Pozytywna strona alergii

01.06.05, 17:49
Swój post kieruję głównie do mam, które właśnie rozpoczynają zmagania z
alergią u swoich dzieci i są z tego powodu załamane, zrozpaczone i wydaje im
się, że ich biedne dzieci i one same będą źle odżywione, będą miały niedobory
itd. U mnie na początku też tak było. Nadal bardzo martwię się tym, że ja i
moja córeczka nie możemy jeść wielu rzeczy, ale uświadomiłam sobie też,
że „dzięki” alergii moja rodzina zaczęła dużo świadomiej i zdrowiej się
odżywiać. Żeby zapewnić wszystkie potrzebne składniki zaczęłam sięgać po
produkty, których wcześniej nie jedliśmy albo jedliśmy dużo żadziej.
Zauważyłam też, że nie pijąc mleka przestałam mieć problemy z żołądkiem jak
dawniej (chyba zaczynam skłaniać się do teorii, że mleko nie jest wcale takie
zdrowe, a przynamniej nie dla wszystkich)
Do napisania tego postu skłoniły mnie kilkudniowe obserwacje zwyczajów
żywieniowych małych dzieci. Wróciliśmy właśnie z wyjazdu, gdzie było kilka
rodzin z malutkimi dziećmi. Moje 10 miesięczne dziecko uznane było
za „biedne”, bo nie jadło: parówek, kisielków z torebki przyozdobionych
sztuczną bitą śmietaną (jak widziałam jak taki deser wcina rówieśnik mojego
dziecka, to aż mnie ciary przeszły), chlebka z szyneczką, danonków, bakusiów
i innych przyjemności, którymi powszechnie się tam zajadano. Nawet nie
chciałam tłumaczyć, że gdyby moje dziecko nie było alergikiem to też pewnie
by tego nie jadło. Przytoczę też komentarz mojej koleżanki, która do swojej
córeczki zabierającej się za picia wody mojego dziecka powiedziała tak:
zostaw to, Pola pije zwykłą wodę, tu masz swoją pyszną słodką herbatkę. Tak
więc drogie mamy, miejmy nadzieję, że nasze dzieci z alergii wyrosną, a
zdrowe nawyki żywieniowe pozostaną (choć czytając czasami burzliwe dyskusje
na tym forum pojęcie zdrowego odżywiania bywa bardzo różne)
pozdrawiam,
Kasia
    • majamama Re: Pozytywna strona alergii 01.06.05, 19:25
      nic tylko sie podpisuje smile

      a dodam jeszcze jedno spostrzezenie: dzieci, ktore dostaja paluszki, chruki,
      herbatke tysiac innych drobnych przekasek non stop, tak zeby nie marudzily, a
      jak juz tym pluja to... smoczek jeszcze zostal smile (nie jestem przeciwniczka
      smoczkow jakby co, ale dwulatek nie potrzebuje go chyba w czasie spaceru...)
    • kerstink Re: Pozytywna strona alergii 01.06.05, 20:00
      Skad ty wzielas moja slowa ???
      K.
    • kruffa Re: Pozytywna strona alergii 01.06.05, 20:40
      Podpisuję się wszytskim łapkami pod tym co napisałaś.
      Ja w tej chwili w alergii mojego dziecka widzę chyba więcej plusów niż minusów.
      Otoczenie przyzwyczaiło się do mojego określenia "rakotwór" i radykalnych poglądów.
      Zawsze na początku jestem traktowana jak lekko niespełna rozumu, ale potem
      widzę, że wokół jakoś inni się tym zarażają. W pracy już kilka osób piecze chleb
      dla swoich dzieci, nie daje parówek itp. Zasmakowali też w razowych makaronach.
      A jak mi ktoś mowi, że moja córka jest biedna, to pytam czy wygląda na chorą? I
      mówię, że przynajmniej je zdrowo i że nie daję jej rakotworów wink)))


      Kruffa
      • azoorek Re: Pozytywna strona alergii 01.06.05, 21:33
        Tez nie narzekam. Ostatnio musialam kupic jogurt kozi smakowy- b. slodki. Po 3
        lyzeczkach maly nie chcial go ruszyc, woli naturalny- kolezanki maja odwrotny
        problem- dzieci jedza tylko slodkie. Jest jednym z dzieci mniej chorujacych
        pomimo, ze alergik. Ostatnio tez bylam swiadkiem jak mamy zachwalaly cieple dni-
        po calym dniu na powietrzu dzieci pochlaniaja po kilka parowek- no tak wyjdzie
        im te 80% dodatkow na zdrowie. Tylko szkoda mi troche malego, bo ostatnio na
        imprezie jak zobaczyl, ze sie odwrocilam to calymi rekami wybieral salatke z
        salaterki. Jak uslyszy, ze chce mu dac jakies jedzenie, ktorego nazwe slyszy po
        raz pierwszy, to juz z daleka otwiera buzie. Mam nadzieje, ze zrozumie kiedys
        skad te ograniczenia.
      • victta Re: Pozytywna strona alergii 01.06.05, 21:37
        Ja tak sobie myślę,że ta cała alergia to choroba XXI wieku.My mamy córkę
        alergiczkę nie będąc alergikami.Wobec tego szanse,że juz jej dzieci będą
        alergikami są bardzo duże. W takim tępie pare pokoleń i będzie więcej
        alergików,niż ludzi zdrowych i padną wreszcie te wszystkie koncerny wciskajace
        nam wstrętne chemiczne jedzenie,kosmetyki wreszcie padną.I ludzkoś się odrodzi i
        to wszystko dzięki alergii.
        Amen
        • azoorek Re: Pozytywna strona alergii 04.06.05, 16:03
          victta napisała:

          > Ja tak sobie myślę,że ta cała alergia to choroba XXI wieku.My mamy córkę
          > alergiczkę nie będąc alergikami.Wobec tego szanse,że juz jej dzieci będą
          > alergikami są bardzo duże. W takim tępie pare pokoleń i będzie więcej
          > alergików,niż ludzi zdrowych i padną wreszcie te wszystkie koncerny wciskajace
          > nam wstrętne chemiczne jedzenie,kosmetyki wreszcie padną.I ludzkoś się
          odrodzi
          > i
          > to wszystko dzięki alergii.
          > Amen

          A mi sie wydaje, ze tej machiny juz nie da sie zatrzymac. W Polsce i tak nie
          jest jeszcze zle- dobra zywnosc jest jeszcze w miare tania i jest dostepna.
          Ostatnio byla u mnie rodzina z Kanady- za dobra zywnosc placi sie slono a i tak
          nie jest najlepszej jakosci (np. za mleko prosto od krowy kupione od rolnika
          panstwo kara i rolnika i kupujacego- czy nie ma dostepu do swiezego mleka).Ale
          i u nas juz to sie zmienia- no coz placimy za nadmiar jedzenia. Przyszlosc
          nalezy teraz pewnie do koncernow farmaceutycznych- beda zbijac kase na coraz
          lepszych lekach.
    • ladiwa Re: Pozytywna strona alergii 01.06.05, 23:23
      To wszystko "święte" słowa. Kiedyś oglądałam taki program - co prawda dotyczył
      kobiet chorych na raka piersi, ale można to doskonale powiązać. Na pewnym
      etapie choroby kobiety te miały zastanowić się nad korzyściami wynikającymi z
      choroby. To miał być ich przełomowy moment w "psychicznym" podejściu do
      choroby. Wtedy i ja zaczęłam się zastanawiać nad alergią mojego synka. Doszłam
      do podobnych wniosków co i wy! Bardziej świadome żywienie, zainteresownie
      zdrowiem - to widocznie nasze powołanie! A już szczególnie nie pozwalajmy
      biadolić nad naszymi dziećmi, mój syn ma idealną morfologię - więc dostaje to
      czego mu potrzeba.
      Pozdrawiam
    • xxxinkaxxx a ja z "innej beczki".... 02.06.05, 00:00
      podpisuje sie rowniez obiema lapkami - nawet moj seidmioletni syn zaczyna
      zmieniac poglady i z upodobaniem wykrzykuje "coca cola to smierc!" (nie
      krzyczcie- ja go tego nie uczylam...., ale naslucha sie u nas w domu,oj
      naslucha...), chociaz tak naprawde to w swoim zyciu tej coli napil sie moze ze
      dwa razy....

      ale chcialam Wam opiedziecco mi siedzisiaj przydarzylo... upewnilo mnie to
      tylko, ze glupota ludzka naprawde nie zna granic...

      postaram sie krotko:

      wpadlam na chwile do kolezanki, gdzie zastalam jej brata- czterdziestoletniego
      kardiologa z II stop. praktykujacego w w-wie- i tak jakos od slowa, do slowa
      zeszlo na temat alergii mojej corki, no ich"chlopiec" mnie pociesza:

      "u mojego syna w przedszkolu tez jest taki straszny alergik, wszedzie ze swoim
      jedzeniem chodzi, ale tak PO ZA TYM, to NAWET normalny jest i moj syn go NAWET
      lubi..."

      tak, jakby alergia jakims ciezkim dziwactwem byla!!!!!

      rece mi opadly.... i nie tylko....

      pozdr

      INKA
      • majamama Re: a ja z "innej beczki".... 02.06.05, 00:18
        no jeszcze dodam cos.

        przyznaje sie bez bicia, ze czesto wrecz wstydze sie mowic o alergii mojego
        dziecka,a raczej wole o niej nie mowic. powod jest wlasnie taki, ze albo ja
        jestem uznana za nienormalna (przesadzam, inni jedza i jakos zyja, biedne
        dziecko ograniczam, pocierpi i przestanie, przejdzie mu), albo moje dziecko nie
        rzucajac sie na batoniki, banany i slodkie picie i kulturalnie jedzac to co ma
        mu do zaoferowania jego mama, mimo, ze inni towarzysze stolu maja na talerzach
        zgola inaczej i bardziej kolorowo.

        zastanawiam sie co bedzie z przedszkolem... bo tam wlasnie na takie
        dzieci "dziwaki" mowia. no mi tez rece opadaja...
        • dorismam Do majamama 02.06.05, 13:34
          U mojego dziecka w przedszkolu tak nie mówią, a wręcz przeciwnie. Na początku
          roku szkolnego dostajemy ankietę co dziecko może jeść, a czego nie może, którą
          powinien podpisać lekarz pediatra lub alergolog. I to jest akceptowane w
          diecie, te dzieci naprawdę dostają inne jedzenie. I nie jest to przedszkole dla
          alergików w Warszawie, tylko zwykłe "niezwykłe" przedszkole miejskie pod
          Warszawą.
          • patyska ha! ;) i o wstydzie jeszcze... 02.06.05, 13:50
            po pierwsze co to za przedszkole, bo jestem na etapie szukania dobrego
            przedszkola - tzn. gdzie ono? wink
            po drugie: zauwazylam u siebie taka rzecz, ze jak moj syn zbliza sie do innych
            dzieci bedacych pod opieka doroslych, to po chwili mowie "prosze sie obawiac,
            te zmiany to tylko skaza bialkowa, to nie jest zarazliwe", niektorzy mowia
            "wiem" i zaczyna sie rozmowa o tej chorobie (jeju, ile dzieci jest na to
            chorych! sad) albo w ogole nie odpowiadaja, jakby nie slyszeli, ale nie
            zabieraja dzieci, pozwalaja sie swojemu dziecku z moim parchulcem bawic. tylko
            raz kiedys widzialam jak ojciec swoja corke przez moim synem dyskretnie cialem
            oslanial wink no ale do niego nie mowilam zeby sie nie bal wink
            tez tak macie? czy ja moze zwariowalam juz?
            • dorismam Re: ha! ;) i o wstydzie jeszcze... 02.06.05, 14:12
              Mieszkam w Pruszkowie i tam też znajduje sie to przedszkole. Nazywa się "Pod
              kasztanami" ul. B. Prusa róg ul. Kościelnej. Sama codziennie doworzę Matiego
              samochodem, bo przedszkola bliżej mojego domu "dzieci alergiczne nie
              interesują". Panie wychowawczynie daja dzieciom ich odpowiednie mleko, podają
              też na prośbę rodziców leki wziewne. A ostatnio planując wycieczkę do ZOO
              pytały rodziców, czy aby któreś z dzieci nie reaguje na sierść.
              Pod tym kątem jest ok. Tylko niestety maja wykładziny na podłogach, ale tego
              nie przeskoczę.
              Patyska, buzia i rączki mojego młodszego prawie non stop wyglądaja nie za
              ładnie, ale na osiedlu gdzie mieszkam wszystkie mamy wiedzą (znamy się dość
              dobrze już od 5 lat), ale jak przyjezdżam do mojej mamy do W-wy mieszka na
              Powiślu, to spotkałam sie z reakcjami które opisałaś. Staram się zawsze
              wyjaśnić, bo przecież dziecko dotyka rączkami zabawek, a niestety chorób
              dermatologicznych jest coraz więcej.
              • patyska Re: ha! ;) i o wstydzie jeszcze... 02.06.05, 14:19
                dzieki! Pruszkow jest troche daleko od Falenicy niestety sad potrzebuje czegos
                na "swoim" terenie wink
                no tak, trzeba mowic - po co sie ludzie maja potem meczyc zastanawiajac sie,
                czy ich dzieci sie zarazily czyms od parchulca czy nie wink zaskakuje mnie tez
                procent ostrzezonych, ktorzy dokladnie wiedza o co chodzi i rozpoczynaja gadke
                od "wiem, moje tez to mialo..." albo 'tak, sasiadki syn..." etc. ale ci, ktorzy
                milcza, ale nie reaguja i nie zabieraja dziecka to nie wiem co maja w glowach
                wink
          • majamama Re: Do dorismam 02.06.05, 19:46
            wiesz, moze to tak jest, ze jak dziecko ma jakies obiawy skorne albo ciagly
            katar itp. to sie jakos przedszkola rzeczywiscie stosuja i pomagaja. nie tylko
            przedszkola mowie ogolni, ze to wtedy widac, ze biedakowi cos tam dolega i moze
            to byc alergia. natomiast moje dziecko ma klopoty wylacznie jelitowe,
            ktorych "nie widac"... znam naprawde wiele przedzkoli, m.in. te w ktorym prauje
            moja kuzynka, ze nauczycielko po prostu zapominaja i przypadkiem cos tam
            wcisna, nie zlosliwie nawet, tylko po prostu sobie niektorzy nie moga
            wyobrazic, ze dziecko moze byc uczulone na tak wiele pokarmow.

            no nic mnie to dopiero czeka, chwilowo tylko moje kolezanki wysylaja dzieci do
            przedszkoli. ja jeszcze mam czas. moze cos sie polepszy mlodemu...
      • kruffa Re: a ja z "innej beczki".... 02.06.05, 07:12
        Inka,
        Współczuć człowiekowi. wink))
        Ja też mam takich lekarzy w rodzinie. Tylko moi już nie odważą się czegoś
        takiego powiedzieć. Kiedyś gdy mój brat powiedział, że od czegos trzeba umrzeć
        (chodziło o chemię w jedzeniu) to usłyszał co ja myślę o lekarzach tak "leczących".
        Kiedyś się podśmiewali, teraz podziwiają.

        Kruffa
    • magda474 Re: Pozytywna strona alergii 02.06.05, 15:20
      Od długiego czasu śledzę te forum i wyczytuję bardzo wiele ciekawych, bardzo
      przydatnych w wychowaniu dziecka historii "z życia wziętych". Podejrzewałam
      jakąś alergię u mojego dziecka, ale już wszystko minęło, było to lekkie AZS, z
      którym już sobie poradziłyśmy. Został mi nawyk ostrożnego rozszerzania diety i
      ciągłego czytania nowych wątków. Muszę przyznać, że bardzo wiele już wiem o
      alergii i staram się tym dzielić ze znajomymi, którzy właśnie mają ten problem.
      Opowiadam o wyczytanych przypadkach, pewnych nowościach i dzięki temu jest im
      naprawdę łatwiej rozwiązać problem i zwrócić na coś uwagę. Niektórzy śmieją
      się, że jestem przewrażliwiona i trochę "głupia" że ciągle to czytam. Dzięki
      forum zrobiłam małej badania na lamblie, pasożyty, jestem spokojna że jest ok.,
      ale niedobrze mi się robi, gdy widzę sąsiadkę, której syn najprawdopodobniej ma
      wziewkę a ona nic z tym nie robi, faszeruje go rakotworami i się cieszy że tak
      zajada, a ja serdecznie dziękuję, gdy częstuje moją starszą o pół roku córkę
      chipsami. Dziwi mnie ta bezmyślność, a nawet brak troski, uważam, że wieczny
      katar, kaszel i ciągłe zapalenie ucha jest wystarczającym powodem, by szukać
      specjalistów a nie zwykłego pediatry, który tylko przepisuje antybiotyk, ale
      moja sąsiadka uważa się za bardzo mądrą i doświadczoną mamę. Wychowała jednego
      alergika i z drugim też jakoś będzie, szkoda jedynie że nie mogę jej namówić na
      wizytę u jakiegoś allergologa.
      Może jestem trochę przewrażliwiona, ale mam pewność, że moje dziecko źle na tym
      nie wyjdzie.
Pełna wersja