beata2005
20.06.05, 12:45
Mój trzymiesięczny Adaś ma skazę białkową,która ujawniła się w 10 tygodniu
jego życia zaognionymi krostkami na twarzy. Po wypróbowaniu paru "aptecznych"
maści - w końcu krostki zniknęły. Do tego również przyczyniła się moja ostra
dieta.
Swój pokarm ściągam do butelki i tak go karmię, oprócz mojego pokarmu Adaś
pije bebilon pepti. Mniej więcej od tego czasu kiedy pojawiły się krostki na
buzi i dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko ma skazę, Adaś w trakcie karmienia
zaczał sie prężyć, płakać. I tak to jest do dzisiaj-czyli ok 2 tygodni.
Ale od trezch dni, to po prostu karmiąc go butelką muszę latać za jaego buźką,
chwilami tak się pręży i płacze, że przerywamy jedzenie. Próbujemy różnych
sposobów: trzymanie w pozycji pionowej-czasami pomaga. Jeszcze dwa tyg temu
pomaga gripa water- teraz już nie. Wczoraj kupiłam esputicon - nie pomaga.
Dziecko, gdy nie ma karmienia- nie jest marudne, jest pogodne, gaworzy,
uśmiecha się. Problem powstaje, gduy poczuje głód. Wtedy chwyta łapczywie
smoczek, pociągnie kilka łyków z butelki i zaczyna się prężyć i płakać...
Czy któraś z Was miała coś podobnego ze swoim maluszkiem?
Proszę, odpiszcie. Byłam już u lekarza,która po zbadaniu powiedziała, ze
brzuszek mięciutki i wszsytko jest ok., ale profilaktycznie dała skierowanie
na badanie moczu.