brises73
24.02.07, 12:44
Eeeeeech, co za życie... Dlaczego my, mamy, same się z tym tak musimy zmagać?
Od lekarzy pomoc prawie żadna, jak czytam. Alergolog, u którego byliśmy na
hasło pasożyty powiedział: noooo, jest niby taka teoria ale nie sądzę, u
takiego małego dziecka? nieee, raczej nie. Ale jak pani Kamirska znajdzie coś
u mojego dziecka to mu zaniosę i chyba nawrzeszczę w tym gabinecie! Pediatra
na możliwości uczulające vigantolu spojrzała z lekkim rozbawieniem: no wie
paniiii, w zasadzie może uczulać, ale nie dajmy się zwariować. Sam nie wiem
jak wymogłam na niej zapisanie innej postaci D3. I stoi teraz w lodówce, bo
boję się małemu podać... Ja na ostrej diecie od paru miesięcy, wykluczałam z
niej po kolei co innego, a wysypka u mojego synka żyje swoim życiem. Nabawiłam
się tylko jakiegoś jadłowstrętu, bo do dziś mam odruch wymiotny w piekarni,
czy w mięsnym. Ostatnio znajoma nakrzyczała na mnie, że tak nie jem, a to
widać ewidentnie, że wysypka od proszku jest, bo pod pampersem ciałko pięknie
gładziutkie, więc prałam jak oszalała wszystkie ciuszki z nadzieją

I nic,
wysypka jak była tak jest. Może nie mamy tak źle, nasze dziecko nie drapie się
do krwi (ma skarpetki na rączkach), nie boli je brzuszek. Jest pogodne,
wesołe, kupy też są o.k. Może tylko jest trochę zbyt blade i szczupłe...
Wysypka jest różna i w różnych miejscach. Raz czerwone, szorstkie liszaje, raz
chropowata kaszka na szyi, raz czerwone policzki czy swędzące czoło. Da się
żyć. Tylko czasem żal, że nie może sobie zwyczajnie pofikać gołymi nóżkami, bo
muszę wtedy trzymać mu rączki, żeby się nie drapał, że nie może wieczorem
chwycić przytulanki, bo ma skarpetki na rączkach. no i że wprowadzenie nowych
rzeczy będzie bardzo trudne, bo skóra nie wygojona nigdy na tyle, by się
odważyć. Eeeeech, co za życie. To się wyżaliłam i od razu lżej. Dobrze, że
jesteście, kobietki, bo bez Was.... to już sama nie wiem co by było.