wychowawczy aspekt osobnego stołu

25.11.05, 11:22
Witam,
Po pierwsze bardzo proszę moderatora o pozostawienie wątku na tym forum. A
teraz napiszę, w czym rzecz. Synek (3 lata i 4 miesiące) jest alergikiem. W
ciągu 2 lat zmagań się z chorobą moja świadomość i wiedza jako konsumenta
znacznie się rozszerzyła. Reasumując, prawie nie ma produktów żywnościowych na
rynku, które, dzięki sposobowi w jaki są robione lub konserwantach w nich
zawartych, nie oddziaływałyby negatywnie na alergika. Z kolei produkty co do
których można się albo spodziewać, albo wiadomo na pewno, iż takiego
negatywnego wpływu nie mają, są o wiele droższe od produktów żywnościowych
dostępnych powszechnie, często różnica wynosi od 25%, poprzez 50% do 100%
więcej. Mojemu dziecku staram się kupować właśnie takie zdrowe produkty,
natomiast sama ich nie jem, bo po pierwsze nie mam alergii, po drugie jem
znacznie więcej niż dziecko, po trzecie wówczas nasz budżet by po prostu pękł,
a te "zdrowe" rzeczy stanęłyby mi kością w gardle (z drugiej strony może byłby
to dobry sposób, aby schudnąć), jak np. żółty ser po 32 i więcej zł za kg,
kwaśne mleko po 6 zł za 0,5 litra, soki ręcznie wyciskane po 7 i więcej zł za
litr, itp., itd. Dziecko albo się już orientuje, albo niedługo się
zorientuje, że po pierwsze je co innego, po drugie są to rzeczy lepsze i
droższe. Chciałam się zapytać, czy ktoś ma podobny dylemat, a ponadto, co
zrobić, żeby zapobiec wytworzeniu się postawy polegającej na tym, żeby dziecko
sądziło, że on musi jadać drożej i lepiej niż pozostali. Już zdarzały mu się
powiedzonka typu: to mój serek, i tym podobne. Prosiłam go wtedy, żeby mnie
poczęstował i tłumaczyłam mu dlaczego je co innego, ale nie wiem, czy to
pomogło, boję się, żeby wiadomość, że jest alergikiem i musi na siebie uważać
nie wdrukowała mu się w świadomość na zawsze.

Pozdrawiam,
Jogo
    • fidonga Re: wychowawczy aspekt osobnego stołu 25.11.05, 11:47
      Ja takiego problemu nie mam bo moja mala alergiczka (ma 1 i 7 msc.) jada raczej
      to, co niezdrowe (jest sporo produktow, po ktorych nie ma reakcji
      alergicznych). Natomiast zakupilismy sokowirowke bo soki sa u nas koszmarne i w
      dodatku dosladzane wiec calej rodzinie wychodzi na zdrowie. Oczywiscie produkty
      rolnictwa ekologicznego tez sa drozsze ale mozna sie z kims dogadac kto ma
      wlasny sad.
      A teraz moj punkt widzenia na twoj problem:
      po pierwsze mysle ,ze warto czestowac sie smakolykami syna. Nie obiadac czy
      najadac ale w jego obecnosci kosztowac.
      Gdy mowi ze to jego serek to normalne - gdyby jadl "normalne" to pewnie tez
      mialby danonki a ty np. almette - wiec trzeba uczyc go dzielenia sie swoimi
      smakolykami tak samo jak inne dzieci.
      Mysle ze warto podkreslac ze maluch je co innego bo jest alergikiem a nie
      podkreslac ze je lepsze, zdrowsze, i drozsze. Zreszta problem tanie - drogi
      pojawia sie za sprawa doroslych a nie dzieci. Jedzenie twojego syna jest lepsze
      i zdrowsze ale dla niego, a nie dla mamy czy cioci i to mu trzeba tlumaczyc.
      Takze to, ze to on ma unikac "normalnych" produktow a nie ty jego. A nie jesz
      ich bo wolisz swoje, te ktre sa dla ciebie smaczne.
      Moja corka pije bebilon pepti i ja napewno nigdy go nie bede pila. Gdy
      podchodzi do mnie i chce sprobowac mojego kakao mowie ze to jest dobre dla mamy
      a nie dla Basi...i robie jej z bebilonu - z "Basi mleka".
      Mysle, ze jezeli bedziesz podkreslala ze to jest jedzenie specjalne dla
      alergikow i nie mowila w obecnosci syna ze jest lepsze i ze nie stac cie na to
      zeby wszyscy je jedli, ze inne dzieci jedza tanie i gorsze, a on lepsze i
      drozsze to sam na to nie wpadnie. Zauwazy ze je co innego i juz.
      A wiadomosc ze jest alergikiem i musi uwazac powinna mu sie wdrukowac.
      Przynajmniej najakis czas bo w innym razie jak pojdzie do przedszkola czy do
      kolegi nie bedzie uwazal na to co je. Mysle ze wszystko zaczyna sie i konczy w
      nastawieniu rodzicow. Przeciez to my "transmitujemy" kulture...To napewno
      bardzo trudne sprawy, ale mysle ze skoro myslisz o tych problemach juz dzis to
      swiadczy to o twojej wrazliwosci i "madrosci maminej"
      Zycze powodzenia i wytrwalosci a przede wszystkim konsekwencji
      Asia
    • magda-lis Re: wychowawczy aspekt osobnego stołu 25.11.05, 11:57
      Witaj
      Moje dziecko (2,5l.) wie że dla niego jest jajeczko przepiórcze, a dla mnie
      kurze, dla niego mleko kozie lub Nutramigen - dla mnie krowie.
      Wie że je inne rzeczy i wie dlaczego - zdaje się to przyjmować naturalnie.
      Uważam, ze to ma swoje plusy - na przyszłość będzie moze bardziej staranne w
      dobieraniu sobie diety - to raz, a dwa to że dzięki temu iż je inne rzeczy niz
      wszyscy bedzie wiedział, żeby w przedszkolu, czy gościnie zaptać czy może zjesć
      to co wszyscy. Może to bedzie ochrona przed głupimi wpadkami z czekoladą czy
      chipsami?
      Staram sie jednak nie przesadzać i choć wybieram mozliwie najzdrowsze produkty
      to na miarę finansów tak żeby posiłki były takie same dla wszystkich, tak więc
      jemy to co mały - i wychodzi nam to na zdrowie smile Podmianki stosuję tylko tam
      gdzie to koniecze, ale wtedy potrawa wygląda tak samo.
      pozdrawiam
    • patyska Re: wychowawczy aspekt osobnego stołu 25.11.05, 12:01
      hmmm... chyba nie bardzo rozumiem... a skad dziecko wie, ze je lepsze i drozsze? moj synek ma 2 i
      pol roku i wie, ze z powodu alergii musi jesc inne rzeczy niz inni. nie wiem, czy jest wyjatkowy (watpie)
      ale rozumie to doskonale, przyjmuje bardzo dzielnie, pilnuje sie, zeby nie jesc nic, czego nie zna, a w
      chwilach zalamania wink przytulamy sie i opowiadamy sobie, co bedzie jadl jak juz wyzdrowieje, czyli
      niedlugo. i nigdy na tych listach nie ma czekolady, danonkow i tym podobnych swinstw. staram sie
      wyciagnac maksimum korzysci z tego, ze moje dziecko los pokaral alergia wink i jedna z tych korzysci
      beda dobre nawyki zywieniowe. nie mam zamiaru zabraniania mu slodyczy jak juz bedzie mogl je jesc,
      ale bede mu mowic, ze owszem, smaczne, ale niezdrowe, psuja zabki i sprobuje sie umowic na
      "szwedzki stol" czyli cukierkowa uczte do urzygu wink ale ra w tygodniu.
      a jesli chodzi o finanse: jesli trzeba bedzie to pojde stac po zupe do Caritasu, a moje dziecko bedzie
      jadlo drogie eko-produkty. i tyle wink
    • kruffa Re: wychowawczy aspekt osobnego stołu 25.11.05, 12:24
      Ja bym tego nie demonizowała.
      Ja kupuję te same produkty dla nas i dla córki.
      Bez sera żółtego można zyć, albo kupować inne dla siebie a inne dla dziecka -
      moja córka tak z niektórymi rzeczami funkcjonuje i jest ok. Moja córka żółtego
      sera w ogóle nie je, a sami jeśli go sobie kupujemy (ten po 32 lub 42) to jako
      coś dla smaka a nie na kanapki.
      Jogurty, kefiry można zrobić w domu z ogólnie dostępnego mleka (można kupic
      takie, które nie jest UTH), podobnie biały ser, choć ten kupuję w sklpie, ale z
      małych mleczarni i na bazarze a nie w supermarkiecie. Ogólnie wydejemy na
      jedzenie w tej chwili o wiele mniej niż gdy kupowaliśmy wszytsko, nie patrząc
      na skład. Jajka kupuję od (zawsze tych samych) bab, które sprzedają w piątek na
      bazarze swoje jajka i kury, bo 1 pln za jajko (eko skpey) to wg mnie lekka
      przesada i traktuję to jako wyjście awaryjne.
      Jedyna różnica jest chyba w wydatkach na wędlinę. Jemy tą samą, która kupuję
      dla małej, ale widzę że zjadamy jej mniejsza ilość. Może ma to związek z tym,
      że nie zawiera ona glutaminianu sodu i kawałek mi wystarcza. Kanapek z
      miesem/wędliną nigdy nie lubiłam, moja cóka też woli kawałek wedliny w rękę, a
      kanapkę z pomidorem.

      A podział na to co mała jeść może a co jedzą rodzice - jest u nas niemal
      naturalny. Córka wie (ma 2,5 roku) co je, a czego nie. Wie w którym pojemniku
      jest jej masło w lodówce, a w którym jest rodziców i potrafi to zaznaczyć, gdy
      np. babcia się pomyli. Wie, który chleb jest jej, a który jest rodziców.
      Dla niej, jak i dla nas jest to naturalne. Tłumaczymy jej też dlaczego czegoś
      nie je - bo by ją skóra swędziała.

      Ponadto zdaję sobie sprawę, że musze nauczyć córkę, jak żyć z tą chorobą
      bezobjawowo - czyli dlaczego nie je, a w sumie nie jadamy pewnych rzeczy. I nie
      zmierzam kupować wszystkiego eko dla córki przez całe lata. Trzeba z tego co
      jest dostępne powszechnie wybrać to co jeść może i tego się trzymac.
      A po sokach z eko sklepu (tych niby wyciskanych) dzieciaka mi sypało, więc soki
      w lecie zrobilismy sami smile)

      Kruffa
      • agata9991 Re: wychowawczy aspekt osobnego stołu 25.11.05, 14:39
        A to dobre! My też używamy argumentu,jak czegoś nie może i pyta dlaczego, że by
        skórka swędziała i to wystarcza. Nawet jak przyjdą goście i przyniosą
        bombonierkę, która ląduje na stole, to córka wszystkich częstuje, a sama prosi o
        "swoje ciacha"
        No,ale to trochę nie na temat.
Pełna wersja