silije.amj
30.03.03, 16:34
Na starym eDziecku wątek zatytułowałabym - Czy wasze dzieci też tak zdechle
jedzą obiadki? (tu boję się, że się nie zmieści, ale sens podobny)
Jest piękny, wiosenny, niedzielny dzień, moja córeczka cały dzień biega i
bawi się w ogrodzie. Jemy obiad na tarasie, świetna pora, bo już ciepło, a os
jeszcze nie ma. Julka przybiega wesolutka, jakby co najmniej miała apetyt!
Wszyscy (rodzice i dziadkowie) nakładają sobie i słyszą:
- Nie, sosiku nie chcę, nie polewaj mi!!!
- Nie lubię gloszku, gloszek jest niedobly!
- Sulówki nie lubię, nie dawaj mi!!!
- Mięska nie chcę! Ani tloszkę! NIE BO NIE!!!
No dobra, dziecko ma na talerzu samiusieńki goły makaron. Idę do kuchni po
masło, żeby przynajmniej zjadła makaron polany odrobiną masła. Po pięciu
machnięciach widelcem Julia jest wyczerpana faktem siedzenia przy stole, więc
zmyka. Tatuś talerz w garść i truchcikiem za córunią, udaje mu się trafić do
małego dzióba z makaronem jeszcze ze dwa razy. To absolutny koniec obiadu dla
3-letniej i 13-kilogramowej panny. Bardzo często podaję się do dymisji i na
obiad podaję jej po prostu słoiczek z obiadkiem dla niemowląt, tam
przynajmniej jest zmiksowane mięso. Dziś na kolację pewnie zje dwa Danonki,
grejpfruta albo parę plasterków sera (Z chlebkiem nie chcę! NIE I JUŻ!!!)
Czy Wy także posiadacie w waszych domach podobne egzemplarze skaczące sobie
na chudych nóżkach i żywiące się soczkami i przytulaniem do mamy? I czy
jesteście takie dzielne jak ja, że od lat to znosicie z godnością