gindek
19.12.06, 14:48
Piszę to zanosząc się od płaczu. Nie zaglądałam tu od dawna, bo nie mieliśmy
już praktycznie żadnych problemów z alergią. Te mamy, które mnie pamiętają
wiedzą, że mój synek miał silne atopowe zapalenie skóry, praktycznie od
urodzenia do 9- go miesiąca życia był cały czerwony i wyglądał tragicznie.
Później było coraz lepiej i od kilku miesięcy właściwie oprócz suchych rączek
nie było już śladów alergii.Czasem sporadycznie jakaś plamka na buzi. Synek ma
rok i 4 miesiące.Przestałam nawet chodzić do alergologa, pisywać tutaj na
Forum, zapomniałam o alergii, nie podawałam już prawie wcale leków, oprócz
Fenistilu od czasu do czasu.Nie było takiej potrzeby.
Od października rozpoczęłam pracę w telemarketingu, zeby być jak najbliżej
dziecka. W tym czasie moja mama zajmuje się Mikołajem piętro niżej.
Już w październiu odkryłam, że babcia podaje mu jakieś leki od znachorek
Rosjanek ("Bardock" z łopianu). Sama je przyjmowała i wzięła też dla Małego.
Mikołaj zaczął mieć straszne wysypki na buzi,więc kategorycznie zakazałam to
podawać. Potem te Rosjanki do nas wydzwaniały ( zresztą ciągle tu dzwonią) i
raz mama wyszła z pokoju, więc poszłam za nią i posłuchiwałam, a ona im
powiedziała, że: ja jestem przeciwna podawaniu tych specyfików, ale ona i tak
daje je w tajemnicy przed mną! Strasznie się o to pokłociłyśmy i dowiedziałam
się wtedy , że Rosjanki uważają, że wysypki są naturalne i to oznaka tego, że
"organizm się oczyszcza". Oczywiście kategorycznie zabroniłam tego
podawać!Babcia twiedzi, że nie podaje. W międzyczasie interesowała się jeszcze
innymi "niekonwencjonalnymi metodami" ( czyta dla siebie od lat, bo ciągle
wynajduje sobie nowe choroby, szuka dla siebie "pomocy", przyjmuje różne
specyfiki, kiedyś latami chodziła do jakichś Tybetanek u których ja też raz
byłam i nie wzbudziły mojego zaufania- od nich też dawno temu chciała brać
zioła tybatańskie dla Małego!), a ostatnio przeczytała jakąś "mądrą książkę" i
zachowuje się jakby zwariowała. Wszystkim opowiada z przejęciem o tych
teoriach ( a jest kosmetyczką, więc sporo ludzi się przetacza przez nasz dom w
którym mamy gabinet). Ostatnio podaje mojemu synkowi różne rzeczy, a bojąc
się, że mogę jej zabraniać, nie mówi mi o tym! Robi to w tajemnicy przede
mną!!!Przypadkiem to odkrywam schodząc w godzinach pracy na dół coś zjeść. Na
przykład woda w butelce na picie jest zielona i okazazuje się, że dodała do
niej chlorofil od tych Rosjanek. OStatnio kupiła zwykłe malinowe herbatki w
saszetkach ze spożywczaka. Dwa razy dała mu zwykłego banana ze sklepu ( kiedy
ja ze strachem podaje mu te gerberowskie!).Jakiś czas temu wesżłam do pokoju,
kiedy mój synek pałaszował ciastko Hitt ( a ma przecież bardzo sysokie IGE i
jest uczulony na wiele składników, nie mówiąc już o mleku i glutenie).Dzisiaj
zobaczyłam, że synek ma jakieś paprochy w buzi, przeleciałam wzrokiem po
kuchni i odkryłam, że dała mu zmielone siemię lniane!Nie mam pojęcia co
jeszcze mu mogła podawać.
Mi już opadają ręce. Synek ostatnio wygląda tragicznie. Tak jak wcześniej
miał jedynie suche rączki, tak teraz te rączki ma całe w strupach. Strup przy
strupie. Nawet nie daje się posmarować, tak mu pieką rączki.Ma od jakiegoś
czasu wysypkę na pupie, teraz ma obsypane nóżki, szyjkę i buzię, wysypka
zaczęła tez pojawiać pod kolankami i na zgięciach rączek. Najgorsze jest to,
że moja matka głupio się upiera, że robi dobrze, bo tak każe jakiś facet,
autor tej książki, którą ostatnio traktuje jak biblię.Mówi, że synek ma zbyt
ubogą dietę! Ale, do cholery, robiłam mu jakiś czas temu badania i wyszły
świetnie! Miał troszeczkę za mało żelaza, ale już lekarz rodzinny tym się
zajął i synek przyjmuje żelazo w tabletkach. Synek poza tym wygląda bardzo
dobrze, jest lepiej rozwinięty niż jego rówieśnicy.Przecież wiadomo, że
alergicy muszą mieć uboższą dietę, bo na tym polega leczenie!
Boże, ja już nie mam siły. Po prostu zostawiam swoje dziecko pod opieką osoby,
której nie mogę ufać. Gdyby jeszcze rozumiała swój błąd i to, ze nie może
podawać Małemu niczego bez porozumienia ze mną.Bo ja przecież nie wiem co go
uczula i zastanawiam później się nad takimi banalnymi rzeczami jak jabłko czy
Flipsy! No i muszę podawać mu znowu leki przeciwhistaminowe, żeby opanować te
wysypki.Teraz nawet Clemastin podany 2 razy dziennie nie pomaga.
Jestem załamana. Chyba zrezygnuję z tej pracy dla dobra synka. Moja matka
chyba jest niereformowalna. To ten typ, który powtarza, że "lekarz się nie
znają, ja wiem najlepiej", popisuje się swoją rzekomą wiedza medyczną i wciąż
upiera się, że jeśli synek ma wysypki to tylko dlatego, że mam "ciasny umysł",
że wierzę jedynie lekarzom i medycynie konwencjonalnej, że podaję mu
lekkostrawne papki itd. Ja już naprawdę nie mam siły na moją upartą matkę! Nie
mogę nawet teraz zaszczepić synka z powodu tej wysypki. Mi już puszczają
nerwy, kiedy widzę upór mojej matki i przekonanie że jest mądrzejsza od
lekarzy.Dzisiaj rzuciłam się na nią z pięściami, kiedy kolejny raz jak w amoku
powtarzała, że ona wie najlepiej i cała reszta się nie zna.
Przeżylismy z synkiem gehennę, zeby wyjść z tej alergii, naprawdę. BYło już
tak dobrze. Myslałam, że już będzie tylko lepiej. A teraz muszę się użerać z
cudzą głupotą i walczyć o swoje dziecko.
Najgorsze jest to, że moja matka zawsze taka była, tylko dopóki siebie
faszerowała różnymi specyfikami to nie było niebezpieczne...