Dodaj do ulubionych

Nie pracowałybyście?

23.04.17, 22:26
Taka inspiracja wątkiem obok - mając możliwość utrzymania rodziny tylko przez męża - rzuciłybyście pracę i zostały w domu mając nastoletnie już dzieci? Nie mam na myśli przerwy na kilka lat, kiedy dzieci są małe, ale porzucenie pracy "na zawsze".

Ja mając taką możliwość mimo wszystko wróciłam do pracy po prawie 5 latach przerwy, kiedy wysłałam dziecko do przedszkola i bardzo sobie tę decyzję chwalę. Mam luz, mogę pracować na 1/2-3/4 etatu, ale wiem, że gdyby coś niespodziewanego zachwiało moją sytuacją finansową, to sobie poradzę dość płynnie, bez szoku. Przecież wszystko może się zdarzyć - rozwód, choroba, utrata możliwości zarobkowania. Jakoś pewniej się czuję, kiedy mamy dochody z dwóch źródeł. No i zwyczajnie uważam, że to niesprawiedliwe, kiedy mąż musi harować na potrzeby rodziny, a żona ma "czas dla siebie" - wolę, żebyśmy oboje pracowali trochę mniej i mieli więcej tego czasu wolnego.
Obserwuj wątek
      • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 22:35
        Ale nie o takim przypadku mówimy. Gdybyśmy mogli nie pracować oboje z mężem, to pewnie byśmy nie pracowali, tylko podróżowali. Ale tylko jedno nie pracuje i czeka na drugie z obiadem o 20:30? Trochę słabo.
        • asia-loi Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 22:38
          a1ma napisała:

          > Ale nie o takim przypadku mówimy. Gdybyśmy mogli nie pracować oboje z mężem, to
          > pewnie byśmy nie pracowali, tylko podróżowali. Ale tylko jedno nie pracuje i c
          > zeka na drugie z obiadem o 20:30? Trochę słabo.
          >


          No więc, gdybym miała męża, który by zarabiał bardzo dużo, i by mnie utrzymywał, to bym nie pracowała.
    • majenkir Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 22:38
      a1ma napisała:
      > Taka inspiracja wątkiem obok - mając możliwość utrzymania rodziny tylko przez m
      > ęża - rzuciłybyście pracę i zostały w domu mając nastoletnie już dzieci?


      Ja mam nastoletnie dzieci, nie pracuje zawodowo i bardzo sobie chwale smile
      • beneficia Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 22:54
        A jeśli mogę (niezłośliwie) spytać - co robisz cały dzień w pustym domu?
        Bo nie wierzę, że 8 godzin polerujesz klamki i gotujesz wymyslne obiady.
        Serio pytam, robisz jakieś kursy czegokolwiek, uczysz się czegos stacjonarnie czy przez net, udzielasz się społecznie?
        Ogarnięcie domu+zakupy+gotowanie to max 3 godziny, co ROBISZ w pozostałym czasie?
        Pytam, bo tyle lat tylko w domu trudno mi sobie wyobrazić.
        • tol8 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 08:01
          Powiem ci, co ja robię jako niepracująca matka nastolatków.
          Wyprawiam dzieci do szkoły i wracam do nagrzanego wyrka dospać. Wstaję, robię herbatę, śniadanko i odpalam neta. Prasówka, fb, ig, fora itp. Wychodzę z psem, robię zakupy. Miasto- lekarze, urzędy, banki itp. Wracam- odkurzam, myję podłogi, coś tam sprzątam. Szykuję obiad, wstawiam pranie, zmywarkę, zdejmuję pranie wczorajsze, składam i chowam. Wracają dzieci- mają obiad na stole. Jemy, rozmawiamy. Spacer z psem do parku. Po obiedzie ogarniam syf i lekcje o mam wolne. Wtedy zaczynam się nudzić. Jadę do Ikea, do koleżanek, do mamy, do galerii handlowej. Powydaję kasę i wracam. Spacer z psem. Kąpiel, tv, net i spać. W łóżku jestem o 20.

          W dzień nie oglądam tv, w wolnych chwilach przeglądam neta lub gram w gry logiczne. Mam czysto, spełniam się w tym co robię, ale do pracy choć na godzinkę, dwie bym z chęcią poszła.
            • agni71 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 12:35
              beneficia napisał(a):

              > Co innego jest zagospodarowac czas a co innego spędzić go z jakimś pożytkiem. P
              > raca to niejako wymusza.

              No nie no, spędzam czas z duzym pożytkiem, rodzina ma obiadek świezy pod nos, uprane, uprasowane, zakupy (mam czas na różne okazyjne online) porobione. To mało pożyteczne? wink Myślisz, ze faktycznie większy pozytek społeczny był, jak tłumaczyłam np. artykuły prasowe ze wzmiankami o klientach firmy?
            • vaikiria Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 13:10
              Uważasz, że np. ktoś kto zawodowo piszen a Pudelku spędza czas z pożytkiem? aslbo ktoś, kto wymyśla durne reklamy, ktore nam tu wyskakują na stronie? Praca wymusza spędzanie czasu w sposob narzcony, niekoniecznie z pożytkiem.
              Uważasz, że jak moja mama będzie uczyła się angielskiego i chodziła na wykłady o sztuce do muzeum (jej marzenie od wielu lat, tylko nie mogła tego pogodzic z pracą) to jest to bezwartościowe?
        • majenkir Re: 24.04.17, 16:17
          beneficia napisał(a):
          > Ogarnięcie domu+zakupy+gotowanie to max 3 godziny, co ROBISZ w pozostałym czasie?




          Chyba jestem wolniejsza od Ciebie, bo wszystko to zajmuje mi wiecej niz 3 godziny...
          Czesto (po malo przespanej nocy) jak dzieci pojda do szkoly, klade sie z powrotem do lozka, wiec juz mam 1-1.5 w plecy. Dom prawie 300 m2, caly czas jest cos do zrobienia. Duze podworko, kurnik z 17 kurami do ogarniecia, w domu aktualnie dwa psy i krolik. Dojazd do spozywczego 20 minut w jedna strone. Prasuje/gimnastykuje sie ogladajac Netflix. Czesto jakies zakupy ciuchowe. Wolontariat mam okazjonalny, wiec nie rzutuje na codzienny grafik. Nie ucze sie, bo mam 45 lat wiec mi sie juz nie oplaca big_grin, poza tym nie jestem taka ambitna jak typowa emama wink.

          Za kazdym razem corka, kiedy odbieram wczesniej corke ze szkoly, bo sie zle czuje, mowi mi, ze fajnie, ze moge przyjechac praktycznie w kazdej chwili.smile
          • arwena_11 Re: 24.04.17, 16:22
            O dokładnie - dzisiaj coś załatwiałam w ciągu dnia i syn zadzwonił, że źle się czuje żeby go zwolnić ze szkoły. Zwolniłam i powiedziałam, żeby się położył, bo mnie nie ma w domu. Mimo że ma 16,5 lat - to jednak mama w domu jak się jest chorym - jest dobra.
            Jak dzieciaki były mniejsze, nigdy nie musiały chore siedzieć w przedszkolu/szkole - zabierałam od razu i wracały dopiero po całkowitym wyleczeniu a nie z glutem do pasa ale bez gorączki.
          • elf1977 Re: 25.04.17, 14:10
            Miło, jak się to lubi. Ja bym nie chciała tak spędzać dnia. Choć też mam dom, dziecko i zwierzaki. Moje dziecko wie, że nie zawsze będę mogła być na jego skinienie, dlatego jest bardzo samodzielne.
            • naturella Re: 25.04.17, 14:22
              Ja jestem zachwycona byciem w domu (kończy sie drugi miesiąc). Jestem dość zdyscyplinowaną osobą, więc nadal wstaję o 6. Dzieci chodzą na dwie rożne zmiany do szkoły, wiec w sumie dnia bez nich zostaje mi 1-3 godzin, w tym czasie gotuję obiad, sprzątam i robię zakupy. W pozostałym czasie ogarniam sprawy szkolne, remonty i rzeczy, na które wcześniej nie mieliśmy czasu (bo wymagały obecności kogoś w domu, np montaż domku ogrodowego, zrobienie nowego tarasu), ogród, basen z córką, moją naukę angielskiego, zajęcia dodatkowe dzieci i tzw. sprawy do załatwienia. Przed odejściem z pracy miałam czarowną wizję siebie z filiżanką kawy i książką - ta chwila nadeszła pierwszy raz w ostatni piątek, po ośmiu tygodniach. Zajęć jest mnóstwo, a czasu mało - i stale mam wyrzuty sumienia, że obiecywałam sobie więcej się angielskiego uczyć. Idę stąd zatem i ruszam do nauki smile
                • naturella Re: 25.04.17, 18:45
                  Najchętniej bym już nigdy nie pracowała, ale mam jednak mocno wpojony kult kobiety pracującej... myślę, że w drugiej połowie sierpnia zacznę czegoś szukac. Ale musi to być praca, w której znajdę poczucie osobistej satysfakcji, robienia czegoś z sensem, z trwałymi efektami. Zważywszy na to, że od zawsze pracuję w PR albo w promocji to jakoś kiepsko to widzę, na myśl o pracy koncepcyjnej i mocno angażującej umysłowo dostaję drgaweksad Najchętniej pracowałabym w schronisku dla psów, domu dziecka, w jakiejś fundacji czy tez zaangażowałabym się politycznie. Myślałam, ze po kilku tygodniach w domu odzyskam jasność myślenia i wymyślę, co dalej, a przede wszystkim stracę tę straszliwą demotywację, ale na razie jakoś niesad
                  • przeciwcialo Re: 25.04.17, 18:55
                    Ja planuję zrobc sobie pierwszy raz od lat wolne lat, tylko lenistwo, sanatorium, żadnej pracy. Języka chce sie pouczyc, odpocząc, z psem na szkolenie pójsc.
            • majenkir Re: 25.04.17, 14:34
              elf1977 napisała:
              > Ja bym nie chciała tak spędzać dnia.


              Dlatego Ty pracujesz, a my nie. Czy naprawde tak trudno zrozumiec, ze ludzie sie roznia?
              • elf1977 Re: 25.04.17, 14:40
                Dlaczego, ja to rozumiem, mam w głębokim poważaniu, czy pracujecie, czy nie. Odpowiadam na pytanie z pierwszego postu. Wszystkie zajęcie okołoldomowe traktuję jak nudne i żmudne, nie chciałabym, żeby mój świat się do tego tylko ograniczał.
    • zuleyka.z.talgaru Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 22:46
      Mam to w planach smile tylko dokończymy budowę i żegnam się z pracą zarobkową - chyba, że nadal będę mogła robić to co robię w takim samym wymiarze czasu - niestety jest to mało prawdopodobne, więc czekam na ten dzień kiedy zamknę DG, wyniosę się do lasu i będę na utrzymaniu męża big_grin
    • echtom Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 22:48
      Ja bym pracowała, może na niepełny etat - choćby z tej prostej przyczyny, że jestem lepsza w pracowaniu niż w prowadzeniu domu, a poczucie sukcesu jest człowiekowi potrzebne do szczęścia smile
    • mum2004 Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:01
      Tylko w sytuacji gdybym miała własne spore środki finansowe. Wtedy chętnie - podróże, konie, joga.... nie nudziłabym się.
      Nigdy nie chcialabym uzależnić sie od męża, choćby najwspanialszego. Różnie może być. Zresztą to chory układ gdy jedna osoba pracuje a druga siedzi w domu. Dla mnie to nie jest partnerstwo.
      • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:30
        O, dokładnie - dla mnie to nie partnerstwo. Nie wyobrażam sobie też, żeby mąż teraz rzucił pracę i przeszedł na moje utrzymanie (chociaż spokojnie byśmy się utrzymali z mojej pracy). Czułabym się ponad miarę obciążona odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny (jaki to musi być stres, wiedzieć, że nie możesz liczyć na wsparcie partnera i musisz użerać się z szefem / klientami / instytucjami pod groźbą bankructwa rodzinnego).
        • 3-mamuska Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 00:35
          a1ma napisała:

          > O, dokładnie - dla mnie to nie partnerstwo. Nie wyobrażam sobie też, żeby mąż t
          > eraz rzucił pracę i przeszedł na moje utrzymanie (chociaż spokojnie byśmy się u
          > trzymali z mojej pracy). Czułabym się ponad miarę obciążona odpowiedzialnością
          > za utrzymanie rodziny (jaki to musi być stres, wiedzieć, że nie możesz liczyć n
          > a wsparcie partnera i musisz użerać się z szefem / klientami / instytucjami pod
          > groźbą bankructwa rodzinnego).
          >


          A jak byście mieli taka kasę ze nie czuła byś obciążona?
          Czyli jak mąż ci zachoruje albo musiałbyś zostać w domu ze względu na chorobę dziecka, czułbyś ze nie jesteście partnerami?
          Ja uwarzam ze małżeństwo polega na czymś wiecej niz kasa i praca. A wspieranie nie kończy sie na pieniądzach.
          Z jakimi instytucjami? Musicie sie użerać?
          U nas przez lata było tak mąż zarabiał ja obrabiałam resztę, dzieci, większość zakupów sprztania i spraw urzędowych, mąż towarzyszył mi tam gdzie była konieczność, czy to w urzędzie czy z dziećmi u lekarza/na wywiadówce itp.

          Wiec on zarabiał, ale nie był obciążony wszytkim , Ja robiłam sporą cześć roboty.
          On nie miał czasu stać w kolejkach dzwonic po bankach i urzędach,szkołach.
          Wiec byłam partnerka czy nie byłam?
          Ja uważam ze byłam bo rodzina to nie tylko kasa.
          • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 06:55
            Dlatego pisałam, ze z małymi / chorymi dziećmi jest inaczej. Tak, wtedy jest to podział obowiązków, oboje pracujecie na rzecz rodziny, z tym, ze Ty nieodpłatnie. Ja miałam na myśli zony z gatunku "leże i pachnie", a nie gospodynie domowe - bo bycie gospodynia domowa przy dzieciach to w sumie wiecej niż jeden etat.
            • arwena_11 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 09:38
              Ale naprawdę to nie jest leżę i pachnę. Ogarniam wszystkie domowe sprawy, sprawy firmy męża, lekarzy ( dzieci, męża, teściowej ), zakupy itd - wszystko czego nie da się ogarnąć netowo.
              Do tego będąc z Zarządzie wspólnoty mam kupę roboty z burdelem jaki zostawił poprzedni Zarząd i administrator. Gdybym pracowała - nie poświęciłabym na to tyle czasu, a sprawy są pilne.

              Do tego oczywiście mam czas żeby pogadać z koleżankami, spotkać się na kawie czy połazić po galerii. A wieczory są dla rodziny.
            • agni71 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 11:35
              a1ma napisała:

              > Dlatego pisałam, ze z małymi / chorymi dziećmi jest inaczej.

              Ze starszymi nie chorującymi przewlekle też jest podobnie. Bo a to ortodonta jednego, a to okulista drugiego, a to dermatolog potrzebny czy alergolog. Jak dzieci jest więcej niz jedno, to nawet z niechorującymi ponad miarę, i w wieku nastoletnim (nie poślę 14 latki samej na wizytę do sąsiedniego miasta) takich sytuacji, kiedy trzeba cos zrobić "przy dzieciach" jest sporo.

              Tak, wtedy jest to
              > podział obowiązków, oboje pracujecie na rzecz rodziny, z tym, ze Ty nieodpłatn
              > ie.

              Tak jest w większości takich związków, gdzie jedno pracuje zawodowo, a drugie nie. To drugie przejmuje prowadzenie domu w duzym stopniu. Jesli rodzine stać np. na kogos do sprzątania, to jest trochę więcej czasu na leżenie i pachnienie, ale są inne sprawy, którymi trzeba sie zająć. Nie chcesz chyba powiedzieć, że znasz osoby, które nie pracują zawodowo, a w domu, przy dzieciach, w ogrodzie też nie robią dosłownie NIC?

              Ja miałam na myśli zony z gatunku "leże i pachnie", a nie gospodynie domowe
              > - bo bycie gospodynia domowa przy dzieciach to w sumie wiecej niż jeden etat.

              Nie przesadzajmy tez w drugą stronę, przy dzieciach starszych sporo obowiązków, stale czy doraźnie, mozna scedować na dzieci. Gdy dzieci włączone są w sprawy okołodomowe i jesli tylko ktos nie ma np. obsesji na punkcie czystości czy podawania codziennie trzydaniowych obiadów, to jest sporo wolnego czasu. Na pewno więc ej, gdy jednocześnie pracuje się zawodowo ORAZ prowadzi dom, nawet zakładając, że w takim układzie obydwoje małżonkowie robią w domu i przy dzieciach dokładnie tyle samo.
              >
          • turzyca Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 09:33
            >Wiec on zarabiał, ale nie był obciążony wszytkim , Ja robiłam sporą cześć roboty.

            Wiesz, napatrzylam sie dosc dlugo na uklad, gdzie jedna osoba zarabiala 10x a druga x. Wyksztalcenie mialy na starcie mniej wiecej takie same, koszty zycia biezacego w okolicach 5x.
            I ta lepiej zarabiajaca wspomina tamten czas jako horror wlasnie dlatego, ze nie mogla sobie pozwolic na strate pracy, postawienie szefom, jakis protest czy na dlugotrwala chorobe. Mowi, ze znacznie bardziej wolala czas, gdy obydwoje zarabiali mniej wiecej 3x (jedno 3,5x, drugie 2,5x) i dzielili obowiazki domowe po rowno.
            To "wszystko" to nie calosc obowiazkow, ale calosc odpowiedzialnosci, zeby w nastepnym miesiacu byl chleb.


            >Ja uważam ze byłam bo rodzina to nie tylko kasa.

            Nie tylko, ale bez kasy rodziny nie utrzymasz.
                • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 10:49
                  Jeśli czuja się odpowiedzialni za utrzymanie zony w ten sam sposób, w jaki są odpowiedzialni za utrzymanie dzieci, czyli traktują ją jak istotę niesamodzielna finansowo, a nie jak partnera, to jasne. Ale to ma dwie konsekwencje, wraz z ograniczeniem odpowiedzialności idzie ograniczenie decyzyjnosci, to oczywiste.
                  • kaz_nodzieja Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 10:51
                    Są mężczyźni którzy traktują żony jak partnerów nawet jeżeli te niepracują, a są tacy, którzy zarabiającą żonę traktują jak ścierwo (patrz - Rafał Piasecki).
                    Na moim osiedlu było dość dużo alkoholików, którzy podle traktowali swoje żony i dzieci. Jak myślisz, kto w tych rodzinach był zwykle głównym żywicielem? Mężczyzna czy kobieta?
            • porzeczka666 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 23:38
              Powiem tak -mój m.ma na tyle fajną pracę że przychodził z niej wypoczęty a ja po dniu z dziećmi padałam na twarz.Jak młodszy miał 5 lat poszłam do pracy na etat a on na pół i codziennie miałam awantury że mam zrezygnować z tej pracy bo on ma dość -nie mógł znieść że dzieci marudzą bo niedobre jedzenie bo nie dał im jeść ani poć bo nie miały uprane i naszykowane i ogólnie darł się na nie a one płakały że chcą matkę.Po 3 mies pracy i codziennych awantyr zdrowie mi siadło i leczyłam się 2 lata -urósł mi kostniak w zatoce czołowej.To tak ku przestrodze.
    • princesswhitewolf Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:07
      >mając możliwość utrzymania rodziny tylko przez męża - rzuciłybyście pracę i zostały w domu mając nastoletnie już dzieci?

      nie. Nie i jeszcze raz nie. Chyba ze chora kobieta.

      > to sobie poradzę dość płynnie, bez szoku

      dokladnie.
      • bi_scotti Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:15
        Ani ja nie chcialabym byc na utrzymaniu meza, ani on by nie chcial byc na moim utrzymaniu - dobralismy sie wink Aczkolwiek, winning iles tam millions i mozliwosc wspolnego niepracowania mogloby byc calkiem atrakcyjna opcja na nastepnych 30-40-50 lat ... pomarzyc, eh big_grin Cheers.
          • bi_scotti Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 13:58
            berdebul napisała:

            > Bi_scotti a jak powrót męża na studia (doktorat?)? Pisałaś kiedyś, że kupiłaś l
            > unchbox.

            Uczy sie pilnie smile Ale on sobie odlozyl na swoje studia, przez ostatnich 5-6 lat odkladal dzielnie na te mniej-wiecej 4, ktore zamierza przeznaczyc na PhD. Oczywiscie, jako para mamy teraz mniejszy dochod ale to nie jest tak, ze ja go utrzymuje w 100% czy nawet w 10% wink Taki uklad mielismy gdy Najstarsza byla baby, wtedy faktycznie tylko ja pracowalam i bylam takim classic breadwinner ale to trudno nazwac, ze "nie pracowal". Wychowywal najpierw corke, potem corke i syna, potem corke i obu synow smile Pachnial, zawsze pieknie pachnie wink ale nigdy nie lezal bezczynnie big_grin No i gdy tylko zastniala taka mozliwosc, zaczal podejmowac prace part-time, contracts etc. Czy by to robil gdybym zarabiala jakies ... bo ja wiem ... 10-20 razy tyle ile zaranialam? Podejrzewam, ze jednak tak, bo przeciez to nie o same dochody chodzi. Ja zreszta tez "musze" pracowac. Zawsze, procz pracy, bylam (i jestem) dosc zaanagazowanym volunteer w roznych kierunkach/organizacjach ale that's not enough. Ja po prostu lubie miec placone za moja profesjonalna prace. Taka schiza, eh. No i moj maz podobnie. On teraz tez bedzie w lecie pracowal, nie na etacie ale jako consultant, no ale jakby nie patrzec "za pieniadze" smile I tak to z nami jest, eh ... Life.
              • bi_scotti Re: Nie pracowałybyście? 25.04.17, 21:19
                A to ja przepraszam, nie zrozumialam smile No wiec po pierwsze, nie jest najstarszy pod opieka swojej (mlodszej od siebie!!!) supervisor, co go bardzo podnioslo na duchu juz na dziendobry wink Po drugie, w minionym semestrze nie mial zadnych tests/exams, teraz (w tym tygodniu) ma jeden na koniec tego semestru i jest tym totalnie przejety ale jeszcze bardziej przejete sa nasze dzieci, ze tata bedzie pisal exam! big_grin Po trzecie, dal sie wciagnac, jak porzadny student, eh wink w volunteer work i wspiera swoja wiedza under-graduate students II i III roku w jakims tam lab, co go wyraznie cieszy nieslychanie. No i po czwarte, jezdzi "do szkoly" na rowerze (jezdzil przez prawie cala zime), bo ma zajecia w budynku niedaleko pewnego gym z prysznicami czyli utrzymuje kondycje wiec jest dobrze wink
                Tyle raportu narazie. Jak zda ten pierwszy exam, dam znac ... no bo nie ma mowy zeby nie zdal - glowe bym mu urwala big_grin Cheers.
      • 3-mamuska Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:24
        Kiedys odpowiedziałabym tak zdecydowanie tak.
        Miałam co robic.
        Po latach przerwy poszłam do pracy i jak mam dzien wolny to świruje w domu.
        Choć gdybym miała inne warunki (inne miejsca zamieszkania i bez chorego dziecka)
        To tak zostałabym w domu, w ciagu dnia pomagałaby w schronisku i jeździła do stadniny. Moze Inaczej ustawiałabym sobie zycie, i mogłabym nie pracować.
    • mary_lu Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:23
      Pewnie bym pracowała, ale możliwe, że z przerwami.

      Niepracowanie jest super, jak dzieci są małe. Nawet moje przedszkolne było na tyle chorowite, że więcej było ze mną w domu niż w placówce. Miałam co robić a jednocześnie nie byłam przemęczona. Jak dziecko poszło do szkoły i większość moich koleżanek podjęło pracę, zaczęło mi czegoś brakować. Poleciałam szukać roboty z radością.

      Pracuję na waciki, ale lubię swoją pracę. Mój szef bywa marudny, to wtedy mogę mu podokuczać, że jak mi będzie psuć humor, to wrócę mieszać w garnkach w domu, a wtedy on dostanie znów na moje miejsce takiego leniwego gulona jak moje trzy poprzedniczki tongue_out
    • stephanie.plum Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:28
      gratuluję ...możliwości.

      zapewne mając męża bogacza nadal upierałabym się przy słabiutko płatnej ekscentrycznej pracy, tak jak robię to teraz (brak męża bogacza powoduje częste chwile zadumy, gdy sprawdzam stan konta...).
      • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 23.04.17, 23:35
        stephanie, nie ma czego gratulować, naprawdę. Różnie się w życiu układa, pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Uważam, że to zwyczajnie głupie nie dywersyfikować źródeł dochodu.
          • bi_scotti Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 00:42
            Naprawde w sytuacji odwrotnej (jestescie "bogaczkami" pracujacymi! za horrendalnie duze pieniadze) bylybyscie happy utrzymujac Waszych mezow, ktorzy by sie zajmowali swoimi hobbies etc.? Hmmm ... no to ja bym w sumie tak dla niego, tego mojego ukochanego meza nie chciala, bo mialabym jednak poczucie, ze "cos" jednak traci. Ze ja mam fun, prace, kontrole, forse, sukcesy, obowiazki i "swiatowe zycie" a on co? zbieranie znaczkow? szydelkowanie? volunteering w Meals on Wheels? Chyba jednak kocham go za bardzo zeby zaakceptowac taka opcje. Ergo, mam nadzieje, ze on z milosci tez by mnie w cos takiego nie wpakowal, niezaleznie od ilosci zarabianych/posiadanych $$$. Life.
            • thaures Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 01:21
              Na pewno bym nie rzuciła pracy, ale być może przeszłabym na pół etatu. I samo poczucie, że gdyby mnie przytloczylo, mogłabym pracę rzucic- fajna sprawa.
              Ale- pzez rok byłam na płatnym urlopie, było super, ale przez pierwsze miesiące. Potem zaczęłam dziczec, brakowało mi znajomych z pracy, konieczności sprawnej organizacji czasu.
            • 3-mamuska Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 02:18
              Wiesz jeśli facet by miał jakies konkretne fajne hobby, nie wywalanie kasy na imprezy alkohol i rozrywkę.
              To czemu nie? Sa osoby które uwielbiają pracować uwielbiają ten wyścig , kontrole i cała otoczkę z praca i duza kasa.
              A sa osoby które sie okrutnie męczą wola jakaś spokojna działalność, zeby nikt nic od nich nie chcial.

              Co złego w tym jakby facet pisał książkę i sprzedawał , czy malował obrazy?
              Hodował konie psy koty? Miał w tym jakies osiągnięcia?
              Poza tym mam takie wrażenie ,ze jednak faceci gorzej znoszą brak pracy , i jest jednak presja społeczna ze powinni pracować. Moze dlatego ze to nie oni rodzą dzieci nie karmią piersią, a rodzina sie musza opiekować.


              Ze ja mam fun, prace, kontrole, forse, sukcesy, obowiazki i "swiatowe zycie" a on co? zbieranie znaczkow? szydelkowanie? volunteering w Meals on Wheels? Chyba jednak kocham go za bardzo zeby zaakceptowac taka opcje.

              Tego to juz konkretnie nie rozumiem, skoro tak go kochasz to czemu nie zaakceptujesz jego woli i szczęscia?
              Tylko uważasz ze powinne być szczęśliwy tylko pracując?
              • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 06:52
                Absolutnie nie miałabym nic przeciwko, gdyby mąż zawodowo realizował swoje pasje, był artystą, czy innym nauczycielem historii wink Ale gdyby nagle oświadczył mi, ze on rzuca robotę, żeby robić zakupy i chodzić na joge, to sorry, ale nie byłabym zbyt szczęśliwa.
              • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 06:52
                Absolutnie nie miałabym nic przeciwko, gdyby mąż zawodowo realizował swoje pasje, był artystą, czy innym nauczycielem historii wink Ale gdyby nagle oświadczył mi, ze on rzuca robotę, żeby robić zakupy i chodzić na joge, to sorry, ale nie byłabym zbyt szczęśliwa.
            • iskierka3 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 08:22
              To zalezy. Gdybym i tak zarabiala kupe kasy ( tzn nie musiala ciagnac dwoch prac bo on ma hobby) a jego hobby byloby pasja i sposobem na zycie i nie dziwaczalby w gnusnosci tylko sie spelnial a przy tym byl partnerem zyciowym a nie ogolnie bluszczem - nie mialabym nic przeciwko.
    • lalkaika Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 02:01
      juz tu pisalam na ten temat.Nie jestem waska specialisttka,jestem po zawodowce.Dziecko mam 7 letnie i siedze w domu,ba mam czas <dla siebie<Ah luz tez mam ,bo swoje odpracowalam za mlodu, nieruchomosci i lokaty sa..a maz niech haruje + on lubi smile
      • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 06:58
        Jeśli to, co mogłabys zarobić nie przewyższa wartości Twojej pracy w domu (czyli ile byście w sumie zapłacili niani, sprzątaczce, gosposi, ogrodnikowi, szoferowi), to "siedzenie w domu" ma nawet uzasadnienie ekonomiczne wink
    • evee1 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 03:41
      Marze o mozliwosci pracy na 1/2 czy 3/5 etatu, ale nistety nie mam takiej mozliwosci. Nie rozumiem podejscia, ze to maz ma zapewnic byt rodziny. Z tym, ze u mnie jest taka sytuacja, ze ja nie zarabiam "na waciki", wiec moja calkowita rezygnacja z pracy, to polowa dochodow w dol. Nie jestem gotowa na taki spadek dochodow wink.
      W domu bym sie nie nudzila, bo mam mnostwo pomyslow, niestety wiekszosc z nich wymaga nakladow finansowych wink.
      • hugo43 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 04:27
        U nas gorzej,bo oboje duzo w domu jesteśmy, tj.na tyle duzo ze ja spokojnie bym etat obskoczyla,a maz pol.dzieci w wieku placowkowym. Poki co, dajemy wykazac sie innym😆na mysl,ze mam isc na 8h do pracy ,slabo mi.
    • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 07:02
      Ok, może trochę inna jest sytuacja, kiedy żona zarabia naprawdę na warunki. Ale kurde - dlaczego miałoby tak być? Jeśli traktuje swoją prace poważnie, to nie ma powodu, żeby nie była w stanie utrzymać rodziny w razie czego. Chyba nie jest a tak glupsza od męża wink
    • tol8 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 07:49
      Nie, nie, nie. Nie pracuję już ponad rok i dostaję fioła. Potrafię pojechać do pracy tylko po to, żeby pogadać. Brakuje mi ludzi, zadań, adrenaliny, satysfakcji. Niestety nie wiadomo kiedy i czy w ogóle wrócę. Ratuję się wolontariatem.
        • a1ma Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 09:24
          arwena_11 napisała:

          > A nie masz koleżanek z którymi możesz wyskoczyć do galerii, pogadać przez telef
          > on, spotkać się na kawie?
          >

          Naprawdę byłoby mi zwyczajnie głupio, gdyby treścią mojego życia były galerie i kawki. Puste to i smutne w sumie.
          Nie trzeba pracować, jasne, ale nie przeszkadza Ci mialkosc takiego życia? Tylko konsumpcja?
          • arwena_11 Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 09:55
            Wiesz co pracowałam dwa lata na etacie w banku. W księgowości kredytowej. Miałam wrażenie, że dla wielu moich koleżanek sens pracy to były właśnie kawki, herbatki, gadanie przez telefon ( czasy kiedy komórki były bardzo drogie i nie tak powszechne jak teraz ). Tak naprawdę pracy było bardzo dużo w dni spłat odsetek ( 5,10,15,20,25,30 ), reszta czasu - można było czytać książkę, pisać prace dyplomowe itd. Do tej pory nie wiem dlaczego odsetki i płatności uparto się w umowach kredytowych ustawiać na kilka dni w miesiącu ( zazwyczaj 15, 25, 30 ). Przecież spokojnie można było ustawić na każdy inny dzień i byłoby lepiej.
            Ja przychodziłam na 8 rano. Można było przychodzić po ustaleniach od 8 do 9, bo system zaczynał pracować od 9. Miałam godzinę na ogarnięcie się, przygotowanie dokumentów, sprawdzenie wszystkiego, zjedzenie śniadania. Potem praca non stop. DO 13 schodziły wauty, więc kredyty walutowe były priorytetem, potem normalne i w sumie o 14-14.30 miałam zrobione wszystko i mogłabym iść do domu. ALe nie, musiałam do 16 odsiedzieć swoje.
            Moje koleżanki przychodziły na 9 rano. Dzień zaczynały od kawy/herbaty ( potem jeszcze kilka w ciągu dnia, lunch, papierosek ) i o 13 był płacz, że się nie wyrobiły z walutami. O 15 szukały frajera, który pomoże im robić ich pracę, bo się nie wyrabiają z normalnymi kredytami. Kiedyś z nudów policzyłam i wyszło mi że każda z nich na przysłowiowej kawie spędza ponad godzinę dziennie. Bo nie piły przy biurku, tylko w socjalnym, przy okazji pogadały itd. Ja wolałam najpierw zrobić swoje, potem dopiero gadać.

            Poza tym ty naprawdę myślisz, że ja cały czas na kawkach i w galeriach spędzam? Rozczaruję cię, ale niestety tak się nie da. Muszę ogarnąć dokumenty firmowe męża, pozałatwiać sprawy np w sądzie ( zawieźć papiery, zrobić zdjęcia akt itd ) - czyli robię to czego mój mąż nie lubi. Załatwiam sprawy w bankach ( nie wszystko da się mailowo ), ogarniam dzieciaki, pomagam córce w lekcjach no i ogarniam dom/zakupy/kota, pomagam rodzicom. Zdarzają mi się dni, kiedy poza domem jestem więcej niż mój mąż.
            • elf1977 Re: Nie pracowałybyście? 25.04.17, 14:22
              I to Ty ciągle zarzucasz nauczycielom, że nic nie robią? Pracowałaś zawodowo 2 lata, a teraz pomagasz mężowi?
              Super. Spora hipokryzja, jak widać, w tym banku się nie napracowałaś.
        • elf1977 Re: Nie pracowałybyście? 25.04.17, 14:18
          To nie chodzi o pogaduchy, tylko o pewne wyzwania\zadania.
          Kobiety są różne, ja spędziłam na wychowawczym rok i nudziłam się jak mops. Te wszystkie domowe obowiązki i odmóżdżanie się przy niemowlaku - dobijały mnie.
    • default Re: Nie pracowałybyście? 24.04.17, 08:02
      Ja bym bardzo chętnie rzuciła pracę, ale tylko w przypadku wejścia w posiadanie dużych zasobów finansowych, np. wygrana w lotto (niestety te 23 bańki z soboty znowu nie mnie przypadły, co za pech sad). Opcja : przejść na utrzymanie męża odpada. Zresztą mój mąż też marzy o rzuceniu roboty, więc tym bardziej jest to nierealne smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka