kasiacs
23.08.05, 21:30
W zeszla srode przezylam najstraszliwsze 15 minut swojego zycia. Bylam na
wakacjach zdala od duzych miast, moj synek dostal nieznanego ataku. Dzis wiem
ze byly to (na 98%) drgawki goraczkowe, wtedy myslalam ze moje dziecko umiera.
Poniewaz czuje sie teraz zagubiona, przerazona mozliwoscia nawrotow i co
najgorsze wciaz niepewna co do tego czy to bylo to, prosze Was, osoby ktore
tak jak ja sie z tym zetknely o opis jak to bylo / jest z Wami:
1) Jak wygladal u Was napad - czy dziecko bylo skulone czy wyprezone, czy
drgalo cialo czy konczyny, czy oddychalo, ile trwal napad
2) Czy napady sie powtarzaja przy stosowaniu zaleconych zabiegow
zapobiegawczych(i jakich zabiegow) no i jak czesto ew. sie powtarzaja
3) Czy drgawki sa u Was rodzinne, dziedziczne
4) Jak poradzilyscie sobie z soba, zeby zyc dalej i nie dygotac nad dzieckiem
mierzac mu temperature 10 razy dziennie
Boze, licze ze wasze doswiadczenia podniosa mnie jakos na duchu bo jestem
chyba na skraju depresji po tym tygodniu spedzonym w szpitalu.
Mam wrazenie ze teraz bede juz tak panicznie sie bala kazdej infekcji (patrz
potencjalnej przyczyny drgawek) ze nie dam mojemu dziecku zyc.
Za wszystko co napiszecie bede ogromnie zobowiazana. Mozecie tez pisac na
adres prywatny: kasiacs@op.pl
Dzieki

K.