chemia w jedzeniu

19.04.05, 10:16
w sobotę w piaskownicy, odbyłam ciekawą rozmowę z mamusią 2,5 rocznego
Krzysia. otóz okazało sie że chłopiec ma uczulenie na wszystkie niemal warzywa
i owoce, co zjadł od razu wysypki, biegunki i co tam jeszcze. rodzina
kompletnie załamana. ale Krzyś ma dziadków na wsi, zwykłych prostych ludzi.
jak miał roczek pojechał do dziadków na wakacje. jakież zdziwienie zapanowało
gdy sie okazało ze zjada z wielkim apetytem wszystko co babcia da i nie ma
żadnych sensacji.
owa kobieta pomyślała że to pewnie wina chemii, nawozów, pestycydów. nie ma
problemu poszukała sklepu eko. kłopoty pojawiły sie niemal od razu. warzywa
przywiezione od babci-wszystko ok. okazało sie że dziadkowie na w łasne
potrzeby hoduja owoce i warzywa nawożone gnojówką.zaczeli uprawiac całe zagony
wszystkiego, specjalnie dla wnusia, kłopoty się skonczyły, o wysypkach juz
nikt nie pamięta.
    • beciaw2 Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 10:29
      Szczęściarz, kto ma dziadków na gospodarstwie.
      • izia30 Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 10:57
        aha...
    • gula1 Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 15:14
      Moja cała rodzina z wykształcenia i z zamiłowania to ogrodnicy.Rodzice kilka
      lat temu wyprowadzili się z Warszawy. Nie uprawiaja ziemi ale dal moich dzieci
      maja kilka zagonków. Te kilka zagonków to całkiem tradycyjna uprawa, bez
      sztucznych nawozów i oprysków. Wszystko zasadzone jest w taki sposób, aby
      roślinki same, wzajemnie powodowały brak robactwa itd.
      Wiem ile kosztuje to pracy jak ciężko jest otrzymać efekty, które wyglądały by
      jak warzywa i owece sprzedawane w sklepach Eko. Nie jestem w stanie uwierzyć
      w " niechemiczne" walory sprzedawanych tam warzyw i owoców. Według nmie jedyne
      co je różni to to że w kwestiach oprysków zachowane są terminy samego oprysku
      jak i zbioru.
      A tak poza tym to moja teoria coraz bliższ jest temu ze większośc naszych
      dzieci uczyla tylko i wyłącznie chemia a nie jakies warzywo, czy mięso.
      Dzięki moim rodzicom ma =m dostęp do coraz większej ilości rzeczy
      wychodowanych naturalnie. Ostatnio dałam małej B. nawet truskawki ( mrożone z
      dziełki ) i nie było reakcji.
      I włos na głowwie mi staje jak niektóre mamy pisza o kurczakach, wieprzowinie i
      zieleninie kupowanych w Tesco, czy w innych równie fantastycznych sklepach


      Gula
      • kreska73 Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 15:34
        Alergolog, u której ostatnio byłam, zapytana o warzywa i owoce z ekosklepów,
        powiedziała, że przestała w nie wierzyć odkąd jej pacjentami są ludzie, którzy
        mają te niby ekouprawy i hodowle i opowiadają jej jak to jest naprawdę.
        Potwierdziło to niestety moje przypuszczeniesad((
        • ariall A co ze słoiczkami? 20.04.05, 08:57
          Czy macie zaufanie do jedzenia dla dzieci ze słoiczków? Bo ja przestaję.Rodzina
          mojego męża kontraktowała marchewkę dla polskiej firmy produkującej żywność dla
          dzieci, i przyznała, że nawozy sypią chyba wszyscy.Wwarzywa przyjmowano od
          tych, którzy dawali większą łapówkę, a jakość i normy nie miała znaczenia. To
          może dlatego dzieci miewają uczulenie na słoiczki, a nieraz mogą jeśc te same
          warzywa ugotowane w domu np. z własnej działki?
    • kado1 Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 15:33
      My w sobote posialiśmy na działce warzywa. Tylko ,czy nam coś wyrośnie?smile
      • setia Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 20:32
        ja tez niedawno posialam na dzialce warzywa, oczywiscie bez zadnego nawozenia
        ziemi (nawet gnojowkasmile) mam nadzieje, ze jednak robaki cos nam zostawiawink
    • xxxinkaxxx Re: chemia w jedzeniu 19.04.05, 16:39
      no tak, to tylko potwierdza przyczynowo-skutkowy zwiazek- chemia=alergia...

      pewnie nasze dzieci nie bylyby alergikami, gdyby ich mamy i tatusiowie nie
      stykali sie z chemia w roznej postaci....

      tylko jak tu teraz zyc, jesli sie nie ma rodziny na wsi?

      zalamuje mnie to wszystko.... jest duze prawdopodobienstwo, ze pomoglabym
      swojemu dziecku przenoszac sie na wies, gdzie na swiezym powietrzu i na
      wlasnych warzywach i miesku pewnie bysmy zapomnieli o alergii, tylko ze to nie
      takie proste.... bo skad wtedy na lekarzy, leki, badania, ze nie wspomne o
      rozrywakach chociaz dla starszego syna...

      pat, po prostu pat...

      no to sie wyzalilam...
    • kerstink Re: chemia w jedzeniu 20.04.05, 09:19
      Jak sie to czyta, to odnosze wrazenie, ze wszelkie normy, przepisy, wymagania to
      same pozory, ewentualnie dobra metoda wykluczenia konkurencji ...
      K.
Pełna wersja