karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było?

11.09.09, 14:37
Tak sobie dziś rozmawiałyśmy z moją mamą o tym jak to się kiedyś
karmiło dzieci. Ja mam 8-mio mięsięczniaka i coś mnie wzięło na
wpominki, tzn wspominała moja mama a ja pytałam.
Jak ja byłam mała to już podobno były kaszki ryżowe bebiko i takie
jadłam do ok. 1 r.ż (malinową i truskawkową - choć pamięć mojej mamy
dziurawa więc może jakieś inne), potem np. mannę. Miksowane jadłam
krótko, szybko dostawałam dorosłe jedzenie. Karmiona byłam piersią
do 2,5 lat. Podobno było mleko humana, ale bardzo drogie i na
receptę dla wcześniaków i dzieci bardzo chorych. Moim rodzicom udało
się jedno takie mleko kupić (bo ponadgryzałam mamie brodawki w
pewnym momencie i nie dawała rady mnie karmić) ale ja plułam tym
mlekiem i nie chciałam tego pić. Takiego zwykłego mleka w proszku
też nie kupowali rodzice bo się gluty robiły. Jak miałam z 8 m-cy to
podobno już sama parówkę jadłam.

A Wy wiecie jak to u Was było, interesuje to Was w ogóle, bo mnie
teraz jak sama mam małe dziecko jakoś bardzo interesuje jak to ze
mną było.
    • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 15:13
      były juz mieszanki bebiko1, 2, 2R i 2GR..ale nie miało to nic
      wspólnego z mlekiem modyfikowanym, było nieco odchudzone, dodane
      witaminki a potem trochę kleiku..trzeba je było gotowac tak
      jak "niebieskie"..zresztą trudno je było dostac a po roku 80-tym
      praktycznie zniknęły z półek..jak ktos miał "chody" w sklepie to
      czasem dostał spod lady smile. Mleko "niebieskie" robiło sie normalnie,
      wcale nie było w nim zadnych "glutów", ale trzeba było rozrobić
      proszek z zimną wodą, wlać na wrzątek a potem kilka minut
      gotować...ajgorzej gdy małe akurat się darło z głodu..najłatwiej
      wtedy było za bardzi schłodzic (bo w nerwach) a potem znów za bardzo
      podgrzać..masakra!! W kryzysie było na kartki, jeden
      worek/miesiąc..nie daj boze, by cos sie z nim stało (kiedyś mi
      wypadło i rozsypało na podłogę, było do wyrzucenia). Wtedy zostawało
      tylko podać małemu mleko woreczkowe, które miało jeden dzień
      przydatnosci i czasem nawet juz w południe warzyło się się przy
      gotowaniusad( W trzecim tygodniu wprowadzało się soczki z warzyw i
      owoców zaczynajac od 30 ml..zalecane były cytrusy (hmm), wskazane
      było dopajanie z dodatkiem glukozy (której nie mozna było kupić)lub
      naparami rumianku. Nie było wtedy żadnych leków
      przeciwkolkowych..mozna się było próbowac ratowac rumiankiem lub
      naparem z koperku włoskiego..ale w czasie kryzysu newet z tym był
      problem. ok 3,5 miesiąca zaczynało soę zagęszczać mleko maka a od 4-
      tego kazde dziecko, nawet piersiowe dostawało wieczorna butle mleka
      z kaszka manna..pozostałe rozszerzanie diety juz było takie jak
      obecnie..4,5-5 m-cy papki warzywne, po miesiacu z mięskiem potem
      żółtko, całe jajko pod koniec roku , wtedy też sery, twarożki itd. z
      tym, że o jogurtach wtedy nikt nawet nie słyszał. Od początku
      gotowało się tez zupki razem z mięsem..ale kury wtedy latały po
      podwórkach a żółtka jaj były prawie czerwone od naturalnej karmy
      • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 15:17
        pamietam jak dostałam z darów puszke mleka..nie mogłam zrozumiec, ze
        wystarczy je rozpuscic w ciepłej wodzie i nie trzeba gotować surprised,
        pojawoały sie pierwsze słoiczki..ale dla dzieci w okolocy roku..o
        były tak paskudne, ze moje dzieci ich nie chciały..a i pojawiły się
        pierwsze pieluchy jednorazówki..przypominały wielkie podpaski..były
        zupełnie niepraktyczne..jechało sie wyłacznie na tetrowych..moi
        synowie poczatkowo potrafili zabrudzic 30-35 dziennie !! a na
        zaswiadczenie o ciąży mozna było kupic 20, w tym flanelowe..pozatym
        były zupełnie nie do kupienia
        • kina82 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 16:27
          tak jak się zastanowić to jakie to były czasy...normalnie szacunek
          dla naszych mam, że w tym wszystkim jeszcze miały czas na normalne
          prowadzenie domu, a nawet często pracę.
          Jak sobie o tym przypomnę to aż głupio mi narzekać, że czasem jest
          mi ciężko, tak jak np. dziś jak mój synek dał mi do wiwatu w nocy,
          ale rano nie musiałam gotować mu kaszki stojąc i mieszając przez 20
          min, tylko rozpuściłam w wodzie, na obiad otworzyłam słoiczek i
          gotowe, a co 4 godz. zmieniam pampersa, brudnego wrzucając do kosza
          poprostu. Ubranek mam tyle, że pranie robię raz na tydzień.
          Niby to jest dla nas teraz normalne ale jakie życie stało się proste.
          • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 16:38
            ano smile)) dodaj do tego koszmarne problemy z zaopatrzeniem..ja się
            wyprowadziłam na wynajmowane mieszkanie ale nie miałam nawet zwykłej
            wirnikowej pralki..wszystko gotowałam i prałam "ręcami" a byłam po
            CC, więc nosiłam z kuchni w małym wiaderku po 5 pieluch na
            raz..odkurzacza też nie miałam, ani szczotki na kiju..więc całe
            spore mieszkanie zmiotka zamiatałam w kucki, wcześniej dywan
            szczotka do ubrań a potem wszystko leciałam na mokro szmatą, na
            kolanach..gdy synek podrósł to zeby go miec w co ubrac prułam
            znoszone męża koszule, dziny,płaszczei kurtki, stare swerty..i gdy
            młody/potem młodzi szedł spac szyłam lub "dziubałam" na drutach do 3-
            ej nad ranem, przy nich sie nie dało ..na szczęście sypiali do 9-tej
            to zdążałam się wyspać..a i tak moja mama mnie objeżdżała, że się
            wyleguję..smile))nie zastanowiło jej skad ja te ciuchy biorę..a szyłam
            lub dziergałam wszystko oprócz bielizny i butów, łacznie z
            kombinezonami i kurtkami dla dwóch synów
            • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 17:08
              jeszcze co do karmienia..to przechowywanie zywnosci stało na duuzo
              nizszym poziomie i na "przednówku" czyli od maja do poczatku lipca,
              gdy pojawiały sie pierwsze nowe warzywa trudno było o jajiekolwiek
              porzadne w sklepie, nawet ziemniaki czasem trudno było dostać a o
              owocach nie było co marzyć (nie kazde dziecko mogło jeśc truskawki
              czy czereśnie)..wtedy przydawały się wszelakie słoiki i przetwory..w
              lodówkach zamrazalniki były tak małe, że nie miesciła się w nich
              nawet kura w całości, więc niewiele mozna było w nich przechować,
              mało kto miał zamrażarkę (my nie)..ale wtedy kupowało się taką
              wielkości szafy połozonej na boku. Na świeże mięso trzeba było
              polować i stać godzinami od świtu, jeszcze zanim przywieźli towar..a
              jak się doszło do lady, to trzeba było brać co jeszcze było,
              cielęciny latami wtedy nie widziałam, mimo, że były specjalne kartki
              na nią dla dzieci a królika wogóle, pół biedy jak trafiła sie w
              miarę chuda wieprzowina lub wołowina w miarę jadalna a nie jak
              podeszwa
              • magurb Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 17:17
                wtedy to chyba lepiej bylo mieszkac na wsi i sobie uchodowac swoje
                miesko smile teraz lepiej w miescie bo wszystkiego pod dostatkiem i
                wszedzie blisko...
                ja podobno w 3 mc jadlam rosol, piers tylko do 5,6 mc a potem mleko
                krowie z kasza manna uncertain
                • papiki Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 21:24
                  jak skończyłam 1 miesiąc mama dostała zapalenie płuc i to był koniec
                  karmienia piersią. Od tego czasu jechałam na mleku krowim, i to od
                  razu z ryżem lub kaszą (rozgotowane i przecierane przez sitko).
                  Pierwszy wpis w mojej książeczce zdrowia dot. anginy przebytej w
                  wieku 4-5 lat (nie pamiętam dokładnie). Dostało się za to mamie od
                  lekarza, który myślał, że mama na wizyty ze mną nie chodziła, bo w
                  książeczce pusto. Kasza działa cudasmile
              • erin7 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 12.09.09, 22:18
                Szacun babciu (jak to mowi mlodziez) smile ja tez nie narzekam, dzisiaj
                wszystko niemal podane na dloni. A propos mleka, moja tesciowa nie
                mogla sie nadziwic ze teraz nie trzeba juz gotowac. I tak przywykla
                to tego gotowania, jeszcze przejecie wnuczka do tego doszlo, ze
                dlugo mnie pytala jak miala sama z Mala zostac-ile to mleko ma
                gotowac. Teraz dziec wstanie to zanim zdazy ziewnac ma butle z
                mlekiem. Takze wielki szacun dla mam za te pieluchy, mleka,
                godzinami gotowane kaszki itpsmile
                • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 14:50
                  Takze wielki szacun dla mam za te pieluchy,
                  ..to miało tez swoje dobre strony..co prawda wysadzałam na nocnik
                  chłopaków w prawdopodobnych porach od kiedy zaczynali pewnie
                  siedzieć..po obudzeniu, jedzeniu, gdy długi czas pielucha była
                  sucha..ale bez jakiś tam specjalnych emocji, zadęcia, nastawienia..i
                  w okolicy roku obaj wołali już sami świadomie (!!) lub wręcz sami
                  się obsługiwali przez ściągnięcie majtek (obaj kończyli rok z
                  początkiem lata, wiec latali w samych majtach) i skorzytanie z
                  nocnika, ja byłam wołana do ew. do wytarcia pupy i pomocy w
                  podciągnięciu wszystkiego co z siebie zdarli..całkowicie byli
                  odpieluchowani, nawet w nocy gdy mieli ok 1,5 roku (rzadko zdarzały
                  sie "awarie")..może to kwestia dyskomfortu jaki czuli, gdy moczyli
                  tetrówki a potam gdy one były zimne i obcierały, gdy natychniast nie
                  były zmienione..no i samego przebierania, gdy majty, rajstopki,
                  portki a czasem i koszulka przemoczone, żaden szanujący się maluch
                  nie lubi..szkoda czasu, bo świat taki ciekawy..lepiej zawołać mame
                  lub zrobić samemu do nocnika smile))
    • umberto_14 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 11.09.09, 21:15
      Jednak to niesamowite, że udało się wmówić nam wszystkim, że dzieci
      muszą teraz jeść mleko modyfikowane do 3 roku życia. No i pewnie
      jest na to mnóstwo badań. Przecież nikt nie będzie sprawdzał na
      swoim dziecku, czy to prawda , więc przez 3 lata bulimy kasę na
      mleko proszkowane. Taka myśl mi się czasami kołacze po głowie, nie
      tylko o mleku smile)
      • cafe_tee Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 12.09.09, 12:20
        mama mi ciągle opowiada o bananach, które znajomi przywozili jej z całego kraju
        i z Niemiec, bo u nas w sklepach nie było. A musiałam je jeść, bo nic innego mój
        organizm nie tolerował...ciągle miałam ostre biegunki. Po bananach miałam
        "normalne" kupy.

        Opowiada mi też, jak dawała nam kawałek kiełbasy w rączkę, i ja z siostrą
        "memlałyśmy" tę kiełbasę,nawet pół godziny. Mama mówi, że dzisiaj nie dałaby nam
        jej do ręki - ostatnio sama mało co zęba nie złamałam. W kiełbasie była jakaś
        kostka.

        Oczywiście "niebieskie" mleko było na topie, a na kuchence w garnuszku stał ryż,
        kiedy trzeba było - mama brała łyżkę i robiła nam jedzenie smile
        jak pomyślę, że ja gotuję za każdym razem świeżutki ....

        Pralki też nie było, mama nosiła wodę wiadrami, prała ręcznie, wygotowywała a
        potem pieluchy wynosiła pod "hydrant", i płukała w lodowatej wodzie, aż rąk nie
        czuła sad co chwilę wciskając rączkę od hydrantu, bo sam automatycznie się
        wyłączał.

        Mnie również "naszła" myśl, o tym mleku modyfikowanym do 3r.ż.
        Ale z jednej strony, skądś się biorą u dorosłych ludzi osteoporozy, problemy z
        nerkami, wątrobą, cukrzyca itp.
        To, że dziecku nic nie było po zwykłym mleku, nie znaczy że jako już dorosła
        jednostka nie odczuje - tego krowiego mleka...
        Fakt, kasy na nas nieźle zarabiają - ale ..kurcze - może mają rację?
        • anettchen2306 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 12.09.09, 18:11
          Taaaak.... a u obecnych dzieci, wychuchanych, wydmuchanych,
          wychowanych na mleku matki (karmia 2-3 lata niektore) lub na
          Hippach, Gerberach, Bobovitach, robiacych w pampersy, smarowanych
          firmowymi kremami... itp. szerzy sie ADHS, AZS, zbyt male/duze
          napiecie miesniowe, alergie, skazy bialkowe, nietolerancje
          pokarmowe, pozniej dysleksja, dysgrafia ... Jak dla mnie to zaden
          dowod, ze owczesne zywienie bylo takie beeee i ze teraz sa tego
          skutki. Nie wiem, czy takie "apteczne" zywienie i wychowywanie
          naszym dzieciom wyjdzie na dobre sad(
          Ja jestem z lat 70-tych, moj brat tez. Siostra miala "latwiej" bo
          urodzila sie "pokomunistycznie". Mnie mama karmila piersia tylko
          miesiac, brata 6 tygodni. Potem byla butla z niebieskim mleczkiem,
          rzadkie budynie lub manna do butli na mleku krowim (mama mowila, ze
          rozcienczala woda pol na pol) od 3-4 mca, soczki juz po 3
          tygodniach - mama tarla marchewke i wyciskala ja na sitku do
          herbatysmile Jablko jedlismy juz w 2-3 mcu skrobane lyzeczka. Do picia
          rumianek, mieta - z ogrodka lub z laki, babcia latem zbierala kwiat
          bzu i lipy na zime. Zima w ruch szly kompoty i sok pomidorowy.
          Parowe wcinalam ponoc jak mialam 6 mcy - wyszly mi dwa zeby wiec
          rodzina uznala, ze juz czas smile) Potem od razu bula do reki lub
          kawal drozdzowego placka z kruszonka, na sniadanie czerstwabulka
          namoczona w cieplym mleku z cukrem - nikt nie bawil sie
          w "ekspozycje" na gluten. No i od 4 mca zupki, oczywiscie z zoltkiem
          lub porcja miecha kazda, do kazdej obowiazkowo lyzeczka masla. Ani
          ja ani moj brat nie mamy (jak na razie) zadnej osteoporozy, cukrzycy
          nie ma tez nikt w rodzinie. Cytrusy byly glownie na Boze Narodzenie,
          wiec z nimi stycznosci czestej nie mielismy. Dostawalismy lizaki,
          mordoklejki, cos czekoladopodobnego, majac niecaly rok pilam
          oranzade w woreczku (!). "Pokomunistyczna" siostra, wychowana na
          bebiku, soczkach bobofrtuta, budyniach ekologicznych (np. z buraka
          czerwonego), "zapampersowana", pila bebiko do 2 lat - jest
          chorowita, ma problemy z nerkami i AZS - obecnie ma ponad 20 lat,
          mleka krowiego nie pije praktycznie przez cale zycie (bo nie lubi,
          bo smierdzi jej "krowa"), mimo to choruje. Czego to dowodzi?
          Zupelnie niczego.
          • sjostra Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 12.09.09, 23:44
            ja w niemowlęctwie mieszkałam na wsi z działką i własnymi kurami, więc no problem ze swiezymi warzywkami, rosołkiem, krowim mlekiem itp
            Moja mama wspomina, że byłam niezłym żarłoczkiem i z braku profesjonalnego sprzętu piłam z butelki po oranżadzie co miała pojemności 330ml z naciągnietym na nią gumowym smoczkiem i dziurą jak się patrzy. Dlatego jak karmi czasem moja młodą to mówi, że ona sie chyba nie najada bo ma taki "za mały" smoczek (aventu). wink
            • agulle Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 01.11.09, 22:14
              sjostra napisała:
              > Moja mama wspomina, że byłam niezłym żarłoczkiem i z braku
              profesjonalnego sprz
              > ętu piłam z butelki po oranżadzie co miała pojemności 330ml z
              naciągnietym na n
              > ią gumowym smoczkiem i dziurą jak się patrzy.
              ======================
              hahaha
              moja teściowa mi ostatnio opowiadała, ze mój mąż i jego bracia pili z
              butelek po piwach smile
          • luka7803 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 21.09.09, 23:01
            Mleko krowie jest dobre dla cielaka a dla małego dziecka mleko ludzkie. Jeśli nie mona karmić piersią mleko powinno być modyfikowane czyli pod względem składu upodobnione do ludzkiego. Nieodpowiednie żywienie nie musi skutkować po dwóch dniach ale może po trzydziestu latach na przykład. A nieprawidłowe napięcie mięśniowe, dysortografia itp to nie wymysł dzisiejszych czasów, bo takie zjawiska istniały zawsze. Jak trzydzieści lat temu nie można było dostać modyfikowanego mleka, to nie znaczy że dzisiaj mamy je karmić krowim.
            • kina82 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 25.09.09, 10:00
              Luka7803 oczywiście masz rację ale to mleko dzisiejsze (mówię o
              zwykłym krowim) jest już zupełnie inne niż te 30 lat temu. Nie mam
              na myśli tego płynącego prosto z krowich cycków ale te kupne w
              sklepie. Kiedyś przypominało ono mleko a teraz raczej nie więc to wg
              mnie dodatkowo przemawia za podawaniem dziecku mleka modyfikowanego.
              Tak zresztą jest ze wszystkim. I nie zgodzę się też ze stwierdzeniem
              że kiedyś się tak jadło i wszyscy żyją i są zdrowi. Jak napisałaś
              skutki czasem wychodzą po wielu latach. Tak właśnie stało się z moim
              mężem, ma chore nerki (nie będę już pisać dlaczego bo to długa
              historia, ale nie jest to choroba wrodzona tylko nabyta). Przy
              okazji jego choroby spotykamy też wielu ludzi w naszym wieku z
              różnymi schorzeniami które wg lekarzy są następstwem różnych
              czynników "tamtych" czasów.
          • mamciulka-nikulka Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 09.10.09, 19:01
            anettchen2306 napisała:

            > Taaaak.... a u obecnych dzieci, wychuchanych, wydmuchanych,
            > wychowanych na mleku matki (karmia 2-3 lata niektore) lub na
            > Hippach, Gerberach, Bobovitach, robiacych w pampersy, smarowanych
            > firmowymi kremami... itp. szerzy sie ADHS, AZS, zbyt male/duze
            > napiecie miesniowe, alergie, skazy bialkowe, nietolerancje
            > pokarmowe, pozniej dysleksja, dysgrafia ... Jak dla mnie to zaden
            > dowod, ze owczesne zywienie bylo takie beeee i ze teraz sa tego
            > skutki. Nie wiem, czy takie "apteczne" zywienie i wychowywanie
            > naszym dzieciom wyjdzie na dobre sad(

            Wiesz, to wszystko teraz występuje z takim nasileniem tylko dlatego, że zostało
            medycznie nazwane. Kiedyś też dzieci miały różne problemy tylko się tego
            konkretnie nie nazywało, często nie leczyło. Mój ojciec miał alergię na jaja
            kurze, babcia mi niedawno o tym opowiadała jak to z nim było, że po zupce z
            lanymi kluskami, która dostał jak miał 6 miesięcy, zaczerwieniły mu się
            policzki, zrobiły się lakierowane, lekarka stwierdziła, że to od jajek i żeby
            nie podawać. Dopiero w wieku gdzieś 3 lat mój tata dorwał w gościach jakiegoś
            placka, to podobno całą noc wierzgał nogami i się drapał. Alergia ustąpiła
            dopiero po 30-tce, jak ojciec mimo lekkiego puchnięcia i czerwienienia się
            twarzy i tak jajka jadł, aż mu przeszło smile Mój syn niestety odziedziczył po
            dziadku alergię na jaja, ale konsekwencją zjedzenia jest wstrząs anafilaktyczny.
            Mnie jak byłam mała zawsze po porannej zupie mlecznej bolał brzuch i często
            miałam biegunki. Przez całe życie wierzyłam, że z tymi biegunkami to taka moja
            uroda, a dopiero teraz w drugiej ciąży jak mi się objawy nasiliły dotarło do
            mnie, że zwyczajnie nie toleruję mleka. Rodzinne u nas także jest zaburzenie
            wchłanianie wit.D, zarówno mój ojciec, brat, ja i mój syn mieliśmy krzywe klatki
            piersiowe, o ile mojemu ojcu i bratu pomógł wysiłek fizyczny, tak mi już nie
            pomogło i tak zostało, zresztą pediatra powiedziała mojej mamie, że piersi
            urosną nie będzie widać smile Mój syn już był pod kontrolą, pomogło odstawienie wit.d

            Jak ja byłam mała to pamiętam mleko w proszku w takiej niebieskiej
            półprzezroczystej torebce - uwielbiałam je jeść, szczególnie na sucho. Pamiętam
            też mleko w szklanej butelce, które codziennie stało pod drzwiami na klatce,
            swoją drogą ciekawa jestem jak to wtedy działało, czy te mleko było za darmo?
            Mama opowiadała jak robiła zupki przecierowe i tak stała z sitem i te warzywka
            przecierała. O tetrach to nie wspominam, bo to też czasy, że rodzice pralki nie
            mieli i wszystko na tarze prali.
            No ale hitem była kiełbasa. Dziś nie znoszę surowej kiełbasy, ale jak byłam mała
            to strach było ze mną obok mięsnego przechodzić, bo się darłam "mama base, chce
            base". Mama musiała prosić o kawałek kiełbasy dla dziecka, bo to czas kartek były.

            No i pamiętam zapach gumy balonowej Donald smile
            • mamciulka-nikulka Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 09.10.09, 19:03
              Acha, dodam jeszcze, że mój ojciec jest dysgrafikiem, a uważano go za lenia i
              nieuka smile
            • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 09.10.09, 20:14
              Pamiętam
              > też mleko w szklanej butelce, które codziennie stało pod drzwiami
              na klatce,
              > swoją drogą ciekawa jestem jak to wtedy działało, czy te mleko
              było za darmo?
              co miesiąc chodziło sie do sklepu, który administrował w imieniu
              mleczarni roznoszem mleka i się płaciło za to mleko, zmieniało się
              tez ew. ilośc jaka mieli dostarczac i zgłaszało wyjazdy..wtedy w
              czasie np. wyjazdu na wczasy nie przynosili..codziennie trzeba było
              wieczorem wystawić butelke na wymiane, bo inaczej mozna sie było
              doczekać pobudki o 4-tej nad ranem smile
        • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 12:17
          "Mnie również "naszła" myśl, o tym mleku modyfikowanym do 3r.ż.
          Ale z jednej strony, skądś się biorą u dorosłych ludzi osteoporozy,
          problemy z nerkami, wątrobą, cukrzyca itp."
          ..ja mam wrażenie, ze w tym przypadku idzie się na skróty i na
          łatwiznę o wszelkie choroby tego swiata posądzając w
          miarę ""nagłośnione" produkty..w ciągu 30 lat pojawiło nam się w
          bardzo szybkim tempie wiele substancji w otoczeniu, jedzeniu,
          kosmetykach, lekach, środkach czystości itd. Nie znamy ich wpływu na
          ludzki organizm..i przy takiej ich masie trudno "wyłapać", że
          dziecku może szkodzić jakas np. substancja lotna zawarta w nowym
          płynie do mycia podłogi lub srodek uzyty do konserwacji lub
          zabarwienia teoretycznie "bezpiecznego" pokarmu..najłatwiej
          stwierdzić "skazę białkową" lub wogóle oskarzyc mleko..a wiele osób
          nie odróznia nawet przejsciowej nietolerancji laktozy od
          nietolerancji laktozy wieku dorosłego i alergii na białko krowie..o
          innych alergiach lub nietoleralcjach nawet nie ma co mówić. Ludzie
          nie zdają sobie sprawy, że mozna mieć uczulenie na wiele
          substancji..Pozatym do powszechnego uzycia weszły produkty
          pochodzące z odległych regionów świata..nawet gdy są
          pochodzenia "naturalnego" (np. niektóre barwniki) dla naszego
          organizmu mogą być czymś "sztucznym", nieznanym, substancją, na
          która organizm zareaguje na wszelki wypadek. Pokarmy, które zostały
          przywiezione z "nowego świata", wchodziły do diety przez wiele lat
          nawet całe stulecia a i tak często dla naszych organizmów nie są
          zbyt zdrowe lub wywołuja uczulenia np. pomidory, cytrusy..teraz to
          wszystko przebiega błyskawicznie i nie dziwie sie, ze coraz częściej
          podaje się, ze szczególnie małe dzieci, powinny jeśc to co rośnie w
          kraju ich urodzenia. Nie zwraca sie uwagi na to, ze nowe substancje
          mogą zaburzać wchłanianie korzystnych skłądników z pokarmów, które
          były na naszym terenie jedzone od tysiącleci (np mleka). 30 lat temu
          o konserwantach w wędlinach własciwie nie było mowwy, nie były
          uzywane "polepszacze" w pieczywie, barwników do produkcji warzyw,
          wędlin lub produktów mlecznych, w "chemii gospodarczej" królowały
          naturalne składniki, takich równiez uzywało się w odzieży i do jej
          wykańczania (barwniki) lub uzywało się obojętnych chemicznie wlókien
          sztucznych jak anilana, nylon..teraz praktycznie trudno kupic
          produkt w 100% naturalny, a jak juz sie na niego trafi to mieć
          pewnośc , ze nie został wykonczony przy pomocy jakich
          chemikaliów..Przy tym wszystkim "pryskanie" warzyw nawozami lub
          środkami ochrony roślin, które maja okres karencji, po którym
          ulegają całkowitemu rozłożeniu to najmniejszy problem..a i tak
          wywołuje najwięcej emocji i strachu
      • mrs.t off topik 16.10.09, 10:21

        mleko proszkowane. Taka myśl mi się czasami kołacze po głowie, nie
        > tylko o mleku smile)

        dokladnie
        sikanie doo pieluchy do 4, 5 roku zyciauncertain
    • carmita80 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 12:32
      30 lat temu karmiono dzieci tak jak piszecie, teraz jest zupelnie inny trend
      czyli odwazanie w gramach i ml (jak lekarstwa), ekspozycje na gluten, cytrusy
      zabronione nawet u mam karmiacych piersia (wlasciwie szelenstwo juz zaczyna sie
      przy karmieniu piersia), przesadne zwlekanie z podawaniem pokarmow i to mleko
      modyfikowane do 3-go r.z. i gotowanie na nim np. budyniow. Taki trend jest w PL,
      gdyz na tzw. czesto nieslawnym ''zachodzie'' trendy sa zupelnie inne, nie takie
      jak 30 lat temu ale przynajmniej tu gdzie mieszkam zadnych schematow nigdy nie
      widzialam, a dzieci mam dwoje i mieszkam juz prawie 9 lat, ostatnio robilam
      porzadki w jednej szufladzie i natknelam sie na ulotki m.in. na temat karmienia
      niemowlat. Ogolne informacje, kilka pozycji czego nie i do jakiego wieku i
      koniec. Bradzo tez namawia sie sie do podawania od samego poczatku domowych
      posilkow a nie ze sloiczkow. Podobnie z kosmetykami u niemowlat i malych dzieci
      - zasada im mniej tym lepiej. Witaminy - naturalne, zadnych uodparniajacych
      ''cudow'' z apteki - raczej swierze powietrze i nieprzegrzewanie, poleca sie
      taki ''powrot do natury'' i to dziala, mniej alergii, nietolerancji, infekcji
      itd. Warto sprobowac.
      • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 13:48
        Taki trend jest w PL,
        > gdyz na tzw. czesto nieslawnym ''zachodzie'' trendy sa zupelnie
        inne, nie takie
        > jak 30 lat temu ale przynajmniej tu gdzie mieszkam zadnych
        schematow nigdy nie widzialam
        ..bo tzw. "zachód" wychował juz conajmniej jedno pokolenie na takich
        zasadach i przekonał się do czego to prowadzi..ponad 30% osób
        dorosłych z pokaźną nadwagą, schorzeniami, niedoborami, zakłócona
        gospodarką hormonalną lub metabolizmem do bani
        >cytrusy<
        tu jestem za!! za moich czasów, ponad cwierć wieku temu, były
        zalecane od 3 tygodnia..na szczęście moje dzieci stanowczo odmawiały
        picia soczków z nich, nawet gdy były sporo dosładzane (wtedy nie
        było zabronione podawanie cukru, wręcz zalecano dodawanie go do
        kazdej potrawy, nawet pikantnej typu zupka, byle był przegotowany).
        Dzieci najlepiej wiedzą co dla nich jest niekorzystne..i wtedy
        odmawiają jedzenia..moje zaczęły tolerowac cytrusy w okolicy końca 2-
        ego roku i tylko podane jako cały owoc. W Polsce można bez problemu
        znaleźć lokalne produkty, które są pod kazdym względem
        wartosciowsze..np. wit. C mają duuzo więcej zwykłe gotowane
        ziemniaki..a natka piertuszki to w porównaniu z nimi bomba
        witaminowa i żelazowa, za to oba produkty praktycznie nie uczulają,
        bardzo rzadko
        • carmita80 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 15:07
          ..bo tzw. "zachód" wychował juz conajmniej jedno pokolenie na takich
          zasadach i przekonał się do czego to prowadzi..ponad 30% osób
          dorosłych z pokaźną nadwagą, schorzeniami, niedoborami, zakłócona
          gospodarką hormonalną lub metabolizmem do bani

          To akurat problem o wiele szerszy niz karmienie niemowlat i malych dzieci.
          Akurat doradztwo w tym zakresie jest fachowe i ogolnostepne, mamy maja darmowe
          wizyty po porodzie, ktore sa kontynuowane przez kilka tygodni a nawet miesiecy,
          bilansy roczniakow i dwulatkow w domu, mozna zadawac pytania i radzic sie i
          zapewniam ze nikt nie zaleca niezdrowej zywnosci, a co do cytrusow to sa one
          dostepne od wielu lat i o ile moze wystapic na nie alergia tak jak i na inne
          rzeczy to osobiscie nie znam nikogo kto by ja mial.
          Po 9 latach zycia na tzw. zachodzie jak i czestych kontaktach z wieloma ludzmi
          na calym swiecie, ktorzy sa moimi dobrymi znajomymi i przyjaciolmi
          zaobserwowalam, ze otylosc i chorowby z nia zwiazane dotyczy przede wszystkim
          warstw spelecznych z najnizszym wyksztalceniem, ktorych siwadomosc na temat
          zdrowego trybu zycia jest zadna, pomimo doradztwa, oferowanych programow
          edukacyjnych i wreszcie darmowych terapii odchudzajacych oraz propagowania
          zdrowego stylu zycia. Latwo dostepne, tanie, gotowe do spozycia posilki z duza
          zawartoscia tzw. chemii o ile jedzone sporadycznie nie szkodza o tyle w
          nadmiarze prowadza do problemow zdrowotnych, do tego uzywki i brak ruchu.
          Ludzie z lepszym wyksztalceniem, szerszymi horyzontami, nie maja nadwagi,
          uprawiaja sporty, i pomimo czesto wielu obowiazkow przygotowuja sami posilki lub
          jadaja w dobrych restauracjach. Zaszczepiaja tez zdrowy styl zycia swoim dzieciom.
          Lekarze nie zalecaja podawania mleka krowiego niemowlentom, ani posilkow stalyc
          dzieciom ponizej 6 m-ca zycia, ale tez nie zalecaja karmienia dzieci wg.
          schematow odmierzajac miarka kazdy posilek.
          Tzw. zachod uczy sie na bledach, a sloiczki z gotowymi obiadkami doradza sie
          jako posilek dla dzieci od czasu do czasu a na codzien ''home made food'' W PL
          wielu rodzicow nie moze pojac czemu chociaz problemy, ktore poruszaja na forum
          powinny dac do myslenia. Ziemniaki i pietruszka zamiast pomaranczy i papai - NIE
          - obok - TAK. Moje dzieci jak i wiele mi znanych rasy bialej, urodzonych i
          wychowoywanych w Europie polnocnej nie odmawialy jedzenia cytrusow do konca 2-go
          roku zycia i sa zdrowe podobnie jak wiele tych ktopym ich nie podawano. Wiec nie
          dowodzi to niczego.
          • anettchen2306 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 15:55
            carmita80 napisała:"zaobserwowalam, ze otylosc i chorowby z nia
            zwiazane dotyczy przede wszystkim
            warstw spelecznych z najnizszym wyksztalceniem, ktorych siwadomosc
            na temat
            zdrowego trybu zycia jest zadna, pomimo doradztwa, oferowanych
            programow
            edukacyjnych i wreszcie darmowych terapii odchudzajacych oraz
            propagowania
            zdrowego stylu zycia.- Popieram w 100%, choc mieszkam na "dzikim
            zachodzie" dopiero od 4 lat. Otylosc wsrod doroslych i glownie wsrod
            nastolatkow to przede wszystkim problem osob niezasobnych,
            niewyksztalconych, zyjacych z opieki socjalnej. Jezeli rodzice sa
            otyli - przewaznie tuptaja obok nich otyle dzieci. Podstawa
            wyzywienia sa makarony i tanie gotowe sosy i jest obiad dla 5
            osobowej rodziny za 1€! Jezeli do tego obydwoje rodzice nie pracuja,
            utrzymuja sie przez lata z zasilkow (bo tutaj to cale zycie tak
            mozna!!! a nie tylko rok jak w Pl), to i ruchu maja malo. Dzieciaki
            wszystko to sobie podpatruja i nie widzac innego lepszego "modelu"
            postepuja dokladnie tak samo. Zadni moi tutejsi znajomi ani
            przyjaciele nie maja nadwagi, uprawiaja sporty, kupuja w
            ekologicznych sklepach. Kasy chorych za darmo organizuja kursy
            zdrowego gotowania dla niemowlat i malych dzieci, kursy dla
            nastolatkow typu "Jak modnie jesc i cool wygladac". Ci z tzw.
            nizszych warstw maja to wszystko gleboko gdzies, bo musza przezyc od
            pierwszego do pierwszego i w zwiazku z tym kupuja to co najtansze,
            najszybciej sie "samo" robiace (bezrobocie rozleniwia okrotnie!).
            Osobiscie nie spotkalam tutaj jeszcze niemowlat i malych dzieci z
            nadwaga. Bedac w tym roku na wakacjach w Polsce i bedac na plazy
            mialam mozliwosc poobserwowac mamy z bobasami. Dzieciaczki
            przypominaly angielkie mopsy - falda na faldzie. Jakos wierzyc mi
            sie nie chce, ze karmione "tylko piersia" 6 tygodniowe niemowle moze
            wazyc 8,5 kg! Na kazdym placu zabaw widzialam raczej "cukiernie" niz
            zabawe: mamy i babcie biegajace za maluchami i wciskajace im co
            chwila cos do jedzenia. Uogolnianie wiec, ze na Zachodzie sa zle
            nawyki zywieniowe jest bzdura. rozmawialam kiedys na
            temat "polskiego" schematu zywieniowego niemowlat i tego
            naszego "niemieckiego" z naszym lekarzem pediatra. Powiedzial, ze
            takie "aptekarskie" traktowanie dzieci (odmierzanie posilkow, daleko
            idaca ostroznosc z glutenem i mlekiem krowim i jego przetworami,
            szukanie na sile arlergii tam, gdzie dziecko tylko czasowow nie
            tolerowalo jakiegos produktu) mialo miejsce w latach 80-90tych. Ze
            dzialanie bardzo zachowawcze spowodowalo wiecej szkod niz pozytku.
            Ze kazde dziecko jest inne, ma inne predyspozycje genetyczne i
            inaczej zareaguje na dany posilek czy kosmetyk. Moje dzieciaki tez z
            cytrusami nie mialy najmniejszych problemow. Nie tolerowaly dluzszy
            czas za to zwyklych europejskich jablek sad( Tutaj wrecz w kazdym
            przepisie po 4 mcu zycia jako "przyprawe" kaza dodawac swiezo
            wycisniety sok z pomaranczy (witamina c ulatwia wchlanianie zelaza z
            posilku)! Lekarze coraz czesciej wracaja do "babcinych" sposobow
            zarowno w zywieniu jak i leczeniu: przy zaparciach laktoza (w
            proszku do rozpuszczenia w wodzie), na goraczke owijanie lydek w
            wilgotne kompresy, na kaszel i katar inhalacja z posiekanej cebuli
            zalanej wrzatkiem... Cyzby nasza polska nauka byla az tak do przodu
            a ten "dziki zachod" az tak zacofany, zeby nie wiedzial co i kiedy
            podawac, co szkodzi a co nie? Tutejsi lekarze bardzo czesto jezdza
            na sympozja, biora udzial w kursach doszkalajacych, wiec chyba
            sie "troche" orientuja w sprawie. No i przede wszystkim nie ma
            czegos takiego jak wizyta prywatna smile) po godzinach urzedowania w
            gabinecie.
            Mozna wiec powiedziec tylko jedno: kazde dziecko jest inne. Nie ma
            co przeginac ani w jedna ani w druga strone.
            • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 16:31
              Tutaj wrecz w kazdym
              > przepisie po 4 mcu zycia jako "przyprawe" kaza dodawac swiezo
              > wycisniety sok z pomaranczy (witamina c ulatwia wchlanianie zelaza
              z posilku)
              dlatego ja nieodmiennie propaguję szczypte natki, która zawiera wit
              C duuzo wiecej niz ccytrusy
              W Polsce nadal istnieje cos co ja nazywam "zachłśnięciem" sie i
              wzorowanie na "zachodzie"..to co tam juz ludzie przeszli i od tego
              odstepuja u nas zaczyna sie widziec dopiero teraz, z duzym
              opóźnieniem, choc widze, ze w kwestii dziecfko grube,
              oponiaste=zdrowe chyba nie jest az tak popularne, mimo Twoich
              refleksji z pobytu w Polsce. Z tego co widze choćby z programów
              kulinarnych "zachód" wręcz na nowo musi uczyc się gotować, bo do
              tego doszło, ze gotowanie w domu zanikło juz od pokoleń..czesto
              młode mamtki nie umieja, bo ich matki tego nie robiły..mam nadzieję,
              ze u nas do tego nie dojdzie a na pewno jeszcze do tego nie
              doszliśmy..co do statystyk sa one jednak nieubłagane..Naszej kuchni
              zarzucano, ze jest niezdrowa..ale wystaczy sprawdzic jaki procent
              ludzi otyłych (nie z nadwagą) jest w tzw. krajach rozwinietych: USA,
              WB, Niemcy..co do tych ostatnich mam podglad na codzień..na oko
              mozna rozpoznać i to nie po ciuchach czy obcym języku..z
              daleka..nawyki żywieniowe robią swoje i niestety widywałam
              tez "zapasione" dzieci a nawet niemowlaki
              Cyzby nasza polska nauka byla az tak do przodu
              > a ten "dziki zachod" az tak zacofany, zeby nie wiedzial co i kiedy
              > podawac, co szkodzi a co nie?
              myśle, ze nasi ludzie wskutek "zacofania" jeszcze stosują te nawyki,
              do których "zachód" wraca..i mam nadzieje, ze nie bedziemy
              przechodzic tej samej drogi, by później wracać i leczyć skutki
              ślepej uliczki w która "zachód" sie zapędził
          • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 13.09.09, 16:11
            >Akurat doradztwo w tym zakresie jest fachowe i ogolnostepne, mamy
            maja darmowe wizyty po porodzie, ktore sa kontynuowane przez kilka
            tygodni a nawet miesiecy, bilansy roczniakow i dwulatkow w domu,
            mozna zadawac pytania i radzic sie i zapewniam ze nikt nie zaleca
            niezdrowej zywnosci,<
            hmmm..nie wiem jakie miałaś doswiadczenia, w tym zakresie, przed
            wyjazdem z Polski..ale to ja miałam już 27 lat temu, a moja synowa
            ma teraz..inna rzecz na ile się z tego korzysta i jak jest
            realizowane w poszczególnych miejscowościach oraz przez
            poszczególnych lekarzy i połozne..dla wyjasnienia ja mieszkam w
            miejscowosci ok 40-tysiecznej synowa w 120 tys. więc nie zalezy to
            tez od wielkosci niasta..a może własnie zależy..w takim zakresie, ze
            w większych miastach pojedyncza mama i jej problemy może zginąć w
            powodzi wielu innych zgromadzonych na stosunkowo nieduzym obszarze..
            Ziemniaki i pietruszka zamiast pomaranczy i papai - NIE
            > - obok - TAK. Moje dzieci jak i wiele mi znanych rasy bialej,
            urodzonych i wychowoywanych w Europie polnocnej nie odmawialy
            jedzenia cytrusow do konca 2-go roku zycia i sa zdrowe podobnie jak
            wiele tych ktopym ich nie podawano. Wiec nie dowodzi to niczego.<
            nie widze powodu by dziecku urodzonemu miedzy Bugiem a Odrą podawać
            papaję, która nie jest dla niego naturalnym pokarmem a niezbedne
            składniki mozna dostarczyc w tych, które ty urosły i są w diecie od
            tysiącleci. Większe jest prawdopodobieństwo że w/w papaja została
            zabezpieczona na czas transportu chemikaliami opóźniajacymi jej
            psucie, ze została zerwana jako niedojrzała i w czasie dojrzewania
            nie zostały zneutralizowane substancje, które w roslinach
            niedojrzałych sa wręcz trujace jak np. solanina czyli zielone częsci
            widoczne na ziemniakach, marchwi i innnych, która powinna być
            usuwana bo jest nie tylko niejadalna a wręcz trująca!! Pozatym
            pokarmy pochodzące z innej strefy klimatycznej wymagaja innych
            bakterii, enzymów by zostały prawidłowo strawione przez organizm lub
            powodują ze strony organizmu wiekszy wydatek energetyczny,
            sprawiaja, ze inne pokarmy, naturalne dla danej strefy, nie sa
            prawwidłowo trawione a składniki wchłaniane..i dotyczy to nie tylko
            dzieci ale równiez osób z problemami trzewnymi..w mojej rodzinie mam
            kilkoro starszych osób, które mają takie problemy, sama tez jestem
            pod opieka specjalisty, z dużego miasta, z całym stadem literek
            przed nazwiskiem, dorobkiem klinicznym, sporą iloscią publikacji
            itd....który oprócz swojej specjalnosci jest wysokiej klasy
            dietetykiem..cytrusów dla "delikatnego" przewodu pokarmowego nie
            zaleca..tym bardziej nie zaleca dla delikatnych nerek..a to wszystko
            dotyczy również niemowląt i małych dzieci. Zachwycając się smakiem
            owocu lub innego pokarmy z dalekich krajów często zapominamy, ze
            równiez ludzie w nich mieszkający i jedzący je na codzień maja inny
            skład mikroflory w jelitach a nawet nieco odmienny skład genów i że
            to co w wodoczny sposób nie zrobi krzywdy dorosłemu organizmowi może
            byc dla niemowlecia szkodliwe lub conajmniej zbędne..a tak juz z
            innej beczki..wnuk bez problemu je dynię i arbuza wyhodowanego w
            Polsce.. na melona zareagował..papaja jest z tej samej grupy roślin,
            sok z cytryny w malutkich ilosciach, stosowany jako przyprawę
            toleruje..po mandarynkach dostał wysypki..ja po cytrusach w
            nadmiarze mam atak kolki nerkowej (tworzenie sie "piasku" w nerkach,
            kamnica szczawianowa) jak w banku..połaczenia mleka, produktów
            mlecznych i cytrusów zabronił tez lekarz prowadzący moją teściową z
            zaawansowaną osteorosporozą
            • umberto_14 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 14.09.09, 08:47
              Babciu47 napisałaś wiele uwag, z którymi się zgadzam w całej
              rozciągłości smile. Nie jestem specjalistą żywieniowym, ale instynkt mi
              podpowiada, że najlepiej dawać dziecku (i dorosłym również) lokalne
              produkty. Naczytałam się kiedyś o tym , jak bardzo ubożeją w
              składniki odżywcze owoce zerwane za wcześnie i potem chemicznie
              konserwowane. Pojechałam następnie do Kaliforni, gdzie spóbowałam
              cytrusów i innych egzotyków nagrzanych słońcem prosto z drzewa
              i...poczułam różnicę. Przeczytałam też gdzieś, że w czasach, kiedy
              polskie społeczeństwo było generalnie ziemniakmożerne, to właśnie
              ziemniak był podstawowym dostawcą wit. C dla Polaków (!) Potem znowu
              całą historia z pangą i inne tego rodzaju. Można zginąć w całej
              matni informacji i dezinformacji próbując wybrać coś dla swojej
              rodziny. A na końcu tego wszystkiego jest jakiś ogromny , np
              francuski koncern produkujący żywność, który ma duży wpływ tzw.
              lobbingowy na lokalne i często nie tylko lokalne władze. Gubię się i
              w takiej sytuacji wracam do korzeni. Tylko, że moja mała uwielbia
              ananasa , ha, ha. No ale dostaje tylko raz na miesiąc.
              Pozdrawiam

              A, i zaczełam sama siać warzywa. Mała zasmakowała w szpinaku,np.

              • carmita80 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 14.09.09, 09:33
                A co z polskim spoleczenstwem, ktore nie bylo ziemniakozerne, bo w koncu to
                roslina pochodzaca z Ameryki Pld. ktora zostala sprowadzona do Europy i udalo
                wyhodowac sie odmiany ktore przyjely sie na polnocy. Wiele warzyw, ktore jadamy
                obecnie nie rosly na tych terenach przed wiekami. Ja tez mialam okazje sprobowac
                owocow egzotycznych w krajach w ktorych byly one zawsze. Mialam okazje sprobowac
                tzw. cytrusow z polskich sklepow, nie wiem czemu ale rzeczywiscie rzadko mozna
                kupic naprawde dobre, te same owoce kupowane na tzw. zachodzie maja zupelnie
                inna jakosc i smak, oczywiscie nic nie dorowna temu ktore rosnie na drzewach w
                karju pochodzenia. Transport w dzisiejszych czasach nie odbywa sie jednak misiacami.
                • carmita80 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 14.09.09, 10:30
                  Co np. z ryzem, ktory rosnie w regionach odleglych od Europy, na bazie maki
                  ryzowej powstaja kleiki dla dzieci, ktorymi mozna zageszczac mleko juz w 4 m-cu
                  zycia niemowlecia. Gdyby nasi przodkowie kierowali sie zasada, ze dobre tylko to
                  co rosnie na polach wokol nas to ziemniak nie bylby dzis jednym z pierwszych
                  warzyw podawanych niemowlentom, zreszta wiele innych tez by odpadlo. Ludzie od
                  dawna migruja tak jak Europejczycy wyjezdzaja tak i etniczni mieszkancy innych
                  kontynentow przyjezdzaja tu, rodza dzieci, ktore odzywiaja tut. jedzeniem
                  dostepnym na rynku, a pochodzacycm z roznych rejonow na calym swiecie. Jest tego
                  bardzo duzy wybor, co daje mozliwosc urozmaicenia i wzbogacenia diety. Picie
                  soku np. z pomaranczy przez matke karmiaca piersia noworodka jest zupelnie
                  normalne (mi go wrecz zalecono juz w pierwszej dobie, bo bolalo mnie gardlo)tak
                  jak jedzenie wszystkiego co jadlo sie przez porodem. Odstawia sie dany produkt
                  JESLI alergia wystapi, a nie bo MOZE uczulic. Podobnie przy rozszerzaniu diety u
                  niemowlat. Nie wiem czym podyktowane jest tak rygorystyczne podejscie do
                  zywienia niemowlat, byc moze tym to co oferuje sie w sklepach w PL jest
                  kiepskiej jakosci. Po czescie pewnie tak, ale czasem odnosze wrazenie, ze
                  poglady typu ''dziecko powinno jesc tylko lokalne produkty, ktore wyhodowane w
                  danym kraju'' jest z rodzaju tych, ''mleko krowie dobre dla cielat''.
                  Co do naszych mam 30 lat temu, to one chyba jednak mialy latwiej, dzieci
                  zdrowsze byly,bardziej odporne.
                  • karla134 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 15.09.09, 11:37
                    nawiążę tu do mleka modyfikowanego, niech mi ktoś powie że dzieci karmione teraz
                    częściej chorują niż my w czasach kiedy praktycznie nic nie było moja mama
                    karmiła nas krowim mlekiem albo nie daj Boże mleko w proszku które jest nadal w
                    sprzedaży ale teraz jest wręcz zabronione dla dzieci które nie ukończyły 3 lat
                    i...jakoś nie chorowaliśmy tak często jak to teraz jest może przez to byliśmy
                    bardziej odporni??
                  • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 15.09.09, 12:44
                    zoemniaki weszły do powszechnej diety, "trafiły pod strzechy" od
                    kilkunastu dziesiecioleci..inne warzywa podobnie, bo tzw.
                    włoszczyzne przywiozła do Polski dopiero u rozpowszechniła królowa
                    Bona. Ryz nie jest roslina z tak "idległych" regionów bo niektóre
                    gatunki sa uprawiane na południu Europy..a cytrusy do niedawna były
                    u nas całkowicie nieznane, dla wiekszości populacji, chocby ze
                    wzgledu na nietrwałośc w czasie długotrwałego transportu..mimo, ze
                    również uprawiane są na południu Europy. W danych produktach istotne
                    jesst równiez to jakie substancje zawieraja skrobia ryzu żadko
                    wywwołyje alergie, cytrusy niestety często. Co do
                    diety "starizytnych" Polaków to wspomniane ziemniaki i warzywa
                    korzeniowe wyparły wiele produktów, o których obecnie nawet nie
                    wiemy, ze sa jadalne. Mozna o tym dowiedzieć się czasem od starszych
                    osób lub dowiedzieć z programów, gdzie autorzy pokazuja te rosliny i
                    przyrządzaja z nich potrawy. Na naszym terenie duzo jadło się kasz,
                    róznego rodzaju "jagód", grzybów..mój ojciec wspominał zupe z
                    lebiody, z jajkiem, która gotowała babcia wiosna, sałtki i zupy z
                    pokrzywy, mlecza..sama jako dziecko w lesie zajadałam tzw. szczawik
                    zajęczy..smaczny, kwaskowaty zapewne zawierający sporo witamin. Do 8-
                    mego roku zycia co roku spędzałam wakacje u babci na wsi, bidnej i
                    zacofanej..słodyczy mi nie brakowało i były one praktycznie
                    nieosiagalne, mało kto uprawiał też np.popularne obecnie
                    truskawki..ale zajadałam się warzywami zerwanymi w ogródku:
                    kalarepką, młodą marchewką, cukrowym groszkiem, chodziłam do lasu na
                    poziomki, jagody, od wiosny zbierało sie róznego rodzaju grzyby,
                    jadło w duzych ilosciach papierówki..owoce były równie porządane jak
                    teraz batonik..a o ile zdrowsze..marchewke wyrywałam z ziemi,
                    otrzepuwałam o portki i wcinałam aż mi sie uszy trzęsły..i nic mi
                    nie było..teraz kazdy by sie spodziewał niewiadomo jakich chorób, bo
                    przecież nie były umyte. Barszcz postny (bez miesa) z bobem, jajkiem
                    na twardo, młodymi ziemniaczkami z koperkiem i wspaniałą wiejską
                    śmietaną był najsmaczniejszym posiłkiem pod słońcem..i dostarczał
                    wszelkich składników. Mam wrażenie, ze to wtedy jadło się "jak król"
                    chociaż nie znaliśmy niewiadomo jaki "nowinek"..no i w kiełbasach,
                    wędlinach było mięso a nie skrobia kukurydziana i białko
                    sojowe..kiełbasy predzej zeschły sie na wiór niz zapleśniały czy
                    stały obślizłe, mozna je było bez obaw zabierać w podróż jako suchy
                    prowiant, nawet w czasie upału..teraz tego nie robię z obawy o
                    ewentualne skutki
                    • babcia47 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 15.09.09, 13:00
                      i jeszcze zarówni nasze zboża, z których powstaje mąka i kasze jak i
                      ryż to trawy..podobne do siebie skłądem..w Polsce nie rośnie za to
                      dziko żadna roślina która jest spokrewniona z cytrusami. Niektóre
                      egzotyczne owoce i warzywa sa bez problemu trawione przez tubylców
                      bo ich organizm przywykł i "nauczył się" je trawić, pewnie dużą role
                      odgrywa odmienna mikroflora zasiedlająca jelita..dla europejczyków
                      są szkodliwe lub wywołują zatrucia..nie pamiętam o jakie dokłądnie
                      rosliny chodzi, zapewne nie są popularne własnie z tego powodu..ale
                      juz samo to wskazuje, ze niekoniecznie pokarmy z dalekich stron
                      świata musza być takie korzystne. Niektóre owoce jak np. banany
                      zostały za to w procesie hodowli znacznie zmodyfikowane, by mogły
                      byc przez nas trawione..nie tylko wyglądem ale zawartymi składnikami
                      i właściwosciami nie przypominaja dzikich, rosnących w dalekiej
                      Azji, jakis czas temu był na ten temat program na Kuchnia tv.
                      Podobnie stało sie w ciągu ostatnich 20 lat olejem z nasion
                      rzepaku..kiedys uważanego za rośline przemysłowa, teraz
                      właściwosciami wręcz przewyzszająca oliwę z oliwek
                      • karla134 Re: karmienie dzieci 30 lat temu-jak to było? 09.10.09, 14:25
                        ja osobiście do roku podawałam mleko modyfikowane bebiko, po roku podawałam
                        mleko takie co pan przywozi bo kartonowego ja się bałam podawać jednak, chociaż
                        z tego co napisałam już wcześniej to i może się mylę.
                        Po to jest mleko modyfikowane przeznaczone dla niemowląt i małych dzieci.
    • leneczkaz Humana 02.11.09, 09:18
      Ja piłam tylko Humanę od 1,5 m-ca bo mama miała operację na piersi.
      Całą rodzina stałą w aptekach i Peweksach zeby ją dostać, bo łoiłam nieźle.
      'Kwadratowa' byłam ;p

      A po 6-tym m-cu babcia mnie bigosem nakarmiła big_grin
Pełna wersja