supertata
24.06.03, 03:08
Mam pytanie do osób które już to przeszły. Podczas rutynowego badania przez
pediatrę, pani doktor stwierdziła, że nasz Kacperek (4 m-ce) za słabo
podnosi głowkę leżąc na brzuszku. Odwiedziliśmy neurologa, którego diagnoza
trochę nas zaniepokoiła. Otóż lekarka stwierdziła u małego około
dwumiesięczne opóźnienie w rozwoju ruchowym, tendencję to wyginania się w
prawą stronę, napięcie mięśni prawej rączki, chowający się kciuk, czyli
typowe objawy dla dzieci z wadami neurologicznymi, na które nie zwróciliśmy
uwagi wcześniej (niestety). Dostaliśmy skierowanie do poradni
rehabilitacyjnej.
Tam miła pani po dokładnych oględzinach dziecka, nie stwierdziła żadnych
patologicznych zmian jeśli chodzi o rozwój ruchowy. Zauważyła jedynie
nieznaczne skrzywienie kręgosłupa w części szyjnej. Dodam, iż po wizycie u
neurologa, a przed wizytą u rehabilitantki, zaczeliśmy intensywnie pracować
nad małym, ograniczyliśmy noszenie (a przyznaję, było tego za dużo),
zachęcaliśmy do chwytania zabawek leżących także po lewej stronie ciałka,
obracania się właśnie w lewą stronę. Postępy po kilku dniach były widoczne.
Doszliśmy do wniosku, że nosząc go, nie daliśmy mu szansy na prawidłowy
rozwój ruchowy, skutkiem czego są te opóźnienia.
Ćwiczenia (Vojty) jakie zaleciła nam rehabilitantka były dość makabryczne,
byliśmy przygotowani na płacz małego, ale nikomu nie życzę takiego widoku.
Jesteśmy z żoną gotowi do wykonywania tych ćwiczeń (wg rehablilitantki ok. 4
m-ce), chociaż oboje pracujemy i trudno będzie wykonywać to 4 razy dziennie.
Ale skoro ta wada jest właściwie nieznaczna (wg słów pani od rehabilitacji)
i mając na uwadze to, ile mały nauczył się odkąd przestał być zbyt często
noszony, czy jest sens katować małego?
Co radzicie: zasięgnąć jeszcze opinii innych lekarzy, kontynuować ćwiczenia,
czy próbować stymulować jego rozwój w "normalny" sposób.
Wiem że ten temat był juz wałkowany na forum, ale mam nadzieję że ktoś z
doświadczeniem w tej materii podzieli się swoja opinią.
pozdrawiam wszytkich
marek
supertata