saha_ra
02.02.09, 23:42
Bez przerwy czytam wątki o kaszlących w nocy dzieciach. O wysypkach
i innych objawach, o nienormalnie częstych wielotygodniowych
przeziębieniach i innych nawracających infekcjach. Nie rozumiem
dlaczego w takich sytuacjach matka polega na przychodnianym
pediatrze zamiast w te pędy lecieć do dobrego alergologa. Testy na
rączkach może i są dla dziecka trudne, ale są już wykonywane testy
plasterki na plecach. No i badania z krwi. Czemu dzieci duszą się
kolejne lato zanim mama i tata zdecydują się coś z tym zrobić?
Jako alergik, który sam przeszedł w komunistycznej Polsce koszmar
niediagnozowanej i nieleczonej alergii, koszmar spotkań z
niedouczonymi pediatrami przepisującymi kolejne antybiotyki i
koszmar zbyt późno zaproponowanego odczulania, jestem załamana tym
co czytam i co widzę wokół. Jak można w dzisiejszych czasach
skazywać swoje dziecko na męki narastającej alergii? Z niewiedzy, z
glupoty, ze ślepej wairy w pediatrów? Nieleczona alergia wziewna
przeradza się w astmę. Na to rodzice czekają?
Szokuje mnie też niewiedza na temat żywienia dzieci alergików. Jeśli
już jakimś cudem lekarze stwierdzą i orzekną alergię, to nikt nie
mówi o codziennej profilaktyce. I dzieciak wtranżala żelki miśki i
kanapki z katchupem. Popijając oczywiście Jupikiem. Konserwanty E-
xxx aż w zębach mu świszczą. Alergia nasila się. Dramat.
Dlaczego tak jest??????????????