtedy dziecko jest już
        ubrane.Ubieram zaraz po odejściu od kasy.
      • ila79 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 21:01
        To żart, prawda? Bo mnie np. szkoda dzieci, które po markecie w
        czapkach i kurtkach chodzą...Wogóle o czym Ty piszesz dziewczyno??
        Mróz trwa u nas juz jakieś dwa miesiące i co? nie wychodzisz wogóle
        na dwór? A sanki, narty, lepienie bałwana???
        • ata-07 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 15.02.10, 15:44
          Każdy ma swoje zdanie.
      • yagnik Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 21.02.10, 20:49
        rozbawił mnie ten post smile
    • budzik11 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 13:01
      Ale hartowanie to tylko część odporności. Dziecko może siedzieć całą zimę w domu
      i być zdrowe, bo ma takie dobre geny, silny organizm i własna odporność bez
      specjalnych zabiegów.
    • leneczkaz Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 13:02
      Zgodzę się z Tobą. Ja mogę się mądrzyć bo mam dziecko zdrowe, odporne. Nie
      chorował nam jeszcze na nic prócz kataru przy wyrastających zębach.

      Więc ciągamy do na mrozy (w tym roku chodził z tatą na 15- 30 min. w -15 i
      więcej). Chodzimy do chorych kuzynów (kilkakrotnie był u chorych dzieci i się
      nie zaraził). Chodzimy też do marketów, na hale zabaw, w gości, na baseny,
      wycieczki i inne cuda. Postępowaliśmy tak od 1 tygodnia (odwiedzały nas tłumy a
      dziec krążył z rąk do rąk).
      Nie sprzątamy każdego pyłka, nie odkurzamy/zmywamy codziennie, pozwalamy jeść z
      ziemi tongue_out. Mały chodzi po domu często bez skarpet (ku boleści swojej babci), bez
      majtek.. Wychodzi czasami w stroju domowym na balkon- karmić ptaki big_grin

      No ale my się niczego nie boimy bo nasz syn nie choruje. Pewnie jakby był
      chorowitkiem to byśmy chuchali i dmuchali (co pewnie dałoby odwrotny efekt)
    • emilli3 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 13:02
      zebra12 napisała:

      > Bo może to jest tak, że mamy możliwość wychodzenia na mróz,
      > chodzenia na basen, pławienia dziecka wiosną w rzece dlatego, że

      > nie choruje
      . No i wtedy mówimy, że hartujemy dziecko i
      > ono nie choruje. A kiedy jest wciąz chore, kaszlące, gorączkujące,
      > nie wychodzimy z nim zbyt często, ograniczamy estremalne zmiany
      > temperatur, no i wtedy wychodzi, ze jest chore, bo go nie
      hartujemy.
      > Przyznajcie, że trochę tak jest.
      > Znam dzieci mało hartowane, a nie chorujące. I znam też takie,
      które
      > rodzice ciągną i tu i tam i wciąż z gorączką leżą potem.
      > Ogólnie: zdrowe dziecko można hartować i to je wzmacnia. Chorowite
      i
      > tak osłabione, można niestety doprawić.

      Zgadzam się z Tobą.
    • mama_amelii Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 17:31
      Moje dziecko przechorowało całą zimę jak miało 1,5 roku.Od 2,5 roku wogóle nie choruje.Czemu?nie zastanawiam się nad tym,tylko się cieszę.
      Jeśli chodzi o hipermarkety to ja nie moge patrzeć na biedne dzieci,które przez 40 min i ponad jeżdżą opatulone w czapki i kombinezony,a potem wychodza na mrózbig_grin(prawdopodobnie spocone).
      Oczywiste jest to,że dziecko trzeba rozebrać,bo w każdym hipermarkecie jest gorąco(sama też się rozbieram i nigdy nie czułam przeciągu,no może na nabiale jest trochę chłodniej.Moje dziecko jeszcze nie zachorowałosmile.
    • memphis90 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 18:04
      Nie zgodzę się z tą teorią. W moim odczuciu jest raczej tak, że jedne dzieci są
      wyprowadzane na dwór mimo małego katarku, a inne trzymane w tym samym czasie 2
      tyg w domu "bo chore". I te wyprowadzane czują się znacznie lepiej- bo na mrozie
      śluzówka się obkurcza, zmniejsza wydzielanie śluzu, giną wirusy; organizm lepiej
      radzi sobie z termoregulacją, rośnie wydolność (ruch!). W moim otoczeniu też mam
      dzieciaki, które na dwór nie- bo zaraz pewnie będą chore; loda nie- bo na pewno
      będzie angina; picie z lodówki nie- bo gardło; bawić się na podłodze nie- bo
      brud i kurz. Za to są nagminnie przegrzewane. Nie oszukujmy się- jeśli dziecko
      nie potrafi sobie poradzić z termoregulacją, to nie dlatego, że ma defekt
      genetyczny, tylko dlatego, że od urodzenia było pakowane w dwa piernaty i czapkę
      w domu.
      • elaola82 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 19:24
        "Giną wirusy" na mrozie, dobre. To dlaczego w warunkach
        laboratoryjnych wirusy są przechowywane w temperaturze -70 stopni i
        jakos nie giną, paradoks co nie.
        • memphis90 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 21.02.10, 20:13
          No w sumie racja- wirus jako forma nieożywiona zasadniczo zdechnąć nie
          może. Niemniej jednak w ciepłym pomieszczeniu wirus rota może
          przetrwać i być zakaźny nawet po 14 dniach. Inne wirusy- podobnie...
      • ula-lo Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 20:28
        Na mrozie giną bakterie, nie wirusy.
    • betty842 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 20:21
      Wydaje mi się że to czy dziecko będzie chorowitkiem czy nie zależy
      od pierwszych dni życia. Więc hartowanie należy zacząć już od samego
      początku.Nie mówię o takim hartowaniu,że np kilkudniowego noworodka
      bierzemy na mróz.Chodzi mi raczej o to żeby nie wychowywać dziecka w
      sterylności.Nie chuchać i nie dmuchać już od narodzin.W sumie to nie
      przeginać w żadną stronę.
      Mój mały,urodzony w czerwcu,już kilka dni po narodzinach był na
      spacerze.Ale to chyba normalne jest.Owiedzały nas tłumy ludzi-
      również kilka dni po narodzinach.Nie goniłam nikogo do łazienki żeby
      mył ręce zanim weżmie małego.Nie sterylizowałam butelek ani smoczków
      (na początku przelewałam wrzątkiem od czasu do czasu).Nie myłam
      każdej zabawki,która spadła na podłogę. Nie przeganiałam nikogo
      zakatarzonego. Jeździliśmy do supermarketów. Zimą byliśmy na basenie
      (mały miał 5m) i mimo że mały to odchorował to się nie zraziłam i
      poszliśmy znów. No i wydaje mi się że tak właśnie "rodzi się"
      odporność dziecka.Mały ma teraz 2,5 roku.Nie choruje
      (odpukać).Czasem ma lekki katar.Nie chodzę z nim codziennie na
      spacery,więc jako tako go nie hartuję.Jest odporny bo nabył ją już w
      pierszych tygodniach życia.Tak mi sie wydaje...
      No i jeszcze zauważyłam że częścej chorują dzieci urodzone późną
      jesienią lub zimą,a te wiosenne i letnie nie. Przynajmniej w moim
      otoczeniu.Ale ja akurat wiem dlaczego-mało spacerów zimą,np.syn
      mojej koleżanki urodzony w październiku na pierwszym spacerze był w
      kwietniu.
      • tusia-mama-jasia Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 21:08
        Ano wlasnie, tez mysle, ze te pierwsze tygodnie maja duze znaczenie.
        Przede wszystkim karmienie naturalne - to najlepsza inwestycja w
        odpornosc, a oprocz tego jak najszybsze przestawianie dziecka z
        absurdalnie wysokich temperatur panujacych na oddzialach
        noworodkowych na normalne warunki, normalne ubranie w domu /w domu
        nie chodzi sie przeciez w czapce, nie lezy non-stop w kocu itp./.
        Duzo na powietrzu, zmiany klimatu /nie ekstremalne, nie mowie o
        eskapadzie z Nairobi na koło podbiegunowe/, różna pogoda, różne
        miejsca, różni ludzie, bez tej obsesji sterylności. Karmiłam 17
        miesiecy, zabierałam w góry od 5 tygodnia życia, nie wyparzałam
        niczego dlatego tylko że spadło na ziemie /no chyba że spadło w
        pociagu, przychodni lub w publicznej toalecie, ale nie w domu
        wlasnym lub zaprzyjaźnionym/, pozwalałam brodzić po Bałtyku od
        kwietnia itd/ itp. Zdrowe jak rybka /choć późnojesienne, urodzone 30
        października/, w przedszkolu też choruje bardzo mało i lekko.
        Właściwie jedną powazniejszą infekcję przeszedł w swoim prawie 3,5-
        letnim zyciu. Więc chyba sie sprawdziło.
    • ila79 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 20:55
      Chorowitego dziecka nie wystawia się na mróz na 3 godziny, jeśli nie
      jest do tego przyzwyczajone, ale hartuje się inaczej. Najlepiej
      zacząć jesienią w pogodę dość chłodną i wilgotną. Bezpośrednio po
      minięciu pierwszych, najgorszych objawów choroby trzeba dziecko
      werandować przez kilka dni 3 razy dziennie po pół godziny. Następnie
      wychodzimy na dwór i hartujemy śluzówki. Pierwsze wyjścia po
      chorobie nie mogą być zbyt długie, najlepiej co dzień podwajać czas
      spędzany na dworze zaczynając od kilku minut. Hartowanie śluzówek
      polega na tym, że wychodzi się na dwór w cyklach 40-minutowych. Tzn.
      40 min na dworze (najlepiej jak jest chłodno, ale nie wieje), 40 min
      w domu i znów na dwór na 40 min. I tak trzy cykle dziennie. Można
      dostać kota, ale daje to świetne efekty i nawet z chorowitym z
      początku dzieckiem można dojść do tych trzech godzin na mrozie. No
      mnie się przynajmniej udało. Oczywiście temperatura w domu ok 19*, w
      nocy 16* i wilgotność 55-65%.
    • wasylkap Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 14.02.10, 21:31
      Napewno jest tak, że rodzice dzieci często chorujących są bardziej przerważliwieni. To w pełni zrozumiałe, ale przykład z mojej rodziny pokazuje, że niestety czesto w tej dbałości gdzieś gubią zdrowy rozsądek.

      Mój syn ma 1,5 roku i odpukać nigdy nie chorował (2 razy katar, raz biegunka), córka szwagierki ma 3 lata i choruje non stop. Przyznaję nie wiem jak wyglądały pierwsze miesiace życia dziewczynki, bo nie mając swojego dziecka jakoś nie zwracałam na to uwgai. U nas nie powtarzjąc się po wczesniejszych wypowiedziach dużo luzu (brak sterylizacji, zbytniego chuchania i dmuchania, praktycznie codzienne spacery).

      Mała od chwili kiedy zaczęła czesto chorować (jakoś po skończeniu roku), jest ewidentnie przegrzewana. Przykład -czerwiec, mój niespełna roczny syn w krótkim rękawie i spodenkach, dziewczynka polarowy dres i szalik wokół szyi. Na pytanie po co szalik - opdowiedź niedawno miała anginę i nie chcę żeby się zaziębiła. Cóż, mała jest ruchliwym dzieckiem i oczywiscie po pół godzinie spocona jak mysz. Co robi mama - każe jej siąść i owija ją kocem. Kurcze, zagotowało się we mnie.

      Teraz zima, mała oczywiście ciągle chora, na dworze bywa w drodze do lekarza po kolejne antybiotyki. Ja rozumiem, ze nie można wychodzić kiedy ma gorączkę i kaszel, ale jak wydobrzeje, to czemuż nie? Ale może dlatego, że małej na dworze jest ciągle zimno, no ale jeżeli w czerwcu dziecko chodzi w szaliku, to w czym ma chodzić zimą?

      Więc oczywiście zgadzam się z tym, że cięzko jest znaleźć czas i mijesce, aby z chorowite dziecko hartować, ale jak jest tylko sposobność należy stopniowo choćby próbować.
      • lenka273 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 15.02.10, 00:50
        mi czesto jest zimno a moj synek zawsze goracy.Maluchy jak zaczynaj
        biegac to uwazam,ze nalezy je ubierac jedna warstwe mniej niz my
        mamy na sobie.Ja tez kiedys widzialam w parku chlopczyka na oko 6
        letniego opatulonego w kurtke i szalik bo to juz jesien nie
        wazne ,ze bylo upalnie i dzieciaki biegaly w samych dresikach.Maly
        chcial sie rozebrac pytal mamy czy moze sciagnac kurtke.Oczywiscie
        nie pozwolila,sam tez opatulona ,ale stala bez ruchu,chloapk
        usilowal sie bawic ,ale nie dawal rady dopiero po pol godzinie jak i
        mamie dogrzalo to rozebrala mokrego synka.
    • karro80 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 15.02.10, 02:12
      napiszę szczerze jak jest, bo to że moja nie choruje uważam za 8 cud
      świata, to się podzielęwink:

      dziecko rodzone jako wczesniak(24/25tydzień)w szpitalu ok 5 mies i 2
      razy sepsa, kilkakrotnie zaplenei płuc w tym wrodzone, ma dysplazję
      oskrzelowo-płucną -wychodziła z jednym zniszonym płucem, drugim jako
      takim i z tlenem do domu.

      teraz pisze jak jest:
      -w domu 24 stopnie
      -jak mała jest kapana to do pierszych solidniejszych jesiennych
      chłodów okno jest też otwarte (w szpitalu tez tak robią)
      -na dwór ubierana niezbyt cipeło -tj nigdy na mumięwink -nie raz
      babcie mnie rugają na osiedluwink
      -w lato nawet w chłodniejsze dni właziła do wody w rzece -dosc
      chłodnej
      -szczepiona na pneumokoki
      -jesienia zaczynam dawać tran i sok malinowy(to nasz 2 sezon)
      -żywiona starannie dośc

      I od wyjśćia ze szpitala jedyne co to jakieś gile czasem -żadnych
      antybiotyków, nigdy paracetamoli itp. od momentu dosc szybkiego
      odtawienia sterydów wziewnych(dysplazja) to też nie brała.

      Z dziećmi kontakt ma(małpie gaje), ale do przedszkola nie chodzi -2
      latka ma.
      • karro80 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 15.02.10, 02:20
        24 stopnie to nie pomyłka -ja choruje jak mam mniej -a tak chodze w
        krótkim rękwaku, dzieć tyż i jest gitsmile
        Na dworzu mróz mi wcale nie przeszkadza w chłupie ma być ciepłosmile
    • alfa36 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 15.02.10, 10:35
      zebra12 napisała:

      >> Ogólnie: zdrowe dziecko można hartować i to je wzmacnia.
      Chorowite i
      > tak osłabione, można niestety doprawić.
      Ja z tych matek, co uważały, że wychodzic trzeba, ciągnęły dziecko
      na spacery mimo kataru. No i w pewnym momencie doszlam do wniosku,
      że lepiej, jak dziecko po poludniu się przespi, jak poleżę z nim,
      jak nawet obejrzy nadmiar bajek. Moje dziecko moze nie bardzo
      chorowite (odpukac, oprocz katarow mielismy raz zapalenie zatok, do
      czego zresztą przyczynilam sie ciagając dziecko tu i tam..), ale
      katary ma i to częste. No i tej zimy odpuscilam sobie. Mlody po
      przedszkolu jest zmęczony a zmeczone dziecko jest podatne na
      infekcje. No i już zauwazylam, ze kiedy w taką zwyczajną pogodę z
      niewielkim wiatrem pobędziemy na dworze, to katar murowany. I dodam
      jeszcze, że moje dziecko nie choruje u dziadkow, ale tam jest
      wyspane...
      • agnesgie Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 16.02.10, 19:29
        Poradźcie mi w takim razie jak wzmocnić odporność mojej córki.Ma ponad 5 lat, i
        jak jest w domu to w zasadzie nie choruje.Wychodzi na spacery codziennie przez
        całe swoje życie, może tarzać się na śniegu, wariować, wracać do domu ze
        śniegiem w butach i nie zachoruje.Nie zaraziła się nawet, gdy ja miałam ciężką
        anginę a później mąż zapalenie oskrzeli.Wystarczyło jednak,że pochodziła do
        przedszkola przez 5 dni a potem przez 3 tygodnie dostawała antybiotyki bo
        złapała jakieś wyjątkowo zjadliwe zapalenie oskrzeli.sad
        • paska20 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 19.02.10, 16:16
          Autorka wątku ma w 100% rację - ja też z tych nie sterylizujących, spacerujących
          itd. byłam ale co z tego jak mój 1,5 roczny synek (do roku nie chorował w ogóle)
          od września non stop katar, kaszel, raz zapalenie krtani, ciągle coś - przez te
          niby nie poważne choroby stałam się okropnie przewrażliwiona i każde wyjście
          analizuję po sto razy!!!O hartowaniu mogę pomarzyć bo jak hartować zagilone dziecko.
          • elan-o100 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 19.02.10, 18:18
            odpornośc dziecka to też rzecz wzgledna, bo zalezy od tego w jakim
            srodowisku dziecko przebywa. Moje dziecko nie chorowalo przez
            pierwszy rok swojego zycia, dopoki nie poszlo do zlobka. wystarczylo
            kilka dni i mielismy zapalenie uszu i tak przechorowal nastepne pol
            roku. Ten sezon w zlobku znowu zaczal od chorob, ktore musialy byc
            leczone antybiotykiem wiec to nie jakies tam przeziebienia.
            Postanowilismy nie posylas go do zlobka. Siedzial w domu kolejne 3
            miesiace i..... zdrowy jak ryba.
            Wiec co mozna powiedziec jest dzieckiem odpornym czy nie?
            Nie przekonuje mnie pewnosc niektorym mam, ktore twierdza, ze ich
            dzieci nie choruja bo sa hartowane, dobrze odzywione itd. a sa w domu
            z mama lub niania. Wejda do wiekszej grupy (zlobek, przedszkole)i
            wszystko zostanie zweryfikowane.
          • betty842 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 19.02.10, 18:45
            paska20 napisała:
            O hartowaniu mogę pomarzyć bo jak hartować zagilone dzi
            > ecko.

            A czy katar jest jakimś przeciwwskazaniem do wyjścia na podwórko?
            • grzalka Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 19.02.10, 21:16
              ja mam próbę liczącą trzy osobniki, z których każde jest odporniejsze niż
              większość rówieśników, więc myślę, że postępowanie ma wpływ- cała trójka jest od
              urodzenia dużo na dworze, ubierane dość lekko, no i podejście do infekcji
              kataralnych tez mamy lajtowe- samo przyszło, samo przejdzie, katar i kaszel to
              nie jest przeciwwskazanie do spacerów

              ale nie wykluczam, że po prostu mam szczęscie
              • donkaczka Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 19.02.10, 22:21
                no i ja mam zlobkowo-przedszkolna potrojna probke, niechorujaca prawie wcale,
                katar zespolowo na jesieni zaliczaja, plus gora dwa razy do roku jakas infekcja,
                co tam akurat krazy w przedszkolu - zazwyczaj doba-poltorej i po sprawie, do
                lekarza sie nawet nie fatyguje, pogoraczkuja, przespia i zdrowe wstaja

                chlodny wychow pewnie ma znaczenie, caly rok dzieciaki chodza po domu w
                koszulinie i boso, albo calkiem nago, bo rozbieraja sie namietnie, a mamy okolo
                20 stopni
                rajstopy zakladam gdy idziemy walac sie w sniegu, poza tym rozbieram, w krotkim
                rekawie i w zimie do przedszkola chodza
                nawet teraz na zakupy czyli samochod-sklep-dom zakladam im same bluzy, bez
                czapek i szalika, te minuty na mrozie krzywdy nie zrobia, nie?
                druga rzecz imo wazna to dieta, ale to temat rzeka i nawet mi sie zaczynac nie chce

                geny pewnie tez, ale mozna i dobre geny skaszanic i kiepskie podrasowac

                niewatpliwie skladowych jest kilka, samo hartowanie to nie klucz
              • memphis90 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 21.02.10, 20:27
                U mnie w rodzinie najbliższej było tak, że były trzy dziewczyny (ja
                plus siostry) i dwóch chłopcow (moi kuzyni). Moja siostra była
                wcześniakiem, chorowita, jakieś zapalenia płuc i uszu się plątały.
                Ale byłyśmy wszystkie trzy chowane bez sterylizatora, bez
                przegrzewania, latałyśmy półnago po ogrodzie babci wcinając
                rzodkiewy z grządki. Siostra szybko z chorowitości wyrosła, ja
                antybiotyku nie brałam jako dziecko nigdy, jedyna poważniejsza
                infekcja najmłodszej to zapalenie mózgu po ospie. Wszystkie byłyśmy
                żłobkowo-przedszkolne. I nie było takiej sytuacji, żebyśmy co chwila
                łapały przedszkolne gile i chorobska. Z kolei moi kuzyni- geny
                podobne, ale sposób wychowania zupełnie inny- w lecie ubierani w
                podkoszulki, koszulki i kamizelki, zakaz biegania (bo się spocą i
                zachorują), zakaz rozbierania (bo zmarzną i zachorują), zakaz
                jedzenia lodów, picia zimnych napojów (bo zachorują). Dalej: zakaz
                wietrzenia mieszkania, bo przewieje, zakaz robienia przeciągu nawet
                w lecie- bo zawieje, zimą nie wychodzili- bo zachorują. Czy będzie
                zaskoczeniem jeśli napiszę, że chorowali na potęgę? jedyne wakacja,
                kiedy mój kuzyn (wtedy jeszcze jeden) nie chorował były wtedy, kiedy
                rodzice zostawili nas wszystkich na 2 m-ce u babci- kiedy biegał
                rozebrany, właził do baseniku, chlapał się wodą z węża itd...
                • yagnik Nie ja nie jestem zaskoczona 21.02.10, 20:54
                  im bardziej "sterylne" otoczenie tym bardziej organizm reaguje chorobami to
                  chyba normalna reakcja.
                  Dlatego jestem (i zawsze byłam) za hartowaniem dzieci od urodzenia, dzieci muszą
                  mieć w swoim otoczeniu bakterie żeby się na nie uodpornić.
                  Jestem zagorzałą przeciwniczka sterylizatorów, wyparzania zabawek codziennie i
                  podobnych rzeczy. Bo umówmy się jeśli któras mama wymuskane w domu dziecko,
                  wychowane w sterylnych warunkach nagle postanowi hartować na mrozie czy też w
                  skupisku bakterii takim jak basen to według mnie normalne że dziecko zareaguje
                  chorobą bo to normalne.
        • memphis90 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 21.02.10, 20:19
          Musi swoje odchorować... sad Jak synek mojej opiekunki poszedł do
          zerówki, to Lila zaraz miała ropne oskrzela i jeden raz biegunkę.
          Ale- odpukać, na razie na tym się skończyło i cała zima minęła bez
          infekcji. Kolejne infekcje będą coraz łagodniejsze, bo organizm uczy
          się sobie z nimi radzić.
          • ila79 Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 21.02.10, 21:10
            <Kolejne infekcje będą coraz łagodniejsze, bo organizm uczy
            się sobie z nimi radzić.>
            Też byłam o tym święcie przekonana aż do teraz. Młody po kilku
            przydługawych, acz niegroźnych przedszkolnych infekcjach, teraz po
            pół roku nagle dostał wirusowego zapalenia płuc. A już faktycznie
            było coraz lepiej i katary co jeden to krótszy. Może dlatego, że mu
            się z jelitówką nałożyło? Ręce mi opadły w każdym razie...
    • amjup Re: Jak to jest z chorobami i hartowaniem 21.02.10, 20:36
      zlobekjezykowywarszawa.pl/category/wiadomosci/

      ciekawy artykuł
    • yagnik A ja się nie zgodzę 21.02.10, 20:47
      Może dlatego że mam w domu dziecko które może nie często ale czasmai zapadło na
      choroby górnych dróg oddechowych (krtań, gardło) i faktycznie od czasu kiedy 2
      razy w tyg chodzi na basen te dolegliwości ustapiły. A basen zaleciła pani doktor.

      Wiesz ja podchodzę do tego w ten sposób że dzieci mają różną odporność, jedne
      mniejszą inne mniejsza, ot co.
      • mozyna Re: A ja się nie zgodzę 22.02.10, 20:05
        Znam dziecko, które często chorowało na infekcje górnych dróg oddechowych, nie
        dlatego, że miało słabą odporność, ale dlatego, że to była sprawa alergiczna
        spowodowana wilgocią i grzybem w mieszkaniu.

        Jeśli ktoś uważa katar, czy kaszel za chorobę i trzyma dziecko w domu, po
        "chorobie" również, żeby się podkurowało, to maluch nie ma kiedy nabrać
        odporności na świeżym powietrzu. Wychodzi po miesiącu na dwór i łapie następny
        katar - i tak w kółko. I rodzice uważają, że ich dziecko jest chorowite...
Pełna wersja