karanissa
22.05.06, 16:19
Tak sobie pisze, chyba po to, zeby ulac swa frustracje. Jutro idziemy do lekarza, wiec medycznej porady zasiegne u samego zrodla, ale i tu chcialabym sie wypytac.
Synek od wrzesnia chodzi do zlobka, jesienia byly dwie infekcje, potem w lutym nastepna, potem 8 tygodni cisza - i 10 kwietnia znowu, miesiac przerwy - i znowu witamy w przychodni z temperatura i czerwonym gardlem i tydzien siedzimy w domu, z naszym niesmiertelnym zestawem eurespal+ibufen+ambroksol+wit.C.
Od tego dnia minely dwa tygodnie, synek caly zeszly tydzien chodzil do zloba, a tu dzisiaj telefon, ze "A. wstal z temperatura 38,7 i kaszle". No to urwalam sie z pracy i synusia do domku przywiozlam.
Kurcze, myslalam, ze czestotliwosc zachorowan bedzie SPADAC, a nie odwrotnie! Za kazdym razem ten sam scenariusz, co prawda ani razu nie trzeba bylo brac antybiotykow, no ale tydzien wyjety z zycia!
Nie wiem - chyba poprosze o skierowanie na wymaz z gardla (jesli to kolejny wirus) - tak to sie chyba fachowo nazywa, prawda?
W zlobku przez ostatnie 2 tygodnie pomor - bylo moze z 10 dzieciakow, wiec moze po prostu zlapal KOLEJNA infekcje, bo przeciez wciaz ktos chory zaraza.
Kurcze, co robic, o co jeszcze prosic te lekarke zeby jakos skonczyc to bledne kolo?
No, wygadalam sie, juz mi lepiej... Piszcie, prosze! Przezywalyscie podobne sytuacje? I co sie potem dzialo?