Mój synek ma od urodzenia przepuklinkę mosznową, która ma wielkość małej
wiśni i jest odprowadzalna. Koleżanka urodziła niedawno synka który również
ma przepuklinę mosznową tylko wielkości małej śliwki. Jej synek ma 6tyg., a
mój 18m. Chodzimy do tej samej pediatry i bardzo się dzisiaj ździwiłam gdy
pediatra z własnej inicjatywy dała kolezance skierowanie do chirurga z tą
przepuklinką.Mi natomiast zawsze mówiła, żę przepuklinka jest malutka i nie
ma sie czym martwić, nigdy nie zaproponowała by to skonsultować z chirurgiem.
Niby powinnam sie cieszyć, że rzeczywiscie przepuklinka mojego dziecka to nic
poważnwego, bo przecież gdyby było inaczej to na pewno i nas by skierowała do
chirurga, jednak z drugiej strony wolałabym by ta przepuklinę zobaczył
chirurg, bo przeciez to on - nie pediatra - zna sie na tym najlepiej. Jednak
jakoś tak głupio mi poprosić ją o to skierowanie, nie chce wyjść na matkę -
panikarę, której sie tłumaczy, ze to nic powaznego, a ona i tak wie swoje

Mój mąż mówi, ze przesadzam, że pediatra wie lepiej i powinnam jej zaufać,
koleżanka również twierdzi, ze powinnam być bardziej ufna.Mówi, że ona by
wolała nie dostać tego skierowania, bo chociaż by wiedziala, że to nic
poważnego, a w takiej sytuacji boi się o zdrowie synka.
A wy co o tym myślicie?CZy za bardzo panikuje?