fizius
18.07.08, 13:16
Już powoli wymiękam...potrzebuje wsparcia. Moje dziecko ma 6.5 m-ca. Coś go
"chyba " uczula, od 4.5 m-ca jestem na diecie. Bywało różnie: śluz w kupie,
szorstkie policzki, małe liszajki, wysypka na brzuszku...wszystko mijało.
Miesiąc było super. Od trzech tygodni pojawia się krew kupie, od czasu do
czasu, a od poniedziałku jest codziennie. Zaczęła się pokazywać na siódmy
dzień jedzenia przeze mnie masła klarowanego-myślałam, że to to. Ale teraz już
zgłupiałam, bo nie przechodzi a nasila się. Notatki z tym co jem i objawami
przeanalizowałam już wzdłuż i wszerz. Oprócz mleka z piersi mały je kleik
ryżowy (na wodzie lub moim mleku) i marchewkę. Zrobiliśmy 4 posiewy-
niemiarodajne, każdy inny, trzeba powtórzyć.
Problem mój polega na tym, że lekarze cisną, że mam nie patrzeć i rozszerzać
dietę i sobie i małemu. Za 2 tygodnie MUSI jeść mięso. I do tego szczepienie
już miesiąc odłożone, unikam przychodni...
Co robić? Naczytałam się o rozszerzaniu diety pojedynczymi składnikami, co 5-7
dni, obserwować itp ale nic to nie warte jak ja mam krew teraz. Na mój rozum
powinnam poczekać aż się unormuje. Czy rzeczywiście MUSZĘ rozszerzać??? Wyniki
morfologii mamy dobre - i mały i ja. Mały słabo przybiera na wadze ostatnio,
ale przybiera. Lekarz zaleca wprowadzić kaszkę na BP i ja też koniecznie mam
jeść. Nie podoba mi się to. To kolejny produkt do wprowadzenia i obserwacji.
EH...rozpisałam się...ale nie mam już siły. Potrzebuję się wyżalić, bo znikąd
pomocy, znikąd ratunku