mila_l
18.03.13, 08:47
Od 4 m.ż Synio miał coraz większe krostki, w pewnym momencie był "cały atopowy", jak stwierdziła alergolog, mówiła też, że jego ciałko wygląda na alergię na roztocza i mogę jeść co chcę. Jeszcze niedawno pisałam, że "mój 7-miesięczny syn reaguje krostkami po wszystkim, co próbuję wprowadzić- to czerwone suche placki, to "płaska gęsia skórka", itp itd". Ale alergolog KAZAŁA mi jeść 2x w tygodniu zsiadłe mleko. Po pierwszym razie- kolka+ mega kupa. Po drugim razie- kolka + rano zwrócił. Po trzecim razie (zjadłam po to, żeby wziąć kał do badania na krew utajoną- wyszła ujemna) nic się nie działo.
Ogólnie ta lekarka uważa, że powinnam jeść wszystko, alergeny też w małych ilościach, bo w ten sposób przyspieszam proces nabierania tolerancji.
Dodam, że od momentu mojego pierwszego zjedzenia mleka zsiadłego skóra zaczęła się leczyć (oprócz wprowadzenia mleka odstawiłam zyrtec i wyeliminowałam małą czarną ze swojego śniadaniowego menu, wprowadziłam Małemu olej budwigowy). Teraz ta nasza alergolog uważa, że skóra jest super- minimalne krostki na kolankach, w ciągu dnia policzki trochę się podrażniają, ale po nocy zawsze są dość ładne- może ciut szorstkie miejscami, ale blade- a w nocy Maluch co godzinkę wcina moje mleko. W ciągu dnia dostaje też królika, dynię, marchewę, jabłko, jagody, kaszę gryczaną, etc.)
Tydzień temu zjadłam kawałek pizzy z serem i pomidorami i też nic się nie stało.
Co o tym sądzicie? Czy powinnam dalej eliminować nabiał? I co sądzicie o teorii nabierania tolerancji przez małe ilości alergenów?
_ _
http:milowelove.blogspot.com