luty71
23.03.09, 00:34
Chciałabym się z Wami podzielić moimi nowymi doświadczeniami w walce z
nazwijmy to alergią u mojego synka – walczymy już dosyć długo, bo przeszło
pięć lat – przeszliśmy przez przeróżne etapy – i były ciężkie boje z robakami,
była przygoda z homeopatią i tysiąc innych rzeczy – bywały okresy dużej
poprawy, jednak niestety trwały one krótko.
Teraz parę słów o naszym mam nadzieję już ostatnim etapie.Od wrzesnia 2008
leczę Wojtanka akupunkturą, a właściwie akupresurą. Medycyna chińska (której
metodą leczenia jest akupunktura) zakłada, że zdrowie człowieka zależy od
równowagi energetycznej – w naszym ciele jest 12 kanałów (meridianów), którymi
płynie energia zaopatrująca wszystkie organy wewnętrzne – niedobór lub nadmiar
energii w jakimkolwiek kanale objawia się przeróżnymi dolegliwościami – w
skrócie kiedy mamy balans energetyczny jeseśmy zdrowi. Za pomocą akupunktury
(lub akupresury – naciskania) stosowanej w odpowiednich punktach możemy
zaprowadzać równowagę energetyczną. Wiem że brzmi to wszystko jak czary mary –
dla mnie też tak brzmiało we wrześniu jednak kiedy widzę efekty tej metody
zupełnie zmieniłam o niej zdanie.
W przypadku Wojtanka okazało się, że jego organizm jest TOTALNIE wychłodzony,
bez energii życiowej – energii brakowało w meridianie żołądka, jelita grubego,
nerki, pęcherza moczowego, trzustki, wątroby i płuc. Wszystkie organy
odpowiedzialne za oczyszczanie organizmu były niedoenergetyzowane, pracowały
słabo i źle spełniały swoją rolę – stąd te masywne wysypki – organizm
oczyszczał się przez skórę. Na czym polega leczenie: naszym celem jest
„wpompowanie” energii do organizmu Wojtusia.
Co robimy:
1. codziennie presurujemy czyli naciskamy odpowiednie punkty na ciele synka –
robię to zgodnie z tzw. zegarem biologicznym, który określa kiedy dany organ
ma swoje maksimum energetyczne – zaobserwowałam pewną powtarzalność ataków
świądu w konkretnych godzinach, staram się uprzedzać atak „pompując” energię
do organu, który akurat ma mieć maksimum i to z reguły działa tj. atak nie
następuje
2. stosujemy kąpiele naprzemienne (woda gorąca i zimna) stóp i dłoni
3. dieta rozgrzewająca – codziennie rosoły (ponieważ cały czas nie przechodzi
jeszcze wołowina to gotowane na dziczyźnie lub jagnięcinie – chociaż ostatnia
próba z cielęciną wypadła właściwie pomyślnie), wszystkie jarzyny gotowane,
żadnych surowizn, zadnych owoców cytrusowych, żadnych kurczaków i wieprzowiny,
do gotowania dodaję imbir, kurkumę, nic zimnego ani prosto z lodówki, wszystko
pokrojone na małe kawałeczki lub wręcz roztarte lub rozgniecione, małe porcje
a częściej – wszystko poto, aby zaoszczędzić pracy żołądkowi, a tym samym
zmniejszyć utratę energii
4. jak się tylko da wystawiamy się na słonko – oczywiście teraz to sprawa
trudna ale będzie lepiej
5. jak najwięcej snu
6. od września odstawione wszelkie maści sterydowe i antybiotykowe
7. z leków antyhistaminowych został tylko Fenistil w kroplach podawany
baaardzo sporadycznie
8. na świąd 2 leki homeopatyczne – Apis i Histaminum – działają super
9. z kremów tylko Sudocrem
Co się poprawiło od września:
1. jako pierwsza całkowicie wygoiła sie skora na plecach (najgorszy był rejon
krzyża – punkty na meridianie jelita grubego) i na brzuchu
2. całkowicie ustąpił koszmarny świąd siusiaczka trwający praktycznie od zawsze
3. zniknęły ogromne i strasznie swędzące liszaje pod pachami wychodzące aż na
łopatki oraz całe połacie wysypki na boczkach (wcześniej nie chciały zejść
pomimo smarownia maściami sterydowymi i antybiotykowymi) – zmiany te leżały na
kanale wątroby – kiedy podniósł się poziom energii w tym kanale skóra zagoiła
się sama
4. całkowicie zniknęła dziwna grudkowata wypukła wysypka, która pokrywała
praktycznie całe nogi –to znowu kanał żoładka
5. od jakiś 2 miesięcy mój synek wreszcie normalnie siusia – wcześniej często
zdarzało się zatrzymanie moczu – np. po całej nocy Wojtanek robił siusiu
gdzieś koło południa i to dopiero po długich namowach –winny był słaby pęcherz
moczowy
6. nie zdarzają sie już przykurcze kolan (wczesniej były momenty, kiedy nasz
synek nie chodził) – składaliśmy to na karb bardzo suchej i rozdrapanej skóry
pod kolanami – okazało się jednak, że „niechodzenie” ma związek ze słaby
kanałem pęcherza moczowego (pod kolanem jest punkt do presury) i rzeczywiście
zawsze pogorszenie siusiania pociągało za sobą pogorszenie chodzenia – odkąd
siusianie jest ok , nie ma problemów z chodzeniem pomimo, że skóra pod
kolanami bywała jeszcze bardzo rozdrapana.
7. stopy i dłonie Wojtusia właściwie mają normalna temeperaturę – przedtem
zawsze były lodowate – a to bardzo zły objaw świadczący o niedogrzaniu
organizmu – zdarza się, ze robią się lodowate, ale to zawsze związane jest z
atakiem świądu
8. zmniejszył się świąd – Wojtus drapie się jeszcze – zwłaszcza w nocy ale
ataki są rzadsze i krótsze – przedtem dziecko drapało się praktycznie cały czas
9. niesamowicie poprawiła się jakość skóry – jest gładsza (tam gdzie nie ma
zmian jest całkiem zdrowa i nie muszę smarować żadną maścią ani kremem) i
mocniejsza tj. nawet kiedy synek drapie się mocniej nie rozdrapuje się już tak
bardzo jak wcześniej
Co jeszcze przed nami:
1. zmiany utrzymują się jeszcze na karku i szyi, na powiekach i brwiach, na
rękach od łokcia w dół i na nogach, a dokładnie na ścięgnie achillesa, pod
kolanem i troszkę pod pośladkami (te punkty dokładnie na kanale pęcherza) i na
wierzchu stopy między kostkami – to dokładnie punkt na kanale żołądka – te
wszystkie miejsca presurujemy, robimy kąpiele naprzemienne i trzymamy dietę
Przepraszam, że tak długo ale bardzo chciałam się z Wami podzielić naszymi
doświadczeniami – metoda, którą stosuje sprowadza się do właściwie prostej
rzeczy – wzmocnij organizm, a poradzi sobie sam i z alergenami i z bakteriami
i z pasożytami – mój akupunkturzysta zawsze powtarza, ze kiedy Wojtuś będzie
silny energetycznie skończą się jego problemy – jak narazie cała poprawa
następuje dokładnie w taki sposób jaki opisał lekarz – teraz z wielką obawą
czekam na wiosnę i „wybuch” pylenia – zeszły rok (od marca do sierpnia )był
masakrą z uwagi na pyłki właśnie – w tym roku ma być inaczej – wzmocniony
organizm poradzi sobie i z pyłkami – teraz pyli olcha – Wojtanek jest na nią
uczulony, a jest odpukać ok – jeśli przetrwamy brzozę i trawska uznam naszą
terapię za skuteczną w 100%.