amra1
21.11.05, 16:25
Witajcie!
Wszytskiego się spodziewałam, ale to jakoś przeszło moje wyobrażenia.
Niedawno pisałam Wam, że przez ponad 3 miesiące moja córka nie miała na sobie
jednej krostki czy suchej plamki - od momentu, gdy odstawiłam wszystkie
produkty Hippa. Jadła Gerbera - przeszły nawet zupki z masłem i owoce z
jogurtem, powiedzmy, że w niewielkich ilościach.
Dwa miesiące temu Karolina przeszła pierwszą poważniejszą chorobę w swoim
życiu - zapalenie oskrzeli, zaraz potem była trzydniówka.
Dwa tygodnie temu w tym samym dniu pojawiła się wysypka (tradycynie u nas
góra pleców, pokrzywka na dekolcie, szyja) i lejący katar - bez żadnych
dodatkowych objawów. Połączyłam jedno z drugim i stwierdziłam, że podejrzane
są:
- nabiał - akurat zwiększyłam jej ilość jogurtu w diecie
- płatki owsiane - nowość wprowadzona w słoiczkach Gerbera (dostała je 4 razy)
- żel na ząbkowanie - zawiera rumianek i lidokainę
- nowe słoiczki Gerbera (a raczej słoiczki z nowymi etykietami) - Gerber
twierdzi, że w technologii produkcji nic się nie zmieniło
Odstawiłam wszystko. Po tygodniu katar jakby zanikł (troszkę charczało w
nosie) i wysypka zeszła (bez smarowania czymkolwiek). Zrobiłam więc test i
podałam 2 razy zupkę z masłem. Na dodatek zaczęłam jej dawać Sinlac, głęboko
przekonana, że nia ma prawa uczulić. Po dwóch dniach wysypka zaczęła się
odnawiać - nie jakoś tragicznie, ale jednak. Nabiał odstawiłam więc
całkowicie, ale nadal dawałam Sinlac. W czwartek dzieciak wyglądał już
ninajlepiej. No więc odstawiłam także Sinlac.
Również w czwartek mała zaczęła kasłać. Takie pojedyncze pokasływania, jakby
się krztusiła. Zwaliłam winę na nadmierną produkcję śliny. Żadnych więcej
objawów (kataru, temperatury, brzydkich kupek, osłabionego apetytu). W sobotę
kaszel się wzmógł. Po położeniu dziecka spać, zaczął się koszmar. Kasłała
charcząco całą noc - nie przesadzam, co 5 - 10 min był atak. Jak wstała,
przestała kasłać. W ciągu dnia to samo. Jak poszła spać - natychmiast zaczęła
kasłać. Wezwałam lekarza do domu.
Stwierdził zapalenie oskrzeli, jednak na tle nadreaktywności
najprawdopodobniej z powodu reakcji alergicznej, a nie na tle infekcji.
Powiedział, że prawdopodobnie przez to, że przechodziła zapalenie oskrzeli
dwa miesiące wcześniej, oskrzela teraz tak reagują (jeszcze się nie
zregenerowały po tamtej chorobie). Uznał, że nie da antybiotyku, tylko
wziewy. I w ten sposób Karolina od wczoraj dostaje Ventolin i Budesonit oraz
Zyrtec.
Noc rzeczywiście była jakby trochę lepsza, ale niewiele - tym bardziej, że
moje dziecko z tubą inhalacyjną współpracować nie chce.
Nie wiem do końca, co robić. Intuicyjnie czuję, że lekarz postawił trafną
diagnozę, natomiast wziewy mnie przerażają (lekarz próbował mnie przekonać,
że nie jest to aż taki koszmar). Zaufać mu? Przeprowadzić tą kurację (kazał
podawać wziewy przez tydzień, a potem kontrola, natomiast jakbym nie
zauważyła po dwóch czy trzech dniach wyraźnej poprawy to zostawił receptę na
antybiotyk)? A dopiero potem się martwić, co dalej? Czy iść do innego
lekarza? Boję się tylko, że drugi lekarz powie co innego, zleci inne
leczenie, a ja zgłupieję do reszty i nie będę wiedziała komu ufać i kogo
słuchać.
Wiem jedno - jak tylko wyleczę ją z tego świństwa, idę do alergologa i robię
testy z krwi. Może cokolwiek się w tedy wyjaśni?
Poza tym cały czas mam nadzieję, że wycofałam z diety to, co mogło ją
uczulić, że jest to reakcja jednorazowa i więcej się nie powtórzy. W reakcję
wziewną nie wierzę - nic nowego w domu się nie pojawiło, żadne detergenty nie
zostały zmienione, proszki itd. Wychodzę z założenia, że to, co jadła i z
czym miała styczność w tych miesiącach, w których nic się nie działo, jest
bezpieczne.
Jestem wściekła. Nie zgadzam się na taką sytuację. Protestuję i nie chcę. Nie
życzę sobie, żeby moje dziecko musiało brać sterydy, miało alergię, nie mogło
czegoś jeść. Po prostu się na to nie godzę!
Musiałam się wygadać. Wybaczcie.
Pozdrawiam
Asia