ania_irlandia
03.05.12, 08:40
Hej dziewczyny, temat luzny podyktowany moim zniecheceniem wobec lekarzy.
Ktory lekarz jest bardziej na miejscu?
W naszym przypadku ogromne dolegliwosci ze strony skory, jesli chodzi o uklad pokarmowy to wszystko wydaje sie byc w porzadku, alergia raczej nam coreczke od tej strony oszczedza.
Ale do meritum: ostanio bylismy u pediatry po recepte na masc robiona ( chcielismy szybko ) i ta powiedziala, ze ona by nam radzila zamiast na oczekiwana wizyte u alergologa - to wybrac sie do dermatologa.
Co moze alergolog? Z doswiadczen swoich i podczytywanych watkow: moze zalecic diete eliminacyjna, dac pare wskazowek co do prowadzenia domu i postepowania pielegnacyjnego oraz moze zapisac leki (przeciwhistaminowe, sterydy itp.) NO moze jeszcze czasami oslucha malego pacjenta, zeby miec reke na pulsie czy astma sie nie rozwija, ale nie zawsze. Czyli tak naprawde, oprocz recept - to ja na naszym etapie zycia wiem wiecej od przecietnego lekarza nt. "jak postepowac w zyciu majac w domu atopika/alergika". Nie mowiac o tym, ze alergolodzy czesto ignoruja temat pasozytow, nie zawsze biora pod uwage reakcje trawienno-jelitowe. Rzadko chyba tez realnie pomagaja. Wiadomo, ze rodzic i tak musi sam poprowadzic dzieciaczka, ale przeciez mozna to zrobic nie wydajac kupy kasy i nie tracac czasu na lekarzy.
Dermatolog: nie wiem czy we wszystkich przypadkach, ale w naszym przypadku, moze rzeczywiscie by sie przydal. Tylko znowu mnie to przeraza, bo dermatolog z ktora mielismy do czynienia zapisuje sterydy, protopic i kazde nawilzac/natluszczac co jest pewnie standardem postepowania. Z moja wiedza - przeciez niekompletna i z roznych - pewnie nie zawsze - wiarygodnych zrodel, ja "lepiej" wiem, ktorych sterydow chcialabym uzywac (oczywiscie kryterium moim, jest najmniejsza z mozliwych moc - w miare skutecznosci), jakie masci (chodzi o skladniki) chce miec na recepcie. Reakcja lekarza na moje sugestie przewaznie jest pozytywna, wiec kto tu kogo leczy?
Rece mi opadaja, ja raczej z tych co po medykamenty siegaja na samym koncu i niechetnie. Ostanio ledwo co "odchorowalam depresyjnie" podanie glikokortykosteroidu mojej malej, a poprawy jak nie bylo tak nie ma w zadowalajacym stopniu.
Lekarze... ostatnio nie mam w ogole do nich zaufania, choc chodze. Bardziej dla badan, ktore jako jedyne sa - dla mnie - podstawa leczenia.
Jakis taki kryzys "zastosowania medycyny" mi sie przytrafil i tylko chcialam sie nieco uzewnetrznic. CZy tylko ja mam takie czarne mysli na ten temat?