eriga
12.05.08, 13:17
Zacznę od początku. W 2006 roku u mojego niespełna rocznego dziecka po
zapaleniu oskrzeli zauważyłam fasolki na szyjce. Lekarz dał skierowanie na
badanie krwi. Wszystko było dobrze. Kazał czekać i obserwować. W między czasie
pojawiły sie kolejne na szyjce oraz za uchem. Dodam, że dziecko ma atopowe zap
skóry, alergie i astmę. Często choruje. Węzełki są dość miękkie, przesuwalne.
Bez skierowań, prywatnie robiłam mu ręczna morfologie z rozmazem, ob. Wszystko
bez zastrzezeń. Odwiedziłam w tej sprawie 6 lekarzy.Wszyscy byli zgodni że
wszystko jest ok. Mówili ze te węzły być moze już na zawsze pozostaną.
Następnie wylądowaliśmy w szpitalu z astmą i tam tez pokazałam węzły lekarzom,
którzy zapewnili ze gdyby to było coś niebezpiecznego to pewnie było by po
takim czasie już monstrualnych rozmiarów. Jakoś czułam sie uspokojona i z
czasem nawet przestałam go tak macać. Do wczoraj. Podczas kąpieli maż mnie
zawołał i pokazał węzła za uchem, który wydał nam się ciut większy. Ucho było
czerwone i węzeł też. Dzisiaj Pobiegłam do mojego lekarza ale akurat ma 2
tygodnie urlopu. Wciąż go dotykam i sama już nie wiem. Wydaje mi sie że on
jest na kości bardziej niż zawsze. Powiedzcie mi czy jak czaszka się rozrasta
to czy węzeł też mógł ulec zmianie umiejscowienia? Do dziecka nie mam zadnych
zastrzezeń. Ostatnio nawet przybrał. Mówi, że go to nie boli. Pocieszcie mnie
bo siedze i wyje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!