luiza20
04.03.05, 10:58
Moje dziecko jest bardzo żywe (delikatnie mówiąc). Tak naprawdę rozrabia jak
pijany zając. Biega jak szalony, robi kilka rzeczy na raz, jakby mógł, to by
się roztroił. Złości się, krzyczy, bez powodu wpada w prawdziwą furię,. W
takich momentach rzuca wszystkim, co wpadnie mu w rękę. Często jest
płaczliwy, humorzasty, rozdrażniony, pluje, bije. Synek jest alergikiem,
często boli go brzuszek, źle śpi. Alergolog powiedział, że taki stan ciągłego
pobudzenia jest typowy dla alergików. Problemy ze skupieniem uwagi, złość,
drażliwość są podobno zwyczajnym objawem podrażnienia zakończeń nerwowych
przez alergeny. Uczepiłam się tej teorii jak tonący brzytwy, bo jeśli
wyrośnie z pokarmówki, to może będzie trochę spokojniejszy. Z drugiej strony
znam mnóstwo dzieci, które mają silniejsze AZS niż mój syn i są jak owieczki.
Na skórze mają otwarte, sączące rany, ale aktywność dziecka nie doprowadza
ich mam do obłędu. Na początku stanowczo interweniowałam, gdy źle się
zachowywał, żeby go nie rozpuścić, ale lekarz powiedział, żebym nie była dla
synka zbyt surowa, bo to nie jego wina. Mam wykazywać więcej cierpliwości niż
w stosunku do zdrowego dziecka, nie karcić go za wszystkie skandaliczne
zachowania, bo cytuję: „to kwestia choroby a nie charakteru. Jakby panią
ciągle bolał brzuch, to tez by się pani wyżywała na innych”. I co o tym
sądzicie? Jakie są Wasze dzieci? Czy nie zrobię mu większej krzywdy, jak będę
mu we wszystkim pobłażać? Mam zachowywać się jak w tym dowcipie: „Synku, nie
kop pana, bo się spocisz.”?