dlania
14.01.09, 13:59
Mam córkę, wcześniaka, obecnie 3 lata, chodzi do złobka. Przez rok
była rehabilitowana , ale większych problemów z napięciem
mięsniowym, poruszaniem się itd. nie miała. I moim zdaniem nadal nie
ma. Owszem nie śmiga tak szybko jak jej rówiesnicy, ale zasadniczo
wszystkiego uczyła się nieco (2-4 msc) póxniej niz jej rówieśnicy. A
starsza córka nie wceześniak, a biegać nie umiała do 5 roku życia -
co chwila była gleba.
Jakis rok temu dyrektorka żłobka zwróciła mi uwage, że córka "źle
chodzi", przewraca sie podczas biegania (córka miała wtedy 2,5 roku)
i że ja tego nie wiedze, bo mam w domu za mała powierzchnię. Ok -
poszliśmy do pediatry, pediatra tez nic nie wiedzi, ale ok -
poszliśmy do ortopedy i na USG stawów biodrowyych - wszystko ok.
I teraz, po pół roku, dyrektorka znowu przekazuje mi przez teściową
("pani mówię, bo nie chcę córki denerwować"), że ona by jednak
poszła do lepszego specjalisty - tu nazwisko lekarza w miasta
wojewódzkiego - bo dziecko dalej biega "z prostymi kolankami" i się
przewraca.
I co z tym fantem zrobić? Dla spokoju sumienia powinnam pójśc na tę
dodatkowa konsultację. W drugiej strony nie chce sie dać zwariować -
co ja powiem temu lekarzowi? No i nie od rzeczy będzie wspomnieć, że
dyrektorka żłobka udzieliła mi już kiedyś niezwykle cennej rady na
wieść, że nie daje dziecku słodyczy: "Proszę pani! Musi pani dziecku
w takim razie kaszki dosładzać, bo jej sie mózg nie będzie
prawidłowo rozwijał!"