jannar
26.06.04, 15:07
Czesc dziewczyny,
Musze sie komus pozalic, a tylko wy mnie mozecie zrozumiec. Mam straszny dol.
Mojego malego obsypuje ciagle bez zmian, raczki jak poparzone za uszami
strupy, nawet Elidel juz tak szybko i na dlugo nie pomaga. Moj maz wlasnie
dzisiaj wylecial na 8 dni do Amsterdamu (na konferencje). Wiem, ze ma prawo,
ale dlaczego ja nie moge

. Lekarka powiedziala mi, ze musze sie nauczyc z
tym zyc i w ogole ze przesadzam: Prosze go lepiej pastowac i mu sie tak nie
przygladac!- to jej rada. Wszystko byloby ok gdyby tylko tak wygladal, ale on
od jakis dwoch tygodni zachowuje sie jak by w niego szatan wstapil, non stop
marudzi, spazmuje i drapie sie za uszami i po glowie. Dostaje jakis napadow
szalu. Ani nie moge z nim spokojnie isc na spacer, ani z nikim sie spotkac bo
nigdy nie wiem kiedy go akurat dopadnie, a trudno jest mi nad nim zapanowac.
I oczywiscie nie wiem, czy to dlatego, ze cos zjadl, czy ze cos fruwa w
powietrzu, czy moze to taki etap w jego malym szesciomiesiecznym zyciu.
Wiec powiem wam, ze jak zegnalam dzisiaj meza o piatej rano i pomyslalam, ze
zostaje pierwszy raz sama z Antkiem w tym domowym wiezieniu to sie rozkleilam.
Pozdrawiam
Smutna mama alergika