izapw
24.10.07, 21:31
cześć,
jak sobie radzicie z reakcjami otoczenia na wasze problemy
alergiczne?
Ja mam dzisiaj dość - odwiedzili nas przyjaciele. On - przyjaciel ze
szkolnej ławy męża, ona ze mną się przyjażniła w liceum. mają córkę
starszą o 7 dni od naszego starszego synka. Żadko się ostatnio
widujemy, oni pracują, my mamy dwójkę dzieci - jak nie praca, to
choroby nam przeszkadzają. I kiedy im dzisiaj opowiadałam o
problemach z rozszerzaniem diety u młodszego syna, usłyszałam że
może organizm jest tak wyjałowiony, że tak reaguje, że może powinnam
zignorować. Dodam, że już mnie życie nauczyło że nie każdemu należy
się chwalić takimi problemami, że ludzie patrzą na mnie jakbym się
na własne życzenia "umartwiała" i była przewrażliwiona. Przełykam
wizyty teściów, którzy tak właśnie podchodzą do sprawy /nawet to że
mąż ma chorob Durhinga i nie może jeść glutenu traktują jak jakąś
naszą nową fanaberię/, ale przyjaciele którzy mieli w domu przez 2,5
roku alergiczkę? Jak dziś pamiętam narzekania, że nie wiedzą już co
mają dawać Marysi jeść, bo ją wysypuje albo ma chlustające wymioty,
pamiętam wyniki testów - uczulenie na gluten, mleko krowie, jajka...
I dziś przyjaciółka mi mówi, że tak było do zeszłego czerwca.
Jeszcze wtedy jej się zdarzało wymiotować, ale za radą pediatry
zignorowali i... przeszło. Już nie była wtedy na tak silnej diecie,
ale nabiał jadała z umiarem i raczej jogurty i serki niż słodkie
mleko. A dziś pije ogromne ilości mleka i wszystko jest ok. Może też
powinnam przestać trzymać moje 10-miesięczne dziecko pod kloszem.
Nie żartuję, ale ręce mi opadają. Gdzie szukać wsparcia?
IPW