izia30
19.04.05, 10:16
w sobotę w piaskownicy, odbyłam ciekawą rozmowę z mamusią 2,5 rocznego
Krzysia. otóz okazało sie że chłopiec ma uczulenie na wszystkie niemal warzywa
i owoce, co zjadł od razu wysypki, biegunki i co tam jeszcze. rodzina
kompletnie załamana. ale Krzyś ma dziadków na wsi, zwykłych prostych ludzi.
jak miał roczek pojechał do dziadków na wakacje. jakież zdziwienie zapanowało
gdy sie okazało ze zjada z wielkim apetytem wszystko co babcia da i nie ma
żadnych sensacji.
owa kobieta pomyślała że to pewnie wina chemii, nawozów, pestycydów. nie ma
problemu poszukała sklepu eko. kłopoty pojawiły sie niemal od razu. warzywa
przywiezione od babci-wszystko ok. okazało sie że dziadkowie na w łasne
potrzeby hoduja owoce i warzywa nawożone gnojówką.zaczeli uprawiac całe zagony
wszystkiego, specjalnie dla wnusia, kłopoty się skonczyły, o wysypkach juz
nikt nie pamięta.