agawa22
13.11.08, 13:53
Właśnie wróciłam z placu zabaw i nasunęły mi sie pewne sugestie.
Na dworze ok +11 stopni. Piekne słońce, a dzieci w piaskownicy poubierane w grubasne kurtki, czapki z misiem i szaliki. Ledwo sie ruszają w tych rzeczach. Co młodsze dziecko to w kombinezonie zimowym w wózku przykryte grubym kocem.Zal mi sie zrobiło tych dzieci, najczęściej babcie lub opiekunki, same rozpięte, bo ciepło, a te maluchy jak na Syberię! Jak tylko zawieje lekki wietrzyk to zaraz podbiega i poprawia szalik, czapkę na uszy. Jak te dzieci maja być zdrowe? Domyslam się że pewnie pod spodem tez kilka warstw ubrań. Policzki całe czerwone, jednemu zachciało się pić to babcia wyjęła termos (?) z ciepłym napojem, bo przeciez z butelki nie da bo zimno.Na moich chłopców (5 lat i 2,5 roku) patrzą jak na ufoludki, bez czapki, bez szalika, leciutkie jesienne kurteczki itp. Przecież jest ciepło, jak te maluchy mają się bronić przed infekcjami?
Ja juz pisałam w innym postcie, że generalnie dzieci sa przegrzewane i dlatego często chorują. Moi chłopcy od urodzenia " zimny wychów", żadne kocyki, swerty itp. Zawsze leciutko ubrani, po domu biegaja na bosaka cały rok. Okno zawsze uchylone. Efekt taki, że nie wiem co to infekcje. Starszy chodzi drugi rok do przedszkola i nawet nie miał jeszcze kataru! Przedszkolanka na początku była zdiwiona że tak lekko go ubieram ale treaz stawia za wzór innym rodzicom. Ja wiem ,że jak dziecko czesto choruje to przesadnie dba sie o to żeby nie zawiało, nie zmarzło i koło sie zamyka.
Może warto trochę dziecko odkryć i pozwolić mu swobodnie oddychać?