kubona
19.02.08, 23:47
tydzień temu ok 3 w nocy obudziło mnie moje własne dziecko.
przerażone bo kaszlało tak silnie ze zwymiotowało. potem kaszel
spowodował kolejne torsje.
dziecko kaszlało suchym duszącym kaszlem jeszcze ok godziny. dostało
ventolin na rozszerzenie oskrzeli. po kolejnej godzinie kaszel
uspokoił się na tyle by mógł zasnąć a ja leżałam słuchajac jak
oddycha jak zasypiałam było ok 6 rano.
kolejny dzień upłynął pod znakiem suchego duszącego kaszlu, noc bła
spokojniejsza.
zmian osłuchowych brak, wróciliśmy do zyrtecu i ambrosolu. doraźnie
ventolin choć juz nie było potrzeby.
wyglądąło to na klasyczny atak astmy oskrzelowej. albo na pasozyta
który przypominał o swoim istnieniu (Kbuś miał lamblie)
kupę do badania złzpałam dopiero dziś troche późno, ale trudno,
najwyżej polece jeszcze raz po skierowanie.
jak myślicie?
nawrót astmy oskrzelowej? czy lamblia ?
do tego wszystkiego ma totalny brak apetytu, trzy dni nie jadł nic,
jedynie pił. teraz się poddałam i jada płatki z mlekiem dwa razy
dziennie. majac w perspektywie kolejny strajk głodowy chwilowo
pozwalam na takie ilości mleka .