Emocje

03.06.09, 14:23
Czy często wydaje się Wam że pozostajecie same/i z Waszymi
problemami? My chodzimy do lakarzy i nikt niczego mądrego nie jest
nam w stanie zaproponować. Niby maja się nami "opiekować", a poza
podawaniem antybiotyków i maści sterydowych obserwuję jedynie
niechęć.
Mam taki moment że opadają mi wszystkie członki, brakuje mi sił na
walkę z tym cholerstwem. Nie mogę już patrzeć na to jak moją córkę
swędzi skóra i każdego dnia kiedy wstaje mysle sobie : "wylazło, czy
nie wylazło?"
Może to wszystko dlatego, że to poczatek walki z AZS i nie zdążyłam
się przyzwyczaić. Czy do tego można się przyzwyczaić?
    • mkluczak Re: Emocje 04.06.09, 07:55
      Można. Kobiety to bardzo silne istoty. Pamiętam jak po testach
      Gabrysia 2 lata temu płakałam, co dam dziecku jeść jeżeli uczula go
      gluten, soja, pomidor, kakao, orzechy + wszystko co pyli? Jak z tym
      żyć? A okazało się, że można i potem jeszcze kilka razy okazywało
      się, że można znieśc jeszcze to, czy tamto.
      Mam bwrdzo miłą panią alergolog, do której mogę dzwonić jak coś jest
      nie tak i to jest dla mnie bardzo ważne. Czuję, że naprawdę martwi
      się moimi dziećmi.
      Odwagi i wytrwałości!!!
      • tin_t Re: Emocje 07.06.09, 22:58
        no właśnie, ja mam etap przejścia przez fazę: "nie dam rady" .
        w skrócie: mam 4-latka na diecie bezmlecznej z pokrzywką bez wiadomego powodu z
        alergią wziewną i alergią (4 klasa) na orzechy ziemne, z epizodami opuchnięć.
        chciałabym posłać go do przedszkola, ale się boję braku odpowiedzialności
        innych, bo mam wrażenie, że inny myślą, że przesadzam i tak naprawdę nic się
        przecież nie stanie, jak ciut czegoś tam zje ..
        no i ciężko nam zdecydować się na wyjazdy z wyżywieniem, ciężko gdziekolwiek
        cokolwiek zjeść poza domem. wyć się chce!!!
        • mamamaria3 tin_t 08.06.09, 00:02
          ja posłałam najstarszego do przedszkola z własnym wyżywieniem. W
          cześniej długo rozmawiałam z p. dyrektor o ewentualnych skutkach
          nieprzestrzegania diety. Po rozmowie zdecydowała, że nie podejmują
          się wyżywinia.
          W zeszłym rokiu w szpitalu nie podjeli się żywienia mego drugiego
          dziecka.
          A wyjazd - trzeba przed rezerwacją rozmawiać z kucharzem. Nam udał
          się 2xbyć w Bochni, gdzie podjeli się wyzywienia - tzn. pieczywo i
          krem do kanapek, wędlinę miałam własną. Do kuchni dostarczyłam
          makarony i mąki i kartkę co kto może, a czego nie może. I codziennie
          rano pytałam o menu dla nas nie zważając na znudzenie kucharza mną
          osobą - wpadae nie było
          • tin_t Re: tin_t 08.06.09, 08:38
            właśnie problem nie jest z organizacją. tylko z emocjami, jakie temu towarzyszą.
            nie wiem, jak będzie dalej.
            • mamamaria3 Re: tin_t 08.06.09, 22:49
              U mnie (i u męża) "emocje" są wtedy, gdy słyszymy, że wyrośnie, po
              co tak się przejmujemy, kogoś tam dziecko miałao i wyrosła. a
              jeszcze innego też miało i diety nie trzymali i wszystko dobrze. A
              najbardziej dobiła mnie pani w sklepie ze zdrową żywnością, ziołami,
              która powiedziała że nie nalezy słuchać lekarzy i trzymać się tak
              kurczowo diety bo dziecko nie będzie miało co jeść
    • alabama8 Re: Emocje 04.06.09, 09:30
      Wizyta u kolejnego alergologa, inni nie pomogli, dziecko w złym
      stanie. Wyłuszczam problem, przedstawiam kopie wszystkich kart
      zdrowia, wyników, testów i słyszę: "aha, i czego panie ode mnie
      oczekuje?".
      Jakto k....a czego? Danie dnia i deser lodowy na koniec. I rachunek
      poproszę smile
    • mamamaria3 Re: Emocje 08.06.09, 00:08
      ale to wcale nie oznacza, że taka dzielna jestem - często
      mówie :"dość, nie dam rady" sprzątać, gotować, piec, a dodatkowo
      ćwiczenia od ortpedy, rehabilitanta, ortopdey. Ciągle walka z czymś
      a na "zwykłe" macierzyństwo brak czasu...
    • alabama8 Re: Emocje 09.06.09, 15:29
      Choroba nie jest powodem do tego, żeby z czegokolwiek w życiu
      rezygnować, a tym bardziej z wakacji. Jeździmy na wakacje od lat, na
      początku do kwater z zastrzeżeniem że muszę mieć dostęp do kuchni. I
      nie było problemu.
      W zeszłym roku na spróbowanie pojechaliśmy do ośrodka który
      gwarantował wyżywienie. Trochę kombinowania, własne masło i dało
      radę.
      Do przedszkola - też z własnym żarciem -obiadkiem gotowanym
      codziennie o 5 rano, kisielkiem, kanapeczkami, piciem. Też można.
Pełna wersja