monaluiza
03.02.05, 08:40
Drogie mamy,
Od dłuższego już czasu pojawiają się na tym forum porady, zalecenia, opowieści
na temat tłuszczów. Niestety, poza nielicznymi wyjątkami są one zupełnie
bezpodstawne, a w niektórych przypadkach wręcz niebezpieczne. Dlatego też
pozwalam sobie przekazać kilka interesujących faktów, które być może wiele z
Was zadziwią. Wszelkie jednak zażalenia proszę składać do Pana Boga, że nas
takich stworzył oraz autorów podręczników medycznych takich jak biochemia czy
fizjologia , którzy to skrzętnie opisali i … uznali za FAKTY.
A więc ..
Tłuszcze dzielą się na nasycone, jednonienasycone i wielonienasycone – co
każda z mam już wie.
Nieporozumienie jest jednak w tym, że nie każda mama zdaje sobie sprawę z
kilku istotnych szczegółów :
a. W smalcu, maśle, śmietanie, wędlinach, mięsie, żółtku jaj itd... w
większości znajdują się tłuszcze nasycone (które uchodzą za niezdrowe).
Tłuszcze te mają jednak taką budowę, że wszystkie tzw. wiązania podwójne mają
już wypełnione. Praktycznie oznacza to, że nie są już w stanie przyłączyć
atomów tlenu, co z kolei oznacza, że NIE UTLENIAJĄ SIĘ.
b. W oleju z oliwek, w większości znajdują się tłuszcze JEDONIENASYCONE. Co
oznacza, że mogą się utleniać, ponieważ mają JEDNO wiązanie podwójne wolne,
stąd też ich nazwa.
c. W olejach roślinnych takich jak olej rzepakowy, kukurydziany, słonecznikowy
i z różnych pestek w większości znajdują się oleje WIELONIENASYCONE, ponieważ
w swojej strukturze chemicznej mają więcej niż jedno wolne wiązanie podwójne.
To oznacza też, że oleje te łatwo się utleniają (dużo łatwiej niż olej z
oliwek). Praktycznie przejawia się to tym, że olej taki, po stosunkowo krótkim
czasie kontaktu z powietrzem, w którym jak wiadomo jest 21% tlenu JEŁCZEJE
tzn. śmierdzi. Proces ten (tj.utlenianie takich olejów) ma bardzo poważne
konsekwencje z czego większość mam nie zdaje sobie zupełnie sprawy.
Rozprawmy się na wstępie z tymi niby „zdrowymi” olejami roślinnymi :
Podczas utleniania się tłuszczów roślinnych powstają (LAWINOWO !!! jak w
reaktorze atomowym) WOLNE RODNIKI !!! Są to związki potwornie trujące.
Powodują one stany zapalne, uszkadzają błony komórek, prowadzą do nowotworów,
miażdżycy no i... starzenia się !! A teraz uwaga : im bardziej olej jest
wielonienasycony tym bardziej jest więc toksyczny !!! (Aha... utlenianie
tłuszczów następuje nie tylko na wolnym powietrzu, ale przede wszystkim w
naszym organiźmie, ponieważ atomów tlenu mamy pod dostatkiem ).
Jeśli teraz popatrzymy na skład chemiczny różnych tzw. „zdrowych” olejów to...
skóra cierpnie !
Spokojnie jednak drogie mamy ... nasz organizm absolutnie potrzebuje również
tych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych ale ..... w NIEWIELKICH ILOŚCIACH
!!! Bez obecności nawet tych najbardziej utleniających się – można się
poważnie rozchorować.
Głownie chodzi tutaj o oleje tzw. OMEGA 3, których bardzo dużo znajduje się w
sławetnym oleju z wiesiołka czy oleju z lnu. Poważnym błędem jest więc
NADMIERNE spożycie właśnie tych dobroczynnych związków. Innymi słowy : w
niewielkich ilościach są dla nas zbawienne !! ale w ilościach większych (które
najczęsciej się nam zaleca) są silnie trujące !!!
Organizm człowieka nie jest jednak taki głupi.... broni się przed głupotą
ludzką i specjalistów od marketingu wytwarzając coś co jest wszystkim tutaj
mamom pewnie już znane jako : antyutleniacze, przeciwutleniacze lub
antyoksydanty. Jednym z nich jest taki sobie ciekawy enzym, który nosi nazwę :
dysmutaza ponadtlenkowa. Kiedy spożyjemy zbyt dużo tłuszczów nienasyconych tj.
głównie olejów roślinnych (tych co niby są takie zdrowe !) organizm zaczyna je
utleniać, to z kolei prowadzi do lawinowego wytwarzania niezwykle toksycznych
wolnych rodników !! W tym momencie organizm broni się przed naszą głupota i
uruchamia między innymi rezerwy dysmutazy ponadtlenkowej, która spowalnia ten
proces, ale... na ogół nie jest w stanie go powstrzymać . Ponadto zapasy
naszych własnych przeciwutleniaczy są niestety ograniczone. Dlatego przy
nadmiernym spożywaniu olejów roślinnych możemy się nieźle pochorować.
Dlatego dając naszym pociechom zbyt dużo tłuszczów wielonienasyconych
zatruwamy nasze potomostwo w sposób bardzo poważny
Są jednak chlubne wyjątki jeśli chodzi o tłuszcze roślinne :
a. Olej z oliwek – po pierwsze gorzej się utlenia, ponieważ ma tylko jedno
wolne wiązanie. Po drugie zawiera on jeden z najbardzie silnych
PRZECIWutleniaczy – tokoferol, czyli witaminę E. Z tego powodu oliwa z oliwek
jest całkiem dobrym tłuszczem, chociaż ... nie najlepszym.
b. Olej z kokosów (lub olej palmowy) – to są „mistrzowie świata” wśród olejów
w ogóle, nie tylko roślinnych ! Pomimo, że są pochodzenia roślinnego, to są
najbardziej NASYCONE !!! Czyli... najmniej toksyczne. W ich składzie znajduje
się zaledwie niecałe 2 % tłuszczów nienasyconych . Olej kokosowy można używać
do wielokrotnego smażenia i ciągle będzie miłą ładną barwę, bo nie utlenia się
! Poza tym olej ten ma inne jeszcze fantastyczne właściwości np. świetnie
zwalcza różnego rodzaju mikroby
Teraz coś o problemie podgrzewania olejów, co pojawiło się w kilku chyba wątkach.
Jak widać z opisu powyżej podgrzewanie olejów jest zbrodnią !! a już
doprowadzanie ich w jakims nieokreślonym celu do wrzenia, to już wygląda na
próbę samobójczą ! Przecież w wysokiej temperaturze proces utleniania się
następuje z ogromną prędkościa ! Jeśli więc przez brak wiedzy ktoś używa do
smażenia kotletów np. oleju z rzepaku, kukurydzy, słonecznika itd ... to już z
pierwszym kęsem takiego kotleta funduje sobie potężną toksyczną bombę !!!!
Tutaj wcale nie chodzi o to, że jakiś tam olej ma wyższą temperaturę wrzenia
niż inny. Chodzi o to, że utlenianie następuje już w temperaturze pokojowej, a
co dopiero na patelni gdzie temperatura sięga setek stopni ! Nie można więc
zalecać używania tych tłuszczów do smażenia (czy doprowadzania do wrzenia, jak
niektóre mamy proponują czy już robią) bo oleje te : mają wyższą temperaturę
wrzenia. Przecież właśnie dlatego ,że maja wysoką temperaturę wrzenia tym
bardziej się utleniają i tym bardziej stają się po takim zabiegu TOKSYCZNE !
Jeśli już, to należy smażyć na oleju z oliwek, bo najmniej się utlenia (
oprócz oleju z kokosa oczywiście), a najlepiej smażyć na smalcu lub oleju
kokosowym ( który już w Polsce się nieśmiało zaczyna pojawaić). Oliwę z oliwek
najlepiej używać tylko na zimno np. do sałatek, wtedy mamy z niej najlepszą
korzyść dla naszego organizmu . Sporo witaminy E, która świetnie zwalcza
wolne rodniki, a poza tym bardzo ładnie podnosi on HDL czyli ten „dobry”
cholesterol.
A teraz weźmy na tapetę truciznę po tytułem „olej rzepakowy”. W wielu
rozwiniętych krajach ( np. Anglia, Australia, Kanada... ) trucizny tej
sprzedawać nie wolno !!!! W Polsce natomiast półki się uginają od tego
świństwa. Mało tego... jakiś kryminalista marketingowy napisem na naklejce na
butelce tego oleju przekonuje, że olej ten „nadaje się szczególnie do
smażenia” !!! Nic tylko zatłuc, batem ćwiczyć bez końca !! Olej ten zawiera w
sobie kwas erukowy, który jest silną trucizną. Geniusze od jego marketingu
sprzedają to jako „olej o niskiej zawartości kwasu erukowego” . Niskiej ?? tam
NIC nie powinno być !! (Na pytanie ILE jest tam tej trucizny, producenci
uparcie milczą, nie odpowiadają na emaile ani faksy). Jest też, polecany dla
dzieci ! olej rzepakowy „bezerukowy”

)) brak mi jednak odwagi, aby podać
to świństwo mojemu dziecku, no bo i po co ? Poza tym, jedyna odmiana rzepaku,
która nie zawiera tej trucizny to olej znany jako : CANOLA ( CANadian Oil) .
Jest to olej z genetycznie zmodyfikowanego rzepaku. Proces modyfikacji został
opatentowany w wszystkich krajach świata przez kandyjską fir