monika262
20.10.05, 22:02
U mojej 3-letniej córeczki stwierdzono 2 miesiące temu jaja glisty w kale
(niestety podejrzewam, że ma je od dawna...). Leczyliśmy ją Zentelem (2 dawki
w odstępie 10 dni).
Najpierw była znacząca poprawa (buzia wygładziła sie, dziecko stało sie
spokojniejsze). Badanie kontrolne nie wykazało żadnych jajeczek.
Minęły trzy tygodnie - dziecko zaczęło z płaczem budzić sie w nocy, pojawiła
sie wysypka, podrażnienie okolic intymnych. Bez badania kału stwierdziłam, że
to prawdopodobnie ciąg dalszy... Dostaliśmy Vermox (tym razem cała rodzina),
sprzątam gruntownie mieszkanie co kilka dni, zabawki wymyte itp.
Teraz kończymy właśnie drugi cykl brania Vermoxu - mała jest akurat
przeziębiona i niestety bardzo kaszle (mokry kaszel, coś jej sie odrywa). No
i ja mam niemal obsesję, że to kolejny atak pasożytów...
Czy jajeczka, które składają glisty przekształcają sie w larwy i dorosłe
osobniki bez opuszczania organizmu tzw. żywiciela ??? Czy muszą najpierw
wydostać sie na zewnątrz??? Kurcze, wytłumaczcie mi to, bo chyba oszaleję!
Jeśli mogą sie tak rozwijać, to chyba wytępienie glisty jest niemożliwe
(Vermox działa tylko na dorosłe osobniki, a jeśli one składają tak ogromne
ilości jaj...). Błagam pomóżcie, bo nie rozumiem tego cyklu rozwojowego.
Drugie pytanie dotyczy lamblii - mój pięciomiesięczny synek ma ciągłe
problemy z brzuszkiem (kolki, wzdęcia, płacze w nocy). Lekarka zasugerowała
zbadanie kału na obecność lamblii (inne badania nic nie wykazały). W naszym
laboratorium (nieduże miasto - niestety)wykonują testy enzymatyczne - test
wyszedł negatywnie (lekarka twierdzi, że jest baaardzo wiarygodny), hmmm, czy
aby na pewno?
Totalna paranoja (zwłaszcza jak poczytałam sobie trochę wątków na tym forum,
nie mogę spać po nocach)!
Monika.