'robale' i lekarze- pozytywne spostrzeżenia

04.01.07, 23:14
byłam dziś z dziećmi w luxmedzie i w rozmowie z zaprzyjazniona lekarka
dowiedzialam sie, ze pediatrzy i alergolodzy kieruja tam coraz czesciej na
badania lamblii i innych pasozytow (maja bardzo duzo wynikow dodatnich w
przypadku lamblii), poniewaz zauwazyli ze problem coraz czesciej dotyczy
bardzo malutkich dzieci (np 3miesiecznych)

uwazam, ze to pocieszajaca wiadomosc- wynika z niej, ze matki nie powinny sie
tam spotkac z reakcja pt "dziecko jest za male na pasozyty", o jakiej
wielokrotnie pisalo wiele mam

natomiast 'druga strona' medalu jest taka, ze trafiaja im sie mamy, ktore nie
wierza w potrzebe leczenia lamblii i stosuja wylacznie srodki paramedyczne
bez kontroli lekarza, to tak a propos innego postu o robalach na forum .....
    • sigvaris Re: 'robale' i lekarze- pozytywne spostrzeżenia 05.01.07, 00:48
      Na pierwsze - WOW!! Ale już parę osób mi doniosło, że forum jst czytane.
      Poważnie.

      Co do drugiego. To jest faktycznie problem. Duży problem.
    • kerstink Re: 'robale' i lekarze- pozytywne spostrzeżenia 05.01.07, 10:59
      Wlasnie o to chodzi, zeby swiat medyczny sie otworzyl troche na 'nowosci', nawet
      jesli to pachnie zbyt 'alternatywnie'. Jest to w sumie bardzo stary problem
      znany w roznych dziedzinach nauki: przelomowe szalone pomysly dlugo musza czekac
      na przyjecie przez wieksze grono. A lekarzy sa znani ze swojego szczegolnego
      konserwatyzmu nawet tam, gdzie to by nie grozilo stratami w ludziach.

      Natomiast od swojej alergolog (bardzo przeze mnie cenionej bo szybko ustalila
      przyczyne u syna wiec napewno jest bardzo dobrym specjalista w swojej
      dziedzinie), ze Candide sie w ogole nie leczy (tez nie przerost) i kto zlecal
      takie leczenie dieta u corki ? Dosyc agreswynie atakuje metody alternatwyne.
      Powiem szczerze, gdyby nie wlasne doswiadczenie u swoich dzieci, wlasne
      przemyslenia na temat badan naukowych, i jakas tam pewnosc siebie, to pewnie
      zrobiloby mi sie glupio. Najsmieszniejsze bylo jej stwierdzenie, ze nie powinnam
      sobie zawracac glowe tymi metodami alternatywnymi, bo trace tylko czas i
      pieniadz. Gdyby tak jednak zliczac z jednej strony cene za zmiane diety plus
      jakas tam homeopatia plus proby z biorezonansem (o ktorym naprawde nadal nie
      wiem co myslec), a z drugiej strony ceny wizyt u roznych lekarzy, za
      antybiotyki, leki, zwolnienia lekarskie z powodu chorych dzieci, to jestem
      przekonana, ze ten pierwszy wariant kosztowal na razie mniej. No i rowniez
      rozsmieszylo mnie, ze nie mam ciagle biegac do lekarzy. Juz nie chcialam jej
      wytlumaczyc, ze z dziecmi odkad jestesmy na diecie to dzieci nie choruja ...

      K.
      • sigvaris Re: Kerstinku? 05.01.07, 11:37
        Czyżby moja wczorajsza teza, że powie Ci, że Jasia nogi, to taka jego uroda sie
        potwierdziły...???????
        • kerstink Re: Kerstinku? 05.01.07, 11:47
          Nie, nie, kobieta mimo wszystko sensowna i naprawde dobrym specjalista w takim
          przypadku jak u niego. Ale corki pewnie nigdy by nie wyleczyla, zreszta z nia
          bylam kiedys u niej i wdlg. niej to ona byla zdrowa. Obrazila sie, gdy
          powiedzialam ze rozumiem, ze zajmuje sie tylko medycyna konwencjonalna -
          przeciez bez podtekstow. Odparla, ze 'az medycyna konwencjonalna'. U lekarzy
          naprawde trzeba uwazac na slowa. Jas pozniej komentowal, ze ona nie jest taka mila.

          Podejrzany jest jednak jadlospis szkolny, na razie porozumiewalam sie z osoba,
          ktora sie zajmuje obiadami. Probujemy znalezc kompromis aby sprawdzic, czy to
          napewno to. Ostatecznie okaze sie po feriach, gdy tych obiadow nie bedzie. W
          najgorszym przypadku bedziesz dla nas gotowala ...

          K.
          • sigvaris Re: Kerstinku? 05.01.07, 11:50
            W najgorszym przypadku???!! Kerstin!
            Ciekawa jestem co na Twoje dictum Jaś by powiedział? smile))))))))))))))))
            • kerstink Re: Kerstinku? 05.01.07, 11:58
              No tak, druga wpadka na tle jezykowym dzisiaj. Czy to norma, bo ja nie czuje ?
              K.
          • xxxinkaxxx Re: Kerstinku? 05.01.07, 22:57
            Kerstink,


            wtrace sie w sprawie obiadow szkolnych....

            okazalo sie (po wnikliwym dochodzeniu oraz sugestii mojej kolezanki), ze w
            szkole do gotowania posilkow dodaje sie 'odrobine' sody oczyszczanej
            aby 'szybciej sie gotowalo i zachowalo barwe'....

            absolutnie nie mam pojecia czy to moze szkodzic i czy akurat mialo wplyw na
            mojego starszego, ale ja jestem tym zbulwersowana, w dodatku okazalo sie, ze
            jest to 'powszechnie stosowana praktyka' w szkolach, przedszkolach i stolowkach

            pozdr
            • sigvaris Re: Kerstinku? 06.01.07, 00:42
              Ja niczym "kuchareczek sześć, bo nie ma co jeść" ( w przedszkolu) dzielnie
              gotuję Martusi dania ...A Panie się dziwią, że Martusia (najmłodsza) je 3 x
              więcej od starszych dzieci.
              Nic dziwnego.
              Kiedy byłam 1-wszy dzień w przedszkolu i zobaczyłam kilka ziaren ryżu (biały na
              sucho) + kawałki wyrwanego kurczaka z wody na ZIMNO - też bym tego nie jadła.
              To wyglądalo jak coś do podziobania, nie jedzenia. Potem za to wszystkie dzieci
              nadrabiają deserem - słodkim i "idącym w masę". Marta je więc swoje pasty
              warzywno-mięsne z oliwami na ciepło bo z termosa od mamusi. Panie mają zakaz
              dawania jej deserów. A poza tym i tak zwijam ją stamtąd przed deserami.
              "W masę" może moje obiady jej nie idą. Zobaczymy kiedyś w co. Może...
            • kruffa Re: Kerstinku? 06.01.07, 02:42
              Inka, ja ostatnio przez te wszytskie dodatki prawie z głodu w pracy umarłam smile)
              Do Sodhexo nie chodziłam od początku ciązy, ale pewnego dnia "przyparło mnie do
              muru" i nie miałam czasu wyjśc do sklepu, BP mi się skończył i zapomniałam
              zabrac jedzenie z domu.
              Zeszłam więc do tej "rakotworni" i chciałam zjeśc chociaz jakąś kaszę. Okazało
              się, że nie było niczego co nie zawierałoby sody albo wegety. Nawet do ryżu i
              kaszy gryczanej coś dodawali.

              Kruffa
            • kerstink Re: Kerstinku? 06.01.07, 12:48
              Wdlg. alergolog te zmiany sa od dodatkow typu Vegeta, kostka rosolowa,
              sprasowane warzywa etc. (chodzi o Glutaminian sodu i Benzoesan sodu). Zmiany
              moga byc od zageszczaczy, ale moj syn ich nie dostaje, bo w szkole nie ma
              deserow. Po wizycie rozmawialam z pania od obiadow, dodaja Vegete tez do sosow
              (do zup tez ale na nie syna nie zapisalam). Maja synowi nie dawac sosu na tyle
              na ile sie daje ograniczyc. Zobaczymy, czy sie uda. Na razie rowniez zrezygnuje
              ze zdrowych eko-wedlin, kto wie (ale ich i tak syn nie jadal za duzo).
              Chcialabym jakos przetrwac do ferii, to jeszcze 3 tygodnie. Potem bedzie przerwa
              2 tygodnie i zobaczymy, jak sprawy sie potocza. Potem czeka mnie decyzja, co
              dalej z obiadami. Gotowanie w domu nawet co dwa dni to jednak kosztuje sporo
              czasu. I tak dzieci narzekaja, ze sie nie bawimy z nimi ...

              K.

              PS. Inka, jakie moga byc objawy po sodzie ? Czy nie bardziej zoladkowe ? Czasem
              sie zastanawiam, czy ja nie mam takiego problemu u siebie.
              • xxxinkaxxx Re: Kerstinku? 06.01.07, 13:39
                pewnie - jak zawsze- u jednych brzuch, u innych skora.... mysle, ze wiele osob
                (wlacznie ze mna, ja wlasnie reaguje 'bulgotaniem brzuchowym')ma problemy po
                spozyciu czegokolwiek w posledniejszych knajpach lub stolowkach, teraz mi sie
                to conieco wyjasnilo smile

                dodatkowo, mysle ze to strasznie 'rozpycha', syn od kiedy nie chodzi na
                stolowke (a zjadal tam tylko drugie danie a i to rzadko w calosci, bo
                nienawidzi ziemniakow) zjada w domu dwa razy wiecej i ze smakiem, a wczesniej
                trudno mi bylo mu cokolwiek wcisnac

                jestem zla jak diabli, bo nasza szkola nawet jakas nagrode i specjalne dotacje
                za zdrowe zywienie

                • kerstink Re: Kerstinku? 06.01.07, 16:03
                  To ciekawe co piszesz, ze wczesniej nie lubil jesc w domu. Moje dzieci tez
                  ciagle marudza, ostatecznie jedza. Juz nie mowie, jak to meczy, bo czlowiek sie
                  narobi.
                  Zauwazylam u siebie problemy 'brzuchowe' gdy chodze do pracy (juz myslalam, ze
                  praca mi szkodzi ...), od dawna podejrzewam tamtejsze obiady. Jednak bardzo mi
                  odpowiada, ze tam sa obiady. Tym bardziej, ze one sa z tych lepszych, powiedzmy
                  tzw. domowych.

                  Moja corka rowniez nie lubi ziemniakow !

                  Mysle, ze zdrowe jedzenie ma tu rozne znaczenia, niestety. Mam zamiar zapytac
                  sie w przedszkolu, do ktorego syn chodzil, o te sode i vegete, wiem, ze do zup
                  dodawali i jakos mu nie szkodzilo.

                  k.

                  K.
    • malka21 Re: 'robale' i lekarze- pozytywne spostrzeżenia 05.01.07, 12:02
      Ja się dołączę. W okresie międzyświątecznym trafiliśmy z małym na dyżur
      dermatologiczny do szpitala i pani doktor bardzo zainteresowała się naszymi
      przejściami lambliowymi, balsamem i prosiła o pozostawienie danych do p.
      Kamirskiej, bo a nuż komuś się przydasmile Moja koleżanka również dzieliła się tym
      adresem ze swoim lekarzem zainteresowanym diagnostyką.
Pełna wersja