Rozszerzanie diety nie niemowlaka

21.03.13, 12:59
Mam 1,5-syna alergika. Jak na razie je ok. 20 produktów. Uczulają m.in. soja, kukurydza, ziemniaki, jabłka, wieprzowina, marchew i parę innych. Jest na Nutramigenie.
Do tej pory rozszerzam mu dietę powoli: 1 produkt na 2 tygodnie. To jest mało, bo przy założeniu, że nic go nie uczuli, to jest 25 produktów (też m.in. przypraw) na rok (a wiadomo, że jak uczuli, to potem trzeba "straty" zaleczyć).
Stąd mam pytanie, do mam już starszych dzieci. Kiedy i czy w ogóle odeszłyście od tak restrykcyjnego wprowadzania nowych produktów? Czy skracałyście okres testowania?
Czy może testowałyście kilka produktów na raz (np. kabaczek, ogórek i cukinia)?
Czy jeśli przeszła np. pszenica, to orkisz testowałyście tak samo długo, czy np. tydzień, ale w dużych ilościach?
Jak w ogóle sobie radzić z rosnącą ciekawością jedzeniową dziecka i ograniczoną ilością produktów, które mu można zaproponować? Mam też starszego 3-latka, który już sie nauczył, że je tylko w ukryciu, co generalnie jest jakąś paranoją, bo daję mu jabłko a on cichaczem z nim do swojego pokoju, bo młodszy zaczyna płakać, ze też chce. Próbujemy mu dać coś co może jeść, ale on już nie chce banana, chlebka ryżowego, czy macy.
    • porzeczka_mocna Re: Rozszerzanie diety nie niemowlaka 22.03.13, 14:52
      Wilhelmina, my przyspieszylismy jak mały miał jakieś 2,5 roku - wczesniej przez 4 miesiące nie wykazał żadnych objawów na podawane nowości (przez te 4 miesiące nowości podawaliśmy powoli). Poszliśmy na żywioł - co młody chciał, to mógł zjeść. Tylko, że mało co chciał...U nas jest teraz problem taki, że syn nie chce próbowac wielu nowości - nie i koniec. Więc stoi w miejscu, wrr.

      Jesli chodzi o rosnąca ciekawośc dziecka, i rodzeństwo - my przyjęlismy inna taktykę. Wyszłam z założenia, że przy uczuleniu na tak wiele produktów mój syn ma małe szanse na wyrośnięcie z alergii - zawsze będzie miał jakies ograniczenia zywieniowe. Będzie musiał sobie poradzić z tym, ze inne dzieci, inni ludzie - na placu zabaw, mijane na ulicy, w przedszkolu czy szkole będa jeść rzeczy, których on nie może. Dlatego uczylismy go pracowicie, że to jest jego jedzenie, tamto jego siostry, a to nasze. Wiadomo, że chciał próbować - ale mu tłumaczyliśmy, ze on ma swoje a my mamy swoje. To się przydaje - czasem obcy ludzie próbuja częstować czymś dziecko - chrupkiem, cukierkiem, ciastkiem - po naszym treningu dziecko nie brało od nikogo, o ile się nie upewniło nas, że może. Sprawa jest bolesna dla rodzica jak cholera, ale jeśli jedno ciacho dane przy sympatyczną babcię na placu zabaw ma sprawić, że dziecko nie będzie w nocy mogło spać bo swędzi i brzuch boli, to uznałam, że trzeba. (Na szczęście moje dziecko nigdy nie puchło ani nie miało wstrząsu, wydaje mi się że przy ostrych reakcjach taka postawa wobec jedzenia to mus.) No i tłumaczenie, tłumaczenie że tamto jedzenie szkodzi -choc wiadomo, że taki maluch nie do końca pojmie problem.

      Wada jest taka, że teraz syn nie chce próbować nowości. Nie chce i już sad. A z uczulenia na część produktów wyrósł. A części nie mam nawet jak sprawdzić.

Pełna wersja