demonique2
15.11.05, 08:36
Hej.Wczoraj pisałam na forum o przypadku mojej siostry , która tydzień temu
urodziła córeczkę, a jak się okazuje wcześniej w szpitalu została zarazona
paciorkowcem.dostała zakazenia organizmu i w sobotę ledwo uszła z zyciem.Nikt
nie wiedział co się dzieje.Dopiero wczoraj wyniki wykazały tego
paciorkowca.Dziecko po urodzeniu miało podwyższone białko CRP (które wskazuje
jakiś stan zapalny, bakteryjny) i wzmożoną żółtaczkę, którą obniżyło
naświetlanie.CRP u dziecka po dwóch dniach obnizyło się.Siostra dostaje 6
antybiotyków i jest troszkę lepiej.Natomiast przeraża mnie, ze lakarze
zwlekaja z przebadaniem małej.Powiedzieli, że ją obsewują.I Tyle.Że posiewy
zrobią za kilka dni.Czy mozna czekać?Przeciez to jest bardzo niebezpieczne
dla noworodka! Na co czekają, aż dostanie posocznicy?Przecież na wyniki
posiewów i tak czeka się kilka dni...Mam przed oczami widok nieprzytomnej
siostry z 41 stopniami gorączki, jaki miał miejsce w sobotę i gdyby tak
dziecko miało...to by prawdopodobnie nie przeżyło...Czy ja panikuję, czy oni
mają rację, zachowując spokój w tym przypadku?