suzzi.e
06.12.05, 21:56
Witajcie dziewczyny!
pisałam kilka miesięcy temu o naszej sytuacji:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=28577554&v=2&s=0
Od tamtej pory nie zmieniło się wiele - dalej nie wiem czy to skaza białkowa
czy jakaś inna cholera....ale po kolei. Pediatra poleciła mi pewną mądrą
alergolog - gastroenterolog - pediatrę. Pani doktor na wejściu naciągnęła nas
na testy - wyszły oczywiście negatywnie. Więc - prowokacja mlekiem (bebilon3)-
dziś mija czwarty tydzień. Problem polega na tym że moim zdaniem lekarka
ignoruje objawy jakie Michałek ma po mleku, czyli tak jak pisałam wcześniej -
drobniutka wysypka na buzi ramionkach i zielonkawe kupy. Wg. niej taka reakcja
jest dopuszczalna, że w końcu organizm Michałka się przyzwyczai...hmmm(?)i
test mam kontynuować. Spotkałyście się kiedyś z taką teorią? Pytam bo babka
jest naprawdę wybitnym specjalistą, pewnie szczecinianki o niej słyszały, to
dr Czaja-Bulsa... I sama już nie wiem co mam robić, bo wg mnie nie jest
dobrze; zwłaszcza ta zielona kupa mnie niepokoi. A jeszcze jedno: z badaniami
z krwi IgE oraz na obecność pasożytów lekarka radziła zaczekać az skończymy
prowokować mlekiem, czyli jeszcze dwa tygodnie... co sądzicie o tym? Przyznam
że mnie jej metody wydają się raczej dziwne i zastanawiam się czy nie iść do
innego lekarza, ale ciagle się waham, bo pediatra Michałka baaaardzo ją polecała.
pozdr.
Zuzka i Michaś (16mcy)