kmkasia
08.02.05, 14:08
Witam,
rzadko tutaj piszę ale teraz muszę. Czuję taką wewnętrzną potrzebę chociaż
nie bardzo wiem jak zacząć.
Jestem mamą dwóch dziewczynek - 2 letniej i 3 miesięcznej. Nie jestem
ideałem ale wydawało mi się , że dobrze dbam o dzieci. Czego najbardziej się
bałam i na co szczególnie zwracałam uwagę : żeby dziecko się nie daj Boże nie
oparzyło i nie zadławiło. Tyle widziałam ludzi z paskudnymi bliznami, czasami
słysząc lub widząc oparzone dziecko myślałam coś w tym rodzaju "widać matka
niedostatecznie je pilnowała"... I co? I stało się. W ubiegłą środę
wyparzałam butelkę, nalałam do niej gorącej wody i postawiłam na stole w
kuchni, po czym wszedł tam mój ojciec (który czasami nam pomaga) i poasdził
moją dwuletnią Asię obok tej butelki ona machnęła rączką i woda się wylała na
nóżkę . . . krzyk, przerażenie, dziecko pod lodowaty prysznic, ostry dyżur w
Prokocimiu, rozległa ra zewnętrznej i tylnej stronie uda malutkiej
dziewczynki. Podano jej środek przeciwbólowy, póxniej sciągano poparzony
naskórek, cały czas słyszę jej krzyk "mamusia, mamusia, mamusia". Przerażony,
cierpiący, malutki króliczek. Opinia lekarza - nie zagraża życiu ale będzie
blizna. Myślałam, że zwariuje, miałam wrażenie , że to jakiś senny koszmar.
Pierwsza i druga zmiana opatrunku to był szok, dla niej i dla nas rodziców.
Nie będę tego opisywać bo to nie ma sensu a ja nie mam aż tyle czasu.
Jesteśmy w tej chwili po trzeciej zmianie opatrunku, właśnie wróciłam ze
szpitala i od dzisiaj świeci słońce, goi się i blizny nie będzie. Myślałam,
że mnie się to nigdy nie przydarzy. Dzisiaj chirurg mi powiedział "wie pani
kierowcy też myślą , że wypadki zdarzają się tylko innym". Mnie się tak
wydawało. Bądźcie czujne mamusie, przewidujące na 200% , nie pozwólcie aby
Wasza czujność się uśpiła. Moja przysnęła - skończyło się dobrze ale
cierpienia jakie przeżyło moje dziecko wystarczyłoby dla dorosłego.
Pozdrawiam
Kasia z Asią (12.11.2002) i Alusią (29.10.2004)